Kamil Kosowski dla Goal.pl: teraz zacznie się prawdziwe życie dla Wisły

Kamil Kosowski
Obserwuj nas w
fot. PressFocus Na zdjęciu: Kamil Kosowski

– Brakowało Wiśle charakteru, ale też stabilizacji. Cały czas do klubu przychodzili nowi zawodnicy, którzy nawet nie mieli czasu, aby się zżyć ze sobą. Na boisku nie było widać tego, aby jeden za drugiego walczył. Wiem jednak, że to wszystko odbywało się w zbyt krótkim czasie. Jestem też świadomy tego, że dla piłkarzy to również nie jest łatwe. Wpadasz do klubu z wielkimi tradycjami, w którym na meczach jest 20-30 tysięcy widzów na trybunach. Wpadasz jednocześnie do klubu, w którym zawodnicy są średniej lub nawet wątpliwej jakości. Co masz wówczas zrobić? Ciśnienie jest ogromne. Kibice i trener mają oczekiwania, a tutaj nic się nie klei. Znam to uczucie – mówił o sytuacji w Wiśle Kraków Kamil Kosowski, który z Białą Gwiazdą trzykrotnie został mistrzem Polski.

  • Wisła Kraków po 26 latach jest pewna spadku z Ekstraklasy na kolejkę przed końcem sezonu 2021/2022
  • 52-krotny reprezentant Polski w rozmowie z Goal.pl skomentował sytuację, która jest za Biała Gwiazdą, przedstawiając realne spojrzenie na to, co przed 13-krotnym mistrzem kraju
  • Kamil Kosowski jest zdania, że najważniejsze dzisiaj jest to, aby na dniach ujawniony został plan władz klubu, co dalej

Dramat Wisły

Żal, bezradność, czy wściekłość? Co czuł Pan, gdy okazało się, że Wisła Kraków spada po 26 latach z Ekstraklasy?

Wszystkiego po trochu, ale w pewnym sensie też mi ulżyło. Muszę powiedzieć, że oswajałem się z tym że Wisła może spaść z ligi. To nie wydarzyło się w jeden dzień, czy w jedną kolejkę. Biała Gwiazda pracowała solidnie na to, co miało miejsce. Rozegrała w tym roku 15 meczów i odniosła zaledwie jedno zwycięstwo. Tak grające zespoły nie mają prawa utrzymać się w Ekstraklasie, czy w innych ligach europejskich. Wisła przegrywała mecze, które powinna remisować. Remisowała natomiast te, które powinna wygrać. Kluczowym spotkaniem ostatnich tygodni było starcie Wisły Kraków z Wisłą Płock. Biała Gwiazda miała ten mecz wygrać, a go przegrała (3:4).

Kolejnym spotkaniem o wszystko była rywalizacja z Radomiakiem…

Oglądałem ten mecz z dużymi emocjami. Wisła dobrze zaczęła, zdobyła dwie bramki. Nie potrafiła jednak utrzymać korzystnego wyniku. Mamy zatem jasną odpowiedź na pytanie, czy Biała Gwiazda zasługiwała na utrzymanie w Ekstraklasie. Jeśli zespół prowadzi 2:0, a później w mniej więcej 18 minut traci 3-4 gole, to mamy czarno na białym pokazane, że dla takich ekip nie ma miejsce w elicie.

Trenerowi Jerzemu Brzęczkowi nie pomaga na pewno fakt, że drugi raz przeżywa w karierze podobną sytuację, bo w 2017 roku prowadzona przez niego GieKSa Katowice też w ważnym spotkaniu z MKS-em Kluczbork prowadziła 2:0, a ostatecznie przegrała 2:3. Sytuacja bardzo podobna do tej, która miała miejsce w niedzielę. Przypadek?

