Co słowa Roberta Lewandowskiego mają do zwolnienia trenera Warty?

Piotr Tworek
PressFocus Na zdjęciu: Piotr Tworek

Warta Poznań w ostatnich 10 meczach zdobyła łącznie jedną bramkę, w ostatnich siedmiu – żadnej. Od trzech miesięcy nie wygrała meczu, odpadła z Pucharu Polski z II-ligowcem, stała się najmniej atrakcyjną do oglądania drużyną w Ekstraklasie. Czy zatem są powody, by krytykować klub za zwolnienie trenera Piotra Tworka? Tak, całkiem sporo.

  • We wtorek Warta Poznań ogłosiła rozstanie z Piotrem Tworkiem, trenerem, który wprowadził zespół do Ekstraklasy i zajął w niej piąte miejsce
  • Teoretycznie były powody do podjęcia takiej decyzji, bo od 10 spotkań Zieloni grali fatalnie. Praktycznie trudno oceniać ją pozytywnie
  • Co zatem należało zrobić z trenerem, którego drużyna grała najgorzej w lidze? W idealnym świecie nic. Pozwolić mu osiągnąć taki wynik, na jaki wskazuje potencjał zespołu, czyli spaść z ligi

Lewandowski wie, co mówi

Po meczu ze Szwecją na Euro 2020 miałem okazję porozmawiać chwilę z Robertem Lewandowskim. Jako że przez miesiąc byliśmy karmieni opiniami o najlepszym zgrupowaniu w historii oraz idealnej hybrydzie ciężkiej pracy i atmosfery lżejszej od balonu z helem, spytałem, czemu było tak źle, skoro było tak dobrze. „Lewy” odpowiedział dość krótko – bo na boisku ostatecznie nie broni się jakość, a nie zawiązane przyjaźnie i dobry humor piłkarzy. Fragment tamtej rozmowy przypomniał mi się po informacji o pożegnaniu szkoleniowca Warty Poznań. Może dlatego, że życzę mu tak samo dobrze jak kapitanowi polskiej kadry, a może dlatego, że zapewniono mu drużynę bez jakości, a wymagano, by wygrywał mecze atmosferą.

Brak wspólnych punktów z Piastem

Przy okazji zwolnienia Tworka widziałem kilka opinii osób, które broniąc byłego już trenera Zielonych, jako przykład podawały ubiegłorocznego Piasta Gliwice, mającego na koncie po ośmiu meczach ubiegłego sezonu dwa punkty. Na Śląsku nikt jednak nie miał zamiaru obwieszczać, że drużyna potrzebuje nowego impulsu. Wszystko ogarnął Waldemar Fornalik zaliczając następnie passę 17 gier z zaledwie jedną porażką (nota bene z Wartą Tworka). Przy całej słuszności obrony trenera, trudno w obu przypadkach znaleźć jakikolwiek inny wspólny mianownik poza fatalnymi wynikami. Tamten Piast nie punktował, ale grał na niezłym poziomie. Gdyby przyznawano punkty na podstawie współczynnika xG – goli oczekiwanych – wygrałby większość z przegranych spotkań. Gdy remisował z Wisłą Płock 2:2 strzelając bramkę w ostatniej sekundzie, mówiło się o szczęściu gliwiczan, mimo iż tak naprawdę w perspektywie całego meczu mieli pecha (xG 2,48 do 0,68). Hitem pod tym względem był natomiast przegrany mecz z Cracovią (0:1), w którym Pasy zapracowały dokładnie na jedną bramkę, ale Piast zanotował xG na pozimie 4,14, a skończył spotkanie z pustym przebiegiem.

