Stałe fragmenty gry kluczem do punktów w Ekstraklasie
Ekstraklasa coraz wyraźniej pokazuje, że mecze wygrywa się nie tylko pressingiem i posiadaniem piłki. Miniony weekend był tego najlepszym dowodem. Stałe fragmenty gry zdominowały ligowe boiska i bezpośrednio wpłynęły na wyniki aż siedmiu spotkań.
Korona Kielce i Zagłębie Lubin zdobyły aż trzy gole po SFG w meczu zakończonym wynikiem 1:2. W Gdańsku Lechia i Cracovia podzieliły się punktami, a jedyna bramka gospodarzy również padła po stałym fragmencie. Podobny scenariusz oglądaliśmy w Gdyni, gdzie Arka i Legia zremisowały 2:2, a aż trzy trafienia miały swoje źródło w rzutach wolnych lub rożnych.
Jagiellonia Białystok wygrała z Motorem Lublin 4:1, z czego dwa gole padły po SFG. Górnik Zabrze przegrał z Lechem Poznań 0:1 po stałym fragmencie, podobnie jak Widzew, który uległ GKS-owi Katowice. Również w meczu Pogoni z BBT jedyna bramka gospodarzy padła po dośrodkowaniu ze stojącej piłki.
Bilans jest jednoznaczny. Dwanaście z osiemnastu goli zdobyto po stałych fragmentach gry. To aż dwie trzecie wszystkich bramek tej kolejki. Dane zebrane przez Tomasza Włodarczyka pokazują trend, którego nie da się już ignorować.
Ekstraklasa od lat uchodzi za ligę fizyczną i opartą na organizacji. Stałe fragmenty idealnie wpisują się w ten obraz. Dobrze przygotowane schematy, jakość dośrodkowania i agresja w polu karnym często decydują o punktach. W wielu przypadkach to jedyna realna broń przeciwko rywalowi lepszemu technicznie.
Zobacz również: Legia, Widzew czy Pogoń? Jeden spadek jest niemal przesądzony









