Najbardziej lukratywny mecz na świecie? Baraż drugoligowców!

Mecz Nottingham - Huddersfield
fot. pressfocus Na zdjęciu: Mecz Nottingham - Huddersfield

Minimum 170 mln funtów – tyle może zarobić klub piłkarski, wygrywając jeden mecz. Wbrew pozorom nie chodzi tu o zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów. Największe pieniądze generuje mecz drugoligowców, w składach których nie ma żadnych gwiazd. Ba, przeciętny kibic będzie miał problem z wymienieniem chociaż jednego uczestnika tego spotkania. Panowie i panie, przed Wami finał baraży o awans do Premier League.

  • Finały baraży o awans do Premier League, to – według wyliczeń – najbardziej lukratywny pojeydnczy mecz w świecie futbolu.
  • W finale barażów znalazły się ekipy Huddersfield Town oraz Nottingham Forest. Mecz zostanie rozegrany na Wembley.
  • Jeśli klub spadnie z Premier League, może liczyć na środki z mechanizmu zwanego “parachute payments”.
  • W tym roku finał play-offów po raz pierwszy będzie nadzorowany przez VAR.

Finał Ligi Mistrzów nie tak opłacalny jak baraż

Zwycięstwo w finale Champions League, najbardziej prestiżowych rozgrywkach w piłce klubowej, to wielki sukces sportowy, ale i bardzo opłacalna sprawa. Stawka za triumf w Paryżu wynosi 17 mln funtów. Taką kwotę można zainkasować za wygraną w jednym spotkaniu. Podniesienie uszatego pucharu to także gwarancja kolejnego pokaźnego zysku za udział w meczu o Superpuchar Europy, gdzie zarobek wynosi około 3-4 mln funtów (górna stawka dotyczy zdobywcy tego trofeum). Do tego trzeba też doliczyć udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów, który w najgorszym wypadku (czyli wtedy, gdy odpadnie już na etapie fazy grupowej) przyniesie klubowi kilkanaście milionów funtów.

Telewizyjna kopalnia pieniędzy

Finał baraży o awans do Premier League w tym roku akurat przypada na następny dzień po finale Ligi Mistrzów. W pojedynku o miejsce w elicie zmierzą się ze sobą 3. i 4. drużyna sezonu zasadniczego EFL Championship (drugiego poziomu rozgrywkowego w Anglii), czyli Nottingham Forest oraz Huddersfield Town. Są to kluby z pięknymi tradycjami, ale niebudzące zbytniej ekscytacji. Zwycięzca tej rywalizacji otrzyma nagrodę finansową w wysokości 100 tys. funtów. Przegrany zaś będzie musiał zadowolić się o połowę niższą nagrodą pocieszenia. Takie kwoty może byłyby znaczące dla budżetów ekip Fortuny 1 Ligi, ale na pewno nie dla Anglików. A jednak triumf na Wembley, gdzie odbywa się ów mecz, jest nieprawdopodobnie opłacalny. Wszystko dzięki niesamowitym kontraktom ze stacjami telewizyjnymi i systemowi podziału tych środków.

Kontrakty telewizyjne to dla klubów Premier League nie tylko szansa na godną egzystencję. To wręcz źródło dobrobytu. Według Transfermarkt Norwich City, beniaminek Premier League w sezonie 2021/22, głównie dzięki hojnym kontraktom ze stacją TV, był w stanie wydać na transfery 53 miliony funtów. Dla porównania Sevilla CF, czołowy zespół w Hiszpanii, w tym samym czasie na nowych graczy przeznaczyła około 34 milionów funtów. Kanarki, mimo tak potężnych możliwości, zleciały z hukiem. Los Nervionenses, choć wydawali skromniej, awansowali do Ligi Mistrzów.

Gigantyczna pula

W sezonie 2021/22 pomiędzy 20 klubów Premier League rozdzielona została kwota około 2,6 mld funtów. Podstawowa wypłata dla każdego z nich to niecałe 80 milionów funtów. Wysokość kolejnej transzy zależy od tego, którą pozycję drużyna zajmie na koniec sezonu. Im wyższa, tym większy pokaźniejszy tortu. Są jeszcze tzw. facility fees, czyli opłaty dla klubów. Ich wysokość jest z kolei uzależniona od tego, ile meczów z udziałem danej drużyny było transmitowanych na żywo w TV. I wreszcie commercial revenue, czyli przychody komercyjne. Jest to udział klubów w dochodach całej ligi. W sezonie 2021/22 z tego tytułu każdy klub mógł zaksięgować 5,6 miliona funtów.

