Wisła Kraków liderem, choć to dla niej jedyna dobra informacja

Wisła Kraków
fot. PressFocus Na zdjęciu: Wisła Kraków

Wiele klubów chciałoby się teraz znaleźć w miejscu Wisły Kraków. Cztery mecze, dziesięć punktów i zero straconych goli to statystyki, które na pierwszy rzut oka robią spore wrażenie. Gdy spojrzy się jednak szerzej, wówczas cała sytuacja traci na kolorycie, a zaczynają pojawiać się spore obawy i wątpliwości. Piątkowy mecz z Odrą Opole mógł dać nadzieję na postęp, ale uwidocznił jedynie wszystkie dotychczasowe problemy.

  • Wisła Kraków zgromadziła po 4 meczach 10 punktów, dzięki czemu znajduje się na szczycie pierwszoligowej tabeli
  • Wyniki natomiast mocno tuszują grę, która nie wygląda na ten moment obiecująco
  • Zespół nie robi zapowiadanych postępów, a dotychczasowe zwycięstwa mocno uzależnia od szczęścia, przypadku i błędów przeciwnika

Dotychczasowe poczynania „Białej Gwiazdy” w 1. lidze można krótko opisać jako „osiągasz wyniki takie, na jakie pozwala ci przeciwnik”. I rzeczywiście – przed 4. kolejką 1 Ligi Wisła miała na swoim koncie dwa zwycięstwa. Jedno osiągnięte po karygodnych błędach piłkarzy Arki, którzy kończyli mecz w „dziewiątkę”, a drugie dzięki indywidualnemu zrywowi Michała Żyry, który przepięknym trafieniem dał drużynie prowadzenie. Na inaugurację sezonu z Sandecją nie doszło do żadnych poważnych błędów, żaden z zawodników również specjalnie się nie wyróżnił, zatem Wisła zakończyła to spotkanie bez zdobyczy bramkowej.

W grze Wisły Kraków nie ma wiele jakości. Na próżno też szukać konkretnego pomysłu. Oczywiście w większości to wciąż piłkarze, którzy jeszcze dwa miesiące temu nie mieli ze sobą do czynienia. Początek sezonu należy traktować więc nieco pobłażliwie, ale z każdą kolejką zespół powinien się zazębiać, czego efekty ujrzymy na boisku. Takich do tej pory nie ujrzeliśmy, choć rywalizacja z Odrą Opole mogła ten pogląd zupełnie odmienić.

Zobacz również: Nowy kapitan Wisły Kraków: nie jestem pupilem trenera

Słodko-gorzki wyjazd do Opola

W piątek Wisła Kraków mierzyła się z Odrą Opole, czyli absolutnym outsiderem zaplecza Ekstraklasy. Drużyną, która w trzech pierwszych meczach nie zdobyła żadnego „oczka”, choć trzeba przyznać, że terminarz punktowaniu nie sprzyjał. Dla podopiecznych Jerzego Brzęczka, marzących o szybkim powrocie do elity, nie powinno to mieć jednak znaczenia, gdyż z takimi rywalami trzeba rozprawić się jeszcze na przystawkę. Jak to faktycznie wyglądało na boisku?

Pierwsza połowa pokazała, że indywidualna jakość w Wiśle jest ogromna, choć w żadnym stopniu nie przekłada się na całą drużynę. Każdy gra swoje, próbuje, ale konkretne efekty widać bardzo rzadko. Odra Opole została do przerwy całkowicie zdominowana, a „Biała Gwiazda” może winić tylko siebie, że do szatni schodziła bez strzelonej bramki. Zawodziła głównie decyzyjność w samym polu karnym, niecelne ostatnie podania i nieskuteczność, bowiem z 12 strzałów aż 7 było niecelnych.

Druga połowa zaczęła się już od konkretu. Szybka, składna akcja na lewej stronie, dośrodkowanie świetnie dysponowanego w piątek Mateusza Młyńskiego i eleganckie wykończenie Łukasza Kędziory, choć w innym wypadku piłkę do bramki wpakowałby Piotr Starzyński. Dominacja potwierdzona. Wisła drugą połowę zaczęła dokładnie tak, jak wyglądał przebieg całej pierwszej. Opolanie bezpardonowo zepchnięci do defensywy, tym razem nie byli już w stanie się wybronić i w pełni zasłużenie „Biała Gwiazda” wyszła na prowadzenie.

W tym właśnie momencie mecz dawał nadzieję, że Wisła się rozkręca. Jest w stanie stworzyć sobie więcej sytuacji, długo utrzymuje się przy piłce, gra szybko, a boki są bardzo dobrze dysponowane, czyli się rozwija. To, co stało się po bramce na 1-0 załamuje już nieco obraz z pierwszej połowy i uwidacznia problemy, z którymi zespół mierzy się od początku sezonu.

