Pierwsze trafienie Grosickiego dla Pogoni. Jaga bezradna w Szczecinie [WIDEO]

Kamil Grosicki
Pressfocus Na zdjęciu: Kamil Grosicki

W sobotnie po południe trzecim pojedynkiem 12. kolejki PKO Ekstraklasy była rywalizacja Pogoń Szczecin – Jagiellonia Białystkok. Od pierwszych minut oglądaliśmy świetne widowisko. Worek z bramkami został rozwiązany dość szybko. Co więcej, pierwsze trafienie dla Portowców zaliczył też Kamil Grosicki. Ostateczne zwycięstwo padło łupem gospodarzy, którzy rozbili Dumę Podlasia aż 4:1 (2:1).

Dobre widowisko do przerwy i premierowy gol Grosickiego

Po pierwszym kwadransie mogliśmy już zauważyć pierwsze różnice. Pogoń cierpliwie budowała kolejne ataki, kiedy Jagiellonia wolała szukać swoich szans w kontrach czy stałych fragmentach. Nie raz było gorąco pod bramką gości. W pewnym momencie zapach gola unosił się w powietrzu. Zgodnie z oczekiwaniami worek z golami rozwiązał się w 24. minucie. Wówczas po jednym z rzutów rożnych doszło do zamieszania w polu karnym Dumy Podlasia. W awanturze najlepiej odnalazł się Żurawski, który mocnym uderzeniem z kilku metrów zapewnił swojej ekipie prowadzenie.

Co ciekawe, Jaga zdołała odpowiedzieć w dość krótkim odstępie czasowym. Klika chwil później Cernych doprowadził do remisu, dzięki precyzyjnemu uderzeniu z woleja. Zaraz potem na stadionie w Szczecinie zostały odpalone race, co skutkowało dłuższą przerwą w spotkaniu.

Po wznowieniu rywalizacji Portowcy starali się jeszcze raz umieścić futbolówkę w siatce. Wszystko znalazło potwierdzenie w rzeczywistości tuż przed pauzą między połówkami. Właśnie wtedy Kamil Grosicki wpadł w pole karne gości, aby oddać mocny strzał w prawy dolny róg. Dziekoński był bez szans, natomiast Grosicki zanotował pierwsze trafienie dla ekipy ze Szczecina po powrocie, a zarazem był to również pierwszy gol 33-latka od 2010 r. w PKO Ekstraklasie.

Na nieszczęście wielokrotnego reprezentanta Polski, nagle musiał poprosić o pomoc medyków. Z kolei grymas na twarzy dał do zrozumienia, że nie jest w stanie kontynuować dalej gry, co widać było i po chodzie zawodnika.

Michał Pazdan pogrążył Jagiellonię na starcie drugiej odsłony

Zawodnicy z Białystoku wyszli zmotywowani na plac boju po przerwie. W ich grze także można było zauważyć małą poprawę. Jednak wszystko odeszło w cień, gdy Michał Pazdan w dość łatwy sposób popełnił błąd kilka metrów przed własnym polem karnym. Ten moment zabił marzenia gości na walkę o korzystny rezultat.

Zahovic momentalnie dopadł do piłki, podał ją Kowalczykowi, który bez problemów pokonał bramkarza z kilku metrów. Co gorsza, dla zespołu z Podlasia, od tego momentu zaczęły się potworne problem Jagiellonii. Najpierw sędzia odgwizdał rękę Zecha we własnym polu karnym. Stipica zdołał utrzymać marzenia kolegów na ponowne doprowadzenie do remisu, ale później doszło już do znacznie gorszych wydarzeń.

Później Puerto sfaulował wychodzącego na czystą pozycję rywala, za co otrzymał czerwony kartonik. Od 72. minuty Jaga grała, więc w osłabieniu. Wytrzymała zaledwie 300 sekund, po których straciła czwartego gola. Przy akcji bramkowej znakomicie zachował się Kacper Kozłowski. Utalentowany pomocnik uruchomił swoim podaniem Zahovića, który dopełnił formalności oddając strzał do pustej bramki.

Komentarze