Ekstraklasa w Opolu? “Nie zabraniam marzyć” [WYWIAD]

Rok temu Adam Nocoń objął stery w Odrze Opole, która wtedy zajmowała przedostatnie miejsce w tabeli i traciła mnóstwo bramek. Nowy szkoleniowiec nie dokonał rewolucji, ale sprawił, że zespół uwierzył w siebie i ustawił się w pozycji drużyny, której trudno wbić gola. Po 12 miesiącach pracy tego szkoleniowca to Niebiesko-Czerwoni liderują w I lidze. Siłą rzeczy są więc wymieniani jako kandydaci do awansu. Swój osobisty sukces osiągnął też sam Adam Nocoń, którzy został wybrany Trenerem Września w Fortuna 1 Lidze.

Adam Nocoń
Obserwuj nas w
Fot. Pressfocus Na zdjęciu: Adam Nocoń
  • Odra Opole po 11. kolejkach jest liderem tabeli Fortuna 1 Ligi. Zespół prowadzony przez Adama Noconia może pochwalić się najmniejszą liczbą straconych bramek spośród wszystkich pierwszoligowców
  • Odra Opole na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej czeka już 42 lata
  • Jedną z czołowych postaci Odry w tym sezonie jest Hiszpan Borja Galan. Trener Adam Nocoń chwali swojego podopiecznego: – Znakomicie odnalazł się w grupie. Dla mnie prowadzenie takiego zawodnika to wielka przyjemność
  • Trudnym momentem dla Odry w tym sezonie było odejście jednego z liderów zespołu Macieja Makuszewskiego
  • Adam Nocoń nie jest zwolennikiem przepisu o młodzieżowcu. Zdaniem trenera o tym, kto gra, powinny decydować umiejętności i dyspozycja

Czy nie znudziło się im przegrywanie?

Mamy właśnie pierwszą rocznicę Pana pracy w Opolu. Jaki obraz Pan zobaczył, wchodząc wówczas do szatni Odry?

Zespół nie był podbudowany wynikami. To było widać. Odra Opole zajmowała wtedy przedostatnie miejsce w tabeli, a zbliżał się mecz z wiceliderem Ruchem Chorzów. I może dobrze, że taki przeciwnik na nas czekał, bo remis z Niebieskimi pomógł podnieść morale. Potem wygraliśmy jeszcze z Chojniczanką, więc sytuacja jeszcze się poprawiła. Co prawda na krótko, ale jednak. A co do obrazu szatni – atmosfera nie była najlepsza, ale na treningach widziałem zaangażowanie u zawodników. Był to znak, że drużyna chce wyjść z kryzysu.

Czy zapadło Panu w pamięci, co na “dzień dobry” powiedział Pan swoim nowym podopiecznym?

Tak. Zapytałem ich, czy nie znudziło im się przegrywanie i czy pogodzili się już z rolą chłopców do bicia. Dodałem, że widzę w nich potencjał, że tak nie powinno to wszystko wyglądać.

Misja: utrzymanie

A Pan sam miał duże wątpliwości, gdy przyszła oferta pracy w Opolu? Ryzyko, że misja utrzymanie nie powiedzie się, było spore.

Na pewno było to ryzyko, ale ja już miałem spore doświadczenie w pracy na szczeblu centralnym, toteż nie obawiałem się za mocno sytuacji, jaką zastanę. Jedyna obawa dotyczyła tego, by kryzys nie trwał zbyt długo, by już po rundzie jesiennej nie okazało się, że jest po balu. Ale przyszedłem właśnie po to, by wyciągnąć zespół z kryzysu. Krótko mówiąc: wiedziałem, gdzie idę, jakie są problemy i zdecydowałem się podjąć ryzyko. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Pierwsze zwycięstwo pod Pana wodzą Odra odniosła z Chojniczanką. Czy to zwycięstwo miało dla Pana jakiś szczególny smak? W Chojnicach stracił Pan pracę na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu…

Na pewno to zwycięstwo miało dla mnie jakiś smak. Uważam, że w Chojniczance osiągnąłem bardzo dobry wynik. Wiadomo, że wtedy zagraliśmy bardzo słaby mecz z GKS-em [porażka 0:3 – red.], ale w całym sezonie zespół prezentował się dobrze. Spokojnie zajmowaliśmy miejsce barażowe. Miałem żal, że nie pozwolono mi dokończyć dzieła. Nie wiadomo, czy wtedy nie awansowalibyśmy poprzez baraże.

