Anfield ponownie podbite, Liverpool traci nadzieję na tytuł

Mohamed Salah
Mohamed Salah PressFocus

Kolejną wpadkę w tym sezonie zanotował broniący mistrzowskiego tytułu Liverpool. The Reds tym razem przegrali na Anfield Road 0:1 z Brighton. Dla The Reds to druga z rzędu ligowa porażka u siebie. W innym meczu kolejne trzy punkty na swoje konto zapisał natomiast West Ham United.

Czwarta porażka Liverpoolu

Liverpool po ostatnich dwóch wyjazdowych zwycięstwach 3:1 z Tottenhamem Hotspur i West Hamem United do meczu z Brighton przystępował w roli zdecydowanego faworyta. Wydawało się, że po tym co The Reds zaprezentowali w ostatnich meczach, nawet mimo osłabień nie będą mieli problemów z sięgnięciem po pełną pulę.

Podopieczni Juergena Kloppa już w trzeciej minucie mogli wyjść na prowadzenie, ale świetnej okazji nie wykorzystał Mohamed Salah, który mając przed sobą praktycznie tylko bramkarza uderzył nad poprzeczką. Jak się okazało była to jedyna groźniejsza sytuacja stworzona przez gospodarzy w pierwszej połowie tego spotkania.

Brighton bardzo dobrze radził sobie z atakami faworyzowanych rywali, samemu od czasu do czasu zapędzając się pod bramkę przeciwnika. W 24. minucie gości mogli objąć prowadzenie, ale dobrą okazję zmarnował Daniel Burn, którzy skiksował przy próbie oddania strzału z siedmiu metrów. Ostatecznie na przerwę obie jedenastki schodziły przy bezbramkowym wyniku.

Kilkanaście minut po przerwie Brighton niespodziewanie wyszedł na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z prawego skrzydła, piłkę głową przed bramkę zgrał Leandro Trossad, a do siatki trafił Steven Alzate. Strata bramki nieco pobudziła ospałych tego dnia The Reds, którzy w kolejnych minutach ruszyli do ataków.

W 70. minucie kolejną okazję do wpisania się na listę strzelców zmarnował Salah, który po podaniu z prawej strony pola karnego ponownie uderzył nad bramką. Goście wcale nie zamierzali się tylko bronić i starali się wykorzystać każdą nadarzającą się okazję do zdobycia gola. W efekcie do kilku interwencji zmuszony został Caoimihin Kelleher, który bronił między innymi strzały Pascala Grossa i Leandro Trossarda. Wynik 1:0 utrzymał się do ostatniego gwizdka sędziego.

W zwycięskim zespole całe spotkanie na ławce rezerwowych spędzili dwaj reprezentanci Polski Jakub Moder i Michał Karbownik.

Po tym spotkaniu Liverpool zajmuje czwarte miejsce w tabeli Premier League ze stratą już siedmiu punktów do prowadzącego Manchesteru City, który ma również jedno spotkanie do rozegrania więcej.

Młoty nie zwalniają

W innym środowym spotkaniu 22. kolejki Premier League West Ham United pokonał na wyjeździe 3:1 Aston Villę i awansował na piąte miejsce w ligowej tabeli.

West Ham United w ostatniej kolejce przegrał 1:3 u siebie z Liverpoolem, ale wcześniej mógł się pochwalić serią czterech kolejnych ligowych wygranych. Teraz drużyna Łukasza Fabiańskiego chciała wrócić na zwycięską ścieżkę.

W pierwszej połowie inicjatywa należała do gości z Londynu, którzy zdecydowanie częściej gościli w okolicy bramki przeciwnika, ale to Aston Villa była bliżej wyjścia na prowadzenie. W 27. minucie bliski wpisania się na listę strzelców był Ollie Watkins, ale piłka po jego ładnym uderzeniu trafiła w słupek. Na przerwę ostatecznie obie jedenastki schodziły przy bezbramkowym remisie.

W drugiej połowie West Ham nie pozostawił już jednak złudzeń swoim rywalom. W 51. minucie Młotom prowadzenie dał Tomas Soucek, który precyzyjnym strzałem z prawej strony pola karnego wykorzystał świetne podanie Saida Benrahmy. Pięć minut później na listę strzelców wpisał się sprowadzony z Manchesteru United Jesse Lingard.

