Marcus Rashford
Marcus Rashford PressFocus

Szczęśliwy strzał zapewnił Manchesterowi United trzy punkty

Manchester United wygrał z Wolverhampton Wanderers (1:0) w swoim ostatnim meczu w 2020 roku. Spotkanie nie obfitowało w stuprocentowe okazje, ale kilkoma dobrymi interwencjami popisał się David De Gea. Ostatecznie wynik ustalił w doliczonym czasie gry Marcus Rashford.

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, choć to przyjezdni byli konkretniejsi we wrogim polu karnym. Już w 13. minucie ładną akcją popisał się Adama Traore. Hiszpan odnalazł ostatecznie podaniem Rubena Nevesa, a firmowy strzał Portugalczyka zza pola karnego obronił golkiper Manchesteru United. Dziesięć minut później dobre rozegranie rzutu wolnego przez Wilki zaowocowało uderzeniem Romaina Saissa, które odbiło się od poprzeczki. Czerwone Diabły nie potrafiły sforsować zasieków Wolverhampton. Swój pierwszy strzał podopieczni Ole Gunnara Solskjaera oddali dopiero w 34. minucie, ale uderzenie Bruno Fernandesa nie mogło sprawić problemów jego rodakowi, Ruiemu Patricio.

W przerwie Norweg zdecydował się zmienić Alexa Tellesa. W miejsce Brazylijczyka pojawił się bardziej skłonny do gry kombinacyjnej Luke Shaw i przełożyło się to na zwiększenie zagrożenia w polu bramkowym Wolverhampton. W 69. minucie wrzutka angielskiego obrońcy z rzutu rożnego odnalazła Erica Bailly’ego, piłka trafiła do Edinsona Cavaniego, a Urugwajczyk skierował ją do siatki, ale znajdował się na spalonym. Chwilę później po raz kolejny bliski gola był Romain Saiss, ale po pierwsze Marokańczyk znajdował się na spalonym, a po drugie jego strzał w dobrym stylu obronił De Gea. Hiszpan popisał się jeszcze jedną niezłą interwencją po uderzeniu Aita Nouriego. Wszystko wskazywało na to, że jeżeli ktoś zwycięży tego wieczoru na Old Trafford, to będą to przyjezdni. A jednak, na sekundy przed ostatnim gwizdkiem długim podaniem popisał się, niewidoczny dziś Bruno Fernandes. Marcus Rashford minął Nouriego i uderzył, a piłka odbiła się od Saissa i wpadła do siatki. Ten szczęśliwy strzał zapewnił Czerwonym Diabłom trzy punkty, dzięki którym zbliżyły się do liderującego Liverpoolu na dystans dwóch oczek.

Komentarze

Comments 11 comments

Mecz troche meka do ogladania.
Nie rozumiem wystawiania Pogby, naprawde nie rozumiem. Pogba umie grac, widzi bardzo duzo, tylko wszystko robi na takim luzaku, ze polowa pilek albo jest niedokladna, albo konczy sie niewymuszona strata.

Jakiego formatu bo nie za bardzo kumam. Może wyjdź ze świata roszczeń i oczekiwań, chlop zagrał solidnie na tle silnego przeciwnika i to chyba spoko. Niby co miałby wiecej zrobić, strzelić ze dwie bramki i dołożyć asystę. A niby dlaczego oczekujesz od niego więcej

Wiesz co, jestes z tego co kojarze rozsadnym typem wiec rqczej wiesz o co mi chodzilo.

Moje oczekiwqnie wobec Pogby jest takie, ze w koncu zalozy koszulke innego klubu.

Ole znowu na Kole :)?
Nie widziałem pierwszych 30 minut, ale jeżeli wyglądały podobnie do pozostałych 60- to mecz padlinowy i raczej trudny do oglądania.
Willi chciałoby się rzecz wyjątkowo bezzębne, noale brak Jimeneza widoczny. Kilkukrotnie brakowało jakiegoś prawdziwego napastnika, bo Fabio niestety nazwać tak jeszcze nie można.
Co do Manchesteru to aż się przypomniał najlepsze czasy SAFa i wciskanie chociażby pośladkiem, w doliczonym czasie, bramki ma wagę zwycięstwa.
Uczciwie jednak przyznając to potencjalny remis nie skrzywdziły żadnej drużyny. Wilki miały swoje ciekawe okazje, podczas gdy Man raczej waliło głową w mur.

Co do indywidualnych występów to Pogba jak zawsze świetnie i widać było spokój w środku pola. Będzie mi go brakować jeżeli faktycznie zdecyduje się na odejście.

Powiem natomiast, że to Cavani mnie dzisiaj wyjątkowo irytował i Martial w swojej zmianie próbował dać znacznie więcej, bo szarpał i gdyby miał więcej cwaniactwa to miał możliwość dać się zaczepić chyba Coadiemu co skończyłoby się karnym.

Wspaniałe zwycięstwo! Człowiek traci nadzieję na pełną pulę i nagle BOOM! ;D

Jesteśmy w okresie dużej intensywności, mecz za meczem, imponujące tempo.. Wilki zagrały solidnie w obronie, My cisnęliśmy do końca i ten upierdliwy napór, jak widać się opłacił. Bravo!