Łamanie nóg i przekładanie meczów, czyli wróciła ESA pełną gębą? | Dwugłos Tetryków

Legia Warszawa - KGHM Zaglebie Lubin
PressFocus Na zdjęciu: Legia Warszawa - KGHM Zaglebie Lubin

Czy należy przekładać mecze, czy mecze powinny być przekładane? To jest tętno ligi, będziemy odpowiadać na pytanie, czy mecze pucharowiczów powinny być grane w innych terminach, niż pomiędzy meczami pucharowymi. Dwugłos tetryków, czyli Leszka Milewskiego i Jakuba Olkiewicza, został zdominowany przez temat przekładanych spotkań, ale mamy też parę słów o minionej kolejce Ekstraklasy, a nawet o łamaniu kości z przemieszczeniem. Tak, to Piotr Stokowiec sprokowował dyskusję o łamaniu kości z przemieszczeniem, które jest ponoć mile widziane, zwłaszcza w środku pola.

  • Jak to jest przekładać mecze, dobrze?
  • Wisła Płock – Goals & Skills Danza Kuduro Remix
  • Widzew wygrywa pierwszy ekstraklasowy mecz od ośmiu lat
  • Czy jak kości nie widać, trzeba grać? Sprawa Lubina

Leszek Milewski: Kuba, powiedz, jakbyś był pucharowiczem, przełożyłbyś mecz? Nie brak opinii, że trzech pucharowiczów przekładających spotkania wiele mówi o naszym społeczeństwie. Pogoń nie przełożyła, dostała w trąbę we Wrocławiu, Damian Dąbrowski w wywiadzie powiedział, że czują w nogach mecz z Brondby, ale są dużymi chłopcami.

Jakub Olkiewicz: W takich momentach lubię odwoływać się do mojej ulubionej anegdoty o Jose Mourinho. Otóż jeden z moich ulubionych trenerów został kiedyś zapytany: Jose, co jest istotniejsze, wygranie w rozgrywkach ligowych czy jednak triumf w Lidze Mistrzów? Wielki mistrz Jose zasępił się, zakręcił kosmyk na swojej okazałej brodzie, po czym z miną mędrca odpowiedział: to zależy.

Gdy wygrywam ligę, to najważniejsze jest wygranie ligi. Gdy wygrywam Ligę Mistrzów, to najważniejszy jest triumf w Lidze Mistrzów. A gdy niczego nie wygrywam… Cóż, tytuły nie są w piłce najważniejsze.

U mnie kłócą się w głowie dwa wilki i nie jest to chyba żadna nowość. Jeden wilk, nazwijmy tego wilka rudowłosym Zbigniewem, uważa, że na tym etapie sezonu liczy się zgrywanie nowych zawodników z drużyną, nabieranie ogrania, łapanie rytmu meczowego, a nawet budowanie mentalności zwycięzców oraz pewności siebie. A gdzie ją budować, jeśli nie na stadionie beniaminka na przykład. Drugi wilk, nazwijmy go leniwym Kubusiem, hołduje zasadzie – jeśli możesz uniknąć robienia czegokolwiek, to po prostu tego uniknij. Praktyka pokazuje, że faktycznie polscy piłkarze nie potrafią sobie poradzić z grą co trzy dni, że faktycznie kadry są zbyt wąskie, a przygotowanie fizyczne (pRzYgOtOwAnIe FIZyCznE) nie takie, jak byśmy oczekiwali. Ale czy na pewno drogą do ogarnięcia tych problemów jest akurat taśmowe przekładanie spotkań? Czy nie powinniśmy przyzwyczajać klubów, a trenerzy przyzwyczajać piłkarzy do nieco większego wysiłku, do nieco wyższych obciążeń? Sami szkoleniowcy czasami przyznają: zrobiłbym im więcej, jasne, ale zaraz będzie narzekanie, że trener tyran, że zamordysta. Tutaj pojawia się furtka i – kto wie – może za jakiś czas wyjeżdżający z Polski zawodnik nie użyłby w pierwszym wywiadzie magicznej zbitki: “zaskoczyła mnie tu intensywność zajęć”.