Dla trenera na pewno to nie jest łatwa sytuacja do wytłumaczenia. Z drugiej strony to nie on wychodzi na boisko. Ustalił natomiast taktykę, która do pewnego momentu przynosiła pożądany efekt. Wydawało się, że po objęciu dwubramkowego prowadzenia miał wszystko pod kontrolą. Jednak po stracie pierwszego gola z Wisły uszło powietrze. Z kolei po stracie drugiej bramki wyglądało to tak, jakby krakowianie złożyli broń.

Co zawiodło w tym sezonie?

Wiśle brakowało charakteru, ale też stabilizacji. Cały czas do klubu przychodzili nowi zawodnicy, którzy nawet nie mieli czasu, aby się zżyć ze sobą. Na boisku nie było widać tego, aby jeden za drugiego walczył. Wiem jednak, że to wszystko odbywało się w zbyt krótkim czasie. Jestem też świadomy tego, że dla piłkarzy to również nie jest łatwe. Wpadasz do klubu z wielkimi tradycjami, w którym na meczach jest 20-30 tysięcy widzów na trybunach. Wpadasz jednocześnie do klubu, w którym zawodnicy są średniej lub nawet wątpliwej jakości. Co masz wówczas zrobić? Ciśnienie jest ogromne. Kibice i trener mają oczekiwania, a tutaj nic się nie klei. Znam to uczucie i wiem, że łatwo jest wpaść w taką spiralę.

Jak oceniać pracę Jerzego Brzęczka?

Drugi raz przytrafiła mu się sytuacja, gdy cel nie został zrealizowany, mając w pamięci to, co wydarzyło się w GKS-ie Katowice. Trzeba jednak pamiętać, że w tamtym czasie zdecydowało o tym jedno spotkanie. Tymczasem teraz nie ma pewności, że nawet po zwycięstwie z Radomiakiem piłkarze Wisły wywalczyliby utrzymanie. Biała Gwiazda nie miała losu w swoich rękach. Wiślacy znając wynik ze spotkania Stali Mielec ze Śląskiem Wrocław, mogli mieć wciąż nadzieję, ale wszystko i tak naprawdę zależałoby od drużyny Piotra Tworka, a nie od Wisły.

Był taki moment, gdy pojawił się w Pana głowie niepokój związany ze spadkiem Białej Gwiazdy?

Przez cały sezon czułem, że to może się stać. Na pewno nie jestem osobą, która zrzucałaby wszystko na barki trenerów. Przede wszystkim dlatego, że nie znam się na trenerce. Znam się natomiast całkiem nieźle na piłce nożnej. Wiem, kto potrafi ją dobrze kopnąć, kto bardzo dobrze, a kto po prostu słabo. Zawsze zatem oceniałem zespół przez pryzmat tego, co widziałem na boisku jak każdy kibic. Takie sygnały, że jest źle, widzieliśmy od początku sezonu. Wisła miała przebłyski, ale tak naprawdę nie wiem, czy znalazłoby się kilka spotkań, gdy rozegrała dobre 90 minut. Myślę, że zwykle to było 15-20 minut. Oczywiście wiem, że mecze mają różne fazy. Te gorsze trzeba wspólnie wytrzymać, a te lepsze wykorzystać.

Nie da się jednak uniknąć oceny trenerów, władz klubu, czy byłego już dyrektora sportowego…

Wydawało się, że z trenerem Adrianem Gulą wiślacki projekt będzie fajny. Wydawało się, że pomysł z zatrudnieniem dyrektora sportowego, którego później władze Białej Gwiazdy zwolniły, też był dobrym ruchem. Tylko się wydawało. To były złudzenia, które zakończyły się degradacją do 1 Ligi. Teraz tak naprawdę zacznie się prawdziwe życie dla Wisły. Zdecydowanie trudniej będzie wywalczyć awans do Ekstraklasy, niż utrzymać się w niej.

Spadek z Ekstraklasy to gwóźdź do trumny Wisły?