Gospodarze nadzieję na uzyskanie w tym meczu korzystnego wyniku odzyskali w 81. minucie. Kontaktowego gola po świetnym podaniu Jacka Grealisja zdobył Ollie Watkins. Dwie minuty później West Ham odpowiedział jednak trzecim trafieniem. Drugiego gola w swoim debiucie w nowym zespole zdobył Lingard, który wykończył kontratak swojego zespołu.

Komentarze

Comments 26 comments

Mecz slaboutki w wykonaniu Live a liczba kontuzjowanych kluczowych zawodników to już chyba jakiś rekord :/
Nie ma co ukrywać, sezon jest stracony. Chyba ze wróci kilku zawodnikow po kontuzji i w lidze mistrzów cos powalczą. Już miałem nadzieję na normalne sedziowanie ale oczywiście znowu się zawiodłem. Koles blokuje strzał Salaha ręką i nic XD. Drukowanko pełną parą ale cieszę się że już chociaz nie płacę za tą drukowana parodię.

Karbaron2 jakos pod meczem z WHU cię nie widziałem, nagle porażka i jesteś 🙂
Kibicom Liverpoolu zarzuca się życie historią, a teraz proszę wykorzystujesz te sama historie, żeby co udowodnić. Prawda jest taka, ze po ostatnich sezonach, stracenie szansy na tytuł czy odpadniecie z LM to sezon stracony.

Blokuje strzał Salaha ręką? Panowie bez przesady żeby za takie coś gwizdac karne. Byliśmy druzyną słabszą, nie umiejącą stworzyć najmnejszego zagrożenia pod bramką drużyny która będzie walczyła do końca o utrzymanie. Problem jest z przodu a nie z tyłu.

Teraz się cieszę że Liverpool przegrał. Meczu całego nie widziałem ale trochę mi przypominali w tych momentach co oglądałem, MU grające z Sheffield. Ale liczę że w niedziele się zepniecie i urwiecie coś City.

Gratulacje dla Brighton, dobry mecz w ich wykonaniu. Liverpool, myślał, ze na stojąco wygra mecz. Ze wcisną jedna bramkę i zgarne punkty. Niestety wpada farfocel, później ofiarność ekipy Mew i zgarniaja zasłużenie 3 punkty.
O kontuzjach to już szkoda gadac, ehh
Simi93 już teraz wiesz o co mi chodziło, żeby się nie zachwycać po dwóch meczach 🙂

Pepe ty to dopiero jesteś wrażliwy, faktycznie nie było mnie po West Hamie, a to dlatego że nie oglądałem żądnego meczu tamtej kolejki. Ale byłem po Spurs i wtedy pisałem Ci że nie do końca wiem czy Liverpool był wtedy taki dobry czy spurs takie słabe. Potem kolejny mecz potwierdził ze Spurs to jednak marna drużyna , ale większość kibicow wieściła już powrót wielkiego Liverpoolu. Fakt że nie oglądałem meczu z West Hamem, więc nie wiem, może były powody żeby tak pomyśleć. I uwierz mi nie wchodzę tu po to żeby się cieszyć z tego że komuś nie poszło, choć mam wrażenie że kibice Liverpoolu są trochę nadwrażliwi, popadają ze skrajności w skrajnośc. Niektórzy tu po dwóch udanych meczach wracają do walki o mistrzostwo, po czym po następnym nieudanym spisują sezon na straty. Przecież dwa udane sezony nie mogą byc wyznacznikiem emocji. W życiu nic nie jest stałe, a co dopiero w futbolu, ale domyślam się że Ty o tym wiesz. Ale wchodzę tu czasem żeby upomnieć barana jednego który spisuję juz sezon na straty bo jego zespół zagra w lidze mistrzów. Co to w ogóle ma być, przedszkole jakieś, czyli co, jak nie będzie mistrza to sezon stracony? Ja tu nie piszę nic w emocjiach, moja analiza jest raczej chłodna, dlatego pisałem Ci o różnicy 10 pkt. przed meczem z City. Dystansu troszeczkę więcej wszystkim życzę 😆 pozdrawiam

No spoko, zbieg okoliczności. Może i jestem trochę przewrażliwiony, może to te emocje. Raz pozytywne raz negatywne 🙂
Każdy normalny kibic podchodzi do tego na chłodno, i tak jak mówisz to jest piłka nożna. Wiele czynników wpływa na dyspozycje druzyny, dlatego nie podniecam się pod dwóch wygranych, ani po dwóch przegranych. Piszesz o 10 punktach, ale pisałeś tez o zagrożonym Top4, bo United uciekało, Lisy tez. Do meczu z Mewami był tylko punkt za United, teraz znów przewaga wzrosła. I tak to pewnie będzie wyglądać do końca sezonu. Teraz 7 do City plus oni zaległy mecz, jeśli Liverpool chce bronić tytuł to mecz w niedziele to ostatnia szansa.
Upominanie trolla i innych napinaczy nic nie da, a wręcz potęguje tylko ich odzew, plus odbija się to na innych normalnych kibicach.

