Fulham Kenny Tete Bobby De Cordova-Reid
Fulham Kenny Tete Bobby De Cordova-Reid PressFocus

Telegram z Wysp: United nie chcą mistrzostwa, a Fulham spadku

Jeszcze nie tak dawno zastanawialiśmy się, czy Czerwone Diabły to jedyny przeciwnik City w walce o końcowy sukces. Próbowaliśmy wytypować także ostatnią trójkę, z której dwie drużyny znaliśmy już od dłuższego czasu. Teraz już jesteśmy pewni – Manchester United na własne życzenie zrezygnował z wyścigu o tytuł, natomiast The Cottagers ostatkiem sił próbują wydostać się ze strefy spadkowej.

Porażka z Sheffield United i remis z West Bromwich Albion – podopieczni Ole Gunnara Solskjaera mają zadziwiająco duży problem ze zdobywaniem punktów w rywalizacji z najsłabszymi. W poprzednim sezonie ekipa z Old Trafford musiała uznać wyższość takich ekip jak Newcastle, Bournemouth, Watford czy Burnley. Każdy może przegrać z każdym, co niemal rok temu udowodnił prawie niepokonany Liverpool w starciu z Szerszeniami, jednak w przypadku United skłonność do kontroli nad boiskowymi wydarzeniami zdecydowanie niżej notowanym rywalom jest zatrważająca. Nie brakuje opinii, że to właśnie w pojedynkach z outsiderami gromadzi się oczka potrzebne do ostatecznego triumfu w ligowym maratonie. Jedno jest pewne – jeżeli nie wygrywasz z najgorszymi, w kluczowym momencie może zabraknąć.

Geneza niepowodzeń

Znamy problem, jednak nie znamy jego przyczyny. Pojawiają się głosy, że Manchester to drużyna, która nie ma mentalności zwycięzców. Tej opinii przeczą wszystkie spotkania, w których Czerwone Diabły odrabiały straty. Na korzyść tej tezy nie przemawia także starcie z Southampton – nieprzerwane ataki i dziewięć goli to doskonały dowód na posiadanie “zwycięskiego genu”. Z drugiej strony 20-krotni mistrzowie od dłuższego czasu nie radzą sobie w starciach z przedstawicielami starej top six. W obecnych rozgrywkach United zanotowali cztery bezbramkowe remisy. Goli nie oglądaliśmy w meczach przeciwko Arsenalowi, Liverpoolowi, Chelsea i rywalom zza miedzy.

Właśnie wtedy, gdy przeciwnik wymaga “czegoś więcej”, Red Devils gasną, co w połączeniu z wpadkami w pojedynkach z reprezentantami dolnych rejonów tabeli, zdecydowanie utrudnia walkę o tytuł. Silni przeciwko słabym, zdeterminowani w rywalizacji z najlepszymi. Chociaż pierwsza połowa tego hasła nie budzi pozytywnych skojarzeń, drużyna prowadzona przez norweskiego szkoleniowca musi się nim kierować. W innym przypadku o końcowym sukcesie trudno nawet marzyć.

Może to efekt braku koncentracji w kluczowych momentach? Niewątpliwie. Jednak umiejętność nieprzerwanego skupienia to w dużej mierze kwestia indywidualnego podejścia każdego z graczy. Nawet najlepsze odprawy taktyczne i wzniosłe przemowy w szatni nie przyniosą spodziewanego skutku, gdy na murawie myśli zawodników uciekają daleko od bieżących wydarzeń. Niestety, liczba takich sytuacji regularnie wzrasta. W jednym meczu błąd popełni de Gea, w innym Tuanzebe, tydzień później o kryciu zapomni Maguire, a do pustej siatki nie trafi Martial. W międzyczasie futbolowym światem wstrząśnie kolejna transferowa afera z udziałem Pogby i o koncentracji Francuza możemy zapomnieć. Jeżeli miałbym wskazać tylko jedną przyczynę niepowodzeń United, z pewnością wybrałbym ogromne problemy jednostek ze skupieniem się na boiskowych wydarzeniach.

The Great Escape

Mistrza już znamy, spadkowiczów najprawdopodobniej też. Na heroiczną ucieczkę spod gilotyny w wykonaniu Shieffield już nie mamy co liczyć, podobnie jak realizację strażackiej misji Big Sama na The Hawthorns. Iskierka nadziei tli się jeszcze w zachodniej części stolicy. Niemałą w tym zasługa Newcastle, które w styczniu zdobyło tylko sześć punktów i pozwoliło uwierzyć Fulham w możliwość wydostania się z rwącej rzeki, która uchodzi do oceanu Championship. Jeżeli The Cottagers wygrają w starciu z Burnley, ich strata do Srok zmniejszy się do czterech oczek.