Absolutnie nie. Wisła zawsze będzie Wisłą. Jako kibic Wisły czuję na pewno rozczarowanie, ale niezależnie, czy ona będzie grała w Ekstraklasie, czy na przykład w IV Lidze, to uczucie do tego klubu pozostaje niezmienne.

Potrzebna zmiana trenera?

Rozsądniejsze według Pana jest planowanie powrotu do Ekstraklasy w ciągu jednego roku, czy może lepiej nastawić się na spokojny dwuletni plan bez żadnych deklaracji i obietnic, aby spokojnie zbudować strukturę sportową?

Wszystko zależy od tego, ile Wisła będzie miała pieniędzy. Dzisiaj piłka nożna to przede wszystkim ogromne finanse. Ekstraklasa jest przed kolejnym przetargiem na prawa telewizyjne, więc kluby będą mogły znowu liczyć na miliony złotych do podziału i na pewno będzie to w planach wielu, aby załapać się na dzielenie tych środków. Pod względem pieniędzy nie ma sensu nawet oceniać tego, na co Wisła mogła liczyć w kończącym się już sezonie, a co będzie w 1 Lidze. Najważniejsze będą zatem pieniądze na trenera, czy piłkarzy. Jeśli nie będzie kasy, to awansu nie będzie za rok, dwa, a nawet za 10 lat.

Czego zatem Pan oczekuje w najbliższych tygodniach od władz klubu?

Jako kibic chciałbym poznać plan, jaki ma Wisła. Chcę dowiedzieć się, czy w ogóle jest na czym opierać nadzieje, czy awans w przyszłym roku jest możliwy, czy to będzie trzeba odłożyć w czasie, bo aktualnie sytuacja klubu nie pozwala spoglądać na przyszłość tak daleko. Wydaje mi się, że każdy, komu Wisła nie jest obojętna, tak podchodzi do sprawy.

Zobacz także:

Pytanie z kategorii trudniejszych: sternicy klubu ponoszą największą winę za spadek Wisły do Fortuna 1 Ligi?

Nie chciałbym oceniać właścicieli, bo nie można im zapomnieć tego, że zainwestowali własne pieniądze i kilka lat temu uratowali klub przed upadkiem lub czyśćcem, który niewykluczone, że dzisiaj byłby dla Wisły czymś lepszym. Drużyna mogła co prawda błąkać się po niższych ligach, ale możliwe, że klub dzisiaj byłby bez zaległości finansowych. Tak jednak można dzisiaj sobie gdybać. Pytań jest bez wątpienia więcej niż odpowiedzi.

Jerzy Brzęczek jest odpowiednią osobą na prowadzenie Wisły w kolejnym sezonie?

Na pewno jest kandydatem dobrym. Zastanowiłbym się natomiast, czy to najlepsza możliwa opcja. Nie jestem tego pewny.

Można mówić o trenerze Brzęczku, że doskonale zna specyfikę 1 Ligi?

Kilka temu trener Jerzy Brzęczek miał okazję współpracować z Robertem Lewandowskim i chłopkami z reprezentacji Polski, więc miał dużo jakości. Później trafił do Wisły Kraków, której chciał po prostu pomóc. Myślę, że to nie było jego spełnienie marzeń, bo pewnie wolał trafić do stabilnego klubu, mającego cel w postaci walki o przynajmniej mistrzostwo Polski. Podjął się jednak tej misji i szacunek dla niego. Aczkolwiek egzaminu nie zdał, bo Biała Gwiazda zaliczyła spadek. Nie trafił do klubu na 5-6 meczów, ale na znacznie więcej, a wygrał tylko raz. Ja jestem zdania, że w 1 Lidze zespół powinien być prowadzony przez trenera, który tę ligę zna. W każdym razie, jeśli uda się zatrzymać Wiśle trenera Brzęczka, to jestem też na tak.

Celem jak najszybszy powrót do elity

Jak według Pana powinna wyglądać kadra Wisły w kolejnej kampanii?

