Real Madryt kradnie emocje walki o tytuł

Piłkarze Realu Madryt
PressFocus Na zdjęciu: Piłkarze Realu Madryt

W ostatnich dwóch sezonach La Liga trzymała w emocjach do końca. To ostatnie kolejki decydowały o tym, kto zostanie lub też nie zostanie mistrzem Hiszpanii. Przy takiej grze, jaką prezentuje teraz Real Madryt – i postawie jego bezpośrednich rywali – o emocjach w walce o tytuł w maju możemy co najwyżej pomarzyć.

  • Real Madryt pomimo kontuzji największej gwiazdy bez problemów wywiózł zwycięstwo z jednego z najtrudniejszych terenów w lidze
  • Królewscy mają najmniejszą skłonność do zaliczania wpadek i są najrówniejszym zespołem w stawce
  • Jedynym poważnym problemem, na jaki obecnie warto zwrócić uwagę, to zbytnia eksploatacja najważniejszych graczy przez Carlo Ancelottiego

Real nie ugina się pod przeciwieństwami losu

To, co przez większość ubiegłego sezonu wyróżniało Atletico, była dojrzałość. Ekipa Diego Simeone potrafiła zwyciężać w każdych warunkach, prezentując mniej lub bardziej miły dla oka futbol. To, rzecz jasna, zmieniło się na przestrzeni marca i kwietnia, gdy Barcelona niebezpiecznie zbliżyła się do Los Colchoneros. Ale ostatecznie to dzięki tak świetnym rezultatom z pierwszej części kampanii, Rojiblancos cieszyli się z tytułu.

Dziś jedyna ekipa, o której możemy powiedzieć to samo, dzieli z obecnymi mistrzami miasto. I niezwykle tęskni za oddanym nie tak dawno mianem czempiona. Początek sezonu kazał wierzyć, że Real Madryt A.D. 2021 będzie zespołem przyjemnym do oglądania. Dużo bramek – również traconych – brak balansu w defensywie i rosnący Vinicius. Trudno było orzec, czy to wystarczy do walki na równym poziomie z Atletico, które wydawało się niezwykle wyważone i pewne siebie.

Fakty jednak są takie, że Królewscy ostatnie punkty w lidze stracili niemal półtora miesiąca temu, gdy bezbramkowo zremisowali z Osasuną. Poza tym, podopieczni Ancelottiego idą jak burza, a przy tym dopisuje im szczęście. Zdarzają im się bowiem takie spotkania, jak odrabiana w zeszłym tygodniu dziewiąta kolejka. To, że nie stracili bramki w meczu z Athletikiem należy traktować w kategorii cudu. To zaś, co najbardziej imponuje w ekipie Królewskich to fakt, że trzy dni później, przeciwko bardziej wymagającemu rywalowi, rozegrali mecz całkowicie odmienny. I to bez największej gwiazdy.

Karim Benzema po kwadransie opuścił murawę z kontuzją, a jego miejsce zajął Luka Jović. To ogromny cios, zwłaszcza, gdy znajdujesz się na Reale Arena, domu Realu Sociedad. Tymczasem Serb przerwał fatalną serię, zanotował gola i asystę, dzięki czemu na spółkę z Viniciusem poprowadził Los Blancos do triumfu. To nie pierwszy przypadek, gdy Carletto musi radzić sobie z absencjami. Przez długie tygodnie brakowało Daniego Carvajala czy Toniego Kroosa. Włoch nie ma żadnego pewniaka, ani na prawej obronie, ani na prawym skrzydle. A mimo tego, jego wymyślana na bieżąco drużyna punktuje. I daje widzom frajdę, jak cholera.

Alaba – Militao to nowe Ramos – Varane?

Jak mawiał klasyk: spokojnie. Sergio Ramos i Raphael Varane to duet, który zapewnił transfer trzech pucharów Ligi Mistrzów do klubowej gabloty. W dodatku Hiszpan to bezapelacyjnie najlepszy kapitan w historii Królewskich, niekwestionowana legenda. Dlatego też wielu kibiców drżało, gdy wraz z Varane’em opuszczali Madryt podczas jednego okna transferowego. Eder Militao odkuł się po fatalnym początku w zespole i już w ubiegłym sezonie pokazał, że można na niego liczyć. Nie wiadomo jednak było, jak poradzi sobie u nowego trenera i z całkiem nowym partnerem. Póki co, prezentuje się śpiewająco. Zresztą, niech liczby z ostatniego spotkania przemówią za mnie.