LM: Ja nie chciałbym popaść w populizm. Przyjmuję argumenty osób, które mówią, że trzeba grać. Choćby dlatego, że skoro działacze mówili o budowie szerokich kadr na kilka frontów – a Raków nawet taką faktycznie ma, a nie tylko o niej mówił – no to niech potem nie unikają frontów. Rozumiem, że jeśli mamy gonić, to gra co trzy dni nie może nam się jawić jako straszliwe pandemonium, osiemnasty krąg piekła, kazamaty z Diablo II.

Natomiast, pamiętam gdy mecze przekładali Słowacy, Węgrzy, Szwedzi, a my nie. Wtedy podnoszono hałas: dlaczego oni mogą, a my nie? Dlaczego tam się pomaga pucharowiczom, a u nas się nie pomaga? Ja wtedy faktycznie byłem oburzony. Nie mogę więc teraz być całkiem oburzony, że ktoś przełożył mecz. Szczególnie, że ostatecznie to przekładanie będzie definiowane przez wyniki. Jeśli będą słabe, no to wiadomo, że przekładanie bez sensu i zaorać. Ale jeśli wyniki będą? Na razie mamy na rozkładzie jeden z najlepszych pucharowych czwartków ostatnich lat. Nikt się nie ośmieszył. Bilans bramek 11-1. Przeciętna Lechia robi ponadprzeciętny wynik. Brondby kopie po autach, ich bramkarz łapie żółtą kartkę. Uwaga, teraz będą już potężne suchary: “Astana na kolanach, Batumi grać nie umi”.

Kwestia ceny. Nie ma, jak zwykle, jednej uniwersalnej interpretacji. Jeśli pucharowicze dadzą radę, a ich trenerzy po wygranych wyjdą i powiedzą “POMOGŁO NAM PRZEŁOŻENIE MECZÓW”, to posłucham. Bo nasza rankingowa sytuacja jest skandaliczna i przez większość mojego życia jest skandaliczna, chciałbym jednak mniej skandali w tym excelu. Ale jeśli będzie mniej więcej jak zawsze, to grajmy. Na tu i teraz nie mam interpretacji, jest za wcześnie – dałbym czas do końca eliminacji. Wtedy zajmę stanowisko. Dziś w dyskusji o przekładaniu meczów jest też trochę bicia piany.

JO: Pamiętajmy, że bicie piany to jest esencja polskiego futbolu, również dlatego, że nie zawsze na murawie jest na co popatrzeć. Natomiast tak post factum – Pogoń Szczecin jednak zyskała we mnie kibica, teraz jakoś jeszcze mocniej będę trzymał kciuki, bo byłoby naprawdę fajnie pokazać – no i co, panowie, nas, twardych Portowców wykarmionych paprykarzem, żadna fala nie złamie, żaden mecz co trzy dni nie pokona. Nie to, żebym Rakowowi nie kibicował, ale jednak serce zadrżało, gdy jadąc wczoraj na GKS Tychy – ŁKS Łódź, na wysokości Częstochowy Staszek zobaczył billboard częstochowskiego klubu. Na szczęście nie kazał zawracać i nawet zajął stanowisko, że ŁKS bardziej lubi.

Natomiast poza pucharowiczami tego sezonu, ja chciałbym poruszyć temat pucharowiczów przyszłego sezonu. Wiadomo, to dopiero dwie kolejki, jest jeszcze zbyt wcześnie, ale czy nie obawiasz się, że ze swoim rankingiem klubowym Wisła Płock może trafić na trudnych rywali już w okolicach IV rundy eliminacyjnej Ligi Konferencji? Faza grupowa wydaje się w tym momencie celem-minimum, ale jeśli w IV rundzie się przytrafi jakaś Fiorentina, to będą ciężary!

Zbytki zbytkami, ale robi wrażenie ta Wisła, robi tym większe, że to Wisła Płock na wyjeździe, którą nieźle mieliśmy okazję poznać za czasów Macieja Bartoszka, robi tym większe, że to Wisła Płock, która wygląda… logicznie. Masz niezły skład, porządnego trenera, robisz szóste miejsce w lidze. A potem przychodzi okienko, gdzie nie tylko się nie osłabiasz, ale nawet wzmacniasz. Bardzo, bardzo nieśmiało zaczynam się zastanawiać, czy nie zlekceważyliśmy płocczan. Czuję się źle, że właściwie zapomniałem o ich istnieniu, gdy robiliśmy skarb tetryków.