Jeśli młodzi Polacy będą chcieli zostać, to przede wszystkim na nich trzeba postawić. Do nich trzeba dołożyć solidnych zawodników, którzy bazują na solidnym przygotowaniu fizycznym. To może być kluczem do sukcesu w 1 Lidze, która znana jest z tego, że nie opiera się na grze ładnej dla oka. Siła fizyczna odgrywa ważną rolę.

Jest możliwy powrót Wisły do Ekstraklasy już w 2023 roku?

Jeśli Wisła w tym pierwszym roku, w którym można utrzymać piłkarzy z Ekstraklasy, utrzyma trzon drużyny, to na fali można szybko wrócić. Jeśli ktoś natomiast myśli, że Biała Gwiazda może wrócić za kilka lat, to tak na pewno nie będzie. Nie z tymi właścicielami i nie z tym trenerem. Przed nami ciekawy czas, gdzie nie zawsze świeci słońce, a pada deszcz. Nawet ze złą pogodą można sobie jednak radzić ubraniami przeciwdeszczowymi, czy parasolami, więc Wisła też może poradzić sobie ze swoimi kłopotami. Miejsce Wisły nie ulega wątpliwości, że jest w Ekstraklasie.

W oczekiwaniu na komunikaty

Wojciech Kowalczyk pół żartem pół serio mówił, że Wisła Kraków, jeśli nie awansuje za rok, to za kilka lat zagra derby z Wieczystą Kraków. Takiego scenariusza chyba nikt poważnie nie bierze pod uwagę…

Można lubić, czy nie lubić “Kowala”, ale ma celne uwagi. To jest realny scenariusz. Dlatego Wisła musi zrobić wszystko, aby już w 2023 roku cieszyć się z powrotu do Ekstraklasy.

Czytaj więcej: Marek Motyka dla Goal.pl: Wisła została znokautowana, ale czekam na rozsądne decyzje

Komentarze

Na temat “Kamil Kosowski dla Goal.pl: teraz zacznie się prawdziwe życie dla Wisły

Widzę jaka jest transformacja w Wiśle Kraków która trwa juz tak od kilkunastu lat. Jeśli nie zmieni się mentalności zawodników to nic się nie zmieni. Tu wszyscy grają za kasę a nie dla pasji. Każdy mówi tylko o transferach, manipulacjach finansowych, odszkodowaniach finansowych dla piłkarzy, ile piłkarz straci itp, kasa, kasa, kasa NIC WIĘCEJ. Czas to zmienić. Ambicja to za mało. Wycisk kondycyjny to podstawa tylko dla najlepszych. Brak bardzo dobrej weryfikacji fizyczno – kondycyjnej i techniki. Zmienimy to będziemy mieć super zawodników i super wyniki. Mamy tysiące młodych piłkarzy, którzy nie mają jak się pokazać. Metoda jest prosta ale naleciałości szkoleniowe od lat 70 się nie zmieniły. Jest zasada płacą to gram nie płacą to mam to gdzieś. SIŁA MENTALNOŚCI.
Tu powinna być duma i zaszczyt grać w takim zespole. Ale idziemy dalej. Gdzie są Szkoły Mistrzostwa Sportowego ale takich z Klasą i wiedzą, gdzie młodzi będą chcieli się uczyć i trenować a nie gdzie opinie mówią same za siebie. Gdzie edukacja klubowa i utożsamianie się z Miastem Krakowem Nie chodzi o walki kibiców. Tu każdy walczy przeciw każdemu. Gdzie kultura i szacunek, od tego zacznijmy i zmieńmy się. Wizerunek Wisły od Wejścia Komuna jak znalazł. I tak można wymieniać bez liku. Koniec ze starymi szablonami. Innowacyjność i wizja. Teraz piłkarz decyduje czy musi trener podoba lub nie. Ale trener tez musi mieć klasę.

Pozdrawiam i trzymam kciuki by przez najbliższe 5 lat Wisła wróciła do Ekstraklasy.