W przypadku gliwiczan było jasne, że wygrywanie – nawet seryjne – jest kwestią czasu, bo nie da się być tak często lepszym od rywali i za każdym razem obrywać w łeb. Personalnie tamta drużyna też dawała nadzieję, o ile nie pewność, na lepsze czasy. W przypadku Warty nie zgadza się tu nic. Poznaniacy mają najniższe w lidze xG (10,55) i jedno z najwyższych xGa (15,32) – goli oczekiwanych dla przeciwnika. W całej trwającej od 4. kolejki serii meczów bez zwycięstwa tylko dwa razy (na dziesięć gier) zdarzyło się, by Zieloni wypracowali sobie więcej okazji od przeciwnika. O ile więc w przypadku Piasta o jego czarnej serii decydowała mieszanka pecha i przypadku, o tyle mówiąc o Warcie trudno używać tego argumentu.

Trzeba było nie machać szabelką

Pojawia się więc pytanie, czy wobec tej całej beznadziei Tworek faktycznie czasem nie zasługiwał na pożegnalny uścisk dłoni prezesa? Drużynie nie szło, nie strzelała bramek, nie rokowała, by się to mogło zmienić, do tego trudno uwierzyć w dobrą atmosferę znaną z ubiegłosezonowych vlogów, bo przecież tę zawsze przede wszystkim budują wyniki.

Ale zamiast odpowiedzi wprost, można spytać: co w klubie zrobiono, by było inaczej? Czy to trener uznawany trzy miesiące temu za dobrego stał się trenerem słabym, czy wszystko wokół zaczęło się sypać, a Tworek miał być twarzą projektu, który można zamknąć w memie z palącym się mieszkaniem i popijającym ze spokojem kawkę psem mówiącym „jest w porządku”? W Warcie pomylono skutek z przyczyną.

Cofnijmy się na moment o kilkanaście miesięcy. Awans Warty do Ekstraklasy był kompletnie niespodziewany. Drużyna bez żadnych gwiazd wygrała baraż z płacącym dużo wyższe kontrakty Radomiakiem i musiała zjeść tę żabę. Przeglądając dziś przedsezonowe typy ekspertów, właściwie każdy wskazywał na Wartę jako głównego kandydata do spadku i pewnie gdyby ta po wyrównanej walce z Podbeskidziem i Stalą Mielec zajęła ostatnie miejsce, Piotr Tworek mógłby dalej w niej pracować. Ale Robert Graf, ówczesny dyrektor sportowy, teraz w nagrodę pracujący w Rakowie Częstochowa, przeprowadził doskonałe okienko transferowe. Do Poznania trafili Robert Ivanov (reprezentant Finlandii, późniejszy uczestnik Euro 2020), skrzydłowy Makana Baku z przeszłością w 2. Bundeslidze, czy utalentowany pomocnik Maciej Żurawski. Warta stała się drużyną zdolną do wygrywania, choć liczba tych zwycięstw i tak była szokiem. Od Tworka oczekiwano walki o 15. miejsce, on zajął piąte.

Pozwolić trenerowi spaść

Transfery z poprzedniego sezonu były ewenementem w skali klubu tego rozmiaru i powtórzenie podobnego okienka byłoby już kompletnym odchyleniem od normy. Po odejściu Jakuba Kuzdry, czy wspomnianych Baku i Żurawskiego oraz wzmocnieniu zespołu piłkarzami o jakości nieidącej w parze z poprzednikami, Warta kadrowo wróciła na poziom miejsc 16-18, które właśnie okupuje. Stała się zespołem z problemami z młodzieżowcami, zawodnikami ofensywnymi niezdolnymi do robienia jakichkolwiek liczb, z zawodzącym Mateuszem Kuzimskim (rok wcześniej wykorzystującym dokładnie tyle okazji, ile zostało mu stworzonych) i bardzo wąską ławką rezerwowych. Ekipą, która w tym kształcie prawdopodobnie nie utrzymałaby się w lidze ani z Piotrem Tworkiem, ani żadnym innym trenerem, na którą ją stać. Oczywiście do końca sezonu jest jeszcze 21 kolejek i wszystko jest możliwe, Dawidowi Szulczykowi, który wejdzie w buty następcy Tworka życzę jak najlepiej, nawet chciałbym odszczekać swoje słowa, ale szczerze wątpię, że będę musiał.