Przed meczem w Chojnicach już tego żalu nie było?

Nie. Rola trenera na tym polega, że jest się uzależnionym od decyzji zarządu.

Dobra defensywa = pewność

Pod Pana wodzą Odra bardzo mocno poprawiła defensywę. Na wiosnę straciliście najmniej bramek spośród wszystkich pierwszoligowców. W 14 z 32 meczów od czasu, gdy prowadzi Pan zespół, nie daliście sobie strzelić gola.

Jesienią Odra traciła najwięcej bramek w I lidze, co miało oczywiście odzwierciedlenie w tabeli. Skupiliśmy się więc na tym elemencie, bo gdybyśmy nad tym nie popracowali, to Odra byłaby już w II lidze. Drużyna łapie pewność, jeśli jest stabilna w defensywie. Z drugiej strony, jak statystki pokazują, tych bramek też trochę strzelamy [38 goli w 32 meczach pod wodzą Adama Noconia – red.]. Pewnie mogło być więcej, ale coś za coś. Najtrudniej jest znaleźć balans między ofensywą a defensywą. Niedawno oglądałem mecz Rakowa i Dawid Szwarga, mój były piłkarz, wytłumaczył, dlaczego Raków nie wygrywa w Lidze Europy. Powiedział, że Raków nie wygrywa, bo nie potrafi zrobić tego, co inne klasowe zespoły, czyli zagrać na zero z tyłu.  

Skoro rozmawiamy już o strzelaniu bramek, to na pierwszy plan wysuwa się postać Borjy Galana, który szybko stał się jednym z boiskowych liderów Odry. Ten transfer było nieco ryzykowny. Borja wcześniej przez pół roku nie miał klubu. Jak wyglądał na początku okresu przygotowawczego?

Tak, ale to zawodnik z ładnym piłkarskim CV. Nie wyglądał źle na treningach. Widać, że to profesjonalista. Przyjechał na obóz do Wałbrzycha, gdy temperatury były dość niskie. Nie narzekał, trenował z pełnym zaangażowaniem. Co prawda pojawił się u niego jakiś kryzys, ale nie odpuszczał. Dodam, że bardzo dobrze się z nim współpracuje. Zawsze jest skoncentrowany na treningu, pracuje bardzo ciężko i – co ważne – jest przyjacielski wobec kolegów. Znakomicie odnalazł się w grupie. Dla mnie prowadzenie takiego zawodnika to wielka przyjemność.

Udane transfery

Przykład Borjy skłania Was do dalszej eksploracji rynku hiszpańskiego? Wielu zawodników z tego kraju sprawdziło się w Polsce.

Rzeczywiście w większości widać ich jakość i rzeczywiście można próbować iść tym tropem, ale pamiętajmy, że ten rynek jest dość mocno przebrany. Zresztą nawet Ekstraklasa wybiera tych z najwyższymi umiejętnościami. Trafić na takiego Borję Galana nie jest łatwo.

Póki co za bardzo udany można też uznać transfer Dina Suli.

Przyglądaliśmy mu się bardzo uważnie na WyScoucie. Widać było, że to taka typowa “9”. Poza tym w CV ma występy w ekstraklasie belgijskiej. Widzieliśmy w nim spory potencjał, choć miał problemy zdrowotne, był pod formą i miał pewne zaległości treningowe. Potem to nadrobił, ale przyplątała mu się kontuzja mięśnia dwugłowego, która znów wybiła go z rytmu. Mimo tych problemów w lidze pokazał, co potrafi. Na przykład w meczu z GKS-em Katowicem wszedł na boisko z ławki, a potem znakomicie wyszedł na pozycję do piłki zagranej przez Jakuba Antczaka i pewnie wykończył całą akcję. Uważam, że Din jest i będzie dużą wartością dodaną do naszego zespołu.

Din Sula też jest chłopakiem otwartym, który dobrze wkomponował się w szatnię. W tym przypadku nie było żadnych problemów z aklimatyzacją.

“Trudno jest zastąpić takiego zawodnika”

Z pewnością liczyliście też na Jeana Sarmiento, zawodnika wypożyczonego z Radomiaka. A tymczasem Kolumbijczyk zagrał w tym sezonie raptem 48 minut.

