Awantura o spadek. Zagłębie na krawędzi

Piotr Stokowiec
Piotr Stokowiec Na zdjęciu: Piotr Stokowiec

Jeśli spojrzeć na spadki Zagłębia Lubin, wyłania się z nich pewien schemat. Schemat, pod który podpada i tegoroczna drużyna Piotra Stokowca.

  • Historie spadków Zagłębia – wspólne tony
  • Zima Zagłębia – miało być spokojnie
  • Stokowiec – wielki przegrany, ale nie jedyny
  • Katharsis w Lubinie – ku pokrzepieniu serc

Sezon 02/03, Zagłębie prowadzi Adam Nawałka. Wzmocnieni szeregiem drogich graczy Miedziowi w pierwszej kolejce wygrywają 5:0 z Pogonią. Według Arkadiusza Klimka, Nawałka miał wejść po tym meczu i powiedzieć: “Jeśli ktoś zadowoli się mistrzostwem Polski, to niech wyjdzie z szatni”.

O czym myślał Nawałka? Już o Lidze Mistrzów? Opowiedzieć nie zdążył, bo w kolejnych dziewięciu kolejkach Miedzowi zrobili pięć punktów, Nawałka wyleciał. Drużyna, mimo graczy takich jak Moskalewicz, Drumlak, Marek i Bogdan Zającowie, Brasilia, spadła z ligi. Ja dobrze pamiętam ten zespół. Słowa Nawałki ciut na wyrost, ale rzeczywiście, po mocnym transferowym lecie i wejściu w ligowy sezon z drzwiami, była pompka wśród ekspertów. Na koniec mówiło się:

Jak oni mogli spaść z takim składem. Problemy problemami, ale jak mogli z takim składem.

Sezon 13/14. Miedziowi grają pod barwnym pseudonimem “Lubin Shore”. Szatnia stanowi grząskie bagno, są wyskoki kibiców. Ale na pewno pieniędzy nie brakuje: szereg obcokrajowców, Rakelsów, Bertilssonów, Jeżów, Dziniciów, Rodiciów, Godalów, którzy przecież nie przyjechali do Lubina, bo tak im się podoba wieża cisnień z Parkowej. Z Polaków wielu młodych zdolnych – pierwsze kroki Piątka, Jagiełły, Jacha, Kubickiego. Może za wcześnie, ale kipi potencjałem. Są też ligowcy jak Rymaniak, Janoszka, Błąd, Piech, są Guldan czy Papadopulos. I znów, problemy problemami, tocząca szatnię zgnilizna zgnilizną, ale patrząc na papier można zadać pytanie:
Jak oni mogli spaść z takim składem.

Nie wiem jak było w sezonie 87/88, podczas zamierzchłego, pierwszego spadku Zagłębia. Ale patrzę na papier i widzę kilka klubowych legend, a nawet kadrowiczów. Znowu można pytać. O to samo, najwyraźniej znajdujące się w klubowym DNA pytanie.

Jeśli obecna drużyna spadnie, sezon 21/22 będzie mógł przybić piątkę z powyższymi. Bo nie ulega wątpliwości, że przeglądając sam Skarb Kibica, szczególnie ten przygotowany na wiosnę, raczej nie pachniałoby spadkiem lubinian. Ale papier wszystko przyjmie.

Wynika jednak z tego też, że Zagłębie NIGDY nie spadło w okolicznościach, jakie znają praktycznie wszyscy inni spadkowicze. Czyli zrzutka na prąd i piłki, bo nie ma pieniędzy. Wśród piłkarzy, dwóch kiedykolwiek kopnęło prosto piłkę. Innymi słowy: Zagłębie nigdy nie spadło wtedy, gdy wróżono mu spadek, bo brak pieniędzy, bo mizerny potencjał. Takie katastrofy, jakiej widmo właśnie krąży nad Lubinem, wyglądają jak stały element rytmu Miedziowych. Choć naturalnie nie musi to uspokajać. Bo pokazuje marnowanie możliwości Lubina, które jakie są – choćby finansowe, raczej częściej niż rzadziej – wszyscy wiedzą.

OŚMIESZENI

Dwie szybko stracone bramki. Nie tak się umawialiśmy – powiedział wczoraj w przerwie Filip Starzyński i Istotnie, wątpię, by taki był plan na mecz, by otwierać autostradę do własnej bramki, a sympatycznemu, ale średniemu ligowcowi jakim jest Darek Pawłowski, urządzać benefis. Kiedyś Tomek Wieszczycki opowiedział mi, że na jednym z jego meczów w Legii byli skauci z zachodniego klubu, ale choć zagrał najlepiej w sezonie, wyjechali z niesmakiem, bo uznali, że mecz był ustawką, by podbić cenę za Wieszcza. Tak byłoby z wczorajszym meczem Pawłowskiego, gdyby odbył się w latach 90-tych.

Możemy się przerzucać faktami dotyczącymi Zagłębia. Począwszy od tego, że cóż wymowniejszego, niż mecz na finiszu sezonu, mecz o wszystko, a Miedziowi po kwadransie przegrywali 0:2, choć powinni 0:3. Można dodać, że mają najwięcej porażek w lidze. Czy to, że dziesięć razy w sezonie tracili minimum trzy gole w meczu. Czy to, że stracili już 54 bramki, więcej niż Łęczna i Termalica. Czy to, że tracące najwięcej bramek w lidze zespoły nie utrzymują się w rozgrywkach: Podbeskidzie, ŁKS, Zagłębie Sosnowiec, Termalica, Łęczna, Podbeskidzie, Zawisza…

To wszystko prawda, ale nabiera czarnych barw w kontekście. Kontekście, który stanowi Stal Mielec, inny zespół, który aktualnie robi co może, by spaść. Stal Mielec bowiem:

  • Zimą mocno się osłabiła, nie potrafiąc zatrzymać Piaseckiego, ale też tracąc choćby De Amo i to na rzecz Górnika; sprawa Hinokio osobna, ale też wymowna
  • Transfery do klubu późne i desperackie, choćby trenujący indywidualnie od miesięcy Zawada, który w zasadzie z miejsca wchodzi do składu, bo Stal nie ma żadnego napastnika w kadrze

A Zagłębie dla porównania?

