Telegram z Wysp: Sztuka rzeźbienia w drewnie

Chris Wood
Chris Wood PressFocus

Końcowe minuty starcia Wolverhampton z Burnley. Chris Wood próbuje utrzymać się przy piłce w narożniku boiska, odpierając zaciekłe ataki rywali. The Clarets bronią korzystnego wyniku. 4-0 na Molineux to nie lada wyczyn. Nikt nie spodziewał się, że goście zdołają strzelić aż cztery gole. W gronie niedowiarków z pewnością znalazł się autor trzech bramek, Chris Wood. Nawet Gepetto nie powstydziłby się takiego dzieła.

“Drewniak” szaleje w Premier League

Nowozelandczyk od początku marca przyzwyczajał nas do swojej dobrej dyspozycji. W 27. kolejce pokonał Bernda Leno, zapewniając swojej drużynie jeden punkt w pojedynku z Arsenalem. Tydzień później jego trafienie otworzyło wynik potyczki z Evertonem, którą Burnley ostatecznie wygrało. W następnej serii gier również wpisał się na listę strzelców, jednak tym razem The Clarets musieli uznać wyższość Southampton. Podczas meczu z Newcastle Wood również nie próżnował i asystował przy golu Vydry. Tylko w rywalizacji z Manchesterem United 29-latek w żaden sposób nie zaznaczył swojej obecności na boisku, jednak już siedem dni później z nawiązką wynagrodził fanom swoją nieskuteczność. Żyjemy w erze wielkiego Chrisa Wooda? Być może etatowy reprezentant All Whites już nigdy nie nawiąże do wyników osiąganych w barwach Leeds, jednak nie sposób nie docenić jego aktualnej postawy. Zwłaszcza gdy niemal każda bramka mierzącego 1,91 m zawodnika jest na wagę utrzymania.

W tym sezonie 29-latek dziesięciokrotnie zmusił golkiperów do kapitulacji. Pierwsze trafienie zanotował już w 2. kolejce, rozpoczynając strzelanie na King Power Stadium. Niestety, piłkarze Leicester odpowiedzieli aż cztery razy i The Clarets wrócili do domu bez punktów. Kolejny gol Wooda przypadł na 9. serię gier – celny strzał w 9. minucie zapewnił ekipie z Lancashire trzy oczka w rywalizacji z Crystal Palace. Trzecia bramka w wykonaniu wychowanka WaiBOP United padła w zmaganiach z Wolves i również miała niebagatelny wpływ na korzystny wynik spotkania. Na trafienie numer cztery musieliśmy czekać ponad miesiąc, jednak bez wątpienia był warto – uderzenie z 79. minuty zapewniło dwukrotnym mistrzom Anglii komplet punktów w meczu z Aston Villą.

Geppetto z Kettering

Bez goli Wooda Burnley z pewnością nerwowo oglądałoby się za siebie. Podopieczni Seana Dyche’a oczywiście nadal nie mogą spać w pełni spokojnie, jednak dziewięć oczek przewagi i tylko pięć spotkań do końca ligowych rozgrywek pozwalają na nieco bardziej spokojne przygotowania do końcówki sezonu. Jeden z najbardziej znienawidzonych zespołów w Premier League po raz kolejny wykona zadanie minimum i ( na 99%) utrzyma się na najwyższym szczeblu. Bilet uprawniający do podróżowania pociągiem “nieustanna krytyka The Clarets za styl gry” nie kosztuje zbyt wiele. Nietrudno zauważyć, że jego cena utrzymuje się na stałym poziomie od 2016 roku, czyli momentu, kiedy drużyna z Turf Moor nieprzerwanie występuje w angielskiej ekstraklasie. Klub z hrabstwa Lancashire prezentuje futbol niezbyt atrakcyjny dla oka, jednak wystarczająco skuteczny, by utrzymywać się na piłkarskim szczycie.

