Był na obrzeżach wielkiego futbolu, dostał szansę i wycisnął z niej 110% – doceńmy wyczyn Ancelottiego

Carlo Ancelotti
PressFocus Na zdjęciu: Carlo Ancelotti

Gdy Carlo Ancelotti najpierw poniósł porażkę w Napoli, a później trafił do Evertonu, wydawało się, że wypadł już z radarów klubowej piłki na najwyższym poziomie. Florentino Perez wyciągnął do niego rękę, a Włoch odpłacił się podwójną koroną. Te dwa trofea sprawiły też, że Carletto na stałe wpisał się do historii międzynarodowej piłki nożnej.

  • Powrót Carlo Ancelottiego do Realu Madryt był mocno kontrowersyjny. Włoch w ostatnich latach nie pracował dla klubów z pierwszego szeregu europejskiego futbolu
  • 62-latek nie tylko dorównał oczekiwaniom, ale znacznie je przewyższył. Wygrał zarówno ligę hiszpańską, jak i Ligę Mistrzów
  • Te dwa trofea pozwoliły weteranowi wpisać się złotymi zgłoskami w historii futbolu. Jako pierwszy szkoleniowiec w historii wygrał pięć najsilniejszych lig; nikt nie ma też na koncie tak wielu triumfów w Lidze Mistrzów

Florentino Perez posłuchał instynktu i jak zwykle się nie zawiódł

Jest lato 2021 roku. Carlo Ancelotti skończył swój pierwszy, pełny sezon w roli trenera Evertonu. Zespół nie zdołał zakwalifikować się do europejskich pucharów, ale w sumie nikogo to nie dziwi. Włoch wycisnął z kadry, ile mógł, ale nie jest już tak poważanym trenerem, jak niespełna dekadę wcześniej. Na CV ciąży mu niepowodzenie, jakie odniósł w Neapolu. Real Madryt szuka nowego szkoleniowca po tym, jak klub – ponownie – opuścił Zinedine Zidane. Florentino Perez nie chce eksperymentów. Stawia na faceta, który ma za sobą fantastyczną karierę, zna specyfikę Królewskich i z pewnością dogada się z piłkarzami. Czy sięgnie po trofea? Cóż, faworytem do triumfu w La Lidze jest Atletico, a o Lidze Mistrzów trudno marzyć. Ale w końcu marzenia nic nie kosztują.

Ancelotti – krajowy dominator

Pamięć o triumfie Carletto w minionym sezonie wciąż jest świeża. Warto tylko przypomnieć, że podczas swojej pierwszej pracy w Madrycie, Włochowi nie udało się wygrać jedynie ligi. Hiszpańska ekstraklasa generalnie była kamieniem w bucie dla weterana. Aż do maja, gdy wreszcie, deklasując konkurencję, Królewscy wrócili na tron. Na tronie wówczas zasiadł i sam 62-latek. W końcu został jedynym trenerem, który wygrał wszystkie pięć najsilniejszych lig. I każdy triumf był na swój sposób wyjątkowy.

Swój pierwszy tytuł wygrał, prowadząc Milan. Objął zespół w 2001 roku, a już dwa lata później sięgnął po Ligę Mistrzów. Na mistrzostwo Włoch kibice Rossonerich musieli poczekać jeszcze rok. To właśnie w sezonie 2003/2004 mediolańczycy grali najrówniej spośród wszystkich kampanii pod wodzą Carletto. Ostatecznie wygrali tytuł w cuglach, mając aż jedenaście punktów przewagi nad Romą. Rossoneri czekali na mistrzostwo od pięciu lat.

Premier League nie taka straszna, jak ją malują

Po przetarciu szlaków w ojczyźnie, Ancelotti ruszył na podbój Europy – konkretnie Chelsea. Tam z miejsca skradł sympatię fanów. Ci czekali cztery lata na tytuł, a przy wielomilionowych inwestycjach Romana Abramowicza twierdzili, że każdy, kto nie dostarczy mistrzostwa, jest nieudacznikiem. Carlo szybko – a nawet błyskawicznie – udowodnił swoją klasę. W pierwszym sezonie sięgnął z The Blues po podwójną koronę (po raz pierwszy w historii klubu), bijąc ligowy rekord zdobytych bramek. Przypomnijmy, że w tamtym okresie londyńczycy rywalizowali z jednym z najmocniejszych zespołów w historii rozgrywek – Manchesterem United sir Alexa Fergusona. Ostatecznie, po batalii do ostatniej kolejki, pokazali swoją wyższość.

Puchary pocieszenia dla PSG i Bayernu – kolejne kamienie milowe w karierze Carletto

Tak, jak i dziś, w Paris Saint-Germain tytuły mistrza kraju są traktowane jako puchar pocieszenia. W sezonie 2012/2013 sytuacja była jednak nieco inna. Minioną kampanię jako mistrzowie zakończyło Montpellier, więc odzyskanie tytułu stało się kwestią honorową. Ancelotti ponownie udowodnił, że w rozgrywkach ligowych radzi sobie równie dobrze, co w pucharach. Wprowadzając do drużyny młodych Marco Verrattiego czy Lucasa Mourę, ale korzystając też ze Zlatana Ibrahimovicia i Thiago Silvy, odzyskał mistrzostwo w przedbiegach. Brak triumfu w Lidze Mistrzów zmusił trenera do odejścia. Cóż, skoro uszatego pucharu do Paryża nie potrafił sprowadzić nawet Ancelotti, to któż podoła temu zadaniu?