LM: Z biciem piany trafiłeś, a więc wycofuję się. W rywalizacji na bicie piany mundialowy ćwierćfinał z urzędu, zawsze. I tak, trudno jednak nie docenić postawy Pogoni Szczecin. Gorzej, jak wyjdą chłopaki w czwartek, minimalnie przegrają i powiedzą: NO, WIECIE, MOŻE JEDNAK TRZEBA BYŁO PRZEŁOŻYĆ, BO NAM BRAKŁO PARY W DOGRYWCE.

Na ten moment to Fiorentina może się obawiać Wisły Płock. Wisła Płock weszła świetnie w sezon i to nie jest przypadek. Spójrz jak wygląda pomoc tego zespołu. Furman. W dodatku Furman, który mówił, że teraz już będzie Furmanem. Szwoch, czyli były król asyst. Zdrowy Wolski, a zdrowy Wolski to jeden z najefektowniejszych piłkarzy ligi. Davo czyli Hiszpan modelowy w środku pola, piłeczka chodzi, jest umiejętność czysto piłkarska. Nie przesadzałbym zarazem z przecenianiem tego zespołu, bo zobacz – oni mają braki. No jednak, z całym szacunkiem, to jest drużyna mająca na lewej obronie Piotra Tomasika. To naprawdę nie jest tak, że oni wyjęli portfel latem, wzmocnili wszystkie pozycje i teraz są maszynką do grania. Nie, mają bardzo mocną pomoc, to sztuka, że taki uzbierali skład, ale defensywa może pokazać swoje braki, tak samo, mimo wszystko, pozycja napastnika. Bo to, co dzieje się z Sekulskim… no czy to może wiecznie trwać? Ale na pewno Wisła Płock zerwała z nijakością. Linia pomocy może gwarantować efektowne mecze. To duży sukces, także obiecujęca w kwestii oddania stadionu – tu jest na kogo przychodzić. Ale słabsze punkty Wisły Płock też są widoczne jak na dłoni i dwa wygrane mecze tego nie zmieniają.

JO: Pamiętajmy, że w mojej świadomości Wisła Płock w ogóle nie istniała, pomiędzy pucharowiczami, Piastem czy Radomiakiem znajdowała się czarna dziura, w której nie potrafiłem umiejscowić żadnej konkretnej drużyny. Teraz, przy golach 7:0, gdzie to nie było wcale opędzlowanie dwóch beniaminków u siebie – muszę zacząć zapamiętywać, że taki klub jest, że ma fajną pomoc i potrafi nastrzelać goli. Do tego strasznie się jaram, że prawdopodobnie będzie okazja na dłuższą metę obejrzeć robotę Pavola Stano. To jest dość unikalny przypadek, tak przynajmniej mi się wydaje, że zagraniczny piłkarz, który grał w Ekstraklasie wraca do siebie, robi tam świetne wyniki jako trener, jest przymierzany do mocnych polskich klubów, a ostatecznie trafia do miejsca, gdzie może powolutku dziergać własny projekt. Interesują mnie tu dwie kwestie – gdzie Stano uczył się fachu trenerskiego i gdzie zdawał egzaminy na kolejne licencje trenerskie.

LM: Kuba, Widzew wygrał pierwszy ligowy mecz od ośmiu lat. Szczerze obawiałem się, że to pójdzie takim torem: Widzew będzie chwalony za walkę, za podejmowanie rękawicy, za stwarzanie okazji. Ale będzie bez punktów. Czasem szarpnie remis. Ale potem znowu nie szarpnie nic. Tu zapłaci frycowe. Tam wypadnie naprawdę dobrze, ale rywal akurat ma gościa, który załaduje z czterdziestu metrów nie do obrony. Masz doświadczenia ekstraklasowe z ŁKS-em, tam tak było – niby pochwały jesienią, ambitne mecze, ale punktów mało.