Według analityka Planet Football Nicka Harrisa w zakończonym niedawno sezonie najwięcej zarobił Manchester City, który zainkasował 164 miliony funtów. The Citizens wyprzedzili Liverpool o 1,7 miliona funtów. Na przeciwległym biegunie znalazło się ostatnie w tabeli Norwich. Kanarki wzbogaciły się 98,5 mln funtów.

Spadochron

Jak wspomnieliśmy, Norwich sporo ostatnio wydawało na transfery, ale po wypadnięciu z elitarnego grona nie musi obawiać się o swój budżet. A to dzięki mechanizmowi „Parachute Payments”, którego nazwę możemy przetłumaczyć na polski jako „płatności spadochronowe”. Jest to system płatności dla spadkowiczów z Premier League wprowadzony po to, by złagodzić szok finansowy spowodowany degradacją. Krótko mówiąc: chodzi o to, by odcięcie od pieniędzy z lukratywnych kontraktów telewizyjnych nie doprowadziło do bankructwa.

System zakłada, że klub jeszcze przy dwa lub trzy lata po degradacji otrzymuje pieniądze z puli środków za prawa do transmisji Premier League. W pierwszym sezonie po spadku dostanie 55% tego, co zarobiłby, będąc w najwyższej klasie rozgrywkowej, w kolejnym 45%, a w trzecim – 20%.

Krótszy, dwuletni okres „Parachute Payments”, obowiązuje te kluby, które spadły po jednorocznym pobycie w Premier League. Jeśli w elicie uda się pograć nieprzerwanie choć przez 2 sezony, to wtedy ochrona finansowa po degradacji obowiązuje przez 3 lata. Oczywiście, gdy spadkowicz w ciągu dwóch następnych sezonów zdoła ponownie awansować do PL, to „płatności spadochronowych” nie pobiera.

Przekładając procenty na konkretne liczby, wychodzi całkiem niezła sumka. Przykładowo Aston Villa, spadkowicz w sezonie 2015-16, w ramach „Parachute Payments” w ciągu 3-letniego pobytu na zapleczu otrzymała ponad 90 milionów funtów. Ekipa Villa Park mogła korzystać z tej pomocy przez pełny okres, ponieważ w chwili degradacji nie była beniaminkiem.

Ale w tym samym roku co The Villans z Premier League pożegnało się także Norwich. Ten klub jednak tylko przez dwa lata korzystał ze wspomnianej ochrony. Po awansie do Premier League od razu zanotował bowiem spadek. Zarobił więc „tylko” 74,9 miliona funtów.

Łatwo policzyć, że klub, który wywalczy awans do Premier League, minimalnie może liczyć na około 170 milionów funtów. Nawet wtedy, gdy po pierwszym roku w elicie zaliczy spadek, a potem w ciągu dwóch kolejnych sezonów nie uda się wywalczyć awansu. Ta kwota wzrośnie ponad dwukrotnie, jeżeli drużynie uda się choć przez jeden sezon obronić miejsce w PL.

Baraż z pomocą VAR-u

Stawka pojedynku na Wembley jest zatem ogromna. Jedno zagranie ręką, jedno niedokładne podanie albo jedna niefortunna interwencja może spowodować, że gigantyczne pieniądze przejdą koło nosa. Baraż między Nottingham a Huddersfield może rozstrzygnąć także błąd sędziego. Na szczęście, tym roku arbitrzy wreszcie będą mogli skorzystać z systemu VAR, co przynajmniej w teorii powinno ograniczyć liczbę pomyłek. Swoją drogą to nieco dziwne, że do tej pory sędziowie tak ważnego spotkania nie mieli do dyspozycji powtórek. Zaznaczmy tylko, że VAR był standardem w meczach np. Górnika Łęczna z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza.

Baraż o awans do Premier League rozpocznie się 29 maja o godzinie 17:30.

Komentarze