Zupełnie niespodziewanie do głosu doszła bowiem Odra, która – umówmy się – była tego dnia fatalna. Przed przerwą nie potrafiła kompletnie zagrozić bramce Mikołaja Biegańskiego, ale postawa Wisły zachęciła ją do spróbowania. Można powiedzieć, że to ekipa Brzęczka pozwoliła rywalowi się napędzić, schodząc do głębszej defensywy. A kibice zaczęli drżeć o utrzymanie korzystnego wyniku.

Ostatnie pół godziny było bardzo słabe. Gospodarze stworzyli sobie kilka sytuacji strzeleckich, Biegański nieco się napocił, a Igor Łasicki po raz kolejny pokazał, że nie bez powodu został mianowany liderem defensywy. Da się jednak odnieść wrażenie, że takiego przebiegu spotkania spokojnie można było uniknąć. Co prawda, Wisła nie straciła bramki, wyjechała z Opola z kompletem punktów, ale spory niesmak pozostał.

Wyniki lepsze niż gra

Pierwszoligowa Wisła Kraków Jerzego Brzęczka jest zupełnym przeciwieństwem tej ekstraklasowej. Zamiast na jakikolwiek styl i atrakcyjność, postawiono na wynik. Gdyby były selekcjoner reprezentacji zdecydował się na taki manewr wcześniej, najprawdopodobniej 13-krotny mistrz Polski dalej grałby w elicie.

Co teraz? Oczywiście koniec końców najważniejsze są punkty, które Wisła konsekwentnie zbiera. Dziesięć „oczek” po czterech meczach, pozycja lidera i zero straconych bramek. Na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo dobrze, lepiej niż większość prognozowało, jednak sama gra budzi potężne wątpliwości. Na koniec sezonu liczy się pozycja w tabeli. Póki co Wisła ją ma, ale dalszy pobyt na szczycie musi wiązać się z pewnym progresem.

Oczywiście istnieje możliwość, że zespół Wisły z czasem się zgra, w trakcie spotkań pojawią się automatyzmy, a młodzież będzie rozwijać się z każdym miesiącem i mieć coraz większy wpływ na wyniki. Na to liczą krakowscy kibice, ale w poprzednim sezonie do samego końca wierzyli w to samo, a finalnie doszło do spadku z Ekstraklasy.

Dużo bardziej prawdopodobna wydaje się opcja, że w pewnym momencie Wiśle przestanie dopisywać spore szczęście, rywale zaczną unikać błędów indywidualnych, a panujący chaos i przypadek zacznie kreować osiągane wyniki, przez co spadkowicz zacznie masowo tracić punkty i spadać w głąb ligowej tabeli. To jest zdecydowanie najczarniejszy ze scenariuszów, ale w przypadku dalszych braków postępów trzeba go zacząć brać pod uwagę.

Martwiące kontuzje mięśniowe

W trakcie meczu z Arką Gdynia wypadli Joseph Colley i Vullnet Basha, natomiast po kilku minutach w Opolu z boiska zszedł Michael Pereira. O ile wcześniej można było sugerować się przypadkiem, tak trzy kontuzje mięśniowe w przeciągu tygodnia zdecydowanie martwią. Zawodników łączy jedno – nie przepracowali z drużyną pełnego okresu przygotowawczego, gdyż w tym czasie albo leczyli urazy, albo ich w klubie jeszcze nie było. Są to gracze na tyle jakościowi, że Brzęczek od razu zdecydował się wrzucić ich na wysoki poziom intensywności, choć niekoniecznie byli na to gotowi.

O ile strata Pereiry nie musi okazać się bardzo złą wiadomością, o tyle dłuższa absencja Bashy i Colleya nie napawa już optymizmem. Tak czy siak, krótka kołdra Wisły staje się coraz krótsza, a brak kolejnych transferów może okazać się fatalny w skutkach. Widzą to wszyscy, także z utęsknieniem trzeba czekać na przybycie osławionego już napastnika i zrealizowanie „niespodzianki transferowej”, o której szkoleniowiec nie omieszkał się wspomnieć.

Oceny po meczu z Odrą

Mikołaj Biegański (7) – Przez większość meczu bezrobotny, choć w końcówce to on uratował skromne prowadzenie. Po raz kolejny pewny w bramce, bezbłędny, a na duży plus zasługują celne wykopy, które wcześniej sprawiały mu wiele problemów. Czwarte kolejne czyste konto brzmi w jego przypadku po prostu znakomicie.

Bartosz Jaroch (6) – O ile Krystiana Wachowiaka częściej widzimy pod bramką przeciwnika niż własną, o tyle Jaroch ma na boisku zupełnie inne zadania i to z nich powinniśmy go rozliczać. Jak zwykle poprawny w defensywie, przyzwyczaił do stabilnego, wysokiego poziomu i dobrego rozegrania.