Udział The Toons w marzeniach Fulham jest zauważalny, jednak nie sposób pominąć być może najważniejszego czynnika, czyli pracy Scotta Parkera. Na początku zachwycaliśmy się wyłącznie niesamowicie elegancką prezencją osobistą byłego piłkarza, a dzisiaj do nienagannego wyglądu możemy dołączyć także kilka, a może nawet kilkanaście oczek. Notowania szkoleniowca stołecznej ekipy byłyby zdecydowanie wyższe, gdyby jego podopieczni wygrali przynajmniej jedno ze spotkań o sześć punktów. Okazja na rehabilitacje już w środę – The Cottagers zmierzą się z Burnley. Trzy dni później dna Craven Cottage przyjedzie Sheffield United, a w następnej kolejce beniaminek sprawdzi dyspozycję Crystal Palace. Niewykluczone, że to właśnie wspomniane spotkania zaważą o losie Fulham.

Zbyt dużo niewiadomych

Niezależnie od scenariusza, jaki czeka ekipę Scotta Parkera, warto wyróżnić przynajmniej jedną postać i zauważyć jedną, niestety niepokojącą kwestię. Zacznijmy od jasnej strony mocy, którą reprezentuje nowy nabytek londyńczyków i bohater tej serii gier, Josh Maja. Piłkarz, którego możecie kojarzyć z serialu “Sunderland ‘Til I Die”, nie zrobił zachwycającej kariery w Bordeux, jednak dziewięciu trafień w Ligue 1 nie odbierze mu nikt. Być może to właśnie młodzieńcza krew reprezentanta Nigerii pozytywnie wpłynie na wyniki osiągane przez Fulham? Jeżeli dublet w starciu z Evertonem nie będzie jednorazowym wybrykiem 22-letniego napastnika, wypożyczenie może zamienić się w transfer definitywny.

No właśnie, wypożyczenia. W kadrze The Cottagers znajduje się aż siedmiu zawodników, którzy w czerwcu wrócą do swoich macierzystych klubów. Co ciekawe, cała siódemka wystąpiła w podstawowym składzie w starciu z The Toffees. Areola, Andersen, Loftus-Cheek, Lemina, Lookman, Aina i Maja – jeżeli tych piłkarzy zabraknie, Fulham po prostu przestanie istnieć. A jeżeli jakimś cudem zdoła utrzymać się przy życiu, poziom sportowy będzie nieporównywalnie niższy. W kilku przypadkach w umowie zawarto możliwość wykupu za odpowiednią kwotę, jednak przy nazwiskach Andersena, Lookmana czy Loftusa-Cheeka takiej opcji brakuje. Wiele zależy od możliwości finansowych stołecznej drużyny, a także zdolności negocjacji z właścicielami kart wspommianych graczy. Nie bez znaczenia jest także wola bohaterów ewentualnych transakcji – z pewnością nie każdy zamierza wyobraża sobie kontynuację kariery na zapleczu Premier League.

Wydarzenie kolejki: czyste konto Kepy, przełamanie Wernera

Thomas Tuchel jest cudotwórcą. I to podwójnym. Niemiec postawił między słupkami wyszydzanego Kepę Arrizabalagę, a ten, po raz drugi z rzędu, odwdzięczył mu się czystym kontem. Baskijski golkiper zaliczył cztery udane interwencje i zyskał ogromne pokłady wiary we własne umiejętności. Pewność siebie stała się udziałem także Timo Wernera, który po raz ostatni di siatki ligowego rywala trafił w 8. kolejce. Zwycięzców spotkania z Newcastle jest czterech: Chelsea, Kepa, Werner i Tuchel.

Rozczarowanie kolejki: postawa defensywy Liverpoolu

Problemy The Reds znamy już wszyscy. I do tych problemów zdążyliśmy się przyzwyczaić, co wyklucza nadmierną ekscytację kolejnymi wybrykami szyków defensywnych mistrzów. Niestety, w potyczce z Leicester obrona ekipy Jurgena Kloppa wspięła się na wyżyny nieporadności, o czym świadczy nie tylko sposób, w jaki padły wszystkie trzy bramki, ale także czas, w jakim Lisy zgromadziły cały swój strzelecki dorobek. Maddison 78′, Vardy 81′, Barnes 85′ – siedem minut tragedii Liverpoolu. Nad przebiegiem każdej z akcji nie należy się rozwodzić – to po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy.

Bohater nieoczywisty: Emiliano Martinez

Gdyby nie rozstanie z Arsenalem, Premier League mogłaby nigdy nie przekonać się o talencie, jakim dysponuje Argentyńczyk. A jest on ogromny, jednak na jego rozkwit musieliśmy poczekać kilka długich lat. W rywalizacji z Mewami z Brighton Emiliano Martinez zanotował aż dziewięć udanych interwencji. Podobnie jak w przypadku błędów defensywy Liverpoolu, tak i tutaj nie powinniśmy się rozpisywać. Wyczyny 28-latka najlepiej ocenić samemu.

Komentarze

Na temat “Telegram z Wysp: United nie chcą mistrzostwa, a Fulham spadku