AC Milan - Atalanta
AC Milan - Atalanta PressFocus

SerieALL #19. Noty na półmetku. Nie rozkłada się to, jak kolejność w tabeli

Połowa zespołów ligi jest zagrożona spadkiem, a sześć drużyn realnie uwikłanych w walkę o mistrzostwo Włoch – właśnie tak płaską tabelę Serie A zastaliśmy na półmetku sezonu. To dobry czas, by wystawić noty ekipom z czołowej szóstki.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Oceniamy w skali od 1 do 10.

AC Milan – 8,5.

Ani porażka w ostatniej kolejce z Atalantą (0:3), ani ta wcześniejsza z Juventusem (1:3) nie może zmazać świetnego wrażenia, jakie zrobili Rossoneri. Starcie ze Starą Damą w 16. kolejce było pierwszym w sezonie, w którym ekipa z San Siro nie zdobyła przynajmniej dwóch goli (!). Drużyna Stefano Piolego wygrywała przez większość rundy, mimo że nie unikała problemów kadrowych. Nie zatrzymała się ani w chwili, gdy na dwa miesiące wypadł Zlatan Ibrahimović, ani kiedy przymusową przerwę zaliczał Simon Kjaer, najlepszy obok Matthijsa de Ligta obrońca ligi. Pioli umiejętnie łatał dziury, a w meczach, w których Milanowi było ciężko, właściwie zawsze znalazł się ktoś, kto wziął odpowiedzialność na swoje barki. Wielki plus za tę rundę dla Francka Kessiego, który znalazł optymalną formę. Do tego Milan ma sporo szczęścia, bo już kilka razy po stracie punktów mógł opuścić fotel lidera, ale akurat tak się układała sytuacja, że goniący Inter wtedy też tracił. Jak w ostatniej kolejce z Udinese (0:0). Ostatecznie Milan pierwszy raz od 10 lat jest na półmetku pierwszy i ma nawet więcej punktów (43) niż wtedy (40), gdy na koniec sezonu sięgnął po mistrzostwo.

Inter Mediolan – 7.

To niesamowite, jak drużyna Antonio Conte zepsuła szansę nie tylko na oglądanie ligi z perspektywy pierwszego miejsca, ale też na wypracowanie sporej przewagi. Po serii ośmiu kolejnych zwycięstw coś się jednak załamało i z czterech ostatnich meczów (Sampdoria, Roma, Juventus, Udinese) udało się wygrać tylko jeden – choć w kosmicznym stylu (2:0 z Juve). Często brakowało instynktu killera, jak choćby z Romą (ale nie tylko, na początku sezonu Inter regularnie nie potrafił zamienić przewagi na zwycięstwa), gdy Conte zepsuł wynik zmianami. Na największe wyróżnienie za pierwszą część sezonu zasługuje Romelu Lukaku, choć warto docenić też wkład Nicolo Barelli i Achrafa Hakimiego. Do Marokańczyka jest sporo zastrzeżeń o grę w obronie, ale gdy atakuje, często nie ma czego zbierać. Sześć goli i trzy asysty to imponujący dorobek.

AS Roma – 7,5.

Cel postawiony przed drużyną, czyli miejsce gwarantujące start w Lidze Mistrzów, jest realizowany z pełną konsekwencją. Rzymienie na boisku zdobyli 38 punktów (w tabeli 37 po przegraniu z Hellasem walkowerem) i byliby w czwórce, nawet gdyby Juventusowi lub Napoli dopisać trzy punkty za zwycięstwo w ich zaległym meczu. Wielką formą eksplodował Henrich Mchitarjan, który z całego zespołu błyszczy najjaśniej (choć można dyskutować też o Lorenzo Pellegrinim), ale imponuje też sposób, w jaki Paulo Fonseca odrestaurował Pedriego. A jednak coś pod koniec rundy się w Romie zepsuło. Konflikt między trenerem, a Edinem Dzeko sprawił, że najlepszy napastnik w zespole ostatni mecz ze Spezią (4:3) oglądał z trybun. Kibice widząc, co się dzieje i jak negatywne może mieć to przełożenie na zespół apelują: zamknijcie tę sprawę i zacznijcie od nowa. I proszą Pellegriniego, który jest bliskim przyjacielem Dzeko, a jednocześnie jednym z ulubieńców Fonseki, o mediację. Jeśli to się nie uda, zimowym priorytetem będzie sprowadzenie nowego snajpera.