Możemy mówić, że Burnley to relikt przeszłości, możemy pisać kolejne artykuły i komentarze wbijające szpilki w zawodników w bordowo-niebieskich koszulkach, jednak niewiele to zmieni. A na pewno nie wpłynie na taktyczną rewolucję w szeregach jednego z założycieli Football League. Sean Dyche to na Turf Moor symbol i osoba, która zasługuje na pomnik. Były opiekun Watfordu to człowiek, który zadaje kłam wszystkim trywialnym stwierdzeniom dotyczącym Premier League. Żeby grać w elicie, wcale nie trzeba wydawać setek milionów funtów na kolejne wątpliwej jakości gwiazdy i piłkarzy odstawionych przez większe kluby. Nie trzeba wymieniać setek podań i strzelać niezliczonej ilości goli. Czasami wystarczy skuteczny skauting w Championship i pewna gra w obronie. Panie Dyche, chylę czoła. Nikt nie potrafi tak pięknie rzeźnić w drewnie jak Pan.

Wydarzenie kolejki: gol Timo Wernera

Biorąc pod uwagę wyczyny Niemca w barwach Lipsk, określanie jego trafienia jako “wydarzenie kolejki” brzmi wręcz absurdalnie. Jednak doskonale wiemy, jak reprezentant Die Mannschaft radzi sobie w Premier League. Różnie. I to najprawdopodobniej najlepszy komentarz dotyczący jego gry. Mimo powszechnej krytyki, jaka regularnie spływa na 25-latka, wychowanek Stuttgartu ani myśli się poddawać. Chociaż ciągle wiele brakuje mu do poziomu skuteczności, do jakiego przyzwyczaił nas podczas pobytu w RB, z meczu na mecz jego pewność rośnie. W półfinale FA Cup Werner zaliczył asystę przy zwycięskim trafieniu Ziyecha, a siedem dni później zapewnił swojej ekipie niesamowicie ważne trzy punkty w starciu z West Hamem. Na Stamford Bridge już mają z niego pociechę. Aż strach pomyśleć co będzie się działo na angielskich murawach, gdy Niemiec wejdzie na swoje najwyższe obroty.

Rozczarowanie kolejki: Bernd Leno

O czym myśli Arsenal? Bez wątpienia o grze w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów lub przynajmniej Ligi Europy. A o czym myśli Bernd Leno? Z pewnością o wszystkim, tylko nie o futbolu. Niemiec popełnił szkolny błąd w zmaganiach z Evertonem i pozbawił Kanonierów szansy na zbliżenie się do miejsca premiowanego awansem do międzynarodowych rozgrywek. Strzał Richarlisona był daleki od perfekcji, a jednak znalazł drogę do siatki gospodarzy. Brak koncentracji byłego golkipera Bayeru Leverkusen może okazać się opłakany w skutkach. Obecnie The Gunners tracą już 12 punktów do 4. lokaty i osiem do 6. pozycji. Niedługo podopieczni Mikela Artety będą mogli spoglądać wyłącznie w kierunku Ligi Konferencji, chociaż o udział w tym pucharze także nie będzie zbyt łatwo. O zwycięstwie w LE nawet nie wspominamy – przy obecnej dyspozycji londyńczyków jakoś trudno nam to sobie wyobrazić.

Bohater nieoczywisty: Joe Willock

Mr. Last-minute po raz kolejny wprawia kibiców Newcastle w ekstazę. Tym razem gol wypożyczonego z The Emirates 21-latka zapewnił Srokom remis w starciu z Liverpoolem. 90 + 5, 82, 85, – to minuty, w jakich absolwent akademii Kanonierów wpisywał się na listę strzelców w trzech marcowych meczach. Dzięki bramkom byłego młodzieżowego reprezentanta Anglii drużyna z St. James’ Park regularnie oddala widmo spadku z Premier League. W ostatnich dniach Willock wyrósł na prawdziwego bohatera The Magpies. Czy jego wspaniała dyspozycja przełoży się na miejsce w szeregach Arsenalu?

Komentarze