Lewandowski nie pomógł Barcelonie. Był niewidoczny
Barcelona w czwartek przystąpiła do pierwszej półfinałowej potyczki z Atletico Madryt w ramach rozgrywek Pucharu Króla. Na papierze faworytem była Blaugrana, ale Los Rojiblancos przed własną publicznością prezentowali się znakomicie. Diego Simeone przedstawił piłkarzom skuteczny plan na mecz – gospodarze bez problemów przebijali się przez szyki obronne rywala i tworzyli sobie dogodne sytuacje. Zaczęło się od błędu Joana Garcii, który przepuścił pod stopą podaną piłkę. Do przerwy Atletico prowadziło aż 4-0.
Jeszcze w pierwszej połowie Hansi Flick postanowił zainterweniować, wpuszczając na boisko Roberta Lewandowskiego. Ten rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych, a w 37. minucie zastąpił Marca Casado. Przyznał tym samym, że jego przedmeczowe założenia nie były właściwe.
Lewandowski miał odmienić Barcelonę, ale tak się nie stało. Był niewidoczny, rzadko miał piłkę przy nodze i nie oddał ani jednego groźnego strzału. Zamieszał się natomiast w sytuację, która mogła dać drużynie pierwszą bramkę. Niestety po kilkuminutowej analizie sędziowie dopatrzyli się spalonego i nie uznali trafienia Pau Cubarsiego.
Polak nie okazał się zbawieniem dla zespołu. „Sport” dostrzega jego słabą dyspozycję. Za ten występ otrzymał notę „3”, czyli jedną z najniższych w całej Barcelonie. „Zniknął. Był awaryjnym rozwiązaniem Hansiego Flicka, by naprawić chaos, ale przez wszystkie minuty spędzone na murawie niemal w ogóle nie dotknął piłki” – napisał „Sport” w podsumowaniu.









