Real Madryt wyszarpał ważny punkt w starciu z Sevillą

Luka Modrić
Luka Modrić Pressfocus

Pojedynek Realu Madryt z Sevillą zakończył niedzielne zmagania 35. kolejki La Liga. Od pierwszych minut byliśmy świadkami emocji. Co więcej na nudę nie można było narzekać przez całe spotkanie. Do ostatnich sekund nie mieliśmy pewności jakim wynikiem zakończy się to spotkanie. Ostatecznie po zaciętej walce padł wynik 2:2 (0:1).

Defensywny futbol w pierwszej połowie

Sevilla częściej utrzymywała się przy piłce w pierwszych chwilach rywalizacji, jednak pierwsi futbolówkę do siatki wpakowali Królewscy. Karim Benzema wykorzystał znakomite podanie Odriozoli i głową umieścił ją w siatce. Po krótkiej chwili okazało się jednak, że boczny obrońca przed posłaniem centry był na minimalnym spalonym, przez co gol nie mógł zostać uznany.

Nieoczekiwanie kilka minut później Fernando wpisał się na listę strzelców, dzięki przytomnej postawie w polu karnym. Brazylijczyk prostym zwodem zwiódł dwóch rywali, zobaczył lukę i mocnym strzałem po ziemi zapewnił swojej ekipie prowadzenie.

Do przerwy niczego specjalnego już nie zobaczyliśmy. Drużyna z Andaluzji z całych sił broniła dostępu do własnej bramki, a piłkarze Zidane momentami bili głową w mur.

Niezwykłe widowisko po przerwie

W drugiej połowie Real Madryt przejął inicjatywę i z każdą kolejną minutą był bliższy doprowadzenia do remisu. Po godzinie gry na boisku pojawił się Asensio. Zidane miał nosa, żeby wprowadzić hiszpańskiego skrzydłowego, który zaraz po wejściu na murawę trafił do bramki Sevilli po pięknym uderzeniu bez przyjęcia.

10 minut później doszło do niezwykle dyskusyjnej sytuacji w polu karnym Los Blancos. Podczas rzutu rożnego Militao niefortunnie dotknął piłki ręką. Co ciekawe sędzia nie był wzruszony protestami gości, więc mecz toczył się dalej. W konsekwencji Karim Benzema po szybkiej kontrze wyszedł sam na sam z golkiperem, ale Bono powalił Francuza na ziemie. W normalnej sytuacji arbiter wskazałby na wapno, jednak prowadzący te zawody wrócił do poprzedniego zdarzenia w polu karnym Królewskich. Powtórki VAR utwierdziły w przekonaniu Munuera, że jedenastka należy się Sevilli. Po całym zamieszaniu gości na prowadzenie wyprowadził Ivan Rakitić.

Zawodnicy z Madrytu nie schowali głowy w piasek, próbując z całych sił wyszarpać chociaż punkt. Plan minimum został osiągnięty dopiero w doliczonym czasie, kiedy Toni Kross zdecydował się na strzał z dystansu. Nieoczekiwanie Niemiec trafił w stopę Edena Hazarda i to Belgowi zaliczono gola na wagę remisu.

Podział punktów na Alfredo di Stéfano oznacza, że wyścig o tytuł La Liga wciąż pozostaje otwarty.

Komentarze