Josep Guardiola
Josep Guardiola fot. Stefan Constantin/SPORT PICTURES

Guardiola przyniósł rozczarowanie. W City mocno ryzykują

Minie niebawem dziesięć lat odkąd Pep Guardiola wygrał ze swoim klubem Ligę Mistrzów. A właśnie po to, by zatriumfować w tych rozgrywkach, sprowadzili go w 2016 roku działacze Manchesteru City. Przedłużenie z nim kontraktu o dwa kolejne lata to zaskoczenie. Nie brakuje opinii ekspertów, że Anglicy podejmą ryzyko – nawet większe niż w przypadku, gdyby wzięli nowego menedżera.

Czytaj dalej…

Na papierze nie wygląda to wcale tak źle. Guardiola jest przecież najbardziej utytułowanym szkoleniowcem w historii Manchesteru City. W ciągu czterech lat zdobył sześć trofeów, w tym dwukrotnie mistrzostwo Anglii. Żaden jego poprzednik nie miał takich osiągnięć, ale porównanie ich do Guardioli byłoby niesprawiedliwe. Nie mieli bowiem tak komfortowej sytuacji i takich środków finansowych. Oczekiwania wobec Hiszpana były zresztą ogromne i gdy niespełna pięć lat temu przybywał na Etihad, wydawało się, że wygranie Ligi Mistrzów to tylko kwestia czasu. Tymczasem na razie powtarza się scenariusz z Bayernu, gdy Guardiola potrafił podbijać tylko krajowe podwórko. Hiszpan wie, jakie są oczekiwania, o czym mówił w styczniu tego roku. – Jeśli odejdę z City bez wygrania Ligi Mistrzów, to będzie to moja porażka – oznajmił. Tymczasem kilka miesięcy później jego zespół odpadł sensacyjnie po rywalizacji z francuskim Lyonem.

Manchester City podejmuje duże ryzyko

Futbol się zmienił. Jest dynamiczny pod każdym względem, a czasy Arsene’a Wengera i Sir Alexa Fergusona, którzy prowadzili swoje zespoły przez kolejne dekady, są już przeszłością. Ekspert portalu The Athletic, Jack Pitt-Brooke, nie ukrywa, że sam jest dość zaskoczony, że Guardiola zdecydował się na przedłużenie umowy. Jak zauważa, w żadnym klubie nie pracował on wcześniej tak długo. Nawet Jose Mourinho w swoim najlepszym okresie pracy wytrwał w jednym miejscu tylko cztery lata. Jurgen Klopp prowadził co prawda Borussię Dortmund przez blisko siedem sezonów, ale miał być na to namawiany przez oddanych mu zawodników.

Ponadto Pitt-Brooke zwraca uwagę na jeden bardzo ciekawy fakt. “Pozostanie Guardioli w City da nam odpowiedzieć na jedno ważne pytanie. Czy dzisiejsi menedżerowie są w stanie osiągnąć swój szczyt dwukrotnie w tym samym klubie? W przypadku City i Guardioli ten pierwszy przypadał na lata 2017-2019, a teraz znajdują się w dołku. Czy Pep jest w stanie zabrać ich z powrotem na górę? Podobnego przypadku w ostatnich latach nie oglądaliśmy, a kłam tej teorii mogłoby zadać w tym sezonie dopiero Atletico. Zazwyczaj takie powroty na szczyt się jednak nie zdarzają. City ryzykuje i ryzyko to jest większe niż w przypadku, gdyby wzięli nowego menedżera” – zasugerował Pitt-Brooke.

Jeśli Pep Guardiola wypełni swój nowo podpisany kontakt, to pozostanie menedżerem Manchesteru City przez siedem lat. Będzie miał tym samym aż siedem podejść, by wygrać upragnioną Ligę Mistrzów. Dotychczas przegrał ją już czterokrotnie. Dwukrotnie The Citizens eliminowały inne angielskie kluby – Liverpool i Tottenham. W dwóch innych przypadkach Francuzi – Monaco i Lyon. – Co roku to samo – powiedział latem z rozgoryczeniem Kevin de Bruyne, gdy Manchester City opuszczał Lizbonę, dochodząc zaledwie do ćwierćfinału. Skąd wiara zarządu z Etihad, że projekt pod tytułem “Guardiola” warto jeszcze kontynuować? To, co dzieje się w tym sezonie nie może napawać przecież nikogo optymizmem. Drużyna z Manchesteru zajmuje trzynaste miejsce w Premier League. W ostatni weekend doznała bolesnej porażki z Tottenhamem (0:2), a parę tygodni temu niczym walec przejechał się po niej Leicester City (2:5).

