Bieda-budowanie na bogate-wymagania. Lech robi lechowe rzeczy

Karabach - Lech
PressFocus Na zdjęciu: Karabach - Lech

Ja rozumiem, że nie można budować superszerokiej kadry zespołu z góry zakładając, że zagwarantuje to fazę grupową któregoś z pucharów. Wisła Kraków po wyjściu z tego założenia w 2011 do dziś się nie odkręciła. Ale czy my zawsze musimy od ściany do ściany, bez półśrodków? Lech na najważniejszy mecz sezonu, w dodatku rozgrywany w warunkach, gdzie znaczenie ławki z góry było jasne, zbudował zespół, którego trener jako pierwszego na ratowanie wyniku wpuścić musiał Filipa Szymczaka.

  • Lech na transferach swoich piłkarzy zarobił krocie, ale zupełnie nie widać tego, gdy spojrzy się na sportowy projekt pierwszego zespołu
  • Bardzo słaba ławka rezerwowych w meczu z Karabachem (1:5) dała się we znaki zwłaszcza w drugiej połowie, gdy rywał oddał 12 strzałów na bramkę, a mistrz Polski… nie odpowiedział żadnym
  • Lechowi nie sprzyjało szczęście – ani w losowaniu, ani w decyzjach sędziego, ani w kwestiach zdrowotnych, bo przez urazy Afonso Sousy i Adriela Ba Loui pole manewru było ograniczone, ale próbując odpowiedzieć na pytanie, czy zrobił wszystko, by pomóc szczęściu na innych poziomach, trudno byłoby odpowiedzieć twierdząco

Miliony wpływów, a kadra wąska

11 mln euro za Jakuba Modera, 2,5 mln za Tymoteusza Puchacza, 4,3 mln za Kamila Jóźwiaka, do tego drobne 2 mln za Roberta Gumnego. Nie trzeba nawet wliczać 10 mln za Jakuba Kamińskiego, które nie zdążyły jeszcze dostać czasu, by na siebie zapracować, by zadać pytanie: jak to możliwe, że przy takich wpływach, mistrz Polski nie jest w stanie zbudować kadry liczącej 15-16 wartościowych piłkarzy, którą to ewentualnie uzupełni po gwarantującym kolejne miliony awansie do fazy grupowej pucharów? Czy naprawdę posiadanie tylu piłkarzy będących w stanie w każdej chwili wejść na boisko i nie osłabić zespołu leży poza możliwościami klubu dysponującego odpowiednio wysokim budżetem? Chyba nikt nie wymaga na tym etapie stworzenia bardzo szerokiej jakościowej kadry, ale takiej, która trenerowi da pole manewru w potrzebie – już jak najbardziej. Czekanie przez Johna van den Broma aż do 71. minuty na dokonanie pierwszej zmiany, kiedy mecz – jeszcze nie wynik – na dobre wymykał się spod kontroli od dobrych dwóch kwadransów, też było symboliczne. Wyglądało na krzyk o treści “nie mam kim tego ratować”.

Nie siedzę w księgowości Lecha, nie znam dokładnych proporcji wydatków na Akademię, pierwszy zespół i inną bieżącą działalność, więc warto zachować ostrożność w osądach, ale na pierwszy rzut oka – i pewnie na kilka kolejnych również – widać zbyt wielki rozjazd pomiędzy wpływami do budżetu, a reakcją na znaczne osłabienie zespołu po mistrzowskim sezonie. Nie da się nic zarzucić transferom Afonso Sousy czy Giorgiego Citaiszwiliego, które jak na polskie kluby wyglądają okazale, ale jeśli w podstawowej jedenastce w najważniejszym meczu pierwszej części sezonu znajduje się Michał Skóraś, a pierwszym wchodzącym jest Filip Szymczak, coś poszło nie tak. Długie miesiące po tym, jak w klubie każdy wiedział o odejściu Jakuba Kamińskiego i przy szykowanym w budżecie miejscu na przyjęcie 10 mln euro.

Ani Skóraś, ani Szymczak, przerzuceni do dowolnego zespołu środka tabeli Ekstraklasy, raczej nie wyróżnialiby się, a przynajmniej nie ma powodów, by twierdzić inaczej. Nie ma rzecz jasna niczego złego w ich obecności w Lechu Poznań, ale wciąż wyglądają na piłkarzy do rotacji, a nie takich, na których plecach przechodzi się rywala za rywalem w eliminacjach pucharów.

Lech zrobił to, co robił w takim wypadku już wcześniej i co w przeszłości zdarzało się regularnie innym polskim klubom (choć nie mającym aż takich wpływów z transferów) – postawił na bieda-budowanie, mimo bogatych-wymagań, jakie niesie za sobą chęć występów w Europie. Czasem się uda, częściej nie. A przykłady Legii sprzed roku, czy Lecha sprzed dwóch pokazują też, jakie konsekwencje może nieść za sobą powodzenie “misji puchary”, gdy kołderka jest zbyt krótka. Lech swoimi działaniami narzuca myślenie – albo będzie dobrze w finansach, albo sportowo. Nie ma choćby próby działania półśrodkami, pójścia na kompromis, połączenia tych dwóch aspektów, bez których wszystko się wali.

Kolejorz ustami Tomasza Rząsy sprzedawał dwa lata temu opowieść o kadrze przystosowanej do gry na trzech frontach, by kończyć ligę poza pierwszą dziesiątką. Można odnieść wrażenie, że ten sam numer próbuje powtórzyć teraz. W meczu o Superpuchar w obronie z konieczności wybiegł Nika Kvekveskiri, przez żadnego obserwatora Lecha nie umieszczany tam wcześniej nawet oczami wyobraźni.

Koszmarna statystyka

Statystyki drugiej połowy meczu w Baku są druzgocące i pokazują, jak bardzo zabrakło wartościowej ławki rezerwowych. Można zżymać się na Artura Rudkę za to, że grał z rywalem, ale po przerwie Karabach oddał 12 strzałów. Lech żadnego. Ani jednej choćby niecelnej próby. Nie miał nawet rzutu rożnego, przy sześciu takich okazjach dla Karabachu. To pokazuje, w jaki naiwny sposób władze Lecha postanowiły walczyć o Ligę Mistrzów na Kaukazie, gdzie nie tacy, jak Lech, ze względu na warunki oddychali rękawami.

Symptomatyczne jest też to, że – chyba nie będzie w tym przesady – większość klubów Ekstraklasy dysponuje dziś lepszym bramkarzem niż ten, który grał o Ligę Mistrzów w Azerbejdżanie. Jednego Lech nawet próbował zgarnąć, ale Frantisek Plach wciąż będzie grał w Piaście. Podobnie jak Damian Kądzior, który byłby potężnym wzmocnieniem na Karabach, jednak postanowiono nie ryzykować wydania więcej niż 150 tys. euro.

Lubię w takich przypadkach wracać do słów Michała Świerczewskiego, właściciela Rakowa Częstochowa, którego dwa lata temu zapytałem o największy problem polskiej piłki. Minęło już trochę czasu, a on kolejny raz – tym razem na swoim Twitterze, już niewywoływany – odpowiedział to samo: ludzie. Jego zespół wygląda na bardzo dobrze przygotowany do gry na dwóch frontach, w dodatku trudno odnieść wrażenie, że w przypadku odpadnięcia już w pierwszym dwumeczu – Astana łatwym rywalem nie będzie, to ona jest w tej parze rozstawiona – będzie tonąć w długach po rozbudowaniu kadry.

Komentarze