Niewdzięczny najemnik czy bawarska legenda – jak kibice Bayernu przywitają Roberta Lewandowskiego?

Robert Lewandowski
Pressfocus Na zdjęciu: Robert Lewandowski

Powrót Roberta Lewandowskiego na Allianz Arena nastąpił szybciej niż wszyscy oczekiwali. Rany po wydarzeniach z lata, jeszcze się u kibiców Bayernu Monachium nie zagoiły, zatem istnieje duże prawdopodobieństwo, że bawarscy fani mogą zgotować swojemu byłemu idolowi prawdziwe piekło.

  • Wymuszając zgodę na transfer do FC Barcelona, Robert Lewandowski zraził do siebie kibiców Bayernu Monachium
  • Ci uważają, że polski napastnik nie okazał Bawarczykom wystarczającego szacunku i myślał tylko o pieniądzach
  • Wdzięczność za zdobywane hurtowo bramki i trofea, poszła w związku z tym w niepamięć

Co naprawdę wydarzyło się wiosną?

W brytyjskiej komedii „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi”, Simon Pegg gra dziennikarza, który na łamach magazynu „Sharps” nie ma litości dla celebrytów, na każdym kroku obnażając ich słabości. Im dłużej jednak pracuje, tym bardziej zaczyna rozumieć, że aby zaistnieć w show-biznesie, musi żyć w zgodzie i harmonii z gwiazdami wszelkiego autoramentu. Żywot Roberta Lewandowskiego w Monachium miał odwrotny przebieg. Polak najpierw wkupił się w łaski kibiców licznymi golami i trofeami, a dopiero później postanowił być szczery i bezpośredni. Fani Die Roten już we wtorek mogą mu się za to „odwdzięczyć”.

Bomba wybuchła w czerwcu, zaraz na początku zgrupowania reprezentacji Polski przed meczami Ligi Narodów z Walią, Belgią i Holandią. – Na dziś pewne jest to, że moja historia z Bayernem Monachium dobiegła końca. Po tym, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach, nie wyobrażam sobie dalszej współpracy. Transfer będzie najlepszym rozwiązaniem dla obu stron. Wierzę, że Bayern nie zatrzyma mnie tylko dlatego, że może – wypalił na konferencji prasowej kapitan biało-czerwonych. Tak rozpoczęła się prawie dwumiesięczna wojna na słowa piłkarza i działaczy.

Wydarzenia z tego okresu może nie obaliły mitu Roberta Lewandowskiego jako wielkiego profesjonalisty, ale na pewno na tym nieskazitelnym do tej pory wizerunku, zostawiły solidną rysę. Seria niepochlebnych wypowiedzi polskiego napastnika o Bayernie Monachium, szumne zapowiedzi, że nie wyobraża sobie już dłużej występów w stolicy Bawarii, a w końcu luźne podejście do pierwszych treningów przed sezonem 2022/2023 – kibice mogli być zaskoczeni postępowaniem 34-letniego atakującego.

Tym bardziej, że problemy z pracodawcą nie były dla Lewandowskiego pierwszyzną. Ten jednak zwykle, każde komplikacje znosił z godnością i nigdy się nie obrażał. W 2013 r. 132-krtony reprezentant Polski otrzymał ustną zgodę na odejście z Borussii Dortmund, ale gdy Signal Iduna Park opuścił Mario Goetze, władze BVB zmieniły zdanie. W 2017 r. Lewandowski sfrustrowany kolejnym niepowodzeniem monachijczyków w Lidze Mistrzów, żądał solidnych wzmocnień, by FCB mógł liczyć się z europejską czołówką. – Bayern powinien przeznaczyć więcej pieniędzy na piłkarzy światowej klasy. Inaczej nie będzie odgrywać istotnej roli wśród wielkich, europejskich klubów. Potrzeba kreatywności, jeśli nadal chce się przyciągać graczy światowej klasy. Jeżeli celem jest pozostanie na szczycie, to trzeba mieć zawodników z jakością – powiedział w wywiadzie dla Der Spiegel. Zamiast transferów, działacze nakazali Polakowi skupić się na treningach. A ten, choć w dalszym ciągu nie widział oznak poprawy, zacisnął zęby i skoncentrował się na swoich futbolowych obowiązkach.

