Bramkarze bohaterami derbów Merseyside, Liverpool rozczarował

Jordan Pickford
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Jordan Pickford

Derby Merseyside pomiędzy Evertonem a Liverpoolem zakończyły się bezbramkowym remisem. Fantastyczny mecz rozegrał Jordan Pickford, który obronił kilka bardzo groźnych strzałów graczy The Reds.

  • Derby Merseyside zakończyły się bezbramkowym remisem
  • Obie strony miały kilka dogodnych okazji, ale to Jordan Pickford wybronił ich więcej, niż Alisson
  • Najbliżej zdobycia gola byli, mimo tego, piłkarze Evertonu. W 69. minucie Coady skierował piłkę do siatki, ale analiza VAR doszukała się spalonego

Energiczne derby Liverpoolu, w których zabrakło tylko goli

Pierwsza połowa derbów Merseyside nieco zawiodła, choć z upływem minut obie drużyny się rozkręcały. W 19. minucie blisko bramki był Darwin Nunez, ale wracający do składu Urugwajczyk nie wykorzystał świetnego dośrodkowania Trenta Alexandra-Arnolda. Kilka chwil później znów naciskał Liverpool. Po świetnej wrzutce z rzutu wolnego Luisowi Diazowi zabrakło centymetrów, by z bliska skierować piłkę do siatki.

Po tej sytuacji odpowiedział Everton. W 32. minucie niefrasobliwość defensorów rywali nieomal wykorzystał Tom Davies. Uderzył jednak tylko w słupek. Przed samą przerwą The Reds w jednej akcji dwukrotnie obili aluminium bramki Jordana Pickforda. Najpierw Anglik zbił na poprzeczkę bombę Nuneza, a po chwili niemal w to samo miejsce trafił, usiłujący dobić, Diaz.

Po zmianie stron okazji było jeszcze więcej, a prawdziwy popis dawali obaj bramkarze. Pickford w świetnym stylu obronił liczne strzały Roberto Firmino. Z kolei Alisson swojemu refleksowi zawdzięcza interwencje po dobrych uderzeniach Neala Maupaya. Bliżej objęcia prowadzenia byli ostatecznie The Toffees. W 69. minucie do siatki trafił Conor Coady, wykorzystując mocne podanie wspomnianego Maupaya. Po analizie VAR okazało się jednak, że nowy nabytek Evertonu znajdował się na spalonym.

Tego popołudnia na Goodison Park obejrzeliśmy fascynujące widowisko, w którym zabrakło jedynie bramek. Fanów Liverpoolu muszą jednak martwić problemy ich ulubieńców. The Reds popełnili liczne błędy we własnym polu karnym, a w drugiej szesnastce wyraźnie brakowało będącego pod formą Mohameda Salaha.

Komentarze