Cracovia - Wisła Kraków
Cracovia - Wisła Kraków Grzegorz Wajda

Spisek przeciwko Cracovii? Derby to jedno, ale fakty mówią coś innego

Dziennikarze zajmują się łaciną Janusza Filipiaka, zamiast dotknąć sedna problemu, jakim było fatalne sędziowanie Daniela Stefańskiego oraz sędziowanie w Polsce w ogóle – piszą od kilku dni kibice, zwłaszcza Cracovii. Zatem wyłączmy emocje i zajmijmy się tym “sednem”.

  • Mimo że od derbów Krakowa minęło już kilka dni, temat wciąż wydaje się żywy. Niestety nie przez ich poziom
  • Cracovia czuje się poszkodowana niektórymi decyzjami sędziego Daniela Stefańskiego, w wielu kwestiach ma rację, ale problemem jest to, że przy Kałuży kwestię sędziowania widzą znacznie szerzej. Pojawiają się sugestie, że mamy do czynienia ze spiskiem mającym w dłuższym wymiarze uderzać w Pasy. Fakty całkowicie temu przeczą
  • Czy Daniel Stefański faktycznie nie nadaje się do sędziowania w Ekstraklasie? Próbujemy znaleźć odpowiedź

Czytam to wszystko i nawet rozumiem rozżalenie. Daniel Stefański nie miał w piątek dobrego dnia i kilka jego decyzji mogło wypaczyć końcowy wynik. Prawdopodobnie wynikało to z błędnie przyjętej taktyki na mecz, którą dało się zaobserwować od pierwszych minut. Stefański chciał pozwolić grać, bardzo wysoko stawiając poprzeczkę karania żółtymi kartkami i się przeliczył. W pierwszych 10 minutach nie widzieliśmy żadnego napomnienia, mimo że spokojnie mogły być trzy – po obu stronach. Ostateczny efekt był taki, że piłkarze podświadomie czuli, że mogą sobie pozwolić na więcej i zaczęli z tego korzystać, a Stefański tracił kontrolę nad meczem. Bez wątpienia popełnił dwa spore błędy – najpierw nie pokazując drugiej żółtej kartki Dawidowi Szotowi, który w kontrze chwytem zapaśniczym złapał Sergiu Hancę, później, w samej końcówce, nie karając “czerwienią” Mateusza Lisa. Wszystkie pozostałe kwestie sporne to było klasyczne 50/50, zależne od interpretacji, oceny, czy dane zagranie było intencjonalne, czy tylko nierozważne. Dyskusja jak w powiedzeniu o rabinach.

Co by nie mówić, Stefański jednak Wiśle pomógł. I to jest to miejsce, w którym ludzie związani z Cracovią poczują się zobligowani do zadania pytania: i jak on za to zostanie ukarany?

Prawdę powiedziawszy nie wiem jak i czy w ogóle – próbowałem od rana dodzwonić się do Zbigniewa Przesmyckiego, ale nie odebrał. Dochodzimy jednak do momentu, w którym stawiamy przed przełożonymi Stefańskiego postulaty niemożliwe do zrealizowania, a przy braku zdecydowanej reakcji nazywamy ich kliką. Zawieszenie na jeden mecz nie jest żadną karą, przecież nawet bez ich stosowania sędziowie nie gwiżdżą w każdy weekend. Sam Stefański w trzech kolejkach nie prowadził żadnego meczu, więc ogłoszenie, że za słaby występ w Krakowie zostaje odsunięty na mecz czy dwa, mogłoby się spotkać z zarzutem o hipokryzji. Gdyby za pojedyncze słabe występy odsuwać sędziów, za chwilę zostalibyśmy bez nich. Nie ma weekendu bez kontrowersji i błędów, o czym najlepiej świadczy wybranie przez IFFHS najlepszym sędzią roku Daniele Orsato – tego samego, którego świat dopiero co krytykował za brak czerwonej kartki dla Freda w meczu Manchester United – PSG. I tego samego, którego jakiś czas temu za błędy w hicie Inter – Juventus przeczołgał Nicola Rizzoli, szef włoskich sędziów.

Oczekujemy zdecydowanych reakcji po jednym słabym meczu zapominając, że w tym fachu 10 poprowadzonych dobrze staje się dla nas anonimowych. Naprawdę ktoś liczy, że w miejsce Stefańskiego przyjdzie inny, który nie popełni błędu? Przy czym zaznaczam – “zamrażarka” staje się koniecznością dla sędziów, którzy naprawdę regularnie “nie dojeżdżają”. Ze Stefańskim jest inaczej. Przed derbami Krakowa w obecnym sezonie kontrowersyjne decyzje podejmował tylko w dwóch meczach – w 3. kolejce niemal w identycznej sytuacji, jak po starciu Szota z Hancą nie pokazał drugiej żółtej kartki Michałowi Kojowi z Górnika Zabrze (co w sumie jest sygnałem, jak w swoim taryfikatorze ten sędzia ocenia takie zdarzenia, raczej nie ma to nic wspólnego z prześladowaniem Cracovii), a kilka tygodni później w meczu Zagłębia ze Stalą mimo skorzystania z monitoru nie zmienił swoich decyzji ws. braku karnego dla gości i tylko żółtej kartki dla Mateusza Żyry (choć w obu sytuacjach o zmianę mógł się pokusić).

