Porozmawiajmy o Katarze

Al Thumama Stadium
PressFocus Na zdjęciu: Al Thumama Stadium

Igrzyska. Sto pięćdziesiąt dni igrzysk.

Jest mądrzejszy niż myślałem.

Zawsze ceniłem ten dialog z “Gladiatora”. Jeśli nie pamiętacie, jest to dialog dwójki senatorów o nowym Cezarze, Kommodusie. Senatorzy znają liczne, przyziemne problemy rzymskiej ulicy. Kommodus ignoruje przyziemność, zamiast tego chcąc dać najdłuższe, najbardziej efektowne igrzyska w dziejach Rzymu.

Jest w tym dialogu współczesny – a pewnie odwieczny – dylemat. Mianowicie: rozwiązywać palący problem? Czy wystawić tak spektakularne, tak krzykliwe widowisko, że nie będzie czasu myśleć o palących problemach?

To pytania dla mądrzejszych, ja jednak chciałbym zwrócić uwagę na jedno: że nawet w powiedzeniu “chleba i igrzysk”, to chleb jest przed igrzyskami. Chleb, który – jak to w powiedzeniach – występuje tu w szerszym kontekście. Jest symbolem zapewnienia najbardziej podstawowych potrzeb, a więc również bezpieczeństwa. Z tej perspektywy sytuacja wygląda tak:

Chleba w Ukrainie nie ma. A świat sposobi się do spektakularnych igrzysk we współpracy z ewentualnymi pomagierami tego, który chleb Ukrainie zabrał.

  • Spotkanie ministrów sportu Rosji i Kataru. Propaganda czy fakt?
  • Stanowisko Kataru w sprawie wojny w Ukrainie
  • Szykując się do mundialu hańby

Ministrowie Kataru i Rosji – spotkanie rychło w czas

To, co na drugim, a nawet trzecim planie, lubi mieć czasem pierwszoplanowe zdarzenie. Tak jest bez wątpienia dzisiaj w kwestii zbliżenia ministerstw sportu Rosji i Kataru.

Na rosyjskim portalu “Championat” możemy przeczytać (w wolnym tłumaczeniu”):

“Rosja i Katar podpiszą dwustronną umowę o współpracy w dziedzinie sportu. Oleg Matytsin spotkał się ze swoim odpowiednikiem, Salahem bin Ghanim Al-Alim. Strony dyskutowały o perspektywach rozwoju dwustronnej współpracy sportowej, a także wymieniały się doświadczeniami i najlepszymi praktykami w zakresie kultury fizycznej i sportu obu państw (…) Podczas spotkania strony omówiły także przygotowania do mistrzostw świata FIFA 2022 w Doha (…) Efektem spotkania było porozumienie stron w sprawie zakończenia prac nad koordynacją międzyresortowego memorandum o rosyjsko-katarskiej współpracy w dziedzinie kultury fizycznej i sportu”.

Rozumiem, że za znaczącą część powyższej treści odpowiada rosyjskie ministerstwo sportu. A w tym momencie wszystkie rosyjskie ministerstwa są zarazem w pewnym stopniu ministerstwami propagandy. Ale jeśli, akurat teraz, podobne spotkanie miało miejsce, to spróbujmy odrzeć je z kitu:

Zamiast współpracy sportowej, współpraca w sportwashingu. Zamiast doświadczeń i najlepszych praktyk w zakresie kultury fizycznej, doświadczenia i najlepsze praktyki w kupowaniu mundiali i korumpowaniu FIF”.

W Ukrainie spadają bomby, wojna cały czas eskaluje, giną cywile, podczas gdy tutaj rosyjski minister sportu debatuje nad współpracą ze swoim katarskim odpowiednikiem – debatuje, nie miejmy złudzeń, raczej nie nad wyższością 3-5-2 nad 4-4-2, tylko nad skutecznymi metodami prania wizerunku przez sport, w czym oba kraje zostawiły konkurencję o długość.

Czy zachód byłby w stanie zareagować?

