Telegram z Wysp: Sroki zostały obdarte z piór

Steve Bruce
Steve Bruce PressFocus

Ptasie porównania, frazeologizmy, wyrażenia są zawsze w cenie. Zresztą nie tylko ptasie – wszystkie “zwierzęce”. W końcu w Premier League grają Lisy, Lwy, Pawie, Orły, Wilki i Mewy. Jeżeli chodzi o Koguty, kwestia jest dyskusyjna, ponieważ Anglicy nie posługują się tym określeniem. Mimo wszystko dominacja jednego gatunku jest zauważalna. Jednak wraz z końcem tego sezonu z elitarnym gniazdem może pożegnać się jeden z przedstawicieli ptasiej rodziny.

Premier League nie dla wszystkich

Siedem-siedem-piętnaście. To nie kod PIN do konta jednego z redaktorów, a dotychczasowy bilans Newcastle w aktualnych rozgrywkach. Podopieczni Steve’a Bruce’a zgromadzili 28 punktów, strzelili tyle samo goli i stracili 20 więcej. Ich przewaga nad strefą spadkową to dwa oczka i jedno zaległe spotkanie. W ostatniej kolejce Sroki podejmą Fulham, czyli drużynę, której oddech czują na grzbiecie. Niewykluczone, że to właśnie w ostatniej serii gier rozstrzygnie się walka o utrzymania na najwyższym szczeblu.

W nowym roku ekipa z St. James’ Park zdobyła dziewięć punktów w 14 meczach. 9 z 42, czyli 21%. Nie trzeba mieć doktoratu z matematyki, żeby stwierdzić, że to wyjątkowo mizerny wynik. Także wyjątkowo niepokojący – dwa zwycięstwa na przestrzeni trzech miesięcy to wynik niegodny Premier League. W tym czasie ostatnie w ligowej tabeli Sheffield czterokrotnie sięgało po komplet punktów. Nie ma potrzeby silić się na bardziej wyszukane określenia – postawa Srok jest tragiczna.

St. James’ Park, tutaj nic nie idzie zgodnie z planem

Przed rozpoczęciem sezonu media informowały, że bliski przejęcia władzy nad klubem był książę Mohammad bin Salman, pierwszy w kolejce do saudyjskiego tron. Szejk miał zostać większościowym udziałowcem na St. James’ Park i tym samym zakończyć rządy kontrowersyjnego Mike’a Ashleya. Wielkie plany i marzenia ostatecznie legły w gruzach, a fani Newcastle musieli pogodzić się, że kolejny rok spędzą ze znienawidzonym właścicielem.

I znienawidzonym trenerem. Jeżeli wierzyć doniesieniom z Wysp, Steve Bruce stracił poparcie w szatni, czego najbardziej namacalnym dowodem było starcie z Mattem Ritchiem. Tak to się kręci. Odejścia doświadczonego szkoleniowca domagają się także kibice, którzy regularnie wyrażają brak poparcia dla obecności Bruce’a w klubie. Tutaj nic nie funkcjonuje tak, jak powinno. Nawet w pogodzonym ze spadkiem Sheffield można zauważyć lepsze perspektywy na przyszłość. West Bromwich Albion to osobna bajka, na The Hawthorns jest niewiele lepiej niż w Newcastle. Trudno przypuszczać, że Sroki odbiją się od dna. Na pewno nie zrobią tego, gdy o ich losie będą decydowali obecni zarządzający, czy to całym klubem, czy “tylko” kadra. Na St. James’ potrzebne jest głębokie oczyszczenie niemal każdej struktury.

Jedynym promykiem nadziei na lepsze jutro jest powrót Calluma Wilsona. Napastnik sprowadzony z Bournemouth, niczym mityczny Atlas, utrzymywał na swoich barkach całą drużynę. Wychowanek Coventry ma być dostępny po przerwie reprezentacyjnej. Wyczekiwanie Wilsona powoli zaczyna przypominać oczekiwanie na zapowiadanego Mesjasza. Tylko czy czterokrotny reprezentant Anglii zdoła dokonać cudu?

Wydarzenie kolejki: debiut Jakuba Modera

Jakub Moder zadebiutował w Premier League! I to od razu w wyjściowym składzie! 89 minut, trzy strzały (w tym dwa celne), 79% skutecznych podań, dwa udane dryblingi, dwa wygrane pojedynki powietrzne i cztery czyste wślizgi – to dorobek reprezentanta Polski w rywalizacji z Newcastle. Wychowanek Lecha zagrał jako lewy wahadłowy (półwahadłowy) i zostawił po sobie świetne wrażenie. Aktywny z przodu, nie popełniał błędów w defensywie – pierwszy mecz w angielskiej ekstraklasie może zaliczyć do całkowicie udanych. Być może Graham Potter odkrył nową pozycję, na której może grać Moder. Ciekawe, co z tym faktem zrobi Paulo Sousa.

Rozczarowanie kolejki: Aston Villa

W szeregach The Villans nie sposób zauważyć absencji jednej, niesamowicie ważnej postaci. Jack Grealish opuścił sześć ostatnich spotkań Lwów w Premier League. Ile z tych starć drużyna z Villa Park wygrała? Jedno. Łącznie podopieczni Deana Smitha zapisali na swoim koncie pięć punktów na osiemnaście możliwych do zdobycia. Bez swojego kapitana AV po prostu nie istnieje. Gdy Grealisha nie było na boisku, jego koledzy strzelili trzy gole. W rywalizacji z Tottenhamem Aston Villa oddała tylko jeden celny strzał. To zdecydowanie zbyt mało, by myśleć o zwycięstwie.

Bohater nieoczywisty: Raphinha

Brazylijski artysta. Piłkarz, dzięki któremu i tak ofensywnie usposobione Leeds zyskało w ataku jeszcze więcej. Także zawodnik na trudne czasy – gdy Pawie zawodzą, 24-latek jest jednym z niewielu graczy, którzy utrzymują wysoki poziom. W tym sezonie Premier League wychowanek Avai zdobył już 6 bramek i zanotował 5 ostatnich podań. Jest drugim najlepszym strzelcem i drugim najlepszym asystentem w szeregach beniaminka. Gdy w meczu następuje przestój, jedna akcja napastnika potrafi odmienić boiskowe wydarzenia. To najprawdopodobniej najbardziej aktywny piłkarz w kadrze ekipy z Elland Road i zawodnik, który potrafi zaskoczyć, wyjść poza schemat. Po raz kolejny udowodnił to w starciu z Fulham – pozostawał w cieniu przez większość spotkania, ale gdy tylko zwietrzył szansę, potrafił ją wykorzystać.

Komentarze