Turbulencje przy lądowaniu jak znak. Raków mocno inwestuje w awans

Gdy samolot z piłkarzami i sztabem Rakowa Częstochowa podchodził do lądowania na lotnisku w Baku, nagle zaczęło nim rzucać na prawo i lewo – jak przy podmuchach wiatru, choć wiatru nie było. Na tyle mocno, że z tyłu samolotu w pewnym momencie dobiegły nieśmiałe krzyki. Wszystko ostatecznie skończyło się na lekkim strachu i przekonaniu, że nie ma przypadków, a są tylko znaki. Turbulencje w środowym meczu przeciwko Karabachowi są przecież spodziewane, szczęśliwy koniec – pożądany.

Raków Częstochowa przed lotem do Baku
Obserwuj nas w
Na zdjęciu: Raków Częstochowa przed lotem do Baku
  • Raków poleciał do Baku dwa dni przed meczem z Karabachem. Wydatek rzędu miliona złotych można traktować jak inwestycję
  • W stolicy Azerbejdżanu panują potworne upały, ale w godzinach meczu temperatura staje się przyjemna
  • Dla Rakowa dwumecz z Karabachem jest pierwszą z trzech szans na zakwalifikowanie się do któregoś z europejskich pucharów, jednak z obozu mistrza Polski dobiegają głosy, że brak awansu już teraz byłby gigantycznym rozczarowaniem

Najważniejszy mecz w historii

Korespondencja z Baku

Nikogo nie trzeba pytać, by mieć pewność co do stawki rewanżu z Karabachem. Raków przyleciał do Azerbejdżanu już w poniedziałek, by zminimalizować wpływ podróży i zmiany klimatu na przebieg spotkania. To nie jest standardowe działanie, ale nikt tu nie chce oszczędzać przed – śmiało można tak stwierdzić – najważniejszym meczem w historii klubu. Cała podróż miała kosztować około 1 mln zł, ale w Częstochowie tę kwotę potraktowano nie jak wydatek, lecz inwestycję. Gdyby Raków nie awansował do żadnego z europejskich pucharów, otrzyma od UEFA 750 tys. euro. Jeśli wejdzie do najsłabszego z nich, czyli Ligi Konferencji – a jak wiemy, wyeliminowanie Karabachu zapewnia przynajmniej realizację takiego scenariusza – zagwarantuje sobie minimum 3 mln euro. A i to jest tylko jednym z bonusów finansowych, bo przecież mówimy również o szeroko otwartych drzwiach do znacznie wyższych nagród, jakie wciąż będą do podniesienia w przypadku środowego awansu.

Podejście do podróży oddziela Raków od Karabachu pewnie też dlatego, że w przeciwieństwie do ekipy spod Jasnej Góry, dla Azerów to tylko jeden mecz z wielu na przestrzeni ostatnich lat. Mistrz Azerbejdżanu kwalifikuje się do fazy grupowej europejskich pucharów nieprzerwanie od dziewięciu lat, po drodze wyrzucając regularnie polskie kluby. Dlatego Karabach do Polski przyleciał dzień przed meczem i wracał do kraju zaraz po jego zakończeniu. Azerowie trafili wówczas na nie najlepsze warunki atmosferyczne, bo trenowali i grali w Polsce przy zaledwie kilkunastu stopniach, co niektórych piłkarzy gości zmusiło nawet do założenia rękawiczek. W Baku będzie zupełnie inaczej. Jest gorąco i duszno, choć w godzinie meczu robi się całkiem przyjemnie.

Raków gra z Karabachem. Kuriozalne bramki [WIDEO]
Kochergin i Medina

Raków Częstochowa – Karabach Agdam. Kuriozalne bramki [WIDEO] Pierwsza połowa meczu drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów Raków Częstochowa – Karabach Agdam nie przyniosła bramek. Mistrzowie Polski mogli mówić o szczęściu, bo kilkukrotnie goście bardzo zagrozili bramce Vladana Kovacevicia. Piłka raz wylądowała na słupku. Niezbyt udana pierwsza część nie przeszkodziła Medalikom w dobrym rozpoczęciu drugiej odsłony.

Czytaj dalej…

Przed rokiem komplet, ale teraz zmienili stadion

Zagadką jest wciąż, ilu kibiców zasiądzie na trybunach Stadionu Olimpijskiego. To zupełnie inny obiekt niż ten imienia Tofika Bachramowa, na którym przyszło rywalizować rok wcześniej Lechowi Poznań. Przede wszystkim ponad dwukrotnie większy, bo mogący pomieścić niespełna 70 tys. widzów. W czasie Euro 2020 gościł tu cztery spotkania. Trudno ustalić, ile biletów do tej pory się sprzedało, bowiem strona azerska nie jest zbytnio otwarta na kontakty, jednak wątpliwe, by wypełnił się choćby w połowie. To dla Rakowa dobra wiadomość, bo puste krzesełka mogą negatywnie wpłynąć na atmosferę “piekła”, jaką potrafią przecież stworzyć kibice w tej części świata. To jednak detale, na które w Częstochowie nie zwraca się uwagi. Z kim nie zamienić słowa, słyszymy, że zespół czuje się mocny swoją siłą, a nie szukaniem nadziei wokół. W samolocie z miejsc zajmowanych przez Raków dało się wyraźnie usłyszeć – brak awansu w dwumeczu z Karabachem będzie gigantycznym rozczarowaniem.

Prawdą jest natomiast, że meczem z Rakowem media żyją bardzo mocno. Wspomina się o nim w każdym serwisie sportowym. Na dwa dni przed meczem jedna z telewizji wyemitowała specjalny program z ekspertami w studio. Z perspektywy polskiego kibica to nic szczególnego, przecież u nas jest identycznie, ale w krajach posiadających silniejsze ligi Raków zapewne nie wzbudzałby tyle zainteresowania. Azerowie, nawet mówiąc o “silnym mistrzu Polski”, są przekonani o swojej wyższości, a winę za porażkę w Częstochowie – w sumie słusznie – zrzucają przede wszystkim na bramkarza Szachrudina Magomiedalijewa. O tym też mówił tydzień wcześniej trener Karabachu Gurban Gurbanow, który wynik 2:3 przyjął ze spokojem, twierdząc wprost, że poza niezrozumiałbym zachowaniem golkipera, gra jego piłkarzy była w stu procentach satysfakcjonująca. Rozstrzygającą bramkę Sonnego Kittela nazwał strzałem życia, który przecież często nie może się zdarzyć.

Komentarze