W Barcelonie znienawidzony, w Holandii uwielbiany – dlaczego kibiców cieszy powrót Ronalda Koemana?

Ronald Koeman
Pressfocus Na zdjęciu: Ronald Koeman

Na Camp Nou po ponad rocznej pracy zostawił po sobie spaloną ziemię. Wprowadził FC Barcelona w wieki ciemne i dla socios stał się persona non grata, nawet pomimo licznych zasług jako zawodnik. W ojczyźnie kibice powitali jednak Ronalda Koemana z otwartymi ramionami. Tym bardziej, że 59-latek ma tam jeszcze robotę do dokończenia.

  • Ronald Koeman awansował z reprezentacją Holandii na wielki turniej po ośmiu latach przerwy
  • Na EURO 2020 nie poprowadził jednak Pomarańczowych, gdyż wcześniej przyjął ofertę FC Barcelona
  • Od 2023 r. 59-letni trener znów zasiądzie na ławce Oranje

Nocne ucieczki

Dla wszystkich kibiców w Holandii to wyznanie było jak grom z jasnego nieba. W niedzielę, w trakcie talk show „Humberto”, traktującym o zbliżającej się wielkimi krokami premierze filmu dokumentalnego o karierze Louisa van Gaala, główny zainteresowany ogłosił, że od 2020 roku zmaga się z rakiem prostaty. Trzymając się filmowej terminologii, to był cliffhanger, wszak 71-letni szkoleniowiec tuż po nieudanych dla reprezentacji Holandii przerwał emeryturę i po raz trzeci objął posadę selekcjonera Pomarańczowych. Zdawał się być w świetnej formie, a prowadzony przez niego zespół pewnie awansował do finałów MŚ 2022 po ośmiu latach przerwy, jesienią w wielkim stylu rozprawiając się m.in. z Czarnogórą (4:0), Turcją (6:1), Gibraltarem (6:0) czy Norwegią (2:0).

Po kompletnie nieudanych finałach EURO 2020 (porażka z Czechami 0:2 w 1/8 finału), w Królestwie Niderlandów znów odżyła nadzieja na wielkie sukcesy na wielkich imprezach. Tym bardziej, że w losowaniu grup MŚ 2022, los był wyjątkowo łaskawy dla Memphisa Depaya, Frankiego de Jonga i spółki. Oranje trafili bowiem do grupy A z Katarem, Ekwadorem i Senegalem. Dobry nastrój popsuła jednak informacja o chorobie selekcjonera. Był to szok dla kibiców, ale chyba jeszcze większy dla piłkarzy, którzy kompletnie nie mieli pojęcia o stanie zdrowia van Gaala. – Nie chciałem im tego mówić, bo to mogłoby wpłynąć na ich występy na boisku – podkreślił. – Za każdym razem, gdy przebywałem z zespołem, musiałem w nocy wyjeżdżać do szpitala, tak aby piłkarze niczego się nie domyślali i myśleli, że jestem zdrowy – dodał.

Nazajutrz Holenderska Federacja Piłkarska ogłosiła, że od 1 stycznia, nowym selekcjonerem reprezentacji Holandii zostanie po raz drugi w karierze Ronald Koeman. Media i kibice od razu dodali 2+2 i wyszło im, że to decyzja podjęta spontanicznie, na szybko, w przypływie wyznania van Gaala. KNVB jednak, ustami dyrektor ds. piłki profesjonalnej Marianne van Leeuwen, uspokajał: – Nie chcieliśmy czekać z poszukiwaniami następcy. Zmiana warty następuje bowiem w newralgicznym momencie, w końcówce roku, gdy większość czołowych trenerów jest już zajętych. Dlatego już w połowie stycznia zdecydowaliśmy się skontaktować z Koemanem, który był dostępny. Po kilku rozmowach udało nam się dojść do porozumienia. Z kolei sam Louis van Gaal w rozmowie w show „Humberto” poinformował, że choruje od 2020 r. i jak widać nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Dlatego też w kontekście poszukiwań jego następcy, nie miało to żadnego związku.

„Telegraaf” bowiem sugerował, że w związku z chorobą van Gaala, Koeman mógł go zastąpić już w trakcie czerwców meczów Ligi Narodów, m.in. z Polską. Związek zatem zdementował te doniesienia, zaś aktualny selekcjoner stwierdził: – W 90% przypadków nie umiera się na raka prostaty. Zazwyczaj to inne podstawowe choroby cię zabijają. Mój rak miał dość agresywną postać, przeszedłem przez 25 radioterapii. Poza tym, przeżyłem wiele chorób, w tym mojej żony, więc to tylko część życia. Sam van Gaal pochwalił również wybór rodzimej federacji. – To bardzo rozsądne. Powiedziałem KNVB, że powinni zdecydować się na Koemana. Rok temu byłem jednym trenerem na rynku z niezbędnym doświadczeniem, teraz kimś takim jest Ronald. Na pewno będzie dobrym następcą – podkreślił.

