Najlepszy sezon w historii, nowi ulubieńcy i niespotykana rzecz w Brazylii

Cuca - obecny trener Atletico Mineiro
PressFocus Na zdjęciu: Cuca - obecny trener Atletico Mineiro

Po 50 latach przerwy Atletico Mineiro zostało mistrzem Brazylii. Galo są o krok od potrójnej korony, pierwszej w historii klubu. Tak udanego sezonu jeszcze nie mieli, bo nawet budowa stadionu idzie zgodnie z harmonogramem.

  • Atletico Mineiro wkrótce może przyćmić Palmeiras – triumfatora Copa Libertadores
  • Mistrz Brazylii imponuje sukcesami, ale także niesamowitą rozwagą finansową
  • Atletico jest wymieniane jako kandydat do kolejnych tytułów w przyszłym roku

Atletico Mineiro wyznacza nowy trend

Znowu historyczny sukces wiąże się z trenerem Cucą, wracającym do klubu po siedmioletniej przerwie. W 2013 Cuca poprowadził ich do pierwszego w historii klubu zwycięstwa w Copa Libertadores (wtedy asem zespołu był 33-letni już Ronaldinho). 

Atletico tytuł zapewniło sobie na trzy kolejki przed końcem sezonu. Tydzień później w pierwszym meczu finałowym o puchar Brazylii pokonało 4:0 Atletico Paranaense z Kurytyby. Zatem przed rewanżem na południu Brazylii są murowanym faworytem. Sezon zaczęło mistrzostwem stanu Minas Gerais, a za kilka dni może przyćmić Palmeiras, który po wygraniu w ostatni weekend listopada Copa Libertadores (drugi raz z rzędu) był ulubieńcem brazylijskich mediów.

Piłkarze Atletico Mineiro grają prawdopodobnie najlepszy sezon w historii, a owa najlepszość wiąże się tyleż z trenerem Cucą, co powrotami z zagranicznych saksów armii weteranów: Hulkiem, Diego Costą (ta para to chyba najsilniejszy atak w całej Ameryce Łacińskiej), Eduardo Vargasem (drugi strzelec w historii reprezentacji Chile), Mariano (ex-Bordeaux, Sevilla, Galatasaray) oraz solidną grupą naprawdę dobrych obcokrajowców, by wspomnieć Argentyńczyków Nacho Fernandeza i Matiasa Zaracho, Ekwadorczyka Alana Franco czy Paragwajczyka Juniora Alonso.

Atletico pokazało w tym sezonie może nie najbardziej porywający futbol na kontynencie, ale na pewno skuteczny, siłowy i przepychający każdą defensywę w kraju. Jak to zwykle bywa, kiedy Cuca jest trenerem, to fajerwerków nie ma co oczekiwać, bo to raczej motywator niż wizjoner. Ba, czy w Brazylii jest w ogóle miejsce na wizjonerów futbolu? Przecież tam liczy się pragmatyzm dnia codziennego, a nie wizje trenerów budujących teamy na lata. Zresztą, pisałem o tym nieraz – kraj, w którym formę robi się graniem, a nie przedsezonowymi zaprawami, musi mieć też specyficzne wymagania wobec trenerów. 

I Cuca ze swym specyficznym stylem bycia i prowadzeniem drużyn, w jakiś niesamowity sposób dogaduje się z tymi wszystkimi bad boysami, wypalonymi mniej lub bardziej reprezentantami krajów południowoamerykańskich, niespełnionymi gwiazdami światowego formatu…

58-letni szkoleniowiec nie bawi się w wielkie analizy, nie ma planów taktycznych, nad którymi rozwodziliby się Sacchi z Bielsą, nie ma nawet wielkiej smykałki do odkrywania piłkarskich talentów, ale po latach roboty w branży trzeba powiedzieć, że ma nosa, że potrafi jak mało kto dogadywać się z gwiazdami i ma dar do zjednywania sobie ludzi.
Niektórych już tak sobie zjednał, że walą tekstami typu “Cuca do reprezentacji”, co jednak zdaje się już grubą przesadą, bo w konfrontacjach z Europejczykami Cuca niewiele ma do zaoferowania. Ale na Brazylię i Amerykę Południową wystarczy, a przecież Galo nie szykują się do gry w Lidze Mistrzów.

Rok jak marzenie

Atletico Mineiro historyczny triplet ustrzeli w roku, w którym kończy się budowa wyczekiwanego od lat stadionu – Areny MRV. Warto bowiem wiedzieć, że wyremontowany na okoliczność mundialu stadion Mineirao nie należy do ulubionych obiektów w mieście, gdyż jest za duży! Atletico używać go nie chce, America gra na odbudowanej Independenci (jej poprzednia wersja gościła mundial z 1950), a Cruzeiro, które jako jedyne dostrzega zalety giganta gra na co dzień… w trzeciej lidze!

I tak patrząc na zmierzającą ku końcowi budowę, wspominając powstałe rok i dwa po mundialu obiekty Gremio i Palmeirasu… odnoszę wrażenie, że jeszcze jeden mundial Brazylia mogłaby zorganizować! Mało tego, Galo płacą na czas! Oj, to ważna informacja, bo w Brazylii zaległe pensje niejeden zespół już położyły. Płacić dużo i w terminie – cenne, wręcz baza wszelkich sukcesów w sporcie zespołowym. Acz, wspomnieć warto, że Ronaldinho o gażę za ostatnie miesiące kontraktu walczyć musiał w sądzie i rozliczono ją pięć lat po ostatnim meczu tego wirtuoza w barwach Atletico. 

W tym roku jednak ani Hulk, ani Diego Costa nie reklamowali problemów. Hulk w Belo Horizonte zostanie na kolejny rok, Diego Costa w zimowym okienku transferowym szukać roboty będzie w Europie. Europa w składzie Galo nie znajdzie tym razem żadnej perły wartej 30 milionów euro. Postawili na multum znanych i trzydziestoletnich grajków, chociaż to ten 23-latek z Argentyny, Matias Zaracho kiwkę ma kapitalną i gra naprawdę widowiskowo (o dziwo, nie znalazł się w “jedenastce sezonu”, do której wybrano aż pięciu jego kolegów klubowych). Widowiska nie powinno zabraknąć w przyszłym roku: premie za mistrzostwo, puchar, wygranie mistrzostw stanowych, półfinał Copa Libertadores to ok. 45 mln euro. W dobie ograniczeń sprzedaży biletów zastrzyk pieniędzy nie do przecenienia. W tym kontekście specjaliści z agencji SportValue zapowiadają, że w 2022 Galo obok Palmeirasu i Flamengo będą głównymi kandydatami do tytułów. Mają bowiem najlepszą sytuację finansową w lidze i nawet budowa stadionu nie niszczy im planów budżetowych.
I ta ostatnia wiadomość, w kontekście klęski finansowej Cruzeiro, spadku Gremio i długów Corinthiansu, zdaje się sukcesem największym – bo sukces sportowy został zaplanowany przy zrównoważonym budżecie, a to już w Brazylii przypadek niezwykle rzadki.

Komentarze