Telegram z Wysp: apoteoza duetu Shaw-Wan-Bissaka

Luke Shaw
Luke Shaw PressFocus

Do pochwały poczynań Bruno Fernandesa zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Portugalczyk najprawdopodobniej sięgnie po nagrodę dla najlepszego piłkarza bieżącego sezonu Premier League. W weekend po raz kolejny udowodnił, że na to wyróżnienie w pełni zasługuje. Jednak nie samym Bruno żyje Manchester United.

W Premier League boimy się wyłącznie WBA i Newcastle

Defensywa Czerwonych Diabłów nie zawsze stanowi monolit. Wystarczy wspomnieć październikowe starcie z Tottenhamem, lutową potyczkę z Evertonem czy mecze z Basaksehirem, PSG i Lipskiem w Lidze Mistrzów. Wspomniane wpadki nie pozwalają myśleć o szeregach obronnych ekipy z Old Trafford jako zaporze nie do przejścia. Niech minione niepowodzenia nie przesłaniają nam obrazu, jaki od przynajmniej ośmiu spotkań kreują podopieczni Ole Gunnara Solskjaera. Tylko West Bromwich Albion i Newcastle nadszarpnęły perfekcyjny wizerunek szyków defensywnych United. Do bramki strzeżonej przez Davida de Geę/Deana Hendersona nie zdołali trafić piłkarze City, Chelsea, Arsenalu, natomiast zrobili to zawodnicy dwóch z obecnie pięciu najgorszych drużyn Premier League. Znamienne? Dziwne, ale stylu Manchesteru United.

Jednak niezależnie od wyników i liczby straconych goli, dwóch graczy regularnie odbiera uzasadnione pochwały. Luke Shaw i Aaron Wan-Bissaka, czyli duet bocznych obrońców z Old Trafford. Patrząc na występy obu piłkarzy w barwach poprzednich pracodawców, nie powinniśmy być zaskoczeni ich obecną świetną dyspozycją. Jednak o ile pozyskany z Crystal Palace Wan-Bissaka zaliczył niecały rok przestoju, o tyle wykupiony z Southampton Shaw przeszedł naprawdę długą drogę, zanim osiągnął poziom, jaki prezentuje w tej chwili. Kariera wychowanka Świętych to materiał na krótki, jednak niesamowicie emocjonujący film. Lewonożny reprezentant Anglii opuszczając St. Mary’s atakował futbolowy szczyt z wybornej pozycji. Niestety, życie szybko zweryfikowało jego oczekiwania – adaptacja w nowym środowisku nie przebiegała w satysfakcjonującym tempie, we wrześniu 2015 roku, czyli 14 miesięcy po transferze do United) Hector Moreno złamał mu nogę. Jeżeli wierzyć danym opracowanym przez portal Transfermarkt, Luke Shaw z powodu kontuzji opuścił łącznie 133 mecze Czerwonych Diabłów.

Jak feniks z popiołów

Przez wielu ekspertów i sympatyków Premier League Shaw został skreślony. Zewsząd napływała jedna, oczywista sugestia – Old Trafford to nie ten rozmiar kapelusza. Być może Manchester zdecydowałby się na rozstanie z 25-latkiem, gdyby nie ten sezon. Jednak nie warto zastanawiać się, co by było, gdyby. Nawet jeżeli nie kibicujemy United, powinniśmy kibicować temu skromnemu chłopakowi z Kingston upon Thames. Sięgnął dna, a dzisiaj jest na szczycie. Gary Neville określa go jako najlepszego lewego obrońcę w Anglii. Jako były piłkarz Czerwonych Diabłów Neville nie zawsze jest wystarczająco obiektywny, ale teraz powinniśmy przyznać mu rację:

W tym sezonie jest świetny w koszulce United. Luke Shaw, który jest wysportowany, Luke Shaw, który jest w dobrej fizycznej dyspozycji i Luke Shaw, który jest pewny siebie, to moim zdaniem najlepszy lewy obrońca w kraju. Ale wszystkie te trzy rzeczy połączone na raz prawdopodobnie zdarzały się tylko w pewnych momentach jego kariery. To był dla niego problem. Stało się to za Pochettino w Southampton, przez krótki okres pod rządami van Gaala, ale z pewnością teraz przeżywa najlepszy okres, jaki kiedykolwiek miał.

