Świetna seria Sevilli trwa. Andaluzja ma poważnego kandydata do tytułu

Jesus Navas
Jesus Navas Pressfocus

Jednym z sobotnich starć 7. kolejki La Liga był pojedynek Sevilli z Espanyolem. Rywalizacja w Andaluzji przez większość czasu toczyła się pod dyktando gospodarzy. Tegoroczny beniaminek nie zdołał jednak nawiązać równej walki, przez co trzy punkty zostały na Ramon Sanchez Pizjuan 2:0 (1:0).

Sporo emocji do przerwy

Sevilla zagrała swoje. Julen Lopetegui po raz kolejny ma powody do dumy ze swojego zespołu. Piłkarze ruszyli na rywala już od pierwszych minut. W konsekwencji Espanyol został zmuszony wrócić do głębokiej defensywy. Wynikiem tego był szybko strzelony gol przez Sevillistas. Youssef En Nesyri wpisał się na listę strzelców, dzięki świetnemu uderzeniu z linii pola karnego. Piłka po strzale Marokańczyka wpadła do siatki pod samą poprzeczką, nie dając żadnych szans golkiperowi na skuteczną interwencję.

Zaledwie po 10 minutach wydawało się, że mecz wystartuje od początku. Wszystko za sprawą Raula de Tomasa, który pięknym lobem wpakował futbolówkę do bramki drużyny z Andaluzji. Do akcji wkroczył jednak VAR. Okazało się, że napastnik beniaminka był na minimalnym spalonym, więc trafienie zostało anulowane.

Od tej pory Sevilla usprawniła szyki obronne, kontrolując przebieg gry do przerwy. Trzeba przyznać, że było kilka całkiem dobrych okazji do podwyższenia wyniku, ale ostatecznie w pierwszej połowie nie padło więcej bramek.

Pełna kontrola Sevilli do końca, choć musiała grać w osłabieniu

Po upływie godziny z boiska wyleciał Thomas Delaney. Zawodnik Sevilli otrzymał drugą żółtą kartkę za niepotrzebną dyskusję z arbitrem, co dość mocno rozwścieczyło jego opiekuna. Andaluzyjczycy nie dali jednak za wygraną. Gospodarze pomimo gry w osłabieniu, nadal kontrolowali mecz.

Kiedy wydawało się, że nic w tym spotkaniu więcej się nie wydarzy, Rafa Mir wykazał się wielkim kunsztem i pięknym uderzeniem w prawy dolny róg, ustalił ostateczny rezultat tego pojedynku. Tym samym Sevilla wciąż jest niepokonana. Klub aspiruje o najwyższe cele, stanowiąc realne zagrożenie dla Królewskich, którzy również nie doznali jeszcze porażki.

Komentarze