Czerwiec i lipiec 2022, kiedy Polak robił wszystko, aby otrzymać zgodę na transfer do FC Barcelony, to jednak już zupełnie inna historia. W zasadzie do dzisiaj nie wiadomo, co sprawiło, że Lewandowski zmienił front i poszedł na wojnę z Bayernem. Pierwotnie wydawało się, że Polaka frustruje ociąganie się Bawarczyków z rozpoczęciem negocjacji w sprawie nowej umowy. Dał temu wyraz w kwietniu, kiedy w rozmowie ze Sky Deutschland przyznał: – Póki co, nie było żadnej rozmowy o mojej przyszłości. O wszystkim co się aktualnie pisze w mediach, także nie było mowy. Ale wierzę, że wkrótce coś się wydarzy. Dyrektor sportowy Hasan Salihamidzić, jednak ze spokojem przyznał: – Jego kontrakt wygasa latem 2023, więc mamy dużo czasu na negocjacje. Do tej pory nic szczególnego się w tej sprawie nie wydarzyło. To plus potajemne rozmowy Bayernu z Erlingiem Haalandem, które nawet sam Norweg nazwał brakiem szacunku wobec Lewego, miały przelać czarę goryczy.

Tyle, że w głośnej rozmowie z Piotrem Kędzierskim i Kubą Wojewódzkim, Lewandowski na sprawę swojego odejścia rzucił zupełnie nowe światło. – Jeśli jesteś tyle lat w klubie, zrobiłeś tyle dla niego, zawsze byłeś w gotowości, dostępny, dawałeś z siebie wszystko, nawet mimo kontuzji i bólu. To co ja dzięki Bayernowi osiągnąłem i to co Bayern dzięki mnie, to najlepiej byłoby znaleźć dobre rozwiązanie dla obu stron, a nie szukać jednostronnej decyzji. Nie po takim czasie, po tylu latach. Do dziś Lewy nie wyjaśnił, co konkretnie miał wówczas na myśli. Natomiast już po parafowaniu pięcioletniej umowy z FC Barcelona, powiedział w rozmowie z ESPN: – Niektórzy ludzie nie mówili mi prawdy, mówili coś zupełnie innego, niż miało miejsce w rzeczywistości. Zostało powiedziane wiele g***a na mój temat. To była nieprawda.

Przeczytaj również: Bayern Monachium – FC Barcelona: typy, kursy, zapowiedź (13.09.2022)

Sam przeciwko wszystkim

Bayern w tej wojnie na słowa nie pozostawał jednak dłużny. Bawarczycy przyjęli taktykę deprecjonowania Lewandowskiego i Barcelony, a także ataków na agenta RL9 Piniego Zahaviego, który miał naszemu reprezentantowi mieszać w głowie. Twarzą monachijczyków w tej słownej potyczce był dyrektor sportowy, Hasan Salihamidzić. To Bośniak został bowiem pierwotnie uznany za winnego zamieszania z Lewym i musiał ratować swój wizerunek. I tak już nadszarpnięty do granic możliwości, bo od początku dyrektorskiej pracy w Monachium, Brazzo był krytykowany za nieudolne poczynania na transferowym rynku. „Łatwiej będzie znaleźć następcę Salihamidzicia, aniżeli Lewandowskiego” – pisał w czerwcu Bild.

Lewandowski ma kontrakt do 2023 roku i cieszymy się, że tu jest. Myślę, że teraz będzie spokojniej. Rozmawialiśmy o jego publicznych wypowiedziach i teraz wszyscy powinniśmy się uspokoić – przyznał na antenie Bild TV. Gdy napastnik Bayernu ani myślał jednak złagodzić retorykę, także i Salihamidzić wzmocnił przekaz. – Nie rozumiem kompletnie decyzji Roberta. Nie jestem w stanie pojąć tego nawet na poziomie zero przecinek zero procent. Nie mówię tego, tylko dlatego, że jako piłkarz zawsze wywiązywałem się ze swoich kontraktów do końca. Dla mnie to po prostu normalne, że jak się zawiera umowy, to się je wypełnia – stwierdził.

