Raheem Sterling
Raheem Sterling fot. Razvan Pasarica / SPORTPICTURES

Armaty nie wystrzeliły na Etihad

Tylko jednego gola obejrzeliśmy w jednym z hitów 5. kolejki Premier League. Manchester City na własnym stadionie skromnie 1:0 (1:0) pokonał londyński Arsenal. Podopieczni Josepa Guardioli zrehabilitowali się tym samym za potknięcia z ostatnich tygodni. Na uwagę zasługuje świetna postawa Edersona w bramce Obywateli.

Czytaj dalej…

Manchester City do sobotniego spotkania przystępował ze świadomością, że nie może sobie pozwolić na kolejną stratę punktów. W poprzednim dwóch meczach wicemistrzowie Anglii zapisali na swoje konto tylko jeden punkt, najpierw wysoko 2:5 przegrywając na Etihad Stadium z Leicester City, a następnie tylko remisując 1:1 na wyjeździe z Leeds United. Arsenal, który w tym sezonie zdobył dziewięć punktów w czterech meczach, liczył na wykorzystanie słabszej dyspozycji Obywateli i wywiezienie z Manchesteru przynajmniej jednego punktu.

Zgodnie z przewidywaniami spotkanie rozpoczęło się od ataków gospodarzy, w których szeregach od pierwszej minuty wystąpił powracający po kontuzji Sergio Aguero. Ale to nie Argentyńczyk już na samym początku meczu stanął przed szansą zdobycia gola. Tę miał Riyad Mahrez, ale uderzył obok bramki. Aguero do sytuacji strzeleckiej doszedł w 7. minucie, ale główkował niecelnie po dograniu Mahreza.

Ataki podopiecznych Josepa Guardioli przyniosły efekt w 23. minucie. Po szybkiej akcji i podaniu Aguero okazję miał Phil Foden, ale jego uderzenie zdołał obronić Bernd Leno. Futbolówka trafia jednak jeszcze pod nogi Raheema Sterlinga, który nie miał problemów z umieszczeniem jej w praktycznie pustej bramce.

W 35. minucie drugiego gola dla gospodarzy mógł zdobyć Foden, który stanął oko w oko z bramkarzem Arsenalu, ale ponownie nie zdołał trafić do siatki. W końcówce pierwszej połowy dwa razy bardzo groźnie zaatakowali Kanonierzy. W 40. minucie do wyrównania mógł doprowadzić Bukayo Saka, ale przegrał pojedynek sam na sam z Edersonem. Kilka chwil później bramkarz Manchesteru City uratował swój zespół po strzale Aubameyanga.

Druga połowa sobotniego meczu była już znacznie słabsza. Gospodarze zadowoleni z prowadzenia większą uwagę przywiązywali do defensywy. Arsenal nie miał natomiast pomysłu na to jak przedostać się przez zasieki postawione przez zawodników Josepa Guardioli. Ostatecznie w drugiej odsłonie nie obejrzeliśmy ani jednego gola, w efekcie czego trzy punkty powędrowały na konto Manchesteru City.

Komentarze