  • Powrót duetu Burlikowski-Stokowiec, związanego z ostatnim sukcesem Lubina; z miejsca zatrzyk olbrzymich nadziei w całe środowisko
  • Wiele poważnie wyglądających transferów, tak z zzagranicy, jak z Polski; trudno było kwestionować CV Scekicia, nieźle wyglądał Dolezal, był powrót Hinokio, byli inni; obiecująco wyglądał transfer Ławniczaka, za mocny ruch uznano przenosiny Kopacza.

W tym kontekście spadek Stali byłby może roztrwonieniem przewagi uzyskanej jesienią, ale też przewagi zrobionej na przekór wszystkim. Spadek Zagłębia byłby paleniem pieniędzmi w piecu, bo wydano bardzo dużo, by ligę uratować.

Co więcej, wydawało się, że te pieniądze wydano nieźle. Stokowiec po meczu z Górnikiem mówił: – W przerwie zimowej sprowadziliśmy kilku zawodników, którzy mieli odmienić drużynę, lecz chyba jeszcze nie wszyscy w pełni zdołali się zaaklimatyzować i przystosować do warunków tej ligi. Piłkarze pokazali nie raz, że potrafią dobrze grać czy zagrać na 0 z tyłu. Widzę też po głowach piłkarzy, że niektórzy zawodnicy nie wytrzymują tej presji w walce o utrzymanie. Niektórzy są w takiej sytuacji po raz pierwszy w swojej karierze.

Cóż, jest w tym nuta rozsądku. Ale też nie uniknie odpowiedzialności – to jego rolą jest tak poskładać ten zespół, by gotowy do walki o utrzymanie był. Narzędzia, by utrzymać ligę, Stokowiec na pewno dostał, i to takie jak chciał. Wymówek na pewno nie będzie, ale nie do końca w takim kontekście czytam powyższą wypowiedź.

NIE SAM STOKOWIEC

Stokowiec będzie wielkim, może największym przegranym, jeśli Zagłębie spadnie. Jego reputacja zaliczy wielki cios, choć przed chwilą, po Lechii, miał bardzo mocne notowania. Ale nie można też pozwolić, by Stokowiec przykrył cały horyzont.

Ewentualny spadek Zagłębia mógłby być nielogiczny z punktu widzenia Skarbu Kibica, ale szerzej? Patrząc na to, co działo się w klubie?
Jakim kuriozum letnim były wybory trenera? Ile punktów Zagłębiu zabrano tym, że Dariusz Żuraw został trenerem 16 lipca? Na tydzień przed startem ligi? Choć było wiadomo dużo wcześniej, że Sevela odchodzi? Nie wiem wszystkiego, co wpłynęło na takie opóźnienie, ale było to skrajnie nieodpowiedzialne. Zmyliło ich to, że Zagłębie było o wygraną z Wisłą Płock od europejskich pucharów? Zlekceważyli problemy?

Potem odbyła się kuriozalna konferencja Artura Jankowskiego. Nie wiem co w niej było zabawniejsze. Czy odejście od celów sportowych do Pro Junior System. Czy jakieś sztuczne widełki o 70% piłkarzy poniżej 25 roku życia, w tym czterech w składzie. Jankowski nie zakładał okoliczności odejścia od tej koncepcji, na szczęście Zagłębie widziało możliwość odejścia Jankowskiego.

Oczywiście powtórzę: Stokowiec dostał narzędzia. Ale w mało którym klubie w minionym roku panował taki bałagan. Dodajmy do tego szereg fatalnych transferów już latem i widzimy wniosek:

Wydaniem dużych pieniędzy w jednym okienku możesz się już nie obronić. To samo zrobiła przecież zimą Termalica. W zasadzie rokrocznie ostatnio wśród spadkowiczów znajdujemy kogoś, kto zmobilizował się zimą, a jednak się nie utrzymał. Liga naprawdę robi się coraz bardziej konkurencyjna i hołduje przemyślanym projektem. Znacznie biedniejsza, ale bardziej przemyślana koncepcyjnie Warta jest tego dowodem.

JAK TO JEST Z TYM KATHARSIS

Przy każdym spadkowym sezonie Zagłębia, o następnym mówiło się “katharsis”. I zauważyliście, że największe sukcesy Zagłębie przypadały na niedługo po spadku?

  • 1987/1988, spadek: wicemistrzostwo i mistrzostwo w latach 1990 i 1991.
  • 2002/2003, spadek: brązowy medal i mistrzostwo w 2006 i 2007.
  • 2013/2014, spadek: brązowy medal w 2016, potem najlepszy pucharowy występ, pokonanie Partizana.

Czy postawiłbym cokolwiek na to, że scenariusz się powtórzy? Nie. Bo historia nie gra. Nie musi być to jednak jedynie historyjka ku pokrzepieniu serc. W Lubinie sami najlepiej wiedzą, ile w tym ziarnie prawdy.

Leszek Milewski

Komentarze