Van Gaal zatem rozpoczyna misję mundial 2022, zaś Koeman będzie miał teraz dziewięć miesięcy aby dokończyć to, czego nie udało mu się ukończyć we wrześniu 2020, gdy zwalniał posadę selekcjonera Pomarańczowych.

Przeczytaj również: Man Utd pamięta o Louisie van Gaalu w trudnych chwilach

Transakcja wiązana

Gdy Paulo Sousa w końcówce grudnia zdecydował się na rejteradę do Flamengo Rio de Janeiro, żaden z kibiców nad Wisłą nie kupił tłumaczeń Portugalczyka, że to dla niego wielka szansa, aby sprawdzić się w jednym z największych klubów na świecie. Gdy Ronald Koeman zostawiał reprezentację Holandii na rzecz FC Barcelona, żegnany był z wszelkimi, możliwymi honorami. Ale to też jego ówczesna umowa z KNVB to była trochę taka transakcja wiązana. Doświadczony szkoleniowiec miał wyprowadzić Oranje z największego kryzysu od lat (brak awansu do finałów EURO 2016, MŚ 2018), z kolei rodzima federacja nie miała robić mu przeszkód z odejściem, w razie gdyby odezwała się do niego ukochana FC Barcelona.

RK ze swojej roli wywiązał się wzorowo. Holendrzy pewnie awansowali na EURO 2020, w grupie co prawda zajmując 2. miejsce (dwa „oczka” za Niemcami), ale w eliminacyjnej kampanii pokonali na wyjeździe Nationalelf 4:2. Do tego rozgromili m.in. dwukrotnie Estonię (4:0 i 5:0) czy Białoruś 4:0. Znakomicie spisali się również w debiutanckiej edycji Ligi Narodów. W fazie grupowej w pokonanym polu pozostawili Francję (1:2 i 2:0) oraz Niemcy (3:0 i 2:2), z kolei w ½ finału uporali się z Anglikami (3:1). Dopiero w wielkim finale ponad ich siły okazała się Portugalia (0:1).

Koeman preferował przede wszystkim system 4-3-3, zaś podstawą jego filozofii było jak najdłuższe utrzymywanie się przy piłce, co nie było dlań tak charakterystyczne, jeśli wspomni się okres jego pracy w Southampton FC czy Evertonie FC. Za rozgrywanie odpowiedzialni byli wszyscy, począwszy od bramkarza Jaspera Cillessena, poprzez środkowych obrońców Virgila van Dijka i Matthijsa de Ligta, a skończywszy w środku pola na Frenkie de Jongu. Rudowłosy szkoleniowiec miał też szczęście, gdyż okres jego kadencji zbiegł się z wystrzałem formy Ajaksu Amsterdam, który w sezonie 2018/2019 doszedł aż do ½ finału Ligi Mistrzów. A o sile De Joden stanowili głównie Holendrzy (wspomniani już wcześniej de Jong i de Ligt, do tego Daley Blind i Donny van de Beek). W Liverpool FC do grona najlepszych defensorów świata dołączył również van Dijk, zaś w Olympique Lyon odbudował się Memphis Depay. Jak to się mówi, szczęściu jednak trzeba pomóc.

Ogólny bilans 2,5-letnich rządów Koemana to 11 zwycięstw, 5 remisów i 4 porażki w 20 meczach. Na kolana może nie rzuca, ale biorąc pod uwagę klasę pokonanych rywali, a także długą drogę jaką Holandia musiała przejść, aby na powrót dołączyć do europejskiej czołówki, śmiało można go zaliczyć do najlepszych pomarańczowych selekcjonerów w XXI wieku.

Warto też podkreślić, że powrót Koemana to element holenderskiej piłkarskiej tradycji. KNVB zwykle nie przeprowadza skomplikowanego procesu wyboru nowego selekcjonera, tylko bardzo często decyduje się na trenerów, którzy już wcześniej zasiadali na reprezentacyjnej ławce. Tylko w XXI wieku do kadry wracali van Gaal (dwukrotnie), Dick Advocaat (dwukrotnie) czy Guus Hiddink. Raz były to powroty udane (jak van Gaala, który z Holandią zdobył brązowy medal na MŚ 2014), raz nieudane jak Advocaata czy Hiddinka, ale widać wyraźnie, że rodzima federacja zwykle obraca się w wąskim kręgu kandydatów, stawiając na weteranów, a nie młodych wilków.

Przeczytaj również: Wielki powrót do Oranje. Ronald Koeman selekcjonerem

Policzki czerwone ze wstydu

Dobre występy Holandii pod rządami Koemana, oczywiście nie uszły uwadze działaczom Dumy Katalonii. Ta chciała ściągnąć na ławkę swoją legendę już w styczniu 2020, kiedy po nieudanym turnieju o Superpuchar Hiszpanii pożegnała się z Ernesto Valverde. Holender nie chciał jednak zostawiać swojej reprezentacji na lodzie tuż przed EURO 2020. Tym bardziej, że klauzula w jego kontrakcie mówiła o tym, że może odejść do Barcelony dopiero po ME. Swoją drogą, główny zainteresowany był mocno niepocieszony faktem, że informacja o owym punkcie w umowie ujrzała światło dzienne. A ujawnił ją…dyrektor sportowy KNVB, Nico-Jan Hoogma. – To trochę pechowa wypowiedź, ona nigdy nie powinna paść. Karmi się wówczas tylko plotki, a to nikomu niepotrzebne. Mogę tylko potwierdzić istnienie tego punktu w umowie, ale dotyczy on tylko Barcy i mogę z niego skorzystać najwcześniej po EURO 2020 – zapewnił na antenie FOX News. Jak zatem doszło do tego, że na mistrzostwa Starego Kontynentu, Koemana zabrakło na ławce trenerskiej reprezentacji Holandii?

