Tąpnięcie pod Wojciechem Szczęsnym? Efekt motyla, który może wpłynąć na kadrę

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny Grzegorz Wajda

28 stycznia Paulo Sousa spotkał się z polskimi dziennikarzami na konferencji prasowej. Ta jeszcze wtedy była wyjątkowo mało konkretna, właściwie najważniejszy jej fragment mieścił się w zdaniu o likwidacji rotacji w reprezentacyjnej bramce i wyborze “jedynki” na stałe. Szczęśliwcem został Wojciech Szczęsny. Timing okazał się nie najlepszy. Szczęsny aktualnie jest w najniższej formie od lat, a od momentu nominacji zdążył przysłużyć się do odpadnięcia swojego klubu z Ligi Mistrzów, zaliczył słaby występ z Węgrami w Budapeszcie, zawalił derby Turynu i pierwszy raz od kwietnia 2018 roku mecz z rywalem klasy premium oglądał z ławki rezerwowych. Nie dziwi, że polscy kibice zastanawiają się, czy dyskusja o obsadzie naszej bramki zaskakująco szybko nie otworzy się na nowo.

Efekt motyla

Według teorii chaosu przytoczonej na wstępie filmu “Efekt motyla”, trzepot skrzydeł tego owada może spowodować tajfun na całej półkuli. Gdyby przełożyć to na świat piłki, wszystko sprowadzałoby się do kostek domina, które przewracając się o siebie, wywołują w przyszłości skutki, których nie da się przewidzieć. Słynne milczenie Roberta Lewandowskiego po meczu z Włochami mogło spowodować jego absencję w środowym meczu Bayernu z PSG (wywołany cichy konflikt z Jerzym Brzęczkiem, który miał wpływ na zmianę szkoleniowca i następnie na udział kapitana polskiej kadry w starciu z Andorą, w którym – patrząc na decyzje Brzęczka z przeszłości – przy poprzednim selekcjonerze by odpoczywał). Cała dyskusja, czy Szczęsny powinien wciąż być polską “jedynką”, opiera się na podobnym zbiegu okoliczności. Gdyby w grudniowym meczu z Parmą Gianluigi Buffon nie motywował Manolo Portanovy słowami “porco dio” (znany we Włoszech wulgaryzm w dosłownym tłumaczeniu odnoszący się do Boga), lub organy sądownicze działały odrobinę szybciej, nie zostałby ostatnio zawieszony na mecz z Torino za “bluźnierstwo”. Nie wystąpiłby w nim zatem Wojciech Szczęsny (pierwotnie przewidziany do gry był weteran) i nie popełnił dwóch wielkich błędów zakończonych stratą bramek. Następnie Andrea Pirlo nie posadziłby Polaka na ławce w starciu z Napoli, w którym to Buffon został jednym z bohaterów Juventusu.

Wciąż jedynka w Juve, ale co z marginesem błędu?

To ostatnie zdanie wydaje się kluczowe, bo jeśli poczyta się opinie kibiców Juventusu, pojawiła się całkiem spora frakcja domagająca się dokończenia sezonu z Buffonem w bramce. 43-latek w środę był jednym z najlepszych piłkarzy swojej drużyny i choć nie miał okazji do wykazania się umiejętnościami Supermana, kilka groźnych strzałów zatrzymał. Nie dał się pokonać Giovanniemu di Lorenzo w sytuacji sam na sam albo Fabianowi Ruizowi przy jego próbie z dystansu. Oczywiście można mówić, że przy pierwszej z tych okazji na korzyść Buffona działał ostry kąt, a przy drugiej – nawet jeśli strzał był potężny – to w zasięgu jego rąk, ale Szczęsny w niemal bliźniaczych akcjach kilka dni wcześniej puścił dwa gole z Torino. Andrea Pirlo po meczu tłumaczył swoją decyzję dość klarownie: Buffon był szykowany na sobotnie derby, ale skoro został zawieszony, “zamienił się” meczami z Polakiem, który potrzebował odpoczynku, co nie zmienia hierarchii przy ustalaniu składu. To mało przekonujące biorąc pod uwagę, że jeszcze dzień przed meczem z Napoli Pirlo nic nie wspominał o potrzebie odpoczynku Szczęsnego, a nawet zaznaczył wyraźnie, że w środę Polak zagra. Tak jak we wszystkich najważniejszych grach, a tu mówimy o stawce najwyższej.

Scenariusz będzie najprawdopodobniej taki, że Szczęsny faktycznie wróci do bramki, ale właściwie bez żadnego marginesu na popełnianie następnych błędów. Odstawienie naszego bramkarza na mecz z Napoli można odczytywać jako delikatne wotum nieufności, pierwsze odkąd ten wylądował w Juventusie. Poprzednim meczem z rywalem klasy premium, jaki Szczęsny opuścił, był ten z końcówki sezonu 2017/18 przeciwko Interowi. Wtedy jednak Polak miał status zmiennika Buffona. Teraz role się odwróciły, jednak po świetnych dwóch sezonach oraz bardzo dobrym początku obecnego, forma Wojtka zaczęła pikować. Ostatnim spotkaniem, o którym można powiedzieć, że wybronił Juventusowi wynik, było styczniowe zwycięstwo z Bologną (2:0). Nie można powiedzieć, by później zawalał, po prostu zniknął błysk, który wcześniej pozwalał mu na genialne parady. Po meczu z Porto (3:2) w Turynie, w którym Juve zakończyło swoją grę w Lidze Mistrzów, znalazł swoich obrońców, bo strzał z rzutu wolnego nie miał prawa przedostać się przez mur. Mówienie jednak, że był zupełnie bez winy, obrażałoby jego klasę i ambicje.

Słabsze chwile Wojtka

Rozmawialiśmy na ten temat z Adamem Matyskiem, który nie miał wątpliwości. – Na pewno mógł zrobić coś więcej, choć drużyna mu nie pomogła, bo mur się kompletnie rozpadł – mówił były bramkarz reprezentacji Polski i Bayeru Leverkusen. – Są pewne zasady przy tworzeniu muru i ustawieniu bramkarza, które mają unieszkodliwić dobry strzał, ale tