SerieALL #26. Pościg za Scudetto będzie miał inną twarz niż CR7

Alvaro Morata
Alvaro Morata PressFocus

Cristiano Ronaldo strzela bramki jak na zawołanie, wielce prawdopodobnie, że sięgnie po tytuł Capocannoniere, ale jeśli Juventus na dobre wróci do gry o Scudetto, ten powrót będzie miał twarz Alvaro Moraty.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Pamiętacie przypowieść o Excaliburze, mieczu tkwiącym w skale? Wielu wspaniałych rycerzy próbowało go wyjąć, ale wszystkie próby kończyły się klęską. Dopiero, gdy sięgnął po niego król Artur, Excalibur opuścił kamień. Historia ta przypomniała nam się po sobotnim meczu Juventusu z Lazio (3:1). W ostatnich tygodniach Cristiano Ronaldo robił wszystko, by Stara Dama goniła w tabeli Inter, regularnie był najlepszym piłkarzem Juve, ale mimo jego starań, strata do ekipy Antonio Conte rosła. Przeciwko Lazio usiadł na ławce rezerwowych, by być w pełni sił na wtorkowy rewanż Ligi Mistrzów z Porto, a w ataku zastąpił go wracający po kontuzji Alvaro Morata. Strzelił dwa gole, zaliczył asystę, poprowadził drużynę, która już po kwadransie gry przegrywała 0:1, do zwycięstwa. Zaledwie kilka dni wcześniej zrobił właściwie to samo. Przecież w starciu ze Spezią, ostatecznie wygranym 3:0, długo wszystko układało się pod bezbramkowy remis. Dopiero wejście Hiszpana z ławki odmieniło grę Juventusu (swoją drogą z Lazio jakość mistrzów Włoch znacznie spadła po zejściu Moraty i to pomimo tego, że zastąpił go Ronaldo). Morata w 100 minut udowodnił, że bez niego ponowne włączenie się do gry o tytuł nie będzie mogło się odbyć. Że to forma przesądzi, czy Stara Dama będzie miała prawo marzyć o zepchnięciu Interu z pierwszego miejsca. Że to on jest tym, który może wyjąć Excalibur.

Oceniając Moratę i jego wpływ na grę Juventusu wpadamy w lekką pułapkę związaną z oceną jego transferu. Przed sezonem poszukiwanie nowej dziewiątki w wykonaniu władz Juve wyglądało desperacko. Trochę jakby wrzucić nazwiska na koło fortuny i losować, kto będzie pasował. Wiemy, czyje kandydatury pojawiały się, by zastąpić Gonzalo Higuaina – był Arkadiusz Milik, był Luis Suarez, Edin Dzeko, gdzieś wcześniej Timo Werner, wreszcie do zabawy dołączył też Morata. Właściwie każdy z nich ma inną charakterystykę, więc można było odnieść wrażenie, że nie pomysł na nowy Juventus zdeterminuje, kogo klub pozyska, a czysty przypadek. Z kim akurat uda się dogadać. Padło na Hiszpana, który miał za sobą bardzo średnie lata w Chelsea i Atletico. Nawet pamięć o tym, jak kiedyś poprowadził Juve do finału Ligi Mistrzów nie równoważyła wśród kibiców znaków zapytania. Transfer wyglądał na desperacki i zupełnie niedopasowany do celów. To, jak Morata odpalił, musiało zaskoczyć wszystkich. Do tego stopnia, że gdy ten strzela kolejne bramki, wciąż odbiera się to w kategoriach niespodzianki. A przecież wpływ Moraty na wyniki Juventusu od dawna jest ogromny. Wliczając mecz z Lazio, Alvaro wystąpił w tym sezonie 31 razy i miał udział przy 27 golach (16 bramek, 11 asyst)! Dla porównania Cristiano Ronaldo zagrał w takiej samej liczbie spotkań i uczestniczył w 30 bramkowych akcjach (27+3). Gdybyśmy jednak rozpisali to na minuty, możemy doznać szoku. Portugalczyk grał przez 2571 minut, więc średnio co 86 dopisywał do swojego dorobku gola lub asystę, podczas gdy Morata był na boisku w tym sezonie przez 1952 minuty, więc któraś z liczb do jego statystyk wpadała co 72!

Nie bójmy się powiedzieć – ten transfer Juventusu to był majstersztyk.

Problemem Starej Damy jest jednak to, że nic już od niej nie zależy. Juventus może wygrać wszystkie mecze Serie A do końca sezonu, a i tak przegrać mistrzostwo. Dwa dni po jego meczu z Lazio, Inter grał z Atalantą i wydawać by się mogło, że jeśli ma gdzieś zgubić punkty, to właśnie tam. Nerazzuri zagrali słabo, a i tak wygrali 1:0 po golu Milana Skriniara. Ich statystyki przeciwko najsilniejszym są niesamowite. W czterech ostatnich meczach z mocnymi rywalami ekipa Antonio Conte wyłącznie wygrywała (oprócz Atalanty, był Milan – 3:0, Lazio – 3:1 i Juventus – 2:0). Inter zatem zwycięża, gdy gra słabo i gdy gra dobrze. Gdy gra ze słabymi i z mocnymi. Juventus nie odpuści, zresztą sam Morata ostatnio zwrócił się do kibiców, że jeśli nie wierzą w pościg, to niech lepiej nie oglądają ich meczów, ale czy już nie jest za późno na wyjmowanie excalibura?

Cały tekst w serwisie SerieA.pl

Komentarze