Ma dość niecodzienną kontuzję. Doznał przemęczeniowego złamania kości piszczelowej. Problemy wynikające z dużego obciążenia miał, zanim trafił do nas. Zresztą na początku jego przygody w Opolu nasze mikrocykle nie były jakieś bardzo wymagające. Powiedział mi, że wcześniej miał podobne kłopoty z drugą nogą. Jest to dość dziwny uraz, ale teraz powoli wchodzi do treningu. Zobaczymy, czy zdrowie pozwoli mu wrócić do gry w tej rundzie.

Jak na zespół wpłynęło odejście Macieja Makuszewskiego? Latem był w bardzo dobrej formie. Uważam, że na początku sezonu znajdował się w ścisłej czołówce najlepszych zawodników I ligi.

Bardzo trudno jest zastąpić takiego zawodnika. Powiem szczerze: byłoby łatwiej, gdyby Maki był bez formy. A on grał wtedy świetnie. Jak na niego patrzyłem, to dochodziłem do wniosku, że spokojnie poradziłby sobie w Ekstraklasie. Strzelał bramki, asystował, bardzo angażował się w treningi… To była wielka przyjemność z nim pracować. Odszedł w najgorszym momencie, ale musiałem się z tym pogodzić. Strata tak dobrego zawodnika w takiej dyspozycji bolała.

“Chciałbym grać czterema młodzieżowcami”

Ciekaw jestem Pana zdania na temat obowiązującego w I lidze przepisu o młodzieżowcu.

Ciężki temat. Uważam, że dobry młodzieżowiec będzie grał, nawet jeśli taki przepis by nie obowiązywał. Oczywiście mus stawiania na młodych zawodników sprawia, że częściej się po nich sięga, ale… Skoro taki przepis jest, to szanuję go.

Ale gdyby Pan mógł, to pewnie usunąłby Pan ten przepis?

Chyba tak. Dobry młodzieżowiec poradzi sobie tak czy inaczej. Ja chciałbym grać czterema młodzieżowcami i nie miałbym z tym problemu. Nawet jeśli oznaczałoby to, że doświadczony zawodnik siedzi na ławce rezerwowych. A teraz, niestety, czasami jest tak, że w I lidze niektórzy młodzi piłkarze grają trochę na siłę. Dla ich rozwoju nie ma to większego sensu.

Marzenia nie są zabronione

Odra jest liderem I ligi, więc siłą rzeczy w kontekście Pana klubu mówi się o Ekstraklasie. Czy słowo “awans” jest w Waszej szatni zakazane?

Słowo nie jest zakazane, ale zdecydowanie za wcześnie, by poruszać ten temat. Nie rozmawiamy o tym, bo jeszcze bardzo dużo kolejek przed nami, a liga jest bardzo wyrównana. Wystarczy przegrać dwa mecze i pozycja w tabeli może się bardzo pogorszyć. Ale powiem tak: warto marzyć. Marzenia też są ważne w życiu. Ani sobie, ani moim piłkarzom nie zamierzam tego zabraniać.

Rozmawiamy po meczu z Chrobrym, który zakończył się bezbramkowym remisem. To spotkanie nie było najlepsze w Waszym wykonaniu. Jadąc do Głogowa, czuliście się faworytami?

Tabela wskazywałaby, że to my jesteśmy faworytem, ale nie czuliśmy się nim. Wszyscy jesteśmy świadomi, że w tej lidze nie ma drużyn słabych, że do każdego trzeba podejść na maksa.

Oczywiście nie ulega wątpliwości, że bardzo chcieliśmy ten mecz wygrać. Miejmy jednak na uwadze ostatnie wyniki Chrobrego. Wygrali z Tychami i z Arką, zanotowali remisy z Wisłą i Miedzią – to o czymś świadczy. Każdą zdobycz punktową na wyjeździe trzeba szanować. Była szansa, żeby ten mecz “przepchnąć”. Nie wiem, czy bramka Kamińskiego została nieuznana prawidłowo. To prawda, że nie zagraliśmy wybitnego spotkania, ale z drugiej strony też nie zaprezentowaliśmy się słabo. Na tyle nam po prostu Chrobry pozwolił.

Zawodnik też musi znaleźć w sobie motywację

Czy Adam Nocoń to trener, który woli dyscyplinę czy raczej luźną atmosferę w swoim zespole?

