Ruch sprowadzony na ziemię, trener Skrobacz ma nad czym pracować

ŁKS - Ruch Chorzów
Obserwuj nas w
fot. PressFocus Na zdjęciu: ŁKS - Ruch Chorzów

Ruch Chorzów wrócił w tym roku do 1 Ligi. W pierwszych sześciu kolejkach pozostawił po sobie niezłe wrażenie, co mogło zaskakiwać, biorąc pod uwagę to, że w trakcie trwającego okna transferowego trafiło do beniaminka rozgrywek ponad dziesięciu nowych zawodników. Tym samym w ekipie 14-krotnego mistrza Polski wykonany został eksperyment, który jest ryzykowny. Pierwszym tak naprawdę poważnym egzaminem było starcie z ŁKS-em.

  • Ruch Chorzów w meczu z ŁKS-em zaliczył pierwszą porażkę w sezonie
  • Niebiescy w trzecim z rzędu spotkaniu nie popisali się w obronie
  • Kolejne spotkanie bez strzelonego gola w tej kampanii zaliczył Daniel Szczepan

Ruch bez kompleksów

Ruch Chorzów jest beniaminkiem Fortuna 1 Ligi, ale do tej pory nie czuł się, jak tego typu zespół. Podopieczni Jarosława Skrobacza prezentowali się w sześciu spotkaniach tak, jakby występowali w tych rozgrywkach od lat i nic nie było w stanie ich zaskoczyć. Grali bez kompleksów, chcąc prezentować swoją grę. Bez wątpienia duża w tym zasługa trenera Jarosława Skrobacza, który z Niebieskimi wywalczył awans na zaplecze PKO Ekstraklasy.

W pierwszej lidze w bojach ze SKRĄ Częstochowa, Chrobrym Głogów, czy Puszczą Niepołomice chorzowianie dyktowali warunki. Punktem zwrotnym było starcie ze Stalą Rzeszów. Niebiescy z zespołem Daniela Myśliwca też zwyciężyli (3:2), ale to ekipa z Rzeszowa dominowała. Niebiescy zagrali natomiast dojrzale i wyrachowanie. Po tym meczu słynne stały się słowa szkoleniowca Stali z pomeczowej konferencji prasowej, który nie potrafiąc zrozumieć, jak jego team mógł przegrać z Ruchem, wypowiedział słowa: “Jak do tego doszło, nie wiem”.

Zobacz także:

W ofensywie Ruchu w ostatnich tygodniach nie wszystko się zgadzało. Dopóki jednak były zwycięstwa i punkty, dopóty nie było powodów, aby krytykować team z Chorzowa. Do piątkowej potyczki w szeregach Niebieskich siedmiu zawodników dzieliło się łupem bramkowym. W momencie, gdy pojawiały się krytyczne głosy kibiców, że Niebiescy nie oddają strzałów z dystansu, to w starciu z Chojniczanką celnym uderzeniem sprzed pola karnego popisał się Tomasz Swędrowski. Były zawodnik Motoru Lublin okazał się jednocześnie strzelcem pierwszego ligowego gola w wykonaniu Niebieskich w tej kampanii po strzale spoza szesnastki. Wcześniej podobną drogę obrał również Tomasz Foszmańczyk, popisując się kapitalnym trafieniem w boju ze Zniczem Pruszków. Aczkolwiek był to gol w Fortuna Pucharze Polski.

Bierna gra obronna

Po starciach z Górnikiem Łęczna i Chojniczanką Chojnice zremisowanych na własne życzenie przez Ruch głównymi zarzutami pod adresem Niebieskich była słaba gra w defensywie. Niestety dla kibiców 14-krotnych mistrzów Polski nie inaczej było w starciu z ŁKS-em. Po pojedynkach z piłkarzami Kazimierza Moskala chorzowianie niejednokrotnie mogli czuć się, jak na karuzeli. Remigiusz Szywacz i Filip Nawrocki to przynajmniej na razie nie piłkarze na poziomie zaplecza PKO Ekstraklasy. Odczuwalny jest w szeregach Niebieskich brak Przemysława Szura i pozostaje czekać, kiedy do gry gotowy na 100 procent będzie Maciej Sadlok, który może swoim doświadczeniem wprowadzić wiele spokoju w grze Niebieskich. Przede wszystkim może wyprowadzać piłkę, co do tej pory kuleje w tej ekipie.

