Krok od rewolucji w piłce? Najlepsi piłkarze mogą być zmuszani do przerwy w grze

Bruno Fernandes
Bruno Fernandes PressFocus

Dyskusje o rozgrywaniu mistrzostw świata co dwa lata są tylko wstępem do prawdziwej rewolucji, jaka może wkrótce czekać międzynarodową piłkę nożną. Jeśli wszystko pójdzie po myśli FIFPro, czyli współpracującej z FIFA Międzynarodowej Federacji Piłkarzy Zawodowych, zostanie wprowadzony przepis uniemożliwiający trenerom korzystanie ze swoich zawodników w takich wymiarach, w jakich by chcieli. Dodatkowo cały kalendarz rozgrywek w obecnym kształcie ma przejść na emeryturę.

  • Jeśli propozycja, o której mówią władze FIFPro znajdzie akceptację FIFA, wkrótce przerwa w grze najbardziej eksploatowanych piłkarzy będzie regulowana systemowo
  • W praktyce oznaczałoby to, że piłkarz pauzowałby w kolejnym spotkaniu mimo tego, że nie ma kontuzji ani nie został zawieszony za żółtą kartkę. Wszystko po to, by do kontuzji nie dopuścić
  • Podstawowym źródłem tekstu jest artykuł Philipa Buckinghama w „The Athletic”

Terminarz napakowany po brzegi

Wniosek, do którego doszli już właściwie wszyscy – od piłkarzy i trenerów, przez dziennikarzy aż do kibiców – jest od dawna znany. Zawodnicy grają za dużo, co może odbić się na ich zdrowiu. Paradoksalnie rozgrywek nie ubywa, a FIFA coraz głośniej mówi o organizowaniu mundialu co dwa lata. UEFA już zdecydowała się na utworzenie dodatkowych rozgrywek – Ligi Konferencji – a te flagowe – Ligę Mistrzów – rozszerzy lada dzień do 36 ekip, które w pierwszej fazie rozegrają nie po sześć jak teraz, a po dziesięć meczów. Do tego już wcześniej doszła Liga Narodów, dwuetapowy system barażów o wielkie turnieje oraz oczywiście coraz szersze mistrzostwa kontynentów. A i to nie wszystko, bo przecież tylko w tym roku oprócz tej propozycji wysnuto utworzenie Superligi, a w powietrzu majaczy się idea klubowych mistrzostw świata z udziałem 32 drużyn.

Kalendarz nigdy nie był bardziej ciasny, a gra co trzy dni – również z regularną zmianą strefy czasowej – bardziej powszechna. Zaczęło dochodzić do absurdów, jak Liverpool mierzący się w tym samym dniu o tej samej godzinie w Pucharze Ligi i mistrzostwach globu, albo do kolizji piłki reprezentacyjnej i klubowej. Miesiąc temu mecze eliminacji MŚ w Ameryce Południowej odbyły się 10 września, a kluby, z których na kadrę zostali wyciągnięci zawodnicy, swoje mecze rozgrywały już 11 września. Dojście do ściany wymagało przedstawienia nowych rozwiązań. Jak wynika z ustaleń „The Athletic” konkrety już się pojawiły.

Jak ograniczyć kumulację gier?

– Piłkarze dziś nie są w stanie pokazać najlepszych wersji samych siebie. Na pewnym etapie twoje ciało krzyczy „dość” – mówi cytowany przez serwis Mahet Molango, niedawno wybrany nowy szef FIFPro. Co za tym idzie – im więcej rozegranych meczów, tym niższy poziom wydajności i większe ryzyko kontuzji. FIFPro bije na alarm.

Jonas Baer-Hoffmann, sekretarz generalny związku piłkarzy dla „The Athletic”. – Problemem jest kumulacja gier w systemie wtorek-sobota. Robisz to znowu, robisz to znowu, a później robisz to znowu. Ryzyko kontuzji na pewnym etapie rośnie zasadniczo. Dlatego trzeba znaleźć równowagę. Oczywiście możesz grać w weekend, w środku tygodnia, a potem w weekend. Ale co się dzieje tydzień później? Czy możesz robić to samo w kółko?

Kiedyś pojawiła się propozycja, by piłkarze mieli limit gier w ciągu sezonu, ale to rozwiązanie jest przede wszystkim nieuczciwe, bo sprowadza się do tego, że kluby i zawodnicy staną się zakładnikami własnego sukcesy. Gwiazdor, który poprowadził swoich kolegów do finału, nie będzie mógł w nim zagrać, bo trafi na limit. Dlatego FIFPro sugeruje coś innego – ustalenie limitu liczby gier, które każdy piłkarz może rozegrać w tzw. „strefie krytycznej”, czyli serii meczów następujących jeden po drugim. Mówi się o dwóch opcjach – ustawienia limitu na pięć lub cztery spotkania. W praktyce oznaczałoby to, że jeśli w nieprzerwanym cyklu wtorek (środa) – sobota (niedziela) zawodnik wystąpiłby w pięciu (lub w czterech, w zależności od ustalonego limitu) kolejnych meczach, jego udział w szóstym (lub w piątym) byłby wykluczony. Przy zastosowaniu tych mniej restrykcyjnych dla klubów ograniczeń, średnio najlepsi wystąpiliby w przekroju całego sezonu aż w sześciu meczach mniej. To około 8-10 proc. w klubowych terminarzach.