Przez cały czerwiec i lipiec, bośniacki działacz miał wsparcie pozostałych decydentów z Bawarii. Prezydenta Herberta Hainer („Dokąd dojdziemy, jeśli każdy piłkarz będzie chciał wymusić zgodę na transfer, mimo obowiązującego kontraktu”), prezesa Olivera Kahna („Nie potrafię powiedzieć, dlaczego Robert wybrał taką drogę. Takie publiczne wypowiedzi do niczego dobrego nie prowadzą”) czy honorowego prezydenta FCB, Uli Hoenessa („Lewandowski powinien wypełnić swój kontrakt”). Dodatkowego na legendę monachijskiego klubu można było liczyć w atakach na Blaugranę. – Chcą Lewandowskiego? Z takimi długami? – kpił mistrz Europy 1972 i mistrz świata 1974 z problemów finansowych klubu z Camp Nou.

Wspólny głos bawarskiego tria i pomagającego im Hoenessa sprawił, że w medialnej narracji, winnym całej sytuacji był tylko Lewandowski. Nie było miejsca na wyjaśnienie i analizę, co tak rozwścieczyło spokojnego i opanowanego do tej pory polskiego napastnika, że zdecydował się pójść na wojnę ze swoim pracodawcą. Gra toczyła się jednak o wysoką stawkę – o serca monachijskich fanów. Przecież odejście najskuteczniejszego, po Gerdzie Muellerze, napastnika w 122-letniej historii Bayernu to plama na honorze zarządu klubu, który zawsze chlubił się faktem, że wielkie gwiazdy nigdy nie opuszczają go przed zakończeniem umowy. Trzeba było zatem tak odwrócić kota ogonem, by kibice swój gniew skoncentrowali tylko i wyłącznie na niewdzięcznym Polaku.

Przeczytaj również: Mueller: nie wiedziałem wcześniej o odejściu Lewego

Lewy zrujnował legendę

I tak też się stało – gdy 7-krtony król strzelców Bundesligi finalizował swoje przejście do Barcelony, fani Bawarczyków wylewali na niego pomyje. „Lewandowski jest niesamowicie niewdzięczny. W ostatnich latach regularnie flirtował z innymi klubami. Bez Bayernu nigdy nie byłby piłkarzem klasy światowej” – napisali o nim kibice ze stowarzyszenia „Kuge Adelzhausen”. Z kolei przedstawiciele fanclubu „Floss” nie mieli wątpliwości, że Polak zrujnował wizerunek legendy, który budował od 2014 r. bijąc przeróżne rekordy Gwiazdy Południa, na czele ze przebiciem osiągnięcia Gerda Mullera z sezonu 1971/1972 i zdobycie w kampanii 2020/2021 aż 41 bramek. O szacunek do dokonań Lewego musiał zaapelować jego były kolega z boiska, Franck Ribery, który na łamach Sport1.de przyznał: – Nie wolno zapominać o tym, co zrobił dla klubu.

Biorąc zatem pod uwagę fakt, że letnie rany wciąż się jeszcze nie zagoiły, raczej nie ma co liczyć na to, że na Allianz Arena, Polak doczeka się owacji na stojąco. Tym bardziej, że kibice Die Roten już przy okazji rywalizacji z Interem Mediolan na San Siro w 1. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów, krzyczeli pod adresem Lewandowskiego, że jest najemnikiem. W akcję możliwie jak najbardziej gorącego przywitania Polaka włączyli się jednak piłkarze i trenerzy Bayernu. –  Lewandowski wiele zrobił dla klubu. Kibice będą okazywać emocje. Jako były kolega z drużyny, z wszystkimi tytułami na koncie, chciałbym, aby powitanie było ciepłe. Ale zobaczymy – powiedział po meczu z Nerrazzurich, Thomas Mueller. Julian Nagelsmann z kolei dodał: – Mam nadzieję, że fani uhonorują go za to, co zrobił dla Bayernu. Bez względu na to, jak wyglądało pożegnanie, czy było to zrozumiałe dla wszystkich, czy nie. W życiu nie możesz zadowolić wszystkich, dlatego jestem podekscytowany jego powrotem.