Natomiast ta Jagiellonia… Wciąż ręce na kołdrze, wiem, że wy w drugim meczu ograliście Cracovię. Ale Widzew nie tylko wygrał po pięknych golach. Nie tylko jednego z nich strzelił nowy napastnik, Jordi Sanchez. Nie tylko zasłużył na zwycięstwo, bo wyglądał lepiej. Ale wyglądął też konsekwentnie w stosunku do meczu z Pogonią. Imponujące i docenione w Polsce było to, jak wychodzi spod pressingu. Zawsze po ziemi, nieważne jak intensywny byłby pressing rywala. Z całym szacunkiem, ale trochę inna półka niż bijąca piłkę czym dalej od siebie Korona. Niedźwiedź naprawdę ma plan na Widzew, a także na Widzew w Ekstraklasie. Zaskakuje mnie pozytywnie Widzew na razie, choć wciąż mam z tyłu głowy, że to może się nagle zaciąć i braknie. Ale z drugiej strony, teraz ma przyjść Starzyński. No kurczę, to byłby konkretny transfer, znowu coś budującego nadzieję.

JO: ŁKS z kolei zwycięzył w Tychach z GKS-em po ładnej akcji bramkowej zakończonej świetny uderzeniem głową Pirulo. A tak serio – no nie ma się do czego przyczepić w Widzewie, to wygląda, jak dobrze odrobiona praca domowa po Miedzi, po ŁKS-ie, nawet po Bruk-Becie Nieciecza. Dziwią mnie jedynie głosy niektórych moich kolegów z ŁKS-u, że Widzew jest bardziej “pragmatyczny”, niż my w Ekstraklasie. No nie, pomysł jest bardzo podobny, po prostu w Widzewie to wychodzi, być może z racji dużego upgrade’u umiejętności kluczowych w tym systemie zawodników, czyli środkowych obrońców. Generalnie pamięam, że my po dwóch kolejkach mieliśmy 4 punkty, a w sumie zasłużyliśmy na 6, jednak mieliśmy też defensywę złożoną głównie z ludzi, których ściągano jeszcze w czasach III-ligowych. Te historie były piękne, romantyczne, nawet w Ekstraklasie początki były miłe, ale każdy zna zakończenie.

W Widzewie zagrożenie wydaje mi się mniejsze, właśnie z uwagi na takie rzeczy, jak próba ściągnięcia Starzyńskiego, mimo że ten start ligi jest obiecujący. Nie było sentymentów przy przebudowie kadry, nie było zawahania, gdy trzeba było drastycznie pożegnać niektórych zasłużonych zawodników. Teraz też nie ma zadowolania się pierwszymi udanymi spotkaniami, tylko rozmyślanie, co jeszcze da się zrobić lepiej. Nikłą satysfakcję daje mi fakt, że o tym wszystkim mówiłem już przed pierwszym gwizdkiem ligi.

LM: Kuba, chciałbym pochylić się także nad wypowiedzią Piotra Stokowca po meczu z Legią. “Zagraliśmy za miękko, tutaj muszą wióry lecieć. Kibice przychodzą zobaczyć emocje, a nie szachy i – w cudzysłowie – macanie się. Musi być gra agresywna, zdecydowana, nie chcę widzieć takiej połowy. Kartki, faule są wpisane, tutaj nie ma złośliwości. Nie wyrażam zgody na miękką grę. Drużyna musi mieć charakter, tym bardziej przeciwko Legii – musisz więcej biegać, być bardziej agresywnym, do tego dołożyć jakość, która jest. Potem wyjeżdżamy na europejskie boiska i się dziwimy… Tam sędziowie aż tak bardzo nie przerywają gry, lecz nie mam pretensji do arbitrów. Myślę, że sędzia spokojnie mógł puszczać grę. Jak to się mówi – jak kości nie widać, to trzeba grać”.

Kilka pytań: gdzie się mówi, że kości nie widać, to trzeba grać? Czy znasz takie powiedzonka z A-klasowych muraw? Czy kibice chodzą na mecze oglądać faule? Czy różnica między europejskimi boiskami a polskimi polega głównie na tym, że tam dopuszczają brutalną grę, a u nas nie? Jak to powiązać z narracją co drugiego nowego ligowca, który zaczyna od mówienia “TO BARDZO FIZYCZNA LIGA, LEDWO PRZEŻYŁEM SWÓJ PIERWSZY MECZ”.

