Katharsis na The Hawthorns. Alisson znowu jest sobą

Alisson Becker
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Alisson Becker

Gdy w piątej minucie doliczonego czasu gry Trent Alexander-Arnold ustawiał piłkę w narożniku boiska, zapewne nie spodziewał się, że o golu, który padnie po jego dośrodkowaniu, będzie mówiło się przez kilka kolejnych dni. To właśnie po wrzutce młodego obrońcy golkiper The Reds, Alisson celnym strzałem głową pokonał Sama Johnstone’a i zapewnił swojej drużynie niezwykle ważne trzy punkty. Po końcowym gwizdku 28-latek odetchnął z ulgą. Umieszczając piłkę w siatce, zostawił za sobą wahania formy i tragiczne wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Odkupił swoje winy i przeszedł całkowite oczyszczenie. Znowu był sobą.

Najlepszy na świecie

W Romie posadziłem na ławce najlepszego bramkarza na świecie, w Juventusie najlepszego w historii. Okazuje się, że jestem najlepszy i na świecie, i w historii. Wojciech Szczęsny w Rzymie wygrał rywalizację z Alissonem Beckerem, natomiast w Turynie jego zmiennikiem był Gianluigi Buffon. O ile piłkarska przygoda włoskiej legendy wkroczyła już na ostatnią prostą, o tyle przed Brazylijczykiem świat futbolu dopiero otwierał swe podwoje. Rok po transferze reprezentanta Polski do Juventusu wychowanek Internacionalu także zmienił miejsce pracy. Copa America, Liga Mistrzów, Premier League, Superpuchar UEFA, Klubowe MŚ, tytuł najlepszego bramkarza świata i Złote Rękawice – od momentu dołączenia do Liverpoolu kariera byłego zawodnika Romy nabrała niesamowitego tempa.

Po dwóch niesamowitych latach podopieczni Jurgena Kloppa przygotowywali się do sezonu, w którym mieli udowodnić, że zasługują na miejsce wśród najlepszych. Niewielu wierzyło, że The Reds zdołają obronić mistrzowski tytuł, jednak piłkarze z Anfield Road zamierzali dokonać niemożliwego i ponownie zameldować się na szczycie. Niestety, zatrważająca liczba kontuzji uniemożliwiła Liverpoolowi walkę o czołowe lokaty. Wystarczy wspomnieć tylko liczbę duetów środkowych obrońców, z których usług korzystał niemiecki szkoleniowiec. Już w lutym oglądaliśmy aż 18 takich par.

Urazów nie ustrzegł się także etatowy bramkarz Liverpoolu. Alisson opuścił sześć spotkań z powodu problemów z plecami i biodrem. Niewielka liczba kontuzji raczej nie wpłynęła negatywnie na jego dyspozycję. Możemy nawet pokusić się o stwierdzenie, że niedyspozycja uchroniła Brazylijczyka przed wyjątkowo negatywnymi wspomnieniami, ponieważ to właśnie podczas jego absencji The Reds zostali rozbici przez Aston Villę. Adrian aż siedmiokrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki. Czy obecność reprezentanta Kraju Kawy uchroniłaby Liverpool przed kompromitacją? The Villans w tamten pamiętny październikowy wieczór grali jak natchnieni.

Miesiąc do zapomnienia


Cztery miesiące później nikt i nic nie uchroniło klubu z Anfield Road przed serią czterech porażek z rzędu. Najdroższy bramkarz świata miał w tym swój duży udział. W potyczce z City dwukrotnie źle wybijał piłkę, co bez wątpienia pomogło Gundoganowi i Sterlingowi wpisać się na listę strzelców. Sześć dni później niepotrzebnie wybiegł poza pole karne i nie trafił w futbolówkę, zostawiając Vardy’emu autostradę do własnej bramki. W starciu z Evertonem nie miał nic do powiedzenia – stracone gole obciążały wyłącznie konto defensorów.

Alisson miał wyraźne problemy z koncentracją. Brazylijczyk gdzieś zgubił imponującą formę z dwóch poprzednich sezonów. Wydawało się, że 28-latek przeżywa najgorszy okres w piłkarskiej karierze. Niejednokrotnie to właśnie bramkarze wybijają się ponad przeciętność rozczarowujących kolegów, jednak tym razem nic nie wskazywało na to, by absolwent akademii Internacionalu miał być tym, który da sygnał do walki i wyprowadzi zespół na prostą.

