Dyrektor sportowy GKS-u Katowice: po to się gra, aby rywalizować z najlepszymi

Dyrektor sportowy GKS-u Katowice – Robert Góralczyk
fot. PressFocus Na zdjęciu: Dyrektor sportowy GKS-u Katowice – Robert Góralczyk

– Na razie wolę definiować cele jako chęć czynienia kolejnych kroków do przodu, bo one są ciągle realne, choć przy okazji dla otoczenia niepopularne. Dzisiaj rozbieżności budżetowe między 1. Ligą, a Ekstraklasą – poza wyjątkami – są bardzo duże. Jeśli już w ogóle zacząć myśleć o Ekstraklasie w Katowicach to można by sobie życzyć, aby temu myśleniu towarzyszyła chęć wejścia do niej jako klub do tego solidnie przygotowany, będący w stanie się tam na stałe zadomowić. Oczywiście można podać przykłady klubów, które w ostatnich latach nie miały wysokich budżetów, a potrafiły się utrzymać w elicie, jednak na dłuższą metę to się raczej rzadko udaje – mówił dyrektor sportowy GKS-u Katowice – Robert Góralczyk.

  • GKS Katowice właśnie rozgrywa drugi z rzędu sezon w Fortuna 1 Lidze po awansie do tych rozgrywek, który miał miejsce w 2021 roku
  • Dyrektor sportowy Trójkolorowych w rozmowie z Goal.pl odniósł się do wątków związanych z piastowaniem ważnej funkcji w klubie, a także polityki transferowej
  • Robert Góralczyk powiedział wprost, że celem katowiczan jest jak najszybsze zdobycie 46 punktów, by wtedy można zacząć myśleć o kolejnym celu

GKS Katowice koncentruje się na stabilizacji

Miło patrzy się na resztę stawki z pierwszego miejsca w tabeli Fortuna 1. Ligi?

Nie spoglądam w nią. Na tym etapie nie ma to większego sensu. Na patrzenie w tabelę przyjdzie jeszcze czas, a najważniejsze znowu będzie miejsce po 34 kolejce.

Pan jest dyrektorem sportowym GKS-u Katowice od trzech lat, pracując wcześniej jako trener między innymi w Motorze Lublin, czy Polonii Bytom. Niełatwe było przejście z jednej funkcji na drugą?

Kiedyś zadawałem sobie pytanie, dlaczego tak niewielu trenerów pełni funkcje dyrektorów sportowych, bo przecież oni najlepiej powinni rozumieć kwestie potrzeb drużyny i sztabu. Dzisiaj jednak spoglądam już na tą kwestię inaczej, bo wiem, że w tej roli z jednej strony należy być blisko zespołu, by mieć jak najlepsze rozeznanie o nim i jego potrzebach. Z drugiej nie można samemu bezpośrednimi działaniami wpływać na budowę i funkcjonowanie drużyny, co znacząco odróżnia tę funkcję od roli trenera, a tym samym inaczej definiuje odpowiedzialność za efekty pracy. Tym samym przejście z jednej funkcji na drugą wymaga pewnego przewartościowania zadań i adaptacji do nowej rzeczywistości. W moim przypadku – szczególnie na początku – nie było to łatwe.

Trudno jest znaleźć nić porozumienia?

Przepisem na udaną współpracę na linii dyrektor – sztab wydaje się stały, bieżący kontakt, wypracowywanie wspólnego spojrzenia na budowę, funkcjonowanie i grę zespołu, a finalnie poprzez mówienie “jednym językiem” pełna identyfikacja z tym wszystkim, co go dotyczy. Wówczas wszystko jest łatwiejsze i choć oczywiście są momenty, gdy samemu chciałoby się zrobić coś więcej, trzeba pozostać na etapie ewentualnego inspirowania do jakiś działań, które należy pozostawić już sztabowi szkoleniowemu, w pełni go wspierając i wierząc w efekty jego pracy.

