Wojciech Szczęsny: czułem się malutki, udawałem pewnego siebie

Wojciech Szczęsny
PressFocus Na zdjęciu: Wojciech Szczęsny

Wojciech Szczęsny nienawidzi wywiadów w mixed zonie i swoich występów na wielkich turniejach. Twierdzi, że tak długo udawał pewność siebie, że nagle stała się dla niego naturalna. Mimo że w swoim życiu udzielił wywiadów idących w naście, o ile nie w dziesiąt, dopiero teraz – po rozmowie z Tomaszem Smokowskim, która ukazała się w “Kwartalniku Sportowym” można mieć wrażenie, że poznało się go lepiej. Wybraliśmy dla Was najciekawsze fragmenty.

  • Wojciech Szczęsny bardzo mocno otworzył się w rozmowie z “Kwartalnikiem Sportowym”
  • Po latach dowiadujemy się m.in. skąd takie dramatyczne wydarzenia w meczu z Grecją na Euro 2012, oraz o zupełnym rozbiciu po jednym z ubiegłorocznych spotkań ligowych
  • Cały wywiad w “Kwartalniku Sportowym”. Poniższy tekst jest tylko nieznacznym fragmentem tej rozmowy

Wojciech Szczęsny… o udawanej pewności siebie

(Zakładałem maskę – przyp. red.), gdy miałem 19 lat i grałem w Brentford z prawdziwymi bykami. Czułem się wtedy malutki, młodziutki, ale byłem bramkarzem, więc nie chciałem sobie pozwolić na to, by być odbieranym jako niepewny siebie chłopiec między słupkami. Dlatego wychodziłem na boisku z klata do produ i głową do góry, udając, że oto nadchodzi pan Wojtek. A potem tak mi już zostało, na zasadzie powiedzenia fake it till you make it (udawaj, aż stanie się to prawdą – przyp.). Podobnie zadziałałem przed randką ze swoją żoną. Normalnie nie stresowałem się takimi spotkaniami, wiedziałem, że zawsze coś zagadam i będzie dobrze. Tu było inaczej, w życiu nie czułem rakich nerwów. Czekając na nią odkręciłem więc okno, wystawiłem łokieć i podgłosiłem muzykę na maksa. Wydawało się, że jestem kozak, podczas gdy druga ręka, schowana w aucie, drżała. Zabawne, że Marina po jakimś czasie powiedziała mi że na pierwszej randce najbardziej zaimponowała jej moja pewność siebie.

… o stresie na boisku

(Czułem go – przyp. red.) Raz w życiu, przed meczem z Grecją na Euro 2012. I jak wiemy, dobrze się nie skończyło. W trakcie tego spotkania czułem, że coś jest nie tak, że każda prosta decyzja sprawia mi problemy. Czułem się elektryczny, w końcu zapłaciłem za to swoją cenę, wysoką. Generalnie lubię czuć na boisku taki delikatny stresik, niepewność, to jest fajne, to pomaga. Natomiast tu to było coś innego, przeszkadzało mi, na szczęście nigdy coś takiego się już nie powtórzyło.

… o swojej grze na dużych turniejach

Porażka, porażka. I sporo pecha. Jak na przykład Euro 2016, które zakończyłem po pierwszym spotkaniu z kontuzją. Euro 2012 i mundial w Rosji bolą do dziś. Siedzi we mnie głód rozegrania dobrego turnieju.

… o wywiadach po meczu

(Nie lubię pytań – przyp. red.) Nudnych. Najgorsza jest mixed zone’a zaraz po meczu. Głupio mi, ale się już w niej nie zatrzymuję. Nie chcę odpowiadać na te same trzy pytania. Czemu tak, czemu nie tak i to wszystko. Ten koncept trzeba by moim zdaniem zmienić. Lepiej wziąć po spotkaniu pięciu zawodników i zrobić z nimi porządne rozmowy.

… o filmie “Niekochani”

Nie jestem wielkim fanem tego filmu, a już na pewno nie jego tytułu. Przyjęcie takiej narracji, że jesteśmy niekochani, psuje zespół od środka. A kiedy występujesz w kadrze, chcesz czuć wsparcie narodu. Wiadomo, że jak zagrasz dobry mecz, to ludzie cię kochają, a jak słaby, to po tobie jadą. To się zdarza, to się zmienia. A tamten film miał jeden przekaz, z którym się nie utożsamiam.

… o trudnej relacji z ojcem

Jej w ogóle nie ma, więc ciężko mi ją nazwać trudną. Wbrew pozorom, w tej sytuacji jest prosta. Nie bawię się w publiczne tłumaczenie, dlaczego tak jest, bo czuję, że nie mam się z czego tłumaczyć. Są takie rzeczy, które zostają w rodzinie, nawet jeśli tej relacji nie ma. Pewnie jest to do naprawienia. Długie życie przed nami, ale nie zawracam sobie tym głowy. To ie jest pierwsza rzecz, o której myślę, gdy wstaję rano. może czas naprawi parę rzeczy, może nie . Ja się przyzwyczaiłem do aktualnego stanu.

… o meczu ze Słowacją na Euro 2020

Gdybyśmy zagral i z nimi sto kolejnych spotkań, wszystkie byśmy wygrali, nawet w dziesięciu na jedenastu. Niestety, zdarztł nam się ten jeden kiepski mecz, do dziś nie wiem, jak to ożliwe. Po tym turnieju nadal czuję niesmak. Byliśmy naprawdę fajnie przygotowani. Pomimo tego, co wszyscy myślą o Paulo Sousie, był bardzo dobrym trenerem. Jakim cudem w tej sytuacji przegraliśmy ze Słowacją i Szwecją – nie mam pojęcia.

… o tym, co się działo po koszmarnym meczu z Napoli na początku poprzedniego sezonu

(To był – przyp. red.) jedyny raz w seniorskiej karierze, gdy płakałem po meczu. Po spotkaniu poszedłem z trzecim bramkarzem na papieroska. I wtedy puściło mi tak bardzo, że cieszę się, że był tam ze mną. Inaczej bym z tego kibla nie wyszedł przed wypaleniem całej paczki. To był ciężki okres dla mnie, bo czułem się dobrze, byłem w formie, a popełniłem w dwóch meczach klopsy. I to takie, których nie da się logicznie wytłumaczyć. Po wszystkim rozmawiałem z Massimiliano Allegrim. Bardzo podniósł mnie na duchu. Nie spotkałem i chyba już nie spotkam trenera, który dokładnie wie, kiedy cię opieprzyć, kiedy wesprzeć, a kiedy zmotywować. Ma niesamowitą czutkę. Mówił do mnie wtedy takie rzeczy, że nawet jakbym przed spotkaniem wyobraził sobie jego idealny przebieg, nie wymyśliłbym aż tak fajnego scenariusza. Niesamowity gość.

… o graniu… na kacu

Zagrałem jeden mecz w życiu na kacy, na szczęście towarzyski. W sumie zaprezentowałem się z fajnej strony, ale miałem poczucie samoobrzydzenia związanego z tym, w jakim jestem stanie. To był turniej emirates Cup, za czasów występów w Arsenalu. Graliśmy dwa mecze, dzień po dniu. Popiłem przed pierwszym. Dzień później czułem się świetnie, ale też znam swój organizm i wiedziałem, że kiepsko będzie dopiero jutro. No i faktycznie. Przegraliśmy tamto spotkanie, z Galatasaray, bodaj po rzucie karnym.

Cały wywiad Tomasza Smokowskiego z Wojciechem Szczęsnym w “Kwartalniku Sportowym”

Komentarze