Odbić się od dna

W środę 24 lutego rodzina Beckerów pogrążyła się w żałobie. Jose Agostinho Becker, ojciec Alissona i Muriela, również bramkarza, utonął podczas kąpieli w jeziorze, tuż nieopodal domu letniskowego. Tragiczna wieść szybko obiegła świat futbolu, a zewsząd napłynęły wyrazy wsparcia. Śmierć rodzica zawsze jest wielkim dramatem – dla człowiek tak przywiązanego do najbliższych jak Alisson, wydarzenia, jakie rozegrały się w jego ojczyźnie, były wyjątkowo bolesne.

W czwartek 25 lutego Alisson był na dnie. Właściwie nie tylko on. Także Jurgen Klopp, którego matka zmarła miesiąc wcześniej, a który nie mógł pojechać na jej pogrzeb. Tragedia tych dwóch postaci symbolizowała wszystko, przez co na początku roku przechodził cały Liverpool. Smutek, bezsilność, rozczarowanie. Nic nie szło zgodnie z planem. Po dwóch fenomenalnych sezonach nastąpił kryzys, którego rozmiaru nikt nie przewidywał.

Chociaż brzmi to niezwykle banalnie, po burzy zawsze wychodzi słońce. The Reds sięgnęli dna. Każdy z piłkarzy dokonał tego w indywidualny sposób. Niektórzy doświadczyli tego wyłącznie w sportowy sposób, inni musieli zmagać się także z trudnościami w życiu osobistym. Los nie oszczędził nikogo. Zmierzyć się ze swoim największym wrogiem, zostać przez niego pobitym, jednak dać się pokonać – to sztuka, która nie udaje się wszystkim. Upaść i wstać silniejszym. To cechuje najlepszych. Drużyna z Anfield Road bez wątpienia upadła wiele razy. Nikt nie zamierzał się poddawać. Nikt nie został sam. Słowa hymnu najlepiej oddawały wartości, jakimi kierował się zespół.

Alisson, nasz zawodnik, nasz chłopak i nasz brat. Kiedy on cierpi, wszyscy cierpimy – w tych chwilach jest nam ciężko. Są ważniejsze rzeczy niż piłka nożna, ale kiedy piłka nożna może dostarczyć takich chwil jemu, wszystkim chłopcom i naszym kibicom, wtedy piłka nożna przez kilka sekund jest lepsza niż cokolwiek innego.

Katharsis na The Hawthorns

Po końcowym gwizdku spotkania na The Hatwhorns Jurgen Klopp nie ukrywał radości. Nie musiał. Jego podopieczni znowu dokonali czegoś wielkiego. Na dwa mecze przed końcem ich strata do miejsca gwarantującego udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów to tylko trzy punkty. Jeżeli wygrają z Burnley, dogonią Leicester. A wtedy wszystko będzie możliwe. Lisy na ostatniej prostej mogą odpaść z wyścigu o udział w elitarnych rozgrywkach. Natomiast Liverpool dzięki ciężkiej pracy i mimo licznych trudności, z którymi mierzył się na przestrzeni sezonu, znowu jest w grze.

Dedykuję to trafienie mojemu ojcu. Żałuję, że nie widział tego osobiście. Nie wiem, czy widzi, czy nie. Wierzę, że jest obok Boga. A jeśli to zobaczył, z pewnością dużo świętował. Dedykuję tę chwilę jemu i mojej rodzinie. Jestem zbyt emocjonalny, za mną naprawdę wiele rzeczy, które były powiązane ze mną i moją rodziną, ale piłka nożna to moje życie – grałem z ojcem, odkąd pamiętam. Czasami walczysz i nic się nie dzieje. Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę pomóc mojej drużynie, ponieważ walczymy razem i mamy mocny cel, aby osiągnąć Ligę Mistrzów, ponieważ już raz ją wygraliśmy, a wszystko zaczyna się od kwalifikacji do turnieju. Więc nie mogę być bardziej szczęśliwy niż teraz.

Ten sezon w wykonaniu Liverpoolu to jazda kolejką górską, której trasa przebiega po pięknej okolicy, lecz nierównych torach. Wspaniałe widoki równoważone są przez niesamowicie niekomfortową podróż i strach przed runięciem w przepaść. Przed The Reds dwie ostatnie stacje. Czy podopieczni Jurgena Kloppa bezpiecznie dotrą do celu? Nawet jeżeli nie zdołają wedrzeć się do czołowej czwórki, nikt nie złoży broni. W kolejnym sezonie wrócą silniejsi. Na Anfield nikt nie idzie sam i każdy, dzięki pomocy reszty, potrafi podnieść się nawet po najbardziej tragicznym upadku. Alisson, Klopp, Liverpool. W czerwonej części Merseyside od prawie 130 lat istnieje coś zdecydowanie większego niż klub.

Komentarze

Na temat “Katharsis na The Hawthorns. Alisson znowu jest sobą