Obowiązki dyrektora sportowego

Często mówi się, że rola dyrektora sportowego ogranicza się do pracy nad polityką transferową klubu. Jak to tak naprawdę wygląda w polskiej piłce nożnej?

Prawda jest taka, że tych obowiązków jest znacznie więcej. Zwłaszcza w klubie wielosekcyjnym, takim jak GKS Katowice. Będąc dyrektorem odpowiadam za wiele różnorakich przestrzeni w ramach sekcji piłki nożnej. Poza działaniami skautingowymi oraz transferowymi mam na myśli na przykład nadzór nad członkami sztabu szkoleniowego, tworzenie projektu, zarządzanie i bieżącą realizację budżetu, organizację zgrupowań meczowych i obozów, tworzenie niezbędnej dokumentacji, czy współpracę na linii I drużyna – Akademia. Wykorzystując także swoje doświadczenie trenerskie, a także chcąc mieć jak najszerszą wiedzę w temacie preferowanego przez nas sposobu gry, staram się także regularnie uczestniczyć w analizach meczowych i treningowych przygotowanych przez sztab.

Zobacz także:

Można wysnuć wniosek, że w każdym klubie może to wyglądać inaczej?

Każdy klub charakteryzuje się swoją specyfiką i modelem funkcjonowania. Zapewne są takie, szczególnie mocno rozbudowane w strukturze pionu sportowego, w których rola dyrektora jest sprowadzona głównie do wyszukiwania i pozyskiwania nowych zawodników. W moim przypadku to tylko jeden z elementów pracy.

Odnoszę wrażenie, że czuje Pan jeszcze głód trenerki. Możliwy jest Pana powrót na ławkę?

Koncentruję się aktualnie na obowiązkach dyrektora i priorytetem jest dla mnie jak najlepsze funkcjonowanie GKS ze mną na tym stanowisku. Mam też równocześnie świadomość, iż każdy rok rozłąki z ławką trenerską oddala mnie od niej, jednak na tym etapie nie wykluczam, iż kiedyś jeszcze na niej zasiądę, bo życie potrafi napisać różne scenariusze. Ostatnio między innymi w celu spełnienia wymogów przedłużenia licencji UEFA Pro wziąłem udział w konferencji trenerów, która odbywała się w Łodzi

Polityka transferowa klubu

GieKSa była ostatnio dość aktywna na rynku transferowym. Jak wygląda proces wyboru piłkarzy do gry w klubie?

Od trzech lat, czyli od siedmiu okienek transferowych, które za nami, rozwijamy drużynę na zasadzie ewolucji. Potwierdzeniem jest między innymi fakt, że mamy wciąż siedmiu zawodników, którzy są w zespole od samego początku, gdy wraz z trenerem Rafałem Górakiem zaczęliśmy budowę drużyny na drugą ligę. Staramy się dokonywać racjonalnych wymian poszczególnych ogniw w drużynie, do czego czasem zmusza nas sytuacja, jak to miało miejsce ostatnio chociażby w przypadku Filipa Szymczaka. Jako młodzieżowiec w roli napastnika zdobył dla GieKSy 11 bramek, ale skończył się jego okres wypożyczenia i wrócił do ekstraklasowego Lecha. Zatem należało znaleźć zastępcę. Innym razem sami dochodzimy do wniosku, że chcąc stawać się lepszym zespołem, należy pozyskać zawodników w naszym odczuciu mających większy potencjał od obecnie występujących w drużynie.

Jaki jest jednak klucz wyboru danego piłkarza?

Celujemy zawsze w zawodników na konkretne pozycje, które chcemy wzmacniać lub uzupełniać. Wraz z menedżerem sekcji Dawidem Dubasem i wydatnym udziałem sztabu szkoleniowego mamy każdorazowo stworzony i na bieżąco aktualizowany ranking zawodników na pozycjach, których chcielibyśmy pozyskać. Następnie biorąc pod uwagę obecną strukturę drużyny weryfikujemy dostępność wytypowanych zawodników i szanse na ich pozyskanie. Oczywiście zaczynamy od samej góry rankingu, ale nie zawsze udaje się danego zawodnika przekonać do transferu. Wpływ na to ma wiele różnych czynników, między innymi równoczesne zainteresowanie innych klubów, czy ograniczenia finansowe.