Manchester City niczym nie przypomina teraz hegemona z sezonów 2017-18/2018-19. Był przecież czas, że za kadencji Guardioli jego zespół wygrał 64 z 76 meczów. Są eksperci, którzy są zdania, że była to najmocniejsza drużyna w historii angielskiego futbolu. City nadal są finansowym kolosem, ale patrząc na to, co wyprawiają w 2020 roku, raczej takim na glinianych nogach. Problemy The Citizens dostrzec można zarówno w ofensywie, jak i defensywie. W ośmiu meczach tego sezonu ligowego zdobyli zaledwie dziesięć goli i gdyby utrzymali taką średnią do końca rozgrywek, to po 38 kolejkach mieliby tylko 48 trafień. Dla porównania w ostatnich trzech sezonach strzelali w lidze 106, 95 i 102 – wyliczył serwis The Athletic. Różnica jest więc kolosalna.

Sterta problemów na biurku Guardioli

“Manchester City był mocny, gdy grał wysokim pressingiem. Potrafił naciskać rywala przez całe 90 minut. Teraz ten zespół tego nie potrafi i łatwo go zranić. Gubi się szczególnie w defensywie” – przekonuje Jack Pitt-Brooke. Dobitnie pokazał to mecz z Tottenhamem, gdzie robili co chcieli Harry Kane, Son Heung-Min i Tanguy Ndombele. – Wiem, jak rozwiązać nasze problemy i jestem osobą, która może tego dokonać – mówił Guardiola po wysokiej porażce z Leicester. Na razie, choć tygodnie mijają, raczej tego nie zrobił. A przecież patrząc na skład na papierze, trudno byłoby się do czegoś przyczepić. Ederson nie jest przeciętnym bramkarzem, co udowadniał już w przeszłości, a tacy defensorzy jak Ruben Dias czy Aymeric Laporte nie trafili do Manchesteru przypadkowo. Jakimś zbiegiem okoliczności każdy z nich przeżywa gorszy okres, a wybiegając na boisko w koszulce City popełnia szkolne błędy, które z dziecinną łatwością wykorzystują rywale.

Pep Guardiola otrzymał nowy kontrakt w momencie, gdy jego zespół jest kompletnie zagubiony. Czy działacze wykonali ten ruch, by uciąć spekulacje na temat przyszłości Hiszpana lub poprawić atmosferę w szatni? Bo przecież nie zrobili tego natchnieni ostatnimi, dobrymi wynikami. Manchester City wydaje się być teraz dalej od wygrania Ligi Mistrzów, niż kiedykolwiek od 2016 roku, gdy zatrudniał Guardiolę. Ktoś, kto przegrywa 2:5 w Premier League nie może być brany na poważnie w kontekście wygrania najważniejszego trofeum w Europie. Czy Hiszpan nie popełnia więc błędu, zostając w Manchesterze na kolejne sezony? Przyznanie się do tego, że jego projekt w tym klubie się wypalił, nie byłoby wstydem. Do podobnych wniosków dochodzą przecież najlepsi szkoleniowcy na Starym Kontynencie, którzy prędzej czy później odnoszą sukcesy w innych klubach.

Wyzwań, jakie stoją przed Manchesterem City jest wiele. Drużynę trzeba odbudować, by nie popełniała tak rażących błędów w defensywie i strzelała więcej goli. Trzeba znaleźć kogoś, kto będzie w perspektywie kilku lat w stanie wejść w buty Fernandinho, Davida Silvy i Sergio Aguero. I wreszcie najważniejsze – należy sprawić, by drużyna odzyskała głód i energię, grając z pressingiem, który dał jej dwa ostatnie mistrzostwa Anglii. Działacze zaufali Pepowi Guardioli, dając mu dwa dodatkowe sezony, by tego dokonał. Jeśli mu się nie uda, wielu w Manchesterze City uzna, że lata z nim spędzone były po prostu zmarnowane.

Michał Wachowski

Komentarze