Niestety, podobna narracja pojawia się zawsze w kontekście Bayernu Monachium. Włoski trener bez większych problemów zdominował Bundesligę w sezonie 2016/2017, ale odpadnięcie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów zdyskwalifikowało jego szanse na zapuszczenie korzeni w Bawarii.

Te doświadczenia na świeżo budziły różne emocje. Triumfy z Milanem czy Chelsea były spektakularne. Z kolei tytuły dla PSG i Bayernu traktowano jako coś oczywistego. Ostatecznie, po niespodziewanym powrocie na Santiago Bernabeu Ancelotti zwieńczył swoją karierę. Jak na niemal trzy dekady trenowania – w tym w większości zespołów czołowych – pięć tytułów mistrzowskich nie wydaje się liczbą spektakularną. Ale mało który trener jest tak długowieczny – i elastyczny – by sięgnąć po nie w pięciu różnych krajach. Fakt, iż w każdej lidze triumfował tylko raz, wręcz dodaje temu osiągnięciu swoistego mistycyzmu.

Nie tylko liga – Carlo królem Champions League

Aż nie chce się wierzyć, ale Ancelotti w wieku 62 lat pobił nie jeden, a dwa niesamowite rekordy. Obok zostania mistrzem wszystkich pięciu najsilniejszych lig, został też absolutnym dominatorem w Lidze Mistrzów. Aż do startu sezonu 2021/2022, Włoch dzielił miejsce na szczycie z dwoma wielkimi szkoleniowcami. Zinedine Zidane oraz Bob Paisley również mieli bowiem na koncie po trzy triumfy w Champions League. Francuz wszystkie (i to pod rząd!) wygrał z Realem Madryt, zaś Paisley to legenda Liverpoolu.

Ancelotti wcześniej trzykrotnie sięgał po uszate trofeum. I znowu nie były to triumfy poślednie.

Przywrócenie Milanu na szczyt

Swój pierwszy europejski czempionat jako trener Włoch wygrał, pracując jeszcze w ojczyźnie. Prowadząc Milan doprowadził do zwycięstwa po thrillerze rzutów karnych w finale przeciwko Juventusowi. Miało to miejsce w 2003 roku, a więc Rossoneri czekali na tytuł najlepszej drużyny w Europie aż dziewięć lat. Później nie musieli już czekać tak długo.

Byli o włos powtórzenia wyniku dwa lata później. Wszyscy pamiętamy jednak, co wydarzyło się w Stambule. Ancelotti nie zapomniał zniewagi, jaką zwieńczył słynny “Dudek Dance”. W 2007 roku Włoch wziął rewanż na Liverpoolu, tym razem pokonując Anglików 2:1. Demony zostały zażegnane, a sam trener mógł z czystym sumieniem podbijać nowe tereny.

Nie Pellegrini i nie Mourinho – Carletto przywrócił Real na europejski tron

Co młodszym kibicom może to wydać się szalone, ale nieco ponad dekadę temu Real Madryt był pośmiewiskiem Ligi Mistrzów. Między 2005 a 2010 rokiem, Królewscy sześć razy z rzędu odpadali już w fazie 1/8 finału. W sezonie 2010/2011 pod wodzą Jose Mourinho dotarli aż do półfinału, ale tam nie dali rady Barcelonie Pepa Guardioli. Kolejne dwie kampanie ponownie doprowadziły Los Blancos do półfinału. Najpierw musieli uznać wyższość Bayernu, a rok później, po fenomenalnym występie Roberta Lewandowskiego, polegli w starciu z Borussią Dortmund.

Dopiero Carletto przywrócił Los Blancos na szczyt. Gdy przejmował zespół, wydawało się, że wszyscy mieszkańcy stolicy Hiszpanii mają w głowie tylko dwa słowa – La Decima. Dziesiąty puchar Ligi Mistrzów był symboliczny. Królewscy tak bardzo go pragnęli, że przez jedenaście lat coraz bardziej paraliżował ich stres.

Co na to Ancelotti? Zbudował najpiękniej grający Real w XXI wieku. W okresie Zidane’a wielokrotnie spekulowano, czy aby na pewno Królewscy sięgali po trzy tytuły z rzędu zasłużenie. Ale w kampanii 2013/2014 nie było pola do dyskusji. Fenomenalny duet Angel di Maria – Cristiano Ronaldo wzniósł się na swoje wyżyny, a Los Blancos rozegrali historyczny finał z rywalami zza miedzy. Atletico do 93. minuty prowadziło, ale wówczas wyrównał Sergio Ramos. W dogrywce Królewscy nie dali już szans zmasakrowanym psychicznie przeciwnikom i wygrali aż 4:1. A jak zakończyła się szalona kampania 2021/2022 w wykonaniu Los Blancos w Lidze Mistrzów, wszyscy pamiętamy.

Stary trener i może wszystko

Zakończona niedawno kampania pokazała, że największych w historii sportu nie wolno nigdy lekceważyć. Ancelotti miał już tylko odcinać kupony i napychać się swoim ulubionym włoskim makaronem. Ostatecznie sięgnął po dwa tytuły, których z jednej strony nikt się po nim nie spodziewał, a z drugiej strony zapewniły mu nieśmiertelność.

Czytaj więcej: La Liga. Najlepsi z najlepszych – jedenastka sezonu 2021/2022.

Komentarze