Duża rywalizacja w ataku

A jak to wyglądało z Jakubem Arakiem? To napastnik, który w czterech ostatnich sezonach zdobył dwie bramki…

To zawodnik o określonej jakości, doświadczeniu i walorach piłkarskich. Dodatkowy, ale bardzo znaczący atut to fakt, że przez ostatnie 1,5 sezonu był zawodnikiem Rakowa Częstochowa, czyli aktualnego wicemistrza i zdobywcy Pucharu Polski, grającego w ustawieniu 3-4-3, który też stosujemy. Wierzymy, że dzięki temu łatwiej będzie mu się zaadoptować do gry naszego zespołu. Równocześnie będzie potrafił wykorzystać co w nim najlepsze. Obecnie w GieKSie mamy trzech, w mojej ocenie bardzo dobrych, zawodników mogących występować na pozycji “9”. Oprócz Kuby jest jeszcze Marko Roginić, który zresztą rozpoczął pierwszy mecz sezonu z ŁKS-em w wyjściowym składzie, zdobywając bramkę i asystując przy drugiej, a także Patryk Szwedzik, który w zeszłym sezonie zdobył siedem bramek. Mam nadzieję, że ta bardzo duża rywalizacja na tej pozycji, pomoże nam być skutecznymi w fazie finalizacji, a także Kubie nawiązać do jego najlepszych dokonań we wcześniejszych sezonach.

Była chociaż mała szansa na przedłużenie wypożyczenia Filipa Szymczaka?

Nie było takiej możliwości. Lech Poznań jasno stawiał sprawę od samego początku. Filip został wypożyczony na jeden sezon, aby zdobyć niezbędne doświadczenie i zweryfikować się na pierwszoligowym poziomie. Strzelane przez niego gole nam znacząco pomogły w zdobywaniu punktów. W jego przypadku tylko potwierdziły pozytywnie zdany egzamin, po czym zgodnie z założeniem wrócił silniejszy do Lecha…

Pierwszy mecz i gra bez bojaźni

Ostatnio głośno o Alanie Bródzie. Trener na konferencji prasowej po meczu z ŁKS-em nie powiedział na jego temat wiele. Pan może coś powiedzieć?

Głośno to chyba za mocno powiedziane. Jeśli tak Pan to definiuje, to tym bardziej jeszcze raz zacytuję słowa trenera Rafała Góraka z konferencji prasowej po meczu w Łodzi: Alan Bród, rocznik 2004, GKS Katowice. I na tym na ten moment najlepiej zakończyć, aby nie zapeszać, życząc dalszych udanych występów, które będą potwierdzały jego możliwości. Dodam tylko, iż to zawodnik, który występuje w GieKSie od 3,5 roku. Tym samym w nomenklaturze Pro Junior System spełnia równocześnie wymóg wychowanka.

Adrian Błąd powiedział w wywiadzie z katowickim Sportem, że Alan Bród to chłopak bezczelny w tym, co robi na boisku. Natychmiast pomyślałem sobie, że może to być kolejny talent pokroju Kacpra Kozłowskiego. Prawda, czy fałsz?

Nie mnie oceniać, a najlepiej niech oceni to czas. Wróćmy do tematu za rok, a najlepiej za trzy. Oby wtedy było o nim głośno, bo to potwierdzi jego prawidłowy rozwój. Na razie przecież Alan rozegrał jeden mecz na poziomie 1. ligi.

Potencjał na wielkiego piłkarza, ale z kłopotami zdrowotnymi

Daniel Krasucki to zawodnik, który przykuł uwagę kibiców. Dla wielu ten transfer był zaskoczeniem. Co było decydujące o tym, że 19-latek zdecydował się na dołączenie do GieKSy?