Przeczytaj również: Rummenigge apeluje: przyjmijcie Lewego z wdzięcznością

Jednoosobowe przedsiębiorstwo piłkarskie

Pytanie, czy samemu zainteresowanemu zależy w ogóle na aplauzie kibiców. Lewandowski od zawsze bowiem był jednoosobowym przedsiębiorstwem piłkarskim, sfocusowanym wyłącznie na realizacji swoich celów. Lewy nigdy nie był co prawda boiskowym egoistą, zawsze poświęcał się dla zespołu. Ale zdawał sobie też zawsze sprawę, gdzie jest jego sufit, a gdzie sufit kolegów z drużyny. Gdy okazało się, że Bayern jest za mocny na Bundesligę, a za słaby na Ligę Mistrzów, Polak nigdy nie ukrywał chęci zmiany barw klubowych. Tęsknym wzrokiem patrzył w kierunku Santiago Bernabeu, wszak Real Madryt dwukrotnie wybijał Bawarczykom z głowy marzenia o triumfie w Champions League. Stąd też w 2018 r. rozstał się z dotychczasowym agentem Cezarym Kucharskim i podjął współpracę z Pinim Zahavim, który miał mu ułatwić drogę do stolicy Hiszpanii.

Lewy głośno narzekał również na swoich kolegów. W sezonie 2016/2017 o jedną bramkę przegrał walkę z Pierre-Emerikiem Aubameyangiem o tytuł króla strzelców Bundesligi. O brak zwycięstwa w klasyfikacji snajperskiej oskarżał właśnie kompanów z boiska. – Nie jestem szczęśliwy z tego, jak zespół mi pomagał w ostatnich grach. Jestem zły i rozczarowany – powiedział. Podobne zarzuty RL9 sformułował rok później, gdy Bayern znów nie miał szans w LM z Realem, a na Polaka spadła lawina krytyki, za to że zawodzi w kulminacyjnych momentach. – W kwietniu czy maju znalazłem się pod odstrzałem. Wtedy nie miałem żadnego wsparcia ze strony klubu, czułem się zupełnie osamotniony. Nie strzeliłem 2-3 goli w ważnych meczach i nagle wszyscy się zmówili, aby mnie zaatakować. Nie widziałem wówczas wokół siebie nikogo, kto stałby po mojej stronie. Również żaden z szefów mnie nie bronił – powiedział w rozmowie z Bildem

Włodarze FCB za każdym razem byli wściekli na Polaka, ale nie zamierzali go nigdzie sprzedawać. Sam Lewy też w końcu stwierdził, że próba opuszczenia Monachium przed zakończeniem kontraktu to walka z wiatrakami. W sezonie 2019/2020 trenował ciężko jak nigdy przedtem (co trudno sobie wyobrazić, ale tak faktycznie było). – Od dłuższego czasu Lewandowski chciał strzelać dużo goli. Teraz jednak chce to robić, aby także wygrywać dla zespołu mecze – podsumował metamorfozę napastnika reprezentacji Polski, Mueller. RL9 tłumaczył następująco, to co się wówczas działo wokół niego: – Oczywiście często myślałem o transferze. Mimo wszystko zawsze czułem się związany z Bayernem. Jesteśmy rodziną. W związku z tym, jak w rodzinie, czasami ma się inne zdanie i trzeba wyjaśnić pewne sprawy. Dzisiaj cieszę się, że jestem w Monachium. W 100% należę do Bayernu, klub daje mi wielkie wsparcie.

Kilka miesięcy później, w ekstraordynaryjnej kampanii 2019/2020, Lewandowski spełnił swoje marzenie i poprowadził Bawarczyków do upragnionego triumfu w Lidze Mistrzów. Nie przykryło to jednak w pełni wydarzeń z lat 2016-2018, które utwierdziły fanów Die Roten w przekonaniu, że polski napastnik to jednak najemnik. Wybitny i wyjątkowy, ale jednak najemnik.

Przeczytaj również: Araujo: Lewandowski przyniósł nam ulgę w ofensywie

Komentarze

Na temat “Niewdzięczny najemnik czy bawarska legenda – jak kibice Bayernu przywitają Roberta Lewandowskiego?