O awans, pieniądze, ale przede wszystkim o nadzieję na lepsze czasy

Lech Poznań
PressFocus Na zdjęciu: Lech Poznań

Lech Poznań gra dziś mecz o życie w europejskich pucharach a jednak wiele wskazuje na to, że trybuny stadionu przy ul. Bułgarskiej się nie zapełnią. Co poszło tak bardzo źle w Poznaniu, mieście, gdzie naprawdę czuć miłość kibiców do Kolejorza?

  • Mecz Lech Poznań – Villarreal jest ważny dla mistrza Polski pod wieloma względami
  • Kolejorz gra nie tylko o awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji, ale także o spore sumy
  • Kibice Lecha liczą na sukces, ale raczej nie wypełnią stadionu w czwartek wieczorem

Lech – Villarreal – gra o dużą stawkę

Wydaje się, że dzisiejsze starcie z Villarrealem ma wszelkie podstawy, by stać się spotkaniem z gatunku tych, o których mówi się latami i jeszcze kilka lat po meczu dumnie opowiada się znajomym, że nie oglądało się tej rywalizacji w telewizji, a prosto z trybun. 

Stawka meczu? Jest i to wyższa niż mogłoby się wydawać, patrząc tylko na sytuację w grupie. Kolejne punkty w rankingu klubowym i – często lekceważonym, ale nie mniej ważnym – federacyjnym to jedno, ale ewentualny awans do play-offu da możliwość gry wiosną z trzecim zespołem jednej z grup Ligi Europy. A tam trafić się może zarówno rywal mniej utytułowany, taki z gatunku tych “do powalczenia”, jak i utytułowany, markowy, jak choćby Roma, Monaco lub Feyenoord (ba, jest nawet szansa na rewanż z Karabachem Agdam, choć nie wiem, czy to akurat dobra wiadomość). Kto by to nie był – taki mecz to znów dodatkowe emocje dla kibiców, szansa spojrzenia z góry na ligowych rywali, którzy europejskie puchary od dawna już mają tylko w telewizji, a nie tuż za rogiem, we własnym mieście. Taki wiosenny play-off to potencjalnie zapełniony stadion, a więc potężne zyski do klubowego budżetu, a ten przecież jest ważny nie tylko dla zarządzających klubem i z zapartym tchem patrzących na coraz wyższe zielone liczby e Excelu. 

Pieniądze? Szczęścia nie dają, wszyscy to wiemy, ale bardzo pomaga je osiągnąć. Lech już zarobił w tym sezonie kilkanaście milionów złotych, a na boisku dziś leżeć będzie więcej niż kiedykolwiek w meczach poznańskiej drużyny. Ewentualna wygrana to aż 500 tysięcy euro i dodatkowo 325 tysięcy za drugie miejsce w grupie oraz 300 tysięcy za awans do fazy pucharowej. W Poznaniu trwają teraz rozmowy, jak wysoki może być ewentualny komin płacowy dla Ishaka, gdyby ten rozważał w ogóle przedłużenie wygasającej w czerwcu umowy, ale ile kapitan Lecha pieniędzy by nie chciał – Kolejorz fundusze na sezon jego gry może zdobyć dziś w zaledwie 90 minut. W Wielkopolsce bardzo boleć musi strata szansy na awans już po 5. kolejce i zaledwie remis w Wiedniu (tam też z budżetu bardziej uciekły 334 tysiące euro za wygraną niż wpłynęło 166 tysięcy za remis), ale dziś można to nadrobić. I tak, wiem doskonale, że te pieniądze nie trafią do kieszeni kibiców, że dla nich liczą się emocje i wygrane, ale nie trzeba nikomu tłumaczyć, że to wysokość budżetu determinuje potem aktywność na rynku transferowym. 