Monitorujemy rynek piłkarzy także pod względem młodzieżowców. Tym razem na naszej liście znajdował się także Daniel, mający już wcześniej za sobą występy w młodzieżowych reprezentacjach Polski. Na podstawie dostępnych materiałów wideo i rozmów z osobami, z którymi współpracował, znaliśmy jego charakterystykę i atuty jakimi dysponuje. Kiedy okazało się, że jego kontrakt z RB Lipsk nie zostanie przedłużony i pojawiła się szansa jego pozyskania, podjęliśmy niezbędne rozmowy. Dzięki faktowi, iż zawodnik od dłuższego czasu zmaga się z urazem, inne kluby – podobno także ekstraklasowe, które również wykazywały zainteresowanie – nie zdecydowały się na zakontraktowanie zawodnika. W efekcie otwarła się szansa przed nami i uznaliśmy, że to temat warty realizacji, pomimo ryzyka z którym się wiąże. Wykonaliśmy szczegółowe badania medyczne oraz motoryczne, które w oparciu o wiedzę specjalistyczną dały pozytywne rokowania. Stąd zdecydowaliśmy się na podpisanie kontraktu. Mamy świadomość, że powrót zawodnika do pełnej dyspozycji zdrowotnej wymaga czasu. Zarówno klub, jak i sam zawodnik dostrzegają natomiast korzyści, które mogą płynąć z tej współpracy w przyszłości.

Stopniowy postęp

Z jakimi zawodnikami pozyskanymi tego lata przez GKS wiąże Pan największe nadzieje?

Kadra pierwszego zespołu liczy 26 graczy i każdy zawodnik jest istotny. Mogę wymienić pierwszego ze swojej listy, czy ostatniego i każdy ma swoją istotną rolę do spełnienia. Równie ważny jest pierwszy, drugi, a ewentualnie i trzeci zawodnik w rankingu na pozycji, bo nie wiadomo, co się może wydarzyć w trakcie długo trwającego sezonu. Ważne są przecież nie tylko mecze, ale i każdy trening z osobna, który przygotowuje nas do kolejnych potyczek. Trudno kogoś nie doceniać, mówiąc, że na kogoś liczę, a na kogoś nie. To tak nie działa, bo liczę po prostu na wszystkich razem i na każdego z osobna.

Zobacz także:

Na 2024 rok planowane jest oddanie do użytku nowego stadionu GieKSy Katowice. Czy budowa drużyny jest też oparta pod kątem przyciągnięcia kibiców na nową arenę?

Etap budowy drużyny zaczął się po spadku z pierwszej ligi, gdy podjęte zostały konkretne decyzje związane z funkcjonowaniem klubu. Chociaż wówczas jeszcze nic nie było przesądzone w związku z budową nowego stadionu, to ten temat już się przewijał. Pierwszy rok po spadku, był dużą niewiadomą. Dlatego realnie określaliśmy cel, dopasowując do niego racjonalne działania, które doprowadziły nas do barażu, niestety jednak przegranego. Dopiero kolejny drugoligowy sezon pozwolił nam zapewnić powrót GieKSy do 1. ligi. W poprzednim sezonie jako beniaminek zakończyliśmy rozgrywki ostatecznie na wysokim ósmym miejscu, zachowując założenie stopniowego postępu. Teraz chcemy wykonywać kolejne kroki. Plan jest taki, aby dzięki podejmowanym działaniom stawać się coraz silniejszą drużyną, mogącą rywalizować z najlepszymi. A tym samym być jak najlepiej przygotowanym do przenosin na nowy obiekt.

Ponad 60 punktów może dać awans

Są już myśli o Ekstraklasie w Pana głowie?