Na pewno nie lubię, jak jest zbyt luźna atmosfera w szatni. Oczywiście trochę luzu nie zaszkodzi, ale gdy jest go za dużo, to potem odbija się to na boisku. Musi być dyscyplina i porządek, bo bez tego nie ma wyników. Z drugiej strony sama atmosfera w szatni powinna być fajna i myślę, że tak w Odrze jest.

A mental piłkarzy? Dużo czasu poświęca Pan na rozmowy z zawodnikami?

Rozmowa z zawodnikiem, z zespołem jest bardzo ważna. I to nie tylko, gdy jest kryzys, ale także, gdy odnosimy sukcesy. Kiedyś trener Władysław Żmuda powiedział, że najważniejsze jest, by trener reagował, kiedy zespołowi idzie dobrze. Po to, by drużyna nie poczuła się zbyt pewnie. A jak wyniki są słabe, to oczywiście też trzeba reagować, ale istotny jest dobór metod i słów, bo nie można przemotywować swoich piłkarzy. A druga sprawa, że każdy zawodnik sam też musi znaleźć w sobie odpowiednią motywację.

Można wrzucić kamyczek

Na konferencjach prasowych jest Pan szczery. Raz Pan mówi o średniactwie swojego zespołu, innym razem wprost o tym, że zawodnicy popełnili podwórkowe błędy. Nie próbuje Pan zaklinać rzeczywistości w kontaktach z mediami.

Jak zawodnicy popełniają takie błędy, jak w meczu ze Stalą Mielec, to trudno nie nazwać tych błędów podwórkowymi. I piłkarze, i dziennikarze widzieli, jakie mieliśmy problemy. Z kolei, mówiąc o średniactwie, chciałem, by zespół po prostu wyszedł z tego średniactwa. Chciałem, by zawodnicy zaczęli brać ciężar gry na siebie. Myślę, że to piłkarze wzięli to do siebie, bo zespół wyszedł ze średniactwa. To było stwierdzenie adekwatne do gry w tamtym czasie. Czy na forum można krytykować zawodników? Przede wszystkim trzeba rozmawiać w szatni, ale to nie oznacza, że czasami nie można wrzucić jakiegoś kamyczka.

A poza kamerami bliżej Panu do spokojnego Adama Noconia z konferencji prasowych czy do żywiołowo reagującego Adama Noconia podczas meczów?

Różnie. Zależy od tego, ile kawy wypiję (śmiech). A tak na poważnie, to zależy od sytuacji. Tak samo jest w trakcie spotkań. Są spokojniejsze i bardziej emocjonujące.

Odpoczynek przy spinningu

Niewiele wiadomo o tym, jaką osobą jest Pan prywatnie. Gdy Odrze nie pójdzie mecz, to domownicy wolą się do Pana nie zbliżać? Czy potrafi Pan rozdzielić pracę od życia prywatnego?

Staram się nie przynosić pracy do domu. Czasami się nie da, ale taki zawód wykonuję. Rodzina musi sobie z tym radzić.

A w domu dużo piłki Pan ogląda?

Zdarza się jakiś dobry mecz obejrzę, ale nie przesadzam. Bardzo dużo spotkań naszych ligowych rywali oglądam, potem robimy analizy. Tak więc nie ma zbyt wiele czasu na inne ligi.

Jest jakiś trener, którego Pan szczególnie podziwia?

Nie. Jako piłkarz miałem wielu dobrych trenerów, od których sporo można było zaczerpnąć. Nie mam trenerskiego autorytetu.

To który z nich był najlepszy?

Wszyscy dobrzy byli.

Wypowiedź dyplomatyczna.

Wypowiedź z serii: pomidor.

A co poza piłką Pana pasjonuje?

Uwielbiam wędkarstwo, a konkretnie spinning. Lubię pochodzić i porzucać błystką. Przy tym odpoczywam. W ciszy, spokoju, ale mimo wszystko w ruchu.

Urodził się Pan w Bolesławcu na Dolnym Śląsku, ale początki i potem duża część Pana kariery to Górny Śląsk.

Pochodzę z Górnego Śląska i tam mam rodzinę. A urodziłem się w Bolesławcu, bo po prostu chwilowo mieszkali tam moi rodzice.

Czytaj także: Beniaminek czyli spadkowicz? “Tylko to może ich uratować”

Komentarze