Powiem wam tak: waham się pomiędzy dwoma nadziejami. Pomiędzy nadzieją, że cała historia o spotkaniu to kolejna macka rosyjskiej propagandy. Oznaczałoby to bowiem, że Katar, jednak, w momencie bombardowania szpitali pediatrycznych, nie siedzi przy kawie z Rosjanami. Ale też jest druga nadzieja – że to prawda. I Katar będzie sobie układał z Rosją relacje. Co zwiększyłoby presję na FIFA. Aż do potencjalnego wykipienia.

Wyobraźcie sobie taki ciąg zdarzeń: Zachód, jak do tej pory, atakuje Rosję sankcjami, wykluczeniami. Oczywiście, nie wszystko jest wszędzie dopięte, ale to wciąż na tyle zorganizowany i spójny front, że nawet FIFA ugięła się i wyrzuciła Rosję z baraży.

A tymczasem, przed ten wspólny front, wchodzi Katar, cały na biało.

Katar, za kilka miesięcy stanowiący centrum świata sportowego, i mniej lub bardziej otwarcie w tym czasie manifestując normalne relacje z Rosją.

Nie musi zresztą ich manifestować: wystarczy, że będzie je posiadać. Każdy będzie mógł w Rosji wskazać: zobaczcie, ten kraj normalnie żyje z Rosją, a jest w społeczności międzynarodowej. Ba, nawet sobie zorganizował mundial, odwiedziło go pół świata.

Taka postawa Kataru nie anulowałaby wszystkiego, co zrobił świat piłki, sportu. Ale stanowiłaby poważną wyrwę we wspólnym froncie. Wyrwę, która powstała dzięki decyzjom – a także takim drobnostkom jak zgnilizna moralna i podatność na korupcję – FIFA. Jeśli mundial byłby zorganizowany w kraju nawet nie przyjaciół Rosji, ale tych, którzy budują z nimi normalne relacje – to jest kolejna gigantyczna kompromitacja FIFA.

Katar może okazać się ważnym graczem tak od strony sportowej, jak nie tylko w całej tej układance – by wspomnieć choćby sprawy energetyczne. Z dużą ciekawością sprawdziłem więc jak do tej pory ustosunkowali się do wojny. Katar potępił agresję. Poparł niepodległość i suwerenność Ukrainy – tu warto pamiętać, że są tacy, którzy potencjalnie byliby chętni odmówić niepodległości i suwerenności samego Kataru, więc to w dużej mierze poparcie kluczowej dla siebie agendy. Biden w styczniu 2022 w Kongresie włączył Katar do grona głównych partnerów NATO, nie będących oficjalnie w sojuszu (za New York Times). To nie są tylko słowa, bo taki status ma oficjalnie tylko siedemnaście innych państw, w tym Japonia czy Australia. Szejk bin Hamad Al Thani 31 stycznia odwiedził Waszyngton, a Biden dziękował mu za pomoc logistyczną przy wycofywaniu się z Afganistanu. Z drugiej strony, katarskie władze miały 22 lutego otrzymać list od samego Putina, zapewniający o potrzebie zacieśnienia współpracy. Europa zwraca się właśnie mocno do Kataru w sprawach energetycznych – Luigi di Maio, włoski minister spraw zagranicznych, w sobotę negocjował na miejscu sprawę nowych dostaw. Jednocześnie w dniu wybuchu wojny katarskie władze stwierdziły, że nikt nie jest w stanie zastąpić Rosji jako głównego dostawcy Energii do Europy.

Powiedzieć, że sprawa jest złożona, to nic nie powiedzieć.

Katar gra tu prawie rolę panny na wydaniu.

A teraz przypomnijmy sobie, dlaczego o mundialu w katarze było głośno jesienią przez pryzmat kolejnych protestów. Pal licho udokumentowane kupienie mundialu. Katarski mundial to przede wszystkim oswojona, liczona w setkach – według Guardiana – śmierć na budowach stadionów. Do tego w zasadzie prawnie umocowane niewolnictwo pracowników z krajów trzeciego świata. Zatrzymania dziennikarzy, którzy pisali o tych sprawach. Pokazowe procesy. Deptane prawa człowieka. Muszę przypominać, że inny delegat katarskiego sportwashingu, Nasser Al-Khelaifi, wczoraj krzyczał do arbitrów per “zabiję cię”? Że szwajcarska prokuratura chciałaby go wsadzić do więzienia za przekręty przy sprzedaży praw TV?

