Nie chodzi o miliony, a o smak zwycięstwa, którego nie da nawet piłka

Neymar
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Neymar

Neymar mówi, że zajmie się tym zawodowo po zakończeniu kariery. Trudno się dziwić – ostatnio w kilka godzin zarobił fortunę i kolejny raz poczuł zew. Gerard Pique uważa, że wśród piłkarzy jest w tym najlepszy na świecie i chyba ma rację – w rankingu Hiszpanów (nie piłkarzy, a Hiszpanów ogólnie) zajmuje 30. miejsce przy prawie 8000 sklasyfikowanych. W czołówce w swoim kraju jest też Arturo Vidal (21/941), ale nazwiska największych piłkarzy grających w pokera można liczyć w dziesiątkach. Jak to się dzieje, że przerzucanie się żetonami tak bardzo pochłania boiskowych milionerów?

  • Kilka dni temu Neymar wygrał spore pieniądze grając w pokera
  • Dla Brazylijczyka nie jest to pierwsza taka wygrana, ale jeden z jego kolegów z boiska może pochwalić się jeszcze wyższymi wygranymi
  • To właśnie poker jest tym, czym Neymar chce zająć się niemal natychmiast po skończeniu kariery

Prosty mechanizm

Właściwie na zadane we wstępie pytanie można odpowiedzieć od razu, bo ten mechanizm to przecież żadna tajemnica. W opartym na prawdziwych wydarzeniach filmie „Gra o wszystko” z 2017 roku jest taka scena, gdy Molly Bloom, organizatorka pokerowych spotkań dla najbogatszych ludzi Hollywoodu, rozmawia z najlepszym z uczestników. Przedstawia go jako „Gracza X”, ale gdyby połączyć wszystkie kropki można się domyślić, że chodzi o Tobeya Maguire’a – odtwórcę roli Spidermana, właściciela majątku szacowanego na 75 mln dolarów. Gracz X tłumaczy, że w tej grze nie chodzi mu o pieniądze – te ma – a o smak zwycięstwa, nieporównywalny z zarabianiem w klasyczny sposób (dodaje też coś o chęci niszczeniu przeciwnika, ale to raczej wynika z jego charakteru, w filmie odgrywa rolę tego czarnego).

To już nie jest gracz z przypadku

Instagram Neymara jest wypchany pokerowymi zdjęciami – ostatnio jest ich nawet więcej niż tych związanych z grą w piłkę. YouTube jest pełen filmików z Brazylijczykiem grającym w karty. Chwyta się wszystkiego – gry pokazowe, charytatywne, pokerowe festiwale. Zdarzyło się, że organizatorzy turnieju w Sao Paulo w porozumieniu z innymi uczestnikami przełożyli finał o dwa dni, by planujący grać w nim Neymar mógł… być świadkiem na ślubie przyjaciela. Ostatnią sylwestrową noc Brazylijczyk spędził wygrywając zorganizowaną we własnej willi rywalizację z kilkoma przyjaciółmi, w tym z Andre Akkarim, jednym z najlepszych brazylijskich profesjonalistów i… jego pokerowym nauczycielem.

Neymar (fot. Instagram)

Kilka dni później już w Internecie, na najpopularniejszej platformie do gry w pokera, Neymar wygrał 125 tys. dolarów. W turnieju, w którym obok niego wzięło udział 49 profesjonalistów zajął trzecie miejsce. To i tak realizacja planu minimum, bo przez bardzo dużą część rywalizacji był liderem i wydawało się, że idzie po główną wygraną.

– Zacząłem grać w 2014 roku podczas mistrzostw świata w Brazylii. Zakochałem się, jest to mój ulubiony sport obok piłki. Nie ma dla mnie znaczenia, czy gram w Internecie, w dużym turnieju, czy znajomymi. Czuję się szczęśliwy, gdy mogę to robić. Podobnie jak ze stawkami – bez względu, czy pieniądze na stole są duże, czy niewielkie jak na domówkach, tak samo dążę do zwycięstwa – Neymar zdaje się potwierdzać to, o czym mówił Gracz X.