Rywal? Potężny, bo w rankingu UEFA za dokonania w ostatnich pięciu sezonach plasujący się na 18. miejscu, ex aequo z Borussią Dortmund, ciut niżej niż Tottenham, Ajax, Porto czy Arsenal. Oczywiście tamte nazwy bardziej działają na wyobraźnię, ale marki triumfatora Ligi Europy z sezonu 2020/21 podważyć nie można. Tym bardziej z perspektywy polskiego kibica, który finał wspomnianych przed chwilą rozgrywek miał na wyciągnięcie ręki, na pięknym stadionie w Gdańsku, a Villareal pokonał w nim po niesamowitych karnych sam Manchester United. Owszem, Czerwone Diabły działałyby dziś na wyobraźnię kibiców w Poznaniu znacznie bardziej niż Żółta Łódź Podwodna, ale nie zmienia to faktu, że klasy zespołowi prowadzonemu od niedawna przez Quique Setiena odmówić nie można. Ewentualne zwycięstwa nad takimi zespołami, w meczach które wiele ważą (nawet jeśli głównie dla jednej drużyny, bo druga ma już pewny awans) to coś, co buduje legendę klubu, pozwala uwierzyć w siebie piłkarzom. Tak, jak klęska 1:5 w Baku miała negatywny wpływ na cały początek sezonu, tak potem zacięta walka z Villarealem w Hiszpanii i wygrana z Austrią na własnym boisku, pozwoliły drużynie nabrać wiary w to, co robi i częściowo przynajmniej odbudować pozycję w Ekstraklasie. Ewentualne zwycięstwo w dzisiejszym meczu pozwoliłoby Lechowi nie tylko z uśmiechem podejść do ostatnich w tym roku meczów na polskim podwórku, ale też zyskać dodatkowy bodziec do pracy podczas przerwy zimowej. Takiej mocnej roboty nie ze świadomością, że ma się sporą stratę do lidera Ekstraklasy, ale że zimowa praca będzie mogła zaprocentować także w Europie.

Pogoda? Tu też jest lepiej niż można by oczekiwać na początku listopada. Owszem, lepszą porą dla polskiego kibica byłaby 18:45, ale nie można mieć wszystkiego. Owszem, każdemu kibicowi łatwiej dostać się do domu, gdy mecz kończy się o 21:00 i można skorzystać z komunikacji miejskiej, ale nie ukrywajmy – każdy z nas jak dziecko marzył, by jego drużyna grała we wtorki lub środy o 20:45. Dziś owszem, mamy czwartek, pora też troszkę inna, ale to nadal Europa. Nawet jeśli tylko Liga Konferencji.

Wracając więc do pytania z początku – co jest nie tak w Poznaniu? Aspiracje zawsze były duże, szok spowodowany odpadnięciem z Pucharu Polski musi być spory, podobnie jak rozczarowanie w sytuacji, gdy mistrz Polski przegrywa w niedzielę z liderem Ekstraklasy i traci do niego aż 13 punktów. Ale jeszcze większą musi być złość kibiców, gdy widzą, że o tej stracie bardzo spokojnie mówią władze klubu, że u nich brakuje tej sportowej złości, którą miał choćby właściciel Rakowa Częstochowa Michał Świerczewski, gdy jego klub w Pradze pożegnał się z Ligą Europy. Kibicom brakuje tej mobilizacji wśród sterników klubu, dla których mistrzostwo Polski nie stało się powodem do jeszcze odważniejszego działania na rynku transferowym, a doprowadziło do pewnego stanu rozprężenia, zadowolenia z tego, co już jest. Kibicom tej sportowej złości wszystkich w klubie z Bułgarskiej brakuje i pewnie dlatego w kasach nadal sporo jest biletów, ale i tak powinni przyjść dzisiaj na stadion, bo mogą tego długo żałować. Jeśli Lech wygra i awansuje – stracą piękne wspomnienia, a gdyby się nie udało – może się okazać, że znów przez długie miesiące nie będą mieć kontaktów z europejską czołówką i piłkarzami tej klasy, co Gerard Moreno, Dani Parejo, Raul Albiol czy Giovani Lo Celso.    

Śmiem twierdzić, że dzisiejszy mecz zdefiniuje cały obecny sezon Lecha Poznań, da impuls do wzmożonej pracy, albo wpędzi wszystkich w marazm. To dla mistrza Polski nie tylko mecz o awans i o pieniądze, ale także, a może przede wszystkim, o nadzieję na lepsze czasy.

Dlatego, drogi Kibicu Kolejorza, jest to mecz, na którym jeśli tylko możesz – po prostu musisz być. 

Żelisław Żyżyński, Canal+Sport

Komentarze