FC Nantes
FC Nantes

Żurawski dla Goal.pl: Kadra będzie lepsza od naszej, gdy wyjdzie z grupy na Euro

Osiem lat temu, dokładnie o tej porze, szykował się do występu na mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii – był kapitanem kadry Leo Beenhakkera. Obecnie komentuje mecze w Eurosporcie i bardzo dobrze czuje się w nowej roli. Co na temat powołań Adama Nawałki, szans reprezentacji Polski na Euro we Francji oraz obecnej sytuacji w Wiśle Kraków sądzi Maciej Żurawski? Zapraszamy do lektury z “Magiciem”!

Czytaj dalej…

Trener Nawałka odkrył karty przed Euro, jak pan uważa – dokonał dobrych wyborów?

Maciej Żurawski: – Z tych zawodników, których miał na celowniku, wybór wydaje się być optymalny. Nie wiadomo co byłoby, gdyby nie kontuzje Rybusa i Wszołka, bo pierwszy według mnie na pewno by pojechał do Francji, a drugi też był ostatnio w dobrej formie. Pozostałych wyborów mogliśmy się spodziewać, nie ma niespodzianek.

Kogo widziałby pan w kadrze spośród tych, który w kadrze na Euro się nie znaleźli?

– Nie widziałbym nikogo. Wydaje mi się, że wybór trenera Nawałki był optymalny. Wszystko zweryfikują mecze ME. Mówi się o Sebastianie Mili czy Łukaszu Szukale, bo ci zawodnicy grali w wielu meczach eliminacji. Myślę jednak, że trener obserwował obecną formę zawodników, która spowodowała, że oni nie znaleźli się w grupie, która pojechała na obóz do Arłamowa.

Selekcjoner miał twardy orzech do zgryzienia, ale w gronie niepewnych znalazł się jeden piłkarz Wisły Kraków, w której przez lata pan występował. Pan kojarzy Krzysztofa Mączyńskiego z czasów, gdy był jeszcze juniorem, wchodził do zespołu. Spodziewał się pan po nim takiej kariery?

– Jego kariera nie potoczyła się bardzo dobrze. W czasach juniorskich wyróżniał się, a później odszedł z Wisły, nie znalazł uznania w oczach trenerów Białej Gwiazdy. Musiał “dobijać się” do reprezentacji z innej strony, ale ten czas mu chyba pomógł. Współpraca z trenerem Nawałką w Górniku, a później epizod chiński – dały Mączyńskiemu dużo doświadczenia. Wyjazd do innej ligi zawsze daje okazje do obycia się z innym stylem, innymi piłkarzami. Krzysiu zrobił przez ten cały czas duży postęp.

Jak go pan wspomina?

– Pamiętam go z czasów juniorskich. Jego postura i poziom przygotowania fizycznego nie były na świetnym poziomie i trudno było wtedy przypuszczać, że Mączyński zrobi aż tak wielki postęp.

Osiem lat temu, prawie dokładnie o tej porze, był pan kapitanem polskiej kadry na ME. Jakie rady dałby pan młodszym zawodnikom przed zbliżającym się turniejem?

– Myślę, że oni nie potrzebują rad. Tamta reprezentacja była inna. Czy obecna jest lepsza? Jeżeli wyjdą z grupy, to powiem, że jest lepsza. Trudno jednak to ocenić, bo w aktualnej kadrze występują gwiazdy lig zagranicznych: Lewandowski, Krychowiak, Glik, bramkarze czy młodziutki Zieliński, który znalazł się w jedenastce sezonu włoskiej Serie A. To wielkie osiągnięcie, jest się z czego cieszyć. Jeśli sobie przypomnę, osiem lat temu takich sukcesów i takiej renomy nie mieliśmy. Czy oni potrzebują zatem rad? Myślę, że mają taką pewność siebie, że nie. Jedyne, na co muszą zwrócić uwagę, to fakt, że wielkie turnieje to coś szczególnego. To imprezy specyficzne, inne niż Liga Mistrzów czy najlepsze ligi europejskie. Trzeba być uczulonym na to i psychologicznie być przygotowanym na wszystko.