Z tym zakochaniem nie przesadza. Swojego psa nazwał Poker, a o tym, że zaraz po zakończeniu piłkarskiej kariery rozpocznie tę pokerową, mówi głośno. – Będę jeździł po świecie i grał w turniejach. Stanę się zawodowcem. Jestem świadomy swoich umiejętności i myślę, że sobie poradzę, choć wciąż bywam zbyt niespokojny, muszę nauczyć się kontrolować emocje. Natomiast uważam, że poker i piłka mają ze sobą wiele wspólnego. Wymagają koncentracji, przewidywania, co zrobi przeciwnik, szukania właściwego momentu na atak.

Neymar przy stoliku? Fajny gość

Mikołaj Zawadzki to jeden z najlepszych polskich pokerzystów. Tym fachem zajmuje się zawodowo od lat, a lista jego wygranych jest okazała. Sumując turnieje na żywo i internetowe, te już dawno przekroczyły milion dolarów. Był jednym z tych graczy, którzy mieli przyjemność usiąść do jednego stołu z Neymarem.

– Spotkałem go przy grze cashowej (w odróżnieniu od turniejów, gdzie w każdym rozdaniu stawia się żetony bez wartości pieniężnej, a wygraną odbierają ci, którzy dojdą do miejsc płatnych, w tej odmianie stawką we wszystkich licytacjach są pieniądze – przyp. red.). Ciekawostką jest to, że w tym samym czasie Arda Turan poszedł na ruletkę i przegrał ogromną kwotę, a Neymar po prostu usiadł do stołu, przy którym wpisowe wynosiło 400 euro. Wtedy akurat przegrał parę groszy, ale osobiście uważam, że miał trochę pecha. Pamiętam, że jego znajomi stali blisko i obserwowali jego grę. Nikt nie mógł podejść, by zrobić zdjęcie, bo takie są zasady, ale ja – korzystając, że graliśmy razem – spytałem, czy później będziemy mogli. Powiedział: złap mnie przy wyjściu, to nie będzie problemu. Zresztą Paweł (Brzeski, inny z polskich zawodowców – przyp. red.) poprosił go o autograf na koszulce i oczywiście go dostał – wspomina.

– W ogóle z jego strony było zero gwiazdorzenia. Był cały czas uśmiechnięty, rozmawiał z ludźmi, choć żałuję, że nie po angielsku, więc mogłem się tylko przyglądać. Co najbardziej mi się podobało, to było widać w nim, że po prostu bardzo lubi tę grę. Nie było ważne dla niego, na jakich stawkach gra. W tamtym czasie grał turniej za 10 tys. euro, w którym osiągnął rewelacyjny wynik, a jednocześnie można było go spotkać w grach za 200 euro – dodaje.

Najlepszy jest Pique

Przy stole siedziało dziewięciu ludzi. Neymar otrzymał parę króli – drugą najlepszą możliwą rękę startową. Licytację otworzył jeden z jego rywali, który akurat posiadał walety. Neymar odpowiedział kolejnym przebiciem, na co siedzący za nim gracz odpowiedział zagraniem all in – czyli za wszystkie żetony. Pierwszy z pokerzystów z bólem spasował swoje karty, a Neymar oczywiście sprawdził. Przeciwnik pokazał króla z siódemką – typowy blef mający w zamyśle pokazać wielką moc i zmusić pozostałych do zrzucenia swoich kart. W tym wypadku to nie miało szans na powodzenie. Pechowcem, któremu się nie udało był Gerard Pique.

Gerard Pique i Neymar

Turniej był charytatywny, co może usprawiedliwiać Pique. Obrońca Barcelony jest prawdopodobnie najlepszym piłkarzem-pokerzystą na świecie. Sami zawodowcy mówią o nim, że gra jak profesjonalista, popełnia bardzo mało błędów, za to zmusza innych do ich robienia. W swojej karierze pokerowej tylko w turniejach na żywo wygrał już 700 tys. dolarów, z czego blisko 400 tys. zgarnął podczas turnieju European Poker Tour w Barcelonie w 2019 roku. Zajął w nim drugie miejsce, zostawiając nieco z tyłu… Arturo Vidala (był piąty, otrzymał za to 150 tys. dolarów nagrody).