To już będzie mundial hańby. Mundial na krwi wielu zwykłych robotników. Mundial osadzony na korupcji i sportwashingu. A teraz jeszcze potencjalnie mundial tych, którzy w sumie nie mają większego problemu z wywoływaniem prze Rosję wojny.

Czy to pójście w poprzek sankcjom Zachodu by wystarczyło, żeby świat piłki przemówił wobec Kataru jednym głosem? Czy też nie? Czy jednak znowu tak bardzo zobaczymy, że wielki sport zawsze jest jedną nogą w polityce? Po takiego ruchu, odebrania mundialu Katarowi, pewnie nie poparłaby dzisiaj kluczowa w sprawie sankcji Ameryka, bo Katar ma większą rolę do odegrania w energetyce?

Co mam wam powiedzieć.

Świat jest złożonym miejscem. Na które tylko próbujemy nałożyć proste, czarno-białe wytłumaczenia, by wypracować sobie chociaż złudzenie jego zrozumienia.

Presja ma znaczenie

Jestem za tym, by sport stanowił w tym momencie kolejny zdecydowany sposób nacisku. Nawet jeśli to nacisk pośredni, to jednak, w połączeniu ze wszystkim innym, odczuwalny. Pozostawiający poczucie wykluczenia ze środowiska. Siejący ferment w duszy społeczeństwa.

Mam poczucie, że z punktu widzenia Ukraińców, gdyby potwierdziło się, że Katar utrzymuje z Rosją normalne relacje, to wtedy bajecznie piękne, ale puste stadiony byłyby pewnym źródłem satysfakcji. Symbolem. A w świat wysłano by sygnał: nie tylko Rosja jest trędowata, ale także ci, którzy chcą oswajać jej wizerunek. Bo to wizerunek zbrodniarzy wojennych.

Granie na tych stadionach byłoby natomiast pluciem ofiarom wojny w twarz.

Katar wyłożył kolosalne pieniądze na to, by mundial do siebie ściągnąć. To potężna, rozliczona na lata operacja. A jednak – nie mają siły, żeby sprowadzić do siebie drużyny, jeśli te nie będą chciały grać. Jeśli doszłoby do zmasowanego bojkotu – nie zrobią nic. FIFA jest słabsza niż kiedykolwiek. Właśnie jak nigdy musi się tłumaczyć z tego, z kim współpracowała. Od kogo brała pieniądze. Komu wizerunek prała. Nawet ona, tak głęboko siedząca w kieszeni GAZPROM-u, właśnie zmuszana jest do nagięcia. Potrafię sobie wyobrazić, że przy wspólnym froncie, mimo siedzenia jeszcze głębiej w kieszeni Kataru, mundial by przeniesiono. Do jednego ze stu miejsc, gdzie równie dobrze mógłby się odbyć.

A zresztą, nawet gdyby w ogóle się nie odbył? Mundial to tylko igrzyska Kommodusa. Jeśli w ogóle miałby się nie odbyć, też nic by się nie stało. Naprawdę – nic. Nawet futbol zapełniłby tę pustkę. Ma zazwyczaj czym żyć jesienią. A jeśli brak mundialu miałby być początkiem poważnej walki ze sportwashingiem czy zgnilizną FIFA – gra jest warta świeczki. Jeśli brak mundialu w jakikolwiek sposób mógłby stanowić presję na Rosji i tych, którzy jej podają rękę – to nawet nie ma o czym mówić, wiadomo co warto.

Oczywiście nie mam złudzeń i szansę na to, że mundial w Katarze się nie odbędzie, oceniam na bliskie zeru. Pozostanie wstręt, niesmak. Niezwykłe, wyjęte z science-fiction stadiony, które symbolicznie będą kontrastować ze wszystkim, co mają przykryć, stanowiąc tym samym idealny pomnik płynnych prawd nowoczesności, w której żyjemy.

LESZEK MILEWSKI

Komentarze