Najlepsi zagrają mniej, czyli… więcej

– Tego nie da się obejść w inny sposób, bo wymagałoby zmniejszenia liczby meczów w poszczególnych rozgrywkach – mówi Baer-Hoffmann będąc świadomym, że trend jest zupełnie inny. Przy okazji zaznacza, że regulacje byłyby elastyczne i nie dotyczyłyby szczególnych meczów, jak np. finał Ligi Mistrzów. – To też dla dobra samych klubów, bo krótkoterminowy brak najlepszego piłkarza jest dużo mniej problematyczny niż jego długa przerwa przez kontuzję spowodowaną nadmiarem spotkań – dodaje.

Dziś piłkarze wykręcają chore liczby, jeśli chodzi o minuty na boisku. „The Athletic” za przykład podaje Bruno Fernandesa, który w ciągu zaledwie jednego sezonu rozegrał łącznie 72 mecze dla Manchesteru United i Portugalii. Według raportu FIFPro aż 42 z jego 55 spotkań między listopadem 2020, a kwietniem 2021 toczyło się w systemie wtorek-sobota.

Molango: – Absurdem jest myślenie, że ci goście to maszyny, które mogą grać we wtorek, w różnych strefach czasowych, a potem wrócić i wystąpić w sobotę, by potem bez uszczerbku na zdrowiu wybiec w kolejny wtorek. Pracowałem dla klubu (Molango był prezesem Realu Mallorca – przyp. red.), więc rozumiem drugą stronę medalu. Nie chodzi tylko o ochronę graczy, ale o rozwiązanie dobre dla wszystkich. Ale to piłkarze są tymi, którzy generują show i musimy postawić ich w najlepszej możliwej sytuacji.

Baer-Hoffmann: – Konieczne jest uregulowanie tej kwestii. W niektórych klubach jest to zrobione lepiej, gdzie trenerzy próbują zastosować to indywidualnie, ale w większości klubów jest to stosowane dość słabo. My staramy się pokazać, że istnieją narzędzia, które można zastosować bez zbytniego wpływu na rozgrywki lub karierę zawodnika, a w dość spójny sposób przez cały rok mogą zrównoważyć morderczy kalendarz.

Raport FIFPro przedstawia również inne problemy. Coraz częściej pojawiają się krótkie przerwy w sezonie, krótsze niż wymagane 28 dni. Podkreślono również, że podróże międzynarodowe szkodzą występom zawodnika. Szacuje się, że niektórzy gracze pokonują 60 000 mil w sezonie, a wraz z tym nastąpiły zaburzenia snu, regeneracji i zdrowia psychicznego.

Dwa kalendarze w roku

Również FIFA planuje prawdziwą rewolucję w kalendarzu, choć jej zamiary można odczytywać inaczej – jako szukanie miejsca na organizację mistrzostw świata co dwa lata. Bez względu na powody, dobrze znany nam terminarz z przerwami na grę kadry, może odejść do lamusa. Zamiast doraźnych zgrupowań połączonych z rozgrywaniem na szybko meczów przez drużyny narodowe, mielibyśmy osobno czas dla klubów (około dziewięć miesięcy) oraz dla reprezentacji (około dwa miesiące). To byłby czas na zagranie całych eliminacji do turnieju, ewentualnie na występ w mistrzostwach.

– Myślę, że obecny kalendarz meczów międzynarodowych pokazuje nam, że osiągnęliśmy pewien szklany sufit. Obecny czas zaostrzony przez sytuację z pandemią koronawirusa, pokazuje nam, jak trudno jest dziś graczom podróżować z jednego kraju do drugiego, z jednego kontynentu na drugi. Zawodnicy rozpoczynają sezon klubowy w Europie, żeby go przerwać, zagrać dla reprezentacji, wrócić i później znów grać w kadrze, często na innym kontynencie i w innej strefie czasowej. To nie jest dobre dla zdrowia graczy, nie jest dobre dla rywalizacji – mówił we wrześniu Infantino.

Jego kolejne słowa sugerują, że FIFA pracuje nad nowym formatem, który wykluczałby rozgrywanie spotkań z najsłabszymi drużynami, gdy – jak Polska przed starciem z San Marino – punkty można dopisywać sobie na długo przed pierwszym gwizdkiem. – Obecnie jest zbyt wiele bezsensownych meczów międzypaństwowych. Musimy zastanowić się, co można zrobić więcej. Musimy mieć system, który jest prosty i jasny, który każdy rozumie – powiedział.

Na razie nie wiadomo, jak FIFA dokładnie widzi możliwość połączenia mistrzostw świata co dwa lata przeplatanych z mistrzostwami Europy.

Komentarze