¡Que partidazo! #14 Skreślanie gigantów było błędem

Karim Benzema
Karim Benzema PressFocus

Pamiętacie jeszcze, że Atletico po 19 rozegranych kolejkach miało na koncie rekordowe 50 punktów i pewnie zmierzało po mistrzostwo? Przewaga stopniała niczym śnieg, a pod nim chowały się wszelkie niedostatki zespołu Simeone. Ostatnie kolejki, jak odwilż, zaprezentowały je całej lidze, a ze słabości rywala zamierzają skorzystać dwaj giganci skazywani niedawno na pożarcie.

Dwa oblicza Luisa Suareza

Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby Luis Suarez pozostał w Barcelonie, dziś Duma Katalonii miałaby wystarczającą przewagę, by odliczać tygodnie do koronacji na mistrzów kraju. Urugwajczyk nastrzelał mnóstwo bramek. Jednakże, już w poprzednich sezonach potrzebował on kogoś, kto weźmie na siebie odpowiedzialność za gole, jeśli ten będzie miał swój gorszy dzień. A choć to napastnik wybitny, to z wiekiem takich dni pojawiało się coraz więcej. W siedmiu ostatnich kolejkach Atletico pięciokrotnie gubiło punkty. W pięciu z tych spotkań Suarez zdobył bramkę tylko w rywalizacji z Realem Madryt. Ofensywa Rojiblancos jest w pełni zależna od formy 34-letniego napastnika. W pierwszej połowie sezonu częściej tę odpowiedzialność brali na siebie inni, jak Yannick Carrasco, który zagwarantował zwycięstwo z Barceloną, czy Thomas Lemar, notujący ostatnio dość ciche tygodnie. Rekordowe posiadanie piłki na nic się nie zdało, bo Atletico zwyczajnie nie zagrażało bramce rywala.

W buty Leo Messiego nie chce wejść Joao Felix. A przecież Portugalczyk dzięki swojej kreatywności powinien rozstrzygać takie mecze, jak ostatni bezbramkowy remis z Getafe. Portugalczyk skierował nawet piłkę do siatki. Gol nie mógł zostać jednak uznany przez to, że dośrodkowujący Marcos Llorente podawał już zza linii końcowej. Poza tą sytuacją – mizeria. Cóż, jeśli Suarez nie ma na boisku partnera, to może choć zastępcę?

Tu ostatni mecz z Getafe może być akurat promyczkiem nadziei. Diego Simeone dał bowiem Moussie Dembele pół godziny. Francuz, co prawda, sprokurował niemal rzut karny – a mówiąc wprost, błąd popełnił arbiter, tego karnego nie dyktując – i zmarnował dogodną okazję, ale dał Atletico to, czego zespół potrzebował. Mowa tu o ruchliwości i stwarzaniu zagrożenia pod bramką rywala. Na Chelsea to może, rzecz jasna, nie wystarczyć. Jednakże, jeśli Diego Simeone chce liczyć na Luisa Suareza, w którymś z najbliższych meczów ligowych musi go “zluzować”.

Królewskim brakowało jakości, ale pokazali ambicję

To, co nie udało się Atletico, osiągnął rywal zza miedzy. Jak Los Colchoneros niemiłosiernie męczyli się z Getafe, tak Real Madryt długo nie był w stanie sforsować defensywy Elche. Ba, Królewscy byli nawet w gorszej sytuacji, bo musieli odrabiać straty. I tu pelerynę superbohatera założył Karim Benzema. Francuz zanotował dublet, w tym piękne uderzenie wolejem słabszą nogą na wagę trzech punktów. Atletico nie zachwyca? Real też nie. W zespole Królewskich jest jednak kilku zawodników – z Benzemą na czele – którzy są w stanie zdobyć bramkę z niczego. A tego podopiecznym Simeone brakuje od dobrych kilku tygodni.

Show Messiego

I wtedy wchodzi ona, cała na bordowo-granatowo. Gdyby robić ranking sił ekip La Ligi, w tym momencie Barcelona byłaby bezapelacyjnie na jego szczycie. Jedyna niepokonana drużyna w tym roku kalendarzowym, grająca też najskuteczniejszy i najładniejszy futbol, dowodzona przez Messiego w świetnej formie. Przypuszczam, że jeszcze jesienią Blaugrana, mając szansę na nadrobienie strat do Atletico w meczu zamykającym kolejkę przeciwko czerwonej latarni ligi, zgubiłaby punkty. Po spotkaniu dyskutowałoby się o kolejnym błędzie Lengleta czy Minguezy, a także narzekałoby się na kolejny bezbarwny mecz Griezmanna.

Podopieczni Koemana nauczyli się jednak stawiać czoła presji. Mając w pamięci kilka ostatnich edycji Ligi Mistrzów, to właśnie może być najważniejszym osiągnięciem holenderskiego trenera. W 12 ostatnich kolejkach Barcelona straciła punkty raz, remisując z Cadizem. Ta seria pozwoliła Blaugranie skończyć ze skomplikowanymi obliczeniami w stylu: gracze Simeone mają przewagę dziesięciu oczek i dwa zaległe mecze, a my jeden. Po wysokim triumfie Barcelony nad Hueską, o którym szerzej piszę niżej, cała wielka trójka ma na koncie tyle samo spotkań. Z dwucyfrowej przewagi Los Colchoneros zrobiły się marne cztery punkty. Jako, że Barcelonie pozostało skupić się na rozgrywkach ligowych, nie boję się przyznać, że to ona wyrasta w moich oczach na faworyta do odzyskania mistrzostwa Hiszpanii.

Całość tekstu znajduje się na Primeradivision.pl. Tam wybrano dodatkowo Partidazo, evento, jugador oraz golazo minionej kolejki. Sprawdź aktualną tabelę La Liga, by być na bieżąco!

Komentarze