Co zaś dodaje David Alaba? Jest brakującym ogniwem. To nie lider w typie Sergio Ramosa, krzyczący na partnerów i emanujący agresją. Austriak to inny przywódca, co nie znaczy że gorszy. Była gwiazda Bayernu przybyła do Madrytu świadoma swej wartości. Alaba zakomunikował Ancelottiemu, że preferuje grę na środku obrony i poza początkiem kampanii, gdzie Włoch ratował się łataniem Austriakiem lewej defensywy, tam właśnie występuje. Jasne, ma problemy przy pojedynkach powietrznych, ale powyższa grafika idealnie obrazuje, kto w zespole ma się tym zajmować. 29-latek jest zaś odpowiedzialny za przewidywanie w defensywie, fantastyczne rozgrywanie i fajerwerki z przodu. Bomba z dystansu przeciwko Barcelonie, pierwszy gol obrońcy Królewskich z rzutu wolnego od czasów Roberto Carlosa? Proszę bardzo. A do tego posyłane na nos przerzuty, świetne dośrodkowania, a wszystko to pokryte warstwami platynowej pewności siebie. Jakkolwiek irracjonalnie to brzmi – nikt w Madrycie nie płacze po Ramosie, niemogącym rozegrać dla PSG dwóch spotkań z rzędu.

Na kłopoty Vinicius, Benzema i… ktokolwiek

Roli Benzemy i Viniciusa nie ma sensu po raz kolejny wyłuszczać. W minionym tygodniu Brazylijczyk dał prawdziwy popis samby w meczu z Athletikiem i był liderem drużyny w starciu na Reale Arena. Sam Benzema, zaś, strzelił jedyną bramkę we wspomnianym, trudnym starciu z Lwami z Bilbao. Kluczem do zrozumienia fenomenu Ancelottiego jest jednak to, że ktokolwiek nie zostanie dokooptowany do gwiazdorskiej dwójki, wyniki i tak się zgadzają.

Pierwsze przebłyski od kilku sezonów ma Marco Asensio, Mariano w swoim jedynym meczu w tym sezonie gryzł murawę i zanotował asystę. Do siatki trafił już w tej kampanii nawet Gareth Bale, ale to przebudzenie Luki Jovicia zszokowało kibiców Realu Madryt.

Uraz Benzemy to ogromny cios dla Królewskich, zwłaszcza na tak wrogim stadionie. Jego miejsce zajął Serb, który dotychczas otrzymywał tylko ogony. W nich prezentował się zresztą przezroczyście. Co zrobił, gdy zespół potrzebował go najbardziej? Zaliczył spektakularną asystę – o niej w części “golazo kolejki” – i dołożył do tego debiutanckiego gola. Wygląda na to, że piłkarze, niezależnie od pozycji w szatni, kochają nowego trenera. I niezależnie od okoliczności, chcą pokazać się z najlepszej strony.

Realowi przeszkodzić może wycieńczenie

Nie brakuje głosów, że kontuzja Benzemy to wina Ancelottiego. Francuz, który przez dobrych kilka lat miał urlop za każdym razem, gdy zblizały się zgrupowania reprezentacji, teraz gra od deski do deski. Zarówno w Madrycie, jak i dla Les Bleus. W końcu jego mięśnie musiały powiedzieć dość. Według mediów ze stolicy, szkoleniowiec zrozumiał, że porażki z Espanynolem i Sheriffem Tyraspol przyszły w związku z nadmierną rotacją. Dlatego też teraz ogranicza ją do minimum. Generałowie, tacy jak Thibaut Courtois, Alaba, Militao, Casemiro, Kroos, Luka Modrić, Vinicius czy Benzema grają niemal zawsze. Przy grze na trzech frontach na takiej intensywności możemy być pewni – kontuzje w końcu przyjdą. A trudno powiedzieć, czy Ancelotti ma do dyspozycji kadrę tak równą, że absencja trzech generałów w jednym momencie przejdzie niezauważona.

To jednak spekulacje. Na ten moment Real Madryt gra piłkę na poziomie nieuchwytnym dla reszty stawki. I pozostaje cieszyć tym oczy.

Całość tekstu znajduje się na Primeradivision.pl. Tam wybrano dodatkowo Partidazo, evento, jugador oraz golazo minionej kolejki. Sprawdź aktualną tabelę La Liga.

Komentarze