Na razie wolę definiować cele jako chęć czynienia kolejnych kroków do przodu, bo one są ciągle realne, choć przy okazji dla otoczenia niepopularne. Dzisiaj rozbieżności budżetowe między 1. Ligą, a Ekstraklasą – poza wyjątkami – są bardzo duże. Jeśli już w ogóle zacząć myśleć o Ekstraklasie w Katowicach, to można by sobie życzyć, aby temu myśleniu towarzyszyła chęć wejścia do niej jako klub do tego solidnie przygotowany, będący w stanie się tam na stałe zadomowić. Oczywiście można podać przykłady klubów, które w ostatnich latach nie miały wysokich budżetów, a potrafiły się utrzymać w elicie, jednak na dłuższą metę to się raczej rzadko udaje.

Jesteśmy po pierwszym spotkaniu w nowej kampanii. Z czego jest Pan po inauguracji najbardziej zadowolony?

Ze zwycięskiego otwarcia, co nie zdarzało się GieKSie w ostatnich latach. A przy okazji z faktu, że nadal podążamy drogą, którą wyznaczyliśmy sobie w udanej końcówce poprzedniego sezonu.

Zakładam, że o celu GieKSy na ten sezon mi Pan nie powie. Jaki zatem dorobek punktowy będzie satysfakcjonujący po pierwszej części sezonu?

Za cel sportowy stawiam sobie jak najszybsze zdobycie 46 punktów. Na bazie tego, w zależności kiedy się to wydarzy, postawimy przed sobą kolejny, realny wtedy do ugrania cel. Chcemy realizować swój pomysł na grę, który znaczącemu przeobrażeniu uległ począwszy od 11. kolejki poprzedniego sezonu. Oby dzięki ciągłemu jego udoskonalaniu zaprowadził nas jak najdalej. Wiadome jest, że trzeba w tej lidze być naprawdę silnym, bo co jeden rywal, to mocniejszy.

Zły klimat wokół GieKSy

Nie sposób nie odnieść się do sytuacji związanej z bojkotem kibiców GieKSy. Pan jak to skomentuje?

Jasne jest, że wszyscy chcemy, aby kibiców na trybunach było jak najwięcej. Publika buduje widowisko, wspiera drużynę i ma także wpływ na rozwój klubu. Wszystko powinno się jednak odbywać na jasno określonych, logicznych, respektowanych zasadach. Jednak często punkt widzenia, zależy od miejsca siedzenia. Czasem niestety bywa tak, że strony w tych samych tematach mają odmienne zdanie. Wierzę jednak, że jak najszybciej nastąpi pozytywny finał tej sytuacji. W związku z tym wkrótce wszyscy, którym dobro GieKSy leży na sercu, spotkamy się na Bukowej.

Okno transferowe jeszcze trwa. Czy są rozważane jeszcze jakieś wzmocnienia drużyny?

Na dzisiaj kadra jest kompletna. Jeśli nie stanie się nic nieprzewidzianego, co mogłoby zaburzyć działanie zespołu, to żadnych transferów w trwającym do 31 sierpnia letnim oknie transferowym, nie będziemy już realizować. Sfinalizowaliśmy siedem zewnętrznych ruchów i wierzę, że ta 26 osobowa kadra w każdym tygodniu będzie się broniła.

Terminarz GieKSy nie należy do najłatwiejszych na starcie sezonu…

Wychodzę z założenia, że po to się gra, aby móc rywalizować z najlepszymi. W każdym razie naszym zdaniem każde spotkanie w tej kampanii będzie trudne. Nieważne, czy przyjdzie nam się mierzyć w najbliższej kolejce z Bruk-Betem Termaliką, czy na przykład w następnej z Podbeskidziem. W sumie nie ma złotego środka. Są trenerzy, którzy wolą na starcie grać z teoretycznie najmocniejszymi rywalami. Inni są zwolennikami rywalizacji ze średniakami. My po prostu gramy o zwycięstwo w każdym meczu z tymi, których kolejno przydzielił nam los.

Czytaj więcej: Janusz Niedzwiedź: statystyki są bezlitosne dla beniaminków

Komentarze