Jak ocenia pan zatem szanse Polski we Francji?

– Zmieniły się zasady ME, trzeci zespół ma duże szanse na wyjście z grupy. Jest trochę łatwiej, ale na Euro nie będzie łatwych meczów, nie ma łatwych przeciwników. Te najłatwiejsze mecze mogą okazać się nawet… tymi najtrudniejszymi. Niektórzy mówią, że naszym obowiązkiem jest wyjście z grupy. Ja użyłbym słowa, że nasza kadra wyjść z grupy powinna. Patrząc na to jak rozwijała się i ewoluowała pod okiem trenera Nawałki ta drużyna, widać w niej siłę. Nasi rywale nie jadą jednak do Francji po to, by zostać przez nas pobite, a chcą również z tej grupy wyjść. Czeka nas trudny czas w zbliżającej się fazie grupowej.

Śledzi pan na pewno to, co dzieje się w krakowskiej Wisły. Jak widzi pan to, co dzieje się wokół klubu? Pan pamięta czasy, gdy Wisła była zdecydowanym numerem jeden w Polsce, Wisła była potęgą – zarówno piłkarską, jak i finansową. Nie żal patrzeć na to z boku?

– Mówi się tak, że po bardzo dobrym okresie przychodzi kryzys. Po kryzysie znów jednak wychodzi Słońce. Po perturbacjach finansowych przyszedł taki moment, ale z tego co wiem, wszystko zostało wyczyszczone i sytuacja została opanowana. Ja pamiętam Wisłę za czasów, w których wszystko było zawsze jak należy. Kwoty przeznaczone na transfery były dużo wyższe, kupowało się nie jednego czy dwóch graczy, a pięciu. Kiedy jest jednak określony jakiś budżet, trzeba sobie radzić i Wisła sobie radzi. Transfery może nie są tak spektakularne jak kiedyś, ale dają określoną jakość. Patrząc na poprzedni sezon, szkoda, że nie było możliwości spokojnej gry w grupie mistrzowskiej. Nie pamiętam, kiedy Wisła musiała “grać o utrzymanie”. Myślę jednak, że przyjście trenera Wdowczyka podniosło drużynę. Liczby mówią same za siebie. Wisła pokazała charakter, bo gra w grupie spadkowej, wbrew pozorom, nie jest takie łatwe.

Jak ocenia pan szanse Wisły w kolejnym sezonie? W ostatnim wywiadzie Marek Motyka stwierdził, że Biała Gwiazda powalczy o mistrzostwo. Pan też jest takim optymistą?

– Za kadencji trenera Wdowczyka drużyna pokazała, że potrafi grać bardzo fajny, ofensywny futbol. Zdarzały się jednak potknięcia. Nie było ich dużo, ale zdarzały się. Jestem zdania, że po jednym czy dwóch transferach Wisła będzie w stanie bić się o czołówkę.

A co słychać u pana? Był pan w Wiśle skautem, jednak rozstaliście się.

– Komentuję mecze w Eurosporcie. To dla mnie obecnie praca na cały etat. Daję z siebie maksimum, bo to moje główne zajęcie.

Jak radzi sobie pan jako komentator? Jak wrażenia?

– Podoba mi się. Nie chcę oceniać sam siebie, ale sprawia mi to dużo przyjemności. Wykonuję swoją pracę jak najlepiej, ale oczywiście jakieś błędy zdarzają się, jak wszystkim. Mam nadzieję, że w miarę upływu czasu, nabiorę doświadczenia i będę stawał się coraz lepszy.

Nie ciągnie do futbolu w innej roli?

– Jeżeli będzie mnie ciągnęło do trenerki, jak najbardziej będę działał w tym kierunku. W tym momencie tego nie czuję. Mój ojciec całe życie był trenerem. Może u mnie jest tak, że potrzeba mi kilku lat? Że muszę to poczuć? Na razie nie czuję powołania, a nie chcę robić nic na siłę.

Rozmawiał Przemysław Mamczak

Komentarze