Rekordzista Guinessa w kadrze i furia Rooneya. Osiem rzeczy, których nie wiecie o reprezentacji Andory

Polska - Andora
PressFocus Na zdjęciu: Polska - Andora

Przez lata Andora uchodziła za najsłabszą obok San Marino reprezentację w Europie. I o ile ekipa z Pirenejów wciąż nie notuje okazałych wyników, dziś stawianie jej na równi z minipaństewkiem z wnętrza Włoch w ogóle nie oddaje jej potencjału. Przez lata trochę się zmieniło, a my zapraszamy na przegląd osiem rzeczy, o których mogliście nie wiedzieć.

Czytaj dalej…

  • Andora nie kojarzy się z piłką nożną, ale jej historia zawiera szereg piłkarskich ciekawostek, które warto poznać
  • Gdyby nie kontuzja, przeciwko Polsce wystąpiłby… rekordzista Guinessa
  • W pamięci został także zatarg z Waynem Rooneyem, którego Andorczycy – ze wzajemnością – doprowadzili do furii

Już nie ma listonoszy i kelnerów

Gdyby zerknąć na reprezentację Andory jeszcze jakąś dekadę temu, zobaczylibyśmy w składzie policjanta, urzędnika państwowego, ogrodnika i listonosza. Dziś? Nic z tych rzeczy. Nawet jeśli liga Andory wciąż nie jest zawodowa, najlepsi piłkarze zarabiają w niej wystarczająco, by starczyło na przeżycie. Mówił o tym jakiś czas temu w wywiadzie dla Sportowych Faktów Ildefons Lima, najbardziej doświadczony z reprezentantów kraju. – Łączenie piłki z pracą to raczej przeszłość. Ja na przykład zawsze byłem skupiony tylko na futbolu, zwłaszcza że grałem w kilku krajach. Część moich kolegów łączyła piłkę z inną pracą, ale, jak mówię, to było wcześniej. Obecnie z grania w piłkę w Andorze da się wyżyć. OK, nie kupisz sobie za to Ferrari, ale wielu piłkarzom wypłata wystarcza na tyle, że skupiają się tylko na futbolu. Zarabiają około dwa tysiące euro miesięcznie.

Rekordzista Guinessa w składzie

Wspomniany Lima nie jest byle jakim piłkarzem i to nie tylko ze względu na swoją ścieżkę kariery, podczas której grał w lidze szwajcarskiej, Serie B, meksykańskiej ekstraklasie i greckiej Super Lidze. 41-latek dzierży aktualnie rekord Guinessa jeśli chodzi o staż w reprezentacji. Swój pierwszy mecz w narodowych barwach rozegrał prawie 24,5 roku temu i żaden piłkarz na świecie pod tym względem nie może się z nim równać. Strzelił w tym czasie 11 goli. Z Polską wyniku nie poprawi, bo jest w trakcie rehabilitacji po ciężkiej kontuzji.

Andorczycy znienawidzili Wayne’a Rooneya

Reprezentanci Andory nazwali w przeszłości Wayne’a Rooneya “aroganckim”. Podczas eliminacji do Euro 2008, podczas których z Anglików wielokrotnie wychodziła frustracja – ostatecznie nie zakwalifikowali się na turniej – doszło do ich starcia z Andorą. Ówczesny selekcjoner tego zespołu uznał, że do Rooneya należy przykleić dwóch zawodników, którzy nie będą go odstępować na krok. Nieustępliwy był zwłaszcza Oscar Sonejee, który – jak to się mawia w piłkarskim żargonie – gryzł utytułowanego rywala po kostkach. Taktyka okazała się trafiona, bo Andora sensacyjnie remisowała z Anglią do przerwy 0:0. Do tego Rooney złapał kartkę będącą ewidentnie wyrazem irytacji i Steve McLaren dla bezpieczeństwa zdjął go z boiska. Ostatecznie Anglia wygrała 3:0, strzelając dwie z bramek już bez napastnika Manchesteru United.

Po meczu Sonejee był wściekły. W pełnym emocji wywiadzie oskarżył Rooneya o używanie przekleństw w kierunku jego i kolegów. Anglik miał wprost nazywać siebie gwiazdą i pytać rywali „kim, do k***y, wy jesteście?”. Po ich słownej potyczce sędzia rozdzielił żółte kartki po równo, bo reprezentant Andory, jak sam przyznał, odwzajemnił się Rooneyowi kilkoma cierpkimi słowami.