Analizując na identycznej zasadzie pracę innych arbitrów szybko dojdziemy do wniosku, że żaden z nich się nie nadaje i właściwie każdy ma na sumieniu jakiś mecz, po którym powinien być wsadzony na długo do I ligi. Pisać o fatalnym poziomie sędziowania w Polsce może tylko osoba, która nie ogląda meczów w zagranicznych ligach. W wielu przypadkach nie widać wielkiej różnicy, a w niektórych (Włochy) nawet na naszą korzyść. Optymalnie by było, gdyby Daniel Stefański po derbach odpoczął, ale jeśli skończy się na jednym meczu, nie krzyczmy, że to żadna kara. Bo biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, o których piszę, jaka miałaby być? Nie róbmy z niego skończonego nieudacznika.

Za dużo w tym wszystkim emocji, a te generują zupełnie wypaczone spojrzenie. Widzimy to w oświadczeniu Cracovii, gdzie klub przekonuje, że błędami Stefańskiego (i VAR-u) było niepodyktowanie rzutu karnego dla Pasów za zagranie ręką Mehremicia oraz odgwizdanie ręki Loshaja w sytuacji, gdy ten otwierał sobie drogę do bramki. Problem w tym, że jeśli bark piłkarza Wisły określa się “ręką”, a przy ewidentnej ręce zawodnika Cracovii wmawia się światu, że jej nie było, samemu dostaje się szyderczym rykoszetem. Jeśli te decyzje skrzywdziły Pasy – a tak czytamy w oświadczeniu – obawiam się, że nie ma w Polsce sędziego, który nie skrzywdziłby ich co weekend, oczywiście w ich mniemaniu. Cracovia odrzuciła merytorykę, wystawiła piłkę “do pustaka”, by ją ustrzelić.

Przy Kałuży powstało dziwne przeświadczenie, że sędziowie celowo krzywdzą Cracovię i forują Legię. Legię, która – przypomnijmy – przez blisko 300 dni nie otrzymała rzutu karnego, choć w niektórych sytuacjach, zwłaszcza na początku obecnego sezonu, o gwizdek aż się prosiło. Dochodzi do absurdalnych zarzutów, ocierających się o paranoję. W twitterowej wymianie zdań z jednym z kibiców Cracovii przeczytałem, że “w czasie meczu z Wisłą kilka osób postronnych kręciło się koło wozu VAR. Obsługa się dość dziwnie zachowywała (uśmieszki, perskie oczka itp)”. Czyli, że jak? Ktoś puszcza “oczko” sędziemu Lasykowi, a ten już wie, że ma Stefańskiemu przekazać, by nie dawał czerwonej kartki Mateuszowi Lisowi?

Janusz Filipiak sugeruje, że zawiązano przeciwko Cracovii spółdzielnię, niektórzy dodają, że ma to być odwet za zbyt niską karę, z jaką rozpoczynała sezon. A jak to wygląda naprawdę od startu rozgrywek?

Weszlo.com prowadzi od kilku sezonów “niewydrukowaną tabelę” – po każdej kolejce analizowane są błędy sędziowskie i ich wpływ na kształt tabeli. Nie traktuję tego jak wyroczni, ale jakieś odniesienie jednak to daje. Do meczu z Wisłą (najnowszego zestawienia jeszcze nie ma), w całej Ekstraklasie nie było większego beneficjenta od Cracovii. Pasy jako jedyne na decyzjach arbitrów “globalnie” zarobiły trzy punkty – wg autorów tej rubryki powinny mieć na koncie 9 punktów, a mają 12. W 11 kolejkach sędzia pomógł im trzy razy, zaszkodził raz. Aż osiem klubów ma bilans “na zero”, czterem (w tym Legii) sędziowie zabrali po punkcie, najbardziej poszkodowanej Wiśle Kraków – dwa.

W poprzednim sezonie bilans Cracovii to dodatkowy punkt zarobiony po pomyłkach sędziowskich. Oczywiście wszystkie te liczby mieszczą się w granicach błędu statystycznego, ktoś inny mógłby inaczej zinterpretować poszczególne sytuacje i okazałoby się, że Pasom punkt jednak zabrano, ale jakkolwiek byśmy tego nie rozpisali, nie udowodnimy, że cała Polska uwzięła się na Cracovię.

Komentarze