W 2020 roku koronawirus dotarł również do Europy, torpedując życie nie tylko w sporcie. Przy lawinowo rosnącej liczbie zgonów i zakażeń, większość krajów zdecydowała się na lockdown. W związku z tym, UEFA zmuszona była przełożyć XVI finały ME na 2021 r. Futbol do życia wrócił w maju, jakimś cudem udało się dokończyć sezon 2019/2020, który był tragiczny dla FC Barcelona. O ile jeszcze przegraną walkę o mistrzostwo Hiszpanii z Realem Madryt, na Camp Nou mogli przeboleć, o tyle już klęska z Bayernem Monachium 2:8 w ¼ finału Ligi Mistrzów to był już cios w plecy. Po tej kompromitacji pogoniono Quique Setiena i po raz kolejny zwrócono się z propozycją pracy do Koemana. A ten zdecydował się w końcu ją przyjąć. – Od marca wiele się wydarzyło, wszystko stało się niepewne. ME przełożono na przyszły rok, ale przecież nie mamy żadnej pewności, że i wtedy się odbędą. Po raz kolejny otrzymuje propozycje pracy w moim ukochanym klubie i nie chce jej teraz zmarnować – wyjaśnił.

Przywrócił naszym policzkom pomarańczowy kolor” – tak obrazowo, żegnał go dyrektor KNVB, Eric Gudde. Po ponad roku pracy w stolicy Katalonii, policzki kibiców Barcy były czerwone ze wstydu. Oczywiście, cytując klasyka, Koeman mógł swój ponad roczny okres pracy na Camp Nou określić słowami „wszystkie kary na mnie idą”. Problemy finansowe, kontuzje, afera z udziałem prezydenta FCB, Josepa Marii Bartomeu, w późniejszym czasie odejście Leo Messiego i brak konkretnych wzmocnień. To wszystko oczywiście mocno utrudniało osiąganie sukcesów, ale dla Koemana było wygodnym usprawiedliwieniem wszelkich niepowodzeń. A tych było bez liku – przegrana walka o mistrzostwo Hiszpanii z Atletico Madryt (w całym sezonie Barca nie była liderem choćby w jednej kolejce!), klęska z PSG (0:4, 1:1) w 1/8 finału Ligi Mistrzów. W międzyczasie rządy w Barcelonie objął ponownie Joan Laporta, który z chęcią pozbyłby się nieudolnego szkoleniowca. Blokowały go jednak finansowe, bo mająca gigantyczne długi Blaugrana najzwyczajniej w świecie nie mogła sobie pozwolić na taki ruch.

Mając jednak na uwadze co działo się w sezonie 2021/2022, a więc kompromitujące porażki z Bayernem Monachium i Benfiką po 0:3 w dwóch pierwszych meczach Ligi Mistrzów oraz dopiero 8. miejsce w tabeli ligi hiszpańskiej po 11. kolejkach, Laporta nie miał innego wyjścia. Choć wiedział, że zwolnienie będzie dla biednej jak mysz kościelna Barcy kolejnym obciążeniem, zdecydował się podziękować Koemanowi za współpracę. Kosztowało ją to 12 mln euro, gdyż, jak napisał na ESPN Moi Llorens, „Holender nie wybaczy ani grosza. Ani jednego”.

I właśnie walka o każdy eurocent i brak umiejętności przyznania się do błędów sprawił, że Koeman nie jest już w Barcelonie postacią mile widzianą. Tym bardziej, że w marcu przerwał milczenie i w dość ostrych słowach skomentował swój pobyt na Artisitides Maillol. – Nie byłem trener Laporty, miałem to poczucie od „pierwszej chwili”. Po wyborach nic nie zaskoczyło, nie miałem niezbędnego wsparcia z góry – stwierdził na łamach „Marki”. W tym samym wywiadzie zaatakował również Xaviego. – Nie dali mi czasu, który otrzymał nowy trener – dodał.

W Holandii jednak nikt nie przejmuje się katalońskim rozdziałem pracy przyszłego selekcjonera. Dla sympatyków Pomarańczowych, Koeman to człowiek, który przywrócił im radość z oglądania w akcji ich pupili. Dlatego w Królestwie Niderlandów z wielkim optymizmem oczekują na rozpoczęcie drugiej kadencji mistrza Europy 1988.   

Przeczytaj również: Koeman przerywa milczenie: nie miałem tyle czasu co Xavi

Komentarze