Atalanta Bergamo – 8.

Jeszcze nigdy na półmetku sezonu La Dea nie miała takiego dorobku punktowego (36). To tym bardziej godne uwagi, że Gasperini potrafił pogodzić dobrą grę w Serie A z awansem do 1/8 finału Ligi Mistrzów kosztem Ajaksu Amsterdam. Oczywiście w kilku meczach Atalanta zawiodła, ale sposób, w jaki ten zespół wciąż utrzymuje się na fali, jest zadziwiający. I to nawet mimo braku Papu Gomeza, który przecież na początku sezonu był najlepszym piłkarzem we Włoszech. O konflikcie nie ma co pisać, bo zostało napisane już wszystko, ale jego następstwa są mimo wszystko zaskakujące. Z Atalanty wyrwano serce, a ta dalej funkcjonuje w najlepsze. Duża w tym rola Josipa Ilicicia, który w ostatnich tygodniach jest nie do zatrzymania. W poprzednich latach chłopcy Gasperiniego przyzwyczaili, że rundę rewanżową mają dużo lepszą od tej pierwszej. Jeśli potwierdzą to w tym roku, może stać się rzecz historyczna. Siedem punktów straty do Milanu nie jest rzeczą nie do odrobienia.

Juventus – 6,5.

Tak słabego dorobku punktowego (36) Stara Dama nie miała na półmetku żadnego z sezonów w ostatniej dekadzie, choć jeśli wygrałaby zaległy mecz z Napoli zrówna się pod tym względem z wynikiem z rozgrywek 2015/16. To, co wyróżniało ekipę Andrei Pirlo, to nierówna forma. W jednym tygodniu potrafili rozbić Parmę 4:0 w stylu, który wzbudza zachwyt, by chwilę później ulec u siebie Fiorentinie 0:3 nie mówiąc o kompromitującym występie z Interem (0:2) i remisach ze słabeuszami. Na pewno w osiąganiu lepszych wyników i stabilizacji formy nie pomaga bardzo słaba druga linia (zachowując proporcje, pamiętajmy, że mówimy o zespole, który dziewięć lat z rzędu sięgał po Scudetto), w której wyróżnia się Weston McKennie. Chłopak, którego transferu prawie nikt nie rozumiał, który miał być zdaniem wielu sprowadzany ze względów marketingowych (ekspansja Juve na rynek amerykański), a staje się zawodnikiem trudnym do zastąpienia. Wielokrotnie Juventus był ratowany jednoosobowo przez Cristiano Ronaldo, choć pozytywnie trzeba ocenić też transfer Alvaro Moraty. Pół sezonu to było jednak za krótko, by optymalną formę osiągnął Paulo Dybala. Zdarzało się, że Juventus w styczniu pieczętował mistrzostwo. Teraz w styczniu musiał grać o przedłużenie marzeń o dziesiątym triumfie z rzędu. Jakoś się udało, bo straty nie są duże, a w przypadku ewentualnych trzech punktów zdobytych z Napoli, wręcz mizerne.

SSC Napoli – 6.

Trudno zrozumieć tę drużynę. Pod względem strzelonych goli trzecie miejsce w lidze. Straconych – również. A w tabeli na pozycji szóstej. Jeśli o Juventusie pisaliśmy, że miał nierówną formę, to co napisać o Napoli, które na 18 meczów przegrało sześć razy. W tym m.in. ze Spezią (1:2) w meczu układającym się na zwycięstwo 6:0. Dużym problemem były braki w ataku spowodowane kontuzjami (Osimhen, Mertens) oraz decyzjami klubu (Milik). Gennaro Gattuso musiał łatać luki w sposób niestandardowy, m.in. przesuwając Piotra Zielińskiego na pozycję numer 10, gdzie ten w klubie nie grał od lat. Eksperyment wypalił i jest to jeden z pozytywów, natomiast zaskakująco częste porażki muszą martwić. Zwłaszcza, że Napoli miało ambicje mistrzowskie, potrafiło gromić drużyny, które je wyprzedzają (4:0 z Atalantą, 4:0 z Romą) z drużynami, które je wyprzedzają, a przegrywać z dużo słabszymi. Dziwny sezon, choć na pewno jeszcze nie jest stracony, zwłaszcza, że zaległy mecz z Juventusem można przecież wygrać.

Standardowe podsumowanie 19. kolejki i wybór najlepszych w serwisie SerieA.pl.

Komentarze