Pojemna kieszeń Wan-Bissaki

W tym sezonie Shaw imponuje w ofensywie, natomiast w przypadku Wan-Bissaki zachwyt wzbudza jego postawa w defensywie. Był młodzieżowy reprezentant Anglii, który rozważa zmianę kadry na DR Kongo, regularnie “chowa do kieszeni” skrzydłowych rywali. W ten weekend prawonożnego obrońcę zatrzymano podczas próby opuszczenia Old Trafford z nienaturalnie dużym obiektem w rzeczonej kieszeni spodni. Gdy ochroniarze zajrzeli do środka, znaleźli tam Raheema Sterlinga. Urodzony w Londynie defensor może nie jest najważniejszą postacią w fazie ataku, jednak znakomicie wywiązuje się z powierzonych zadań, do których przede wszystkim należy przerywanie akcji ofensywnych przeciwników.

Zarówno Shaw, jak i Wan-Bissaka swoją postawą w tym sezonie zasłużyli na szereg pochwalnych hymnów. Pierwszy jest perfekcyjny w ofensywie, natomiast drugi nie popełnia błędów z tyłu. Jeżeli obaj zawodnicy utrzymają świetną dyspozycję, Manchester United może ze spokojem patrzeć w przyszłość. Kibice Czerwonych Diabłów mogą odetchnąć z ulgą: w końcu ktoś postanowił dorównać boskiemu Bruno.

Wydarzenie kolejki: występ Kaia Havertza w roli fałszywej dziewiątki

Domowa porażka Liverpoolu? Zdążyliśmy się przyzwyczaić. Dublet Bale’a czy Kane’a? To już nas nie dziwi. Prawdziwym wydarzeniem kolejki był taktyczny majstersztyk Thomasa Tuchela, czyli umieszczenie Kaia Havertza wyżej niż na pozycji numer osiem. Dzięki tej roszadzie niemiecki pomocnik odzyskał wszystko to, czym imponował w koszulce Bayeru Leverkusen. Właściwie to Tuchel nie wynalazł koła, tylko po prostu pozwolił swojemu podopiecznemu na pełne rozwinięcie skrzydeł. Jak zaprezentował się Havertz jako fałszywa dziewiątka? Tylko zaznaczę, że miał udział przy obu trafieniach Chlesea. Niech przemówią liczby:

Bohater nieoczywisty: Craig Dawson

Czyste konto, gol i strzał w słupek – to dorobek Craiga Dawsona w meczu z Leeds. Doświadczony obrońca na London Stadium przeżywa drugą młodość. Z Premier League spadał już dwa razy, a teraz ma szansę na grę w Lidze Mistrzów – los w końcu wynagradza mu niepowodzenia. Chociaż w Londynie przebywa tylko na zasadzie wypożyczenia, West Ham z pewnością wykorzysta możliwość wykupienia go z Vicarage Road. Wystarczy, że włodarze Młotów spojrzą na tegoroczny bramkowy dorobek 30-letniego Anglika – trafienie w rywalizacji z Pawiami było trzecim, jakie Dawson zanotował na przestrzeni niecałych 70 dni.

Rozczarowanie kolejki: Granit Xhaka

Kariera Szwajcara w barwach Arsenalu to istny rollercoaster. Jednego dnia stanowi o sile drugiej linii Kanonierów, kolejnego rzuca klubową koszulką i rozpala fanów The Gunners do czerwoności. Później wraca do wyjściowej jedenastki, stabilizuje formę i w najmniej spodziewanym momencie prezentuje gola Burnley. Xhaka nawet nie rozejrzał się we własnym polu karnym, nie przeanalizował sytuacji (chociaż czasu na analizę nie było zbyt dużo) i po prostu nastrzelił Chrisa Wooda. Komiczna i tragiczna w skutkach pomyłka. Arsenal zaledwie zremisował z The Clarets, niwecząc pozytywną atmosferę, jaka zapanowała na The Emirates po efektownym zwycięstwie nad Leicester.

Komentarze

Na temat “Telegram z Wysp: apoteoza duetu Shaw-Wan-Bissaka