Igor Łasicki (7) – Prawdziwy lider defensywy, choć tym razem nie ustrzegł się błędów. Przeciętnie wyglądał w grze głową, a większość jego długich podań nie znajdowała partnerów. Na duży plus po raz kolejny zasługuje poświęcenie, które uchroniło Wisłę od utraty bramki. Łasicki świetnie spisuje się w roli kapitana i po raz kolejny udowadnia, że na opaskę zwyczajnie zasługuje.

Adi Mehremić (7) – Jego piątkowy występ został nieco przemilczany, a trzeba przyznać, że dobrze wszedł w buty Colleya. Z duetu stoperów to on miał lepszą skuteczność w powietrzu i celniej rozgrywał piłkę. Tym razem Mehremić pokazał, że skreślanie go nie ma większego sensu.

Krystian Wachowiak (6) – Ambitny, waleczny, większość akcji ofensywnych Wisły szła jego stroną. Wachowiakowi przede wszystkim brakuje dokładności pod bramką rywala, przez co jego gra do przodu nie przynosi na ten moment większych efektów.

Patryk Plewka (5) – Dyskretny występ Patryka, poprawny w odbiorze piłki, lecz w rozegraniu kompletnie go brakowało.

Ivan Jelić Balta (6) – Ciężko lubić Baltę jako piłkarza. Jego styl gry jest ociężały, powolny, oparty na fizyczności i skutecznym faulowaniu. Ze swoich zadań wywiązuje się natomiast należycie, a człowiek „od czarnej roboty” wydaje się w pierwszoligowej rzeczywistości wręcz pożądany.

Michael Pereira (-) – Grał zbyt krótko.

Kacper Duda (6) – Żywe sreberko Wisły Kraków. Jego dynamika i pierwszy kontakt z piłką robią wrażenie. W piątek brakowało natomiast z jego strony konkretów, a przeciągnięte dośrodkowania z rzutów rożnych z pewnością negatywnie rzutują na końcową ocenę.

Mateusz Młyński (7) – Można się pokusić o stwierdzenie, że był to najlepszy mecz Młyńskiego w barwach Wisły Kraków. Aktywny, konkretny, na przerwę powinien schodzić z trafieniem. Bramka na 1-0 to również w dużej mierze jego zasługa. Jeśli utrzyma swoją dobrą dyspozycję, może się jeszcze dla zespołu okazać istotnym elementem.

Michał Żyro (6) – Nie ulega wątpliwościom, że umiejętności Żyry znacząco przewyższają pierwszoligowy poziom. Jego obecność na boisku jest dla zespołu bezcenna. Michał świetnie potrafi się zastawić, przytrzymać piłkę, a przy tym mnóstwo haruje. Tym razem nie udało mu się strzelić bramki, choć w pierwszej połowie zaliczył jedno bardzo dobre uderzenie.

Piotr Starzyński (3) – Na końcową ocenę mocno rzutuje niewykorzystana sytuacja, która powinna uspokoić kibiców i zamknąć mecz. Starzyńskiemu brakuje ogrania, jego próby dryblingów najczęściej kończą się niepowodzeniem.

Konrad Gruszkowski (4) – Bardzo słaba zmiana, dużo wiatru, z którego nie wynika kompletnie nic. Eksperyment z ustawianiem Gruszkowskiego na skrzydle wygląda na ten moment na bardzo nieudany.

Luis Fernandez, Wiktor Szywacz, Momo Cisse – bez oceny

Pomeczowe wypowiedzi

Jerzy Brzęczek:

Myślę, że w tej drugiej połowie popełniliśmy trochę duży błąd, że wycofaliśmy się i niezbyt dobrze dochodziliśmy do blokowania rozegrania. To powodowało, że Odra w niektórych fragmentach zepchnęła nas do defensywy. Z drugiej strony mieliśmy parę sytuacji do wyjścia z kontratakiem, ale zabrakło dokładności i zdobycia drugiej bramki. Na pewno widać, że mamy takie momenty, że zdobywamy bramkę, obejmujemy prowadzenie i widać taką niepewność, ale myślę, że jest to też dla mnie zrozumiałe, patrząc ilu młodych zawodników w tej końcówce meczu było na boisku. Cieszymy się z tego, że odnieśliśmy zwycięstwo i to też bardzo ważne – nie straciliśmy bramki.

Michał Żyro:

Wychodzą jeszcze mankamenty związane z tym, że cały czas się poznajemy. Mimo że ćwiczymy grę od tyłu na treningach i wygląda ona coraz lepiej, to wygląda to dobrze do pola karnego, jeśli chodzi o kreowanie sytuacji, ale już taka inwencja twórcza, która jest w czasie minięcia pola karnego i te detale, które później każdy zawodnik musi indywidualnie pokazać, to jeszcze kuleje. Dlatego taki wynik.

Zobacz również: 80 lat Wieczystej Kraków – jak to wszystko się zaczęło

Komentarze

Na temat “Wisła Kraków liderem, choć to dla niej jedyna dobra informacja