Mała korekta, nie chodziło mi wtedy że Liverpool nie złapie się do top4, chodziło mi raczej ze mogą spaść kilka pozycji jeśli inne drużyny wygrają swoje zalegle mecze. O tym że top4 jest zagrożone w tamtym momencie chyba mi nawet przez myśl nie przeszło. No ale takie już są uroki komunikacji na forach😆 bez spiny w każdym razie

Gdzie ten heavy metal z dawnych lat… Wydaję się, że to nie tylko “chwilowe” zacięcie, ale efekt jakiegoś wypalenia się?
Niby próbują walczyć do końca, ale jakoś bez wyrazu. Z przodu jest mizeria, a z tyłu zawsze muszą się zdarzyć jakieś błędy, które prędzej czy później doprowadzą do straty gola.
W zeszłym roku było bicie rekordów i ustanawianie fantastycznych serii, w tym rozdajemy je innym drużynom. Jest tylko jedna drużyna, która będąc na fotelu lidera w Boże Narodzenie nie wygrała tytułu… i to nie raz – Liverpool.
Dobrze, że w LM nie ma przeciętniaków typu Brighton, Burnley to może nie będzie też takiego problemu ze zmotywowaniem zawodników

Żenujący występ to mało powiedziane.. Zmiennicy? Jak nie idzie to Mistrz Anglii powinien mieć godnych zmienników na ławce. Origi? Ox? Żal na to patrzeć. Milion wrzutek z których nic nie wynika, zero pomysłu właśnie na takie drużyny pokroju Brighton. Czyszczenie w szatni latem jest przymusem. Czekajmy na Jote i Mane bo w nich nadzieja na TOP4 w tym sezonie bo mistrzostwo juz uciekło.

Dziwni z Was kibice (zaraz mi napiszecie ze realisci).
Zostalo 16 kolejek, to raptem 48 punktow do zdobycia. Szczerze nie rozumiem tego gadania o TOP 4 – ze ma byc jakims pocieszeniem.
TOP4 to jeden mistrz i 3 przegranych.

A no tak, Liga Mistrzow – eh, Liga Mistrzow poza hajsem to wydmuszka – lewe sedziowanie – zasady promujace tylko bogate kluby – taka karyzela komercji, ze tylko wiekszym turniejem z dupy sa KMŚ.

Podobno krzyczycie YNWA, a teraz biadolenie i brak wiary jakbyscie byli na 17 miejscu z uciulanymi 5 punktami.

Krzyczymy i dalej będziemy krzyczeć ale co jest złego w obiektywnej krytyce? Widziałeś wczoraj grę Origiego, Oxa naszych zmienników? Wiadomo że można zrzucać na kontuzję ale to nie wszystko. Belg jest tak żałosny od finału LM że to głowa mała po nim nawet nie widać chęci czy jakiegokolwiek zaangażowania. Oglądam każdy mecz mojej drużyny i takiej bezradności jak w wczorajszym pojedynku czy meczu z Burlney dawno nie widziałem. Każdy kibic ma prawo do uzasadnionej krytyki i w tym wypadku nie widzę nic złego.

Ale chłopie to ze napisałem że sezon stracony wynika nie z tego że nie wygrają ligi. Szanse są małe, odpadli już z pucharów krajowych a LM z taką liczbą kontuzji jest mało realna. W tym sezonie wystarczyło by mi wygranie pucharu Anglii i nie uważałbym tego sezonu za stracony.
Do tego wszystkiego doszedl jeszcze wirus i bez kibiców na Anfield tez jest gorzej. Byłem pewny że w tym sezonie u siebie przegrają jak nie będzie kibiców którzy ich często niesli.

Muszę przyznać, że tego się nie spodziewałem. Wręcz byłem przekonany że po meczu z Tottenhamem forma Redsów pójdzie grubo w górę. Jednak cała plaga kontuzji ponownie daje znać o sobie. Ciężko będzie Kloppowi w starciu z Pepem, ale bankowo nie odwali jakiejś murarki i pójdzie na wymianę ciosów.