JO: Nie do końca rozumiem, co Piotr Stokowiec chciał tą wypowiedzią przekazać, nie do końca rozumiem, co chciał osiągnąć. Wydaje mi się to trochę mutacją populistycznego “musimy na dupach jeździć”, ale jednak jest w tym jakaś finezja, której dotychczas nie znałem. Całość zresztą dziwi mnie tym bardziej, że rywalem Zagłębia nie była drużyna Villarrealu z Riquelme na kierownicy, tylko Legia. Legia, którą w ostatnich miesiącach da się pokonać wyłącznie jakością piłkarską, bez uciekania się do pokazywania kości rywali sędziom.

Trochę nawet jestem rozczarowany, bo przecież lubinianie tę jakość posiadają, to nie jest Korona Kielce Kamila Kuzery, to nie jest też reprezentacja bokserów polskich z Arturem Szpilką na kapitanie. A tu wypowiedź jakby wyjęta z generatora porad dla piłkarzy od nas, kibiców pod płotem. No ja mogę krzyknąć, że musicie im siąść na szyjach i zagryźć, gdy w ogóle ośmielą się wejść na naszą połowę. Ale Piotr Stokowiec nie jest członkiem Orange City Boys ’03, tylko trenerem, od którego oczekiwałbym jednak… innych oczekiwań.

LM: No cóż, na pewno już czekam na mecz Korona – Zagłębie. Choć nie powiedziałbym, że oczekiwałem od siebie takiego oczekiwania. Zobaczymy, czy po meczu z Koroną trener Stokowiec zmieni zdanie.

Swoją drogą, Korona z Cracovią bez argumentów. Bez celnego strzału, bez podjazdu. Nie wyciągam z tego dalekoidących wniosków, stwierdzam fakt. Jest też transfer Wieteski do Clermont. Powiem tak: bycie kapitanem Legii to najwyraźniej prawie jak bycie asystentem w Kowal Menadżerze. Wietesa fanem nie jestem, ale czuję, że sobie poradzi, ogarnie temat. A Legia, po drugiej kolejce, ma całkowity kadrowy bałagan w defensywie, bo jeszcze uraz Nawrockiego. Ciekawe, czy Runjaic jest zaskoczony, że tak musi szyć. Sezon trwa, a Runjaic w każdej wypowiedzi trochę apeluje o transfery, trochę przekonuje, że Legia prowadzi rozmowy.

JO: Brzmi to trochę tak, jak ja, gdy przekonuję siebie, że tabliczka czekolady wystarczy mi na cały tydzień. Rozumiem, że sprzedaż Wieteski może odblokować jakieś finanse, ale generalnie Legia wygląda, zachowuje się i wykonuje ruchy takie, jak klub z dość sporą wyrwą finansową spowodowaną odcięciem od wpływów z tytułu gry w europejskich pucharach. Warto pamiętać, że ta chwila, gdy rywale grają na trzech frontach, to dobry moment, by wypracować sobie przewagę w lidze – by daleko nie szukać, był w ubiegłym sezonie jeden klub, grający całą jesień na trzech frontach, wówczas ligowa konkurencja odstawiła go na tyle, że wylądował w strefie spadkowej. Czy Legia ma tyle jakości, by sobie wypracowywać jakąś przewagę? No raczej nie. Nie to, żebym był zaskoczony. Po prostu próbuję wczuć się w rolę Kosty Runjaicia, w rolę ludzi w Legii, które jakieś tam cele na ten sezon mają. Czy mają też tworzywo, by te cele osiągnąć?

LM: Prawda, Legia w zasadzie nie ma przygotowanej kadry. Poszukują wciąż napastnika, teraz mają do zmontowania stoperów. Oczywiście nie jest aż tak źle, to wciąż dobry jak na ESA zespół, ale też z oczywistymi brakami. Nie wygląda to jak nagły zryw, by wrócić po koronę.

JO: Chyba że po Koronę Kielce, ale to za pół roku, hehehehe. He.

Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski

Komentarze