Co zatem należało zrobić z trenerem, którego drużyna grała najgorzej w lidze? W moim idealnym świecie nic. Pozwolić mu osiągnąć taki wynik, na jaki wskazuje potencjał zespołu, czyli spaść z ligi. To nie była sytuacja jak z Wisłą Kraków i Peterem Hyballą, który rozwalał szatnię oraz indywidualnie piłkarza po piłkarzu, ani z Lechią Gdańsk i Piotrem Stokowcem, który osiągał wyniki dobre, ale do poprzeczki z realnymi aspiracjami klubu nie doskakiwał. Piotr Tworek dostał zespół z potencjałem na spadek, więc powinien móc spaść i pracować dalej. Chyba, że analiza wewnątrz klubu wykazałaby, że faktycznie niedawno był niezłym szkoleniowcem, ale ostatnio jest słabym. Chętnie zagłębiłbym się w argumenty.

Najtrudniejszy sezon

To nie jest tak, że dla beniaminka najtrudniejszy jest drugi sezon. Najtrudniejszym jest ten, w którym kompletuje się zespół odbiegający jakością od rywali. Mam dziwną pewność, że gdyby jakimś cudem – mam świadomość klubowych finansów – w Warcie udało się zatrzymać wszystkich piłkarzy z poprzednich rozgrywek, dorzuciło się jakichś dwóch-trzech do rotacji, ta dziś nie zajmowałaby miejsca spadkowego i nie myślała o zmianie trenera. Ale stało się inaczej, co wygenerowało najtrudniejszy sezon właśnie teraz. Nic w tym złego ani wstydliwego być biedniejszym od innych, zwłaszcza gdy sukces przychodzi niespodziewanie. Ktoś spaść musi i jakoś tak dziwnie się układa, że zazwyczaj spada faktycznie ten najsłabszy. Gdyby Warta spadła z Tworkiem, zarzucanie władzom klubu brak odpowiedniej reakcji w kwestii trenera byłoby absurdalne.

Trener? Niech zawsze robi wynik ponad stan

Trener oczywiście nie powinien być statystą na ławce rezerwowych i jednym z jego zadań jest danie zespołowi coś ekstra. W Polsce przyjęło się jednak wymaganie tego mecz po meczu, miesiąc po miesiącu, sezon po sezonie. Nawet przy braku dostarczenia mu odpowiednich narzędzi do pracy. Szkoleniowiec, który wygrał kilka meczów, ma ponownie wygrywać, nawet jeśli to zwycięstwa były przypadkowe, nie porażki. Albo wciąż ma robić wynik, mimo iż wszystkie okoliczności wokół się zmieniają.

Cztery lata temu nieoczekiwanie do Ekstraklasy weszła Sandecja Nowy Sącz. Później wygrała kilka meczów, znalazła się w górnej połowie tabeli, ale wreszcie zaczęła osiągać wyniki odpowiednie do swoich możliwości. Radosław Mroczkowski został więc pogoniony po zrobieniu 19 punktów w 19 grach (tyle samo miała wówczas Cracovia i Piast Gliwice), mimo iż każdy wiedział, że jego następca spadnie z ligi. Mniej więcej tak widzę dzisiejsze ruchy w Warcie Poznań.

Dlatego też cieszy mnie, że w Górniku Łęczna wciąż pracuje Kamil Kiereś i nic nie słychać, by był plan zastąpienia go kimś innym. Dla takich klubów gra w I lidze nie jest czymś obelżywym, a gdyby nie wywalczyły niespodziewanego awansu, spokojnie egzystowałyby na zapleczu Ekstraklasy. Czasem najlepszym rozwiązaniem jest zaakceptowanie swojego miejsca w ekosystemie i ewentualna próba zmieniania go na innym poziomie w klubie, nie na ławce. Przynajmniej nie trzeba będzie płacić dwóch trenerskich kontraktów jednocześnie.

Komentarze