– Nie wiem, co Neymar mówi o mnie, ale jeśli uważa, że jest lepszy, to się myli – śmiał się Pique przerywając udzielany po portugalsku wywiad przez swojego ex-kolegę z Barcelony. On nie ma – a przynajmniej ich nie zdradza – ambicji bycia zawodowym graczem po swoim ostatnim kopnięciu piłki, choć listę sukcesów ma nawet dłuższą od Neymara. Nawet jeśli wszystkie pieniądze wygrane na żywo podnosił tylko ze stołów w Barcelonie.

Neymarowi za pokerem zdarza się podróżować. Oczywiście jest cała masa kibiców, którym niekoniecznie podoba się, że piłkarz ich klubu spędza godziny przy stole, czasem zarywając noce. – Gram w piłkę już wiele lat i znam swój organizm. Wynajmuję fizjoterapeutę, który jest dostępny dla mnie 24 godziny na dobę. Podobnie jak trener personalny. Wiem, jak o siebie zadbać – odpowiada, choć raczej mało kogo przekonuje. Patrząc, jak ciągnie go do stołu, można nawet odnieść wrażenie, że to nie poker przeszkadza mu w piłce – zresztą mówiąc o wynajętym fizjoterapeucie zaprzecza – a piłka w pokerze. I bez względu na wszystko gra w niego dalej. Z tą różnicą, że wypady z Pique zamienił na wyjścia z kolegami z PSG – Leandro Paredesem i Keylorem Navasem.

Ciemna strona mocy

– Upadek na sam dół jest czarną wizją, sam miałem kiedyś miesiąc, w którym byłem 100 tys. dolarów „w plecy” – opowiada Zawadzki. Akurat on dzieląc się z pokerową świadomością swoimi myślami, jest tym, który regularnie podkreśla, że to kwota brutto. Nieuwzględniająca wniesionych wpisowych ani z wygranych, ani z przegranych turniejów.

– Spokój, który odziedziczyłem po ojcu, zagwarantował mi na tyle dobre podejście mentalne, że potrafiłem się od tego odciąć i robić dalej swoje. Jeżeli przegrywam, to znaczy, że prawdopodobnie popełniam błędy i muszę jeszcze mocniej popracować nad grą, a wtedy przyjdzie pozytywny efekt. To wymaga ogromnej samodyscypliny, zejścia na niższe stawki, gdzie odrabia się wolniej. Tylko hazardzista ma myśl o szybkim odzyskaniu tego, co stracił. Nie wszystkim udaje się to kontrolować. W moim życiu poznałem wiele osób, które kiedyś wygrywały duże pieniądze w pokera, a dziś nie mają już z nim nic wspólnego i zajmują się czymś innym.

I dodaje: – Zdarzają się bardzo ciężkie miesiące, nawet zawodowcom, każdy musi zaliczyć zjazd, podczas którego przez miesiąc czy dwa nic nie będzie się układać. Nie jesteśmy maszynami. Historia zna graczy, którzy byli świetni, ale przegrali fortunę, bo grali turnieje ze zbyt wysokimi stawkami, a ich konto błyskawicznie się kurczyło.

Nie ma statystyk mówiących, ile jest takich przypadków. Tym bardziej nie ma ich w odniesieniu do piłkarzy. Wśród tych grających w Ekstraklasie nie ma nikogo, kto grałby w sposób wykraczający jedynie poza rozrywkę, bo nawet jeśli chodzą do kasyna – co zgubiło już wielu – poker jest tam nieobecny. Przede wszystkim ze względu na bardzo wysoki podatek, jaki w Polsce jest nałożony na tę grę, ale i nieopłacalność dla kasyn, bo przecież w pokerze pieniądze krążą pomiędzy zawodnikami, a nie na linii kasyno – gracze. Dlatego najczęściej kończy się na partyjce w drodze na wyjazdowy mecz. Stawki? – Nie są wielkie. Wejście do gry kosztuje zazwyczaj do 400 zł – mówi nam osoba pracująca w jednym z klubów Ekstraklasy. Wspomniane 400 zł to oczywiście stawka na całą drogę, nie na jedno rozdanie.

