Janusz Filipiak
Janusz Filipiak PressFocus

Ile jest warta godność człowieka? Dla Janusza Filipiaka jakieś 150 mln

Piątkowe derby Krakowa potwierdziły znaną prawdę – klasy nie da się kupić. Możesz jednocześnie mieć kilka Rolls-Royce’ów w garażu, samolot z paliwem pod korek, klub z wielką historią i słomę wystającą z butów. Nie, wbrew temu, co czytam od wczoraj, Daniel Stefański nie był wczoraj najgorszą osobą uczestniczącą w derbach.

Czytaj dalej…

Festiwal odczłowieczania drugiej osoby nigdy nie będzie tematem wyssanym z palca i sztuczną burzą wywołaną dla klików. Janusz Filipiak wraz ze swoją świtą ze skyboxów Cracovii stracili wczoraj moralne prawo do wypowiadania się o złym zachowaniu kogokolwiek. O ile w pierwszej połowie doskonale skorzystali z okazji do milczenia, o tyle w drugiej całkowicie popuścili “lejce”. To nie był jednorazowy wybryk, który moglibyśmy zrzucić na karb emocji, a ciągnąca się przez kilkadziesiąt minut jazda po sędzim. Robert Lewandowski kiedyś zauważył zresztą, że kto w piłce nie trzyma ciśnienia, ten się do niej nie nadaje. Może czas się nad tym zastanowić?

Zaczął ktoś inny, prawdopodobnie znany z sympatii do Cracovii poseł, który nawet przy pełnych trybunach przekrzyczałby stadion. Po decyzji o karnym dla Wisły przez dobre pięć minut słuchaliśmy wiązanki z dominującym słowem na “ch”. Później dołączyła się cała reszta – Janusz Filipiak, Jakub Tabisz, Andrea Hanca (była głośna, choć najłagodniejsza, atakowała właściwie tylko pojedynczym “f*ck you”).

Zostańmy przy Filipiaku, bo przecież mowa o samozwańczym arbitrze dobrego smaku. Człowieku, który niedawno w wywiadzie dla Onetu uraczył nas zabawną anegdotką, jakoby miliarder Michał Sołowow miał być oburzony posadzeniem go przy jednym stoliku z osobą pokroju Jarosława Królewskiego (bądź nawet nim samym! Filipiak nie był pewny). Oczywiście chodziło o niewystarczającą majętność Królewskiego (lub kogoś podobnego), czy też generowane straty przez jego firmę. Z rzekomym – bo przecież nie możemy wiedzieć, czy to w ogóle prawda – zachowaniem Sołowowa Filipak się absolutnie utożsamił. To już był wystarczający sygnał, by dostrzec, z jakiej perspektywy właściciel Cracovii patrzy na ludzi. Zresztą nie pierwszy raz, bo przecież każdy, kto czyta wywiady z nim wie, ile znaczą pieniądze.

Godność człowieka Filipiak wycenił w piątek na 150 mln zł. Mniej więcej tyle zainwestował w klub w przeciągu 17 lat, co najwidoczniej jego zdaniem dało mu prawo do wielokrotnego zwyzywania Daniela Stefańskiego od ch***. Dziś – na chłodno – można powiedzieć, że sędzia derbów popełnił jeden poważny błąd (brak czerwonej kartki dla Mateusza Lisa) oraz być może drugi z kategorii ciężkich (uznanie gola dla Cracovii, ale tu nie ma właściwie żadnej pewności, że to faktycznie błąd). Wszystko to działo się długo po pierwszych bluzgach wyrzyganych – przepraszam, trudno znaleźć lepsze słowo – po prawidłowych decyzjach arbitra. Cofnięcie decyzji o karnym dla Cracovii było naturalne, bo Mehremić nie złamał przepisów, podyktowanie “jedenastki” dla Wisły całkowicie poprawne. Faulu na Forbsie faktycznie nie było, ale gdy wszyscy patrzyliśmy na nogi, Stefański wraz ze swoimi ludźmi na VAR-ze dostrzegli ręce i zagranie piłki jedną z nich.

Bardzo łatwo ludziom mówiącym, że przecież nic się nie stało, przychodzi akcpetowanie ataku na godność człowieka. Nie jest to też coś spotykanego na stadionach – pracuję w dziennikarstwie 12 lat i nigdy wcześniej czegoś takiego ze strony władz któregoś z klubów nie słyszałem.

Co ciekawe, ci sami ludzie którzy od Stefańskiego domagali się prawidłowego sędziowania, oburzyli się i kolejny raz pokrzyczeli koło 90. minuty, gdy Żukow został ścięty na środku boiska aż na trybunach było słychać trzask od kopnięcia w jego ochraniacze. Oczywiście musieliśmy wysłuchiwać wątpliwości ze skyboxów.

Oprócz błędu, o którym wspomniałem, Stefański popełnił jeszcze jeden – obrał złą taktykę na mecz. Liczył, że lepiej nie gotować głów u piłkarzy nadmiernym stosowaniem kartek, więc kilka pierwszych fauli nadających się na “żółtko” kwitował jedynie rozmową wychowawczą. To była prosta droga do młócki, jaką Cracovia i Wisła zaserwowały do ostatniego gwizdka. Ale to nie zrobiło z niego ch**a. Słowa Filipiaka i jego świty, mimo wysiłków, także nie zrobiły. Obawiam się, że kandydatów zasługujących po wczoraj na najgorsze słowa trzeba by szukać gdzieś indziej.

Komentarze