Roberto Firmino
Roberto Firmino fot. Grzegorz Wajda

Liverpool jakby na środkach nasennych, ale zrobił swoje

Liverpool FC nie bez kłopotów pokonał w sobotnim spotkaniu angielskiej ekstraklasy Sheffield United 2:1 (1:1), odrabiając straty. Tym samym po dwóch meczach bez wygranej w Premier League podopieczni Juergena Kloppa wrócili na zwycięski szlak.

Czytaj dalej…

Liverpool FC do swojej potyczki przystępował po wygranej w środku tygodnia z AFC Ajaxem. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego mogło się wydawać, że ekipa z Anfield Road odnotuje kolejne spokojne zwycięstwo. Rzeczywistość była jednak taka, że rywale The Reds zaprezentowali się na tyle solidnie, że Liverpool miał z nim kłopoty.

Pierwsi niespodziewanie bramkę zdobyli goście, gdy po faulu Fabinho we własnym polu karnym “jedenastkę” wykorzystał Sander Berge. Sheffield jednocześnie od 13 minuty prowadziło. Na jednobramkowym prowadzeniu goście nie chcieli poprzestać, bo Ben Osborn w 24. minucie był bliski zdobycia, ale na jego przeszkodzie stanął Alisson.

Gdy wydawało się, że na przerwę Sheffield uda się z korzystnym dla siebie wynikiem, to nie popisał się Aaron Ramsdale, który po strzale głową Sadio Mane “wypluł” piłkę przed siebie. Tymczasem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie stał Roberto Firmino, który wyrównał stan rywalizacji.

W drugiej połowie gola na 2:1 dla Liverpoolu strzelił natomiast Diego Jota, więc ostatecznie mistrz Anglii sięgnął po trzy “oczka”. Portugalczyk wykorzystał dopieszczone do milimetra dośrodkowanie Senegalczyka Sadio Mane, kierując piłkę do bramki po uderzeniu głową.

The Reds, chociaż zanotowali niemrawy występ, to ostatecznie wywalczyli czwarte zwycięstwo w sezonie. Liverpool ma tym samym 13 punktów na koncie, czyli tyle samo, co pierwszy Everton. Już za tydzień ekipę Juergena Kloppa w lidze angielskiej czeka starcie z West Hamem United, a 8 listopada hit z Man City.

Komentarze