Odszedł z klubu przez pokera

Choć zdarzały się przypadki, gdy to poker zakończył klubową karierę jednego z polskich piłkarzy. Kiedyś Dariusz Formella opowiedział w „Przeglądzie Sportowym”, jak z jego perspektywy wyglądała sytuacja, w której koledzy oskarżyli go o oszustwo przy stole, co ostatecznie poskutkowało odejściem z Rakowa Częstochowa.

– Była druga czy trzecia w nocy, my po piwach. Kolega wydzierał się, że dziwnie gram i oszukuję. Przyznałem się do odłożenia kart, czego nie powinienem robić. Rozpędził się, że ciągle ich oszukiwałem. Kazałem mu się zamknąć. On kazał zamknąć się mi. To oznaczało koniec rozmowy. Następnego dnia mieliśmy wigilię w klubie. Wcześniej zadzwoniłem do chłopaków, z którymi grałem w pokera. Było nas czterech czy pięciu. – Panowie, grałem mocno, wy mówicie, że podejrzanie, bo na wysokie stawki. Ale jakie to wysokie stawki, skoro grałem po 30-40 złotych? – chciałem to wyjaśnić.

Dla pieniędzy, które krążą w piłce, z całym szacunkiem, to nie są wysokie kwoty. Włączył się ten rozkrzyczany. Że widział, co zrobiłem. Obruszył się, że nie chce być ze mną w szatni. Zbiegło się to z rozpoczęciem urlopów. Poleciałem na Malediwy, wczasy wykupiłem znacznie wcześniej, kiedy akurat wpadła zaległa premia. Cóż, nie były to wymarzone wakacje. O drugiej w nocy, to z racji różnicy w czasie, dostałem wiadomość od trenera Papszuna. „Daro, musimy się pożegnać. Jak masz jakieś problemy, dawaj znać”. Zadzwoniłem po powrocie do Polski. Po głosie słyszałem, że decyzja jest podjęta i nie ma o czym dyskutować. Powtórzyłem to, co chłopakom: „Trenerze, oni mówią prawdę, nie zaprzeczam, że odłożyłem karty. Ale jeżeli ktoś uważa, że przegrywał ze mną pieniądze, to niech odpowie, na co niby oszukiwałem. Jeżeli to udowodni, przeleję dziesięć razy tyle na wskazane konto”.

Czułem, że zostałem rzucony na stos, ale nie to było najbardziej dokuczliwe. Widziałem, jak ten pożar się rozprzestrzenia, a to ja miałem być jego ofiarą. Najgorsza opinia o piłkarzu, jaka może pójść w świat jest taka, że oszukuje kolegów. Już byłoby mi łatwiej, gdybym przespał się z żoną trenera.

Jeszcze mu brakuje

Andre Akkari nie ma wątpliwości, że Neymarowi bankructwo nie grozi. Nie chodzi tu nawet o aktualny stan jego fortuny, bo nie ma pieniędzy, których nie dałoby się przegrać, a o podejście do gry. – Ciągle powtarza, że ma w głowie ułożony plan na siebie jako profesjonalnego gracza. To bardzo mądry facet. Codziennie mnie o coś pyta, regularnie rozmawiamy na WhatsAppie, może liczyć na moje wsparcie.

Mikołaj Zawadzki: Wiem, że pracował trochę nad grą i dziś jest na pewno lepszym graczem niż wtedy, gdy był po prostu bardzo przeciętnym entuzjastą gry w pokera. Ale też nie ukrywajmy, że od profesjonalistów dzielą go lata, ponieważ my pracujemy codziennie, a on jednak tego komfortu nie ma.

Nic nie stoi na przeszkodzie, by nadrabiał braki już teraz. Przynajmniej do końca stycznia będzie leczył staw skokowy, a że jest jednym z tych piłkarzy, którzy doskonale wiedzą, jak wykorzystać czas wolny, można się tylko domyślać, co właśnie w tej chwili robi…

Komentarze

Na temat “Nie chodzi o miliony, a o smak zwycięstwa, którego nie da nawet piłka