Na tle łodzian gra obronna 14-krotnego mistrza Polski była punktowana. Ruch w defensywie był spóźniony, dzięki czemu czujący się bardzo dobrze w grze z kontry ŁKS przeważał nad swoim rywalem. Gol Mieszko Lorenca był ozdobą spotkania. 20-latek wziął sprawy w swoje nogi, wykorzystując bierną postawę gości w obronie i w momencie, gdy nikt go nie atakował, to zdecydował się na strzał. Po tej próbie piłka odbiła się jeszcze od Filipa Nawrockiego, co zmyliło Gabriela Bieleckiego i Ruch po raz drugi w tej kampanii stracił minimum dwie bramki w meczu.

Zdecydowanie coś nie idzie po myśli trenera Skrobacza w ostatnim czasie. W pierwszych trzech spotkaniach, licząc wszystkie rozgrywki, chorzowianie nie stracili nawet jednego gola. Gdy zostali w pewnym sensie rozszyfrowani przez Stal Rzeszów, to są już z bagażem sześciu straconych bramek. Premierową porażkę zaliczyli z ŁKS-em.

Napastnikowi strzelać nie kazano?

Nie sposób nie odnieść się też do braku skuteczności Daniela Szczepana. Napastnik Niebieskich zdecydowanie wykonuje mnóstwo trudnej pracy. Absorbuje uwagę obrońców, walczy. Niemniej nie można zapominać, że napastnik zawsze będzie rozliczany ze strzelonych goli. W momencie, gdy ich brakuje, trudno go chwalić. Na trzecim poziomie rozgrywkowym Szczepan sprawdzał się w roli wysuniętego napastnika, ale jednak Fortuna 1 Liga weryfikuje tego zawodnika. Szczepan znajduje się w sytuacjach strzeleckich, ale nie ma czegoś w stylu instynktu snajpera. Siedem kolejek i brak strzelonego gola, to bilans fatalny. Kto wie, czy panaceum na skuteczność Niebieskich nie byłoby ustawienie Artura Pląskowskiego na dziewiątce, a przesunięcie Szczepana za plecy byłego napastnika Chojniczanki Chojnice. Czasu na sprawdzanie nowych rozwiązań praktycznie jednak nie ma, a najbardziej elektryzujące kibiców chorzowian starcia lada moment.

Można się zastanawiać, co tak naprawdę ma wpływ na słabszą grę Ruchu i brak efektywności. Jedni powiedzą, że słaba gra w defensywie, inni, że niewykorzystane sytuacje, a będą też fani Niebieskich narzekający na przegrywany środek pola przez ich pupili. Jeszcze kilka dni temu można było zwalać wszystko na napięty terminarz. Ostatnio jednak chorzowianie mieli chwilę oddechu. Niewiele jednak się zmieniło. Tymczasem w najbliższym czasie przed Niebieskimi będą już tylko trudniejsze przeprawy. Za tydzień na drodze Łukasza Janoszki i spółki stanie Bruk-Bet Termalica, mająca ambitne plany związane z powrotem do elity. Z kolei kilka dni później szlagier w krajowym pucharze z Górnikiem Zabrze. Wyczerpujący w lidze będzie natomiast wrzesień, który powinien udzielić odpowiedzi, czy Ruch będzie walczył o ligowy byt, czy może jednak o coś więcej, bo egzaminatorami Niebieskich będą takie ekipy jak: Podbeskidzie Bielsko-Biała, Zagłębie Sosnowiec i Wisła Kraków.

Czytaj więcej: Moneta: każdy w zespole jest teraz na wagę złota

Komentarze