Wszyscy weszliby na dwa stadiony

Cała populacja Andory zmieściłaby się na dwóch warszawskich stadionach – Narodowym i Legii. I jeszcze zostałyby puste krzesełka. Według danych z 2020 roku kraj zamieszkiwało zaledwie 77 265 osób. Co gorsza, populacja systematycznie maleje. W 2009 roku wynosiła niemal 85 tysięcy, a później regularnie spadała. Nie jest to zjawisko normalne dla minipaństwek, ponieważ wykresy populacyjne Liechtensteinu i San Marino cały czas są w fazie wzrostowej. Stolica i najbardziej zaludnione miasto w kraju – Andora La Vella – ma 22 615 mieszkańców, więc wszystkim pomieściłby obiekt Jagiellonii Białystok. Ciekawostką jest stopa bezrobocia w Andorze, która jest… ujemna. Wszystko dlatego, że w kraju więcej osób pracuje niż mieszka.

Nigdy nie strzelili nam gola

Na liście rywali, z którymi Polacy spotykali się przynajmniej dwa razy, znajduje się blisko sto reprezentacji z całego świata. Tylko cztery z nich nigdy nie strzelili nam gola. Są to: Nowa Zelandia, Malta, Chiny i właśnie Andora. Jest to poniekąd symboliczne dla kadencji Paulo Sousy, bowiem odkąd przejął on reprezentację, przez pierwsze półrocze traciliśmy gole dosłownie z wszystkimi, z San Marino włącznie. Tylko jedna jedyna Andora nie zdołała nas ustrzelić. Oby się to nigdy nie zmieniło.

Czasem coś wygrają

Jeśli ktoś chciałby widzieć w Andorczykach kopię San Marino, niech zerknie na historyczne wyniki obu drużyn. San Marino zwyciężyło w całej swojej historii tylko raz – w 2004 roku w towarzyskim meczu z Liechtensteinem (1:0). Andora ma na koncie o wiele więcej sukcesów, w tym w grach o punkty. Piłkarze z tego kraju łącznie wygrywali dziewięć razy, mając na rozkładzie nie tylko tych najgorszych z najgorszych, a choćby także Białoruś, Albanię, Macedonię i przede wszystkim Węgrów, albo trzy remisy z Łotwą. Po wspomnianym odprawieniu Macedończyków w 2004 roku, którzy zaledwie cztery dni wcześniej zremisowali z Holandią 2:2, do dymisji podał się selekcjoner tej reprezentacji, Dragan Kanatlarovski. Jako powód podał – cytat dosłowny – wstydliwy wynik osiągnięty przez jego piłkarzy.

Nie mylcie ich z FC Andorra

Na stadionie narodowym w Andorze swoje mecze rozgrywa także drużyna FC Andorra. Z reprezentacją tego kraju, albo nawet z jego strukturami piłkarskimi, ma jednak niewiele wspólnego (choć występuje w takich samych barwach jak drużyna narodowa). Klub został założony w 1942 roku, czyli o ponad 50 lat wcześniej niż do rodziny FIFA dołączyła kadra Andory. Większość swojego istnienia spędził na trzecim poziomie w Hiszpanii i jest na nim także dzisiaj. W składzie nie ma jednak ani jednego Andorczyka, a o jej sile decydują oczywiście przede wszystkim Hiszpanie. O FC Andorra stało się głośno w 2018 roku, gdy klub został kupiony przez firmę Kosmos, której prezesem jest zawodnik FC Barcelona i były reprezentant Hiszpanii Gerard Pique. Nowy właściciel zobowiązał się do zagwarantowania drużynie wsparcia finansowego w wysokości co najmniej 300 tysięcy euro rocznie oraz spłacenia długów, które w chwili przejęcia wynosiły od 313 do około 600 tysięcy euro.

Pierwszy taki trener w historii

Od 2010 roku kadrą Andory zarządza Koldo Alvarez, czwarty człowiek na tym stanowisku, ale pierwszy mający paszport Andory. Alvarez urodził się w Hiszpanii, ale przeniósł się do Andory w wieku 23 lat, kiedy podpisał kontrakt z FC Andorra. Jakiś czas później otrzymał obywatelstwo został nawet podstawowym bramkarzem reprezentacji, w której zagrał 78 meczów. Niedawno przebił ten wynik jako selekcjoner – mecz z Polską będzie jego 94.

Komentarze