Grad goli i fantastyczne widowisko w Manchesterze [wideo]

Piłkarze Manchesteru City
Pressfocus Na zdjęciu: Piłkarze Manchesteru City

Manchester City był przed meczem postrzegany jako murowany faworyt starcia na Etihad. Obywatele wygrali, ale Real Madryt pokazał, że kwestia awansu wciąż jest sprawą otwartą. Fantastyczne widowisko zobaczyli kibice zgromadzeni na stadionie i przed telewizorami. Gospodarze wygrali zasłużenie 4:3, ale rewanż w Madrycie będzie ciężką przeprawą.

  • Manchester City prowadził po pierwszej połowie 2:1
  • Po przerwie kibice zobaczyli jeszcze więcej bramek
  • The Citizens wygrali 4:3, ale wykreowali sobie dużo więcej okazji bramkowych

Dwa szybkie ciosy Obywateli

Kibice nie zdążyli się jeszcze dobrze rozsiąść na krzesełkach, a Manchester City już prowadził 1:0. W drugiej minucie znakomitą akcję indywidualną przeprowadził Riyad Mahrez. Algierczyk minął trzech rywali i dośrodkował miękko w pole karne, wprost na głowę wbiegającego Kevina De Bruyne. Belga kompletnie nie upilnowali obrońcy Realu, którzy w pierwszy minutach mylili się wyjątkowo często. 

W 11 minucie było już 2:0. Tym razem akcję z lewej strony pociągnął Raheem Sterling, który popisał się znakomitym dośrodkowaniem. Piłkę w polu karnym przyjął się Gabriel Jesus, który sprytnie obrócił się i przechytrzył interweniującego Alabę i silnym strzałem z bliskiej odległości zmusił Courtoisa do kapitulacji już drugi raz w tym meczu. Obywatele rozochocili się i raz za razem sunęli z atakami na bramkę Realu Madryt. W 29 minucie mogło być 3:0, ale minimalnie obok słupka uderzył Foden. 

Na kwadrans przed końcem pierwszej połowy przebudzili się goście. Piłkę w pole karne Obywateli wrzucił Ferland Mendy, a Karim Benzema ekwilibrystycznym strzałem pokonał interweniującego Edersona. Był to początek problemów Manchesteru City, gdyż już w 36 minucie boisko z powodu urazu opuścić musiał John Stones, którego zastąpił Fernandinho.

Cios za cios do końca meczu

Drugą połowę The Citzens zaczęli podobnie jak pierwszą – od szybko zdobytej bramki. Tym razem świetne podanie w pole karne od Fernandinho wykorzystał Phil Foden, podwyższając prowadzenie na 3:1. Brazylijczyk dość szybko jednak trafił z piekła do nieba. Zaledwie dwie minuty później został ograny przez Viniciuisa w pobliżu środka boiska. Skrzydłowy Realu przebiegł całą połowę boiska i nieatakowany przez obrońców umieścił piłkę w siatce. Wynik 3:2 rozbudził nadzieję wśród kibiców Los Blancos, a piłkarze gości ruszyli do przodu. 

W 74 minucie byliśmy świadkami szóstej już bramki w tym meczu. Faulowany przed polem karnym był jeden z piłkarzy gospodarzy, ale sędzia zdecydował się zastosować przywilej korzyści. Z piłką zabrał się Bernardo Silva, który potężnym mierzonym strzałem zdjął pajęczynę z bramki strzeżonej przez Courtoisa. Kibice niczym sowy musieli kręcić w tym meczu głowami, bo na boisku sunęła akcja za akcją. Na osiem minut przed końcem ręką w polu karnym zagrał Aymeric Laporte, a rzut karny na bramkę zamienił Benzema. Francuz w tej sytuacji pokazał nerwy jak ze stali, wykonując jedenastkę ala Panenka.

Obywatele wygrali 4:3, ale nie mogą być pewni awansu do kolejnej rundy. Real Madryt pokazał dzisiaj swój potencjał w ofensywie, a rewanż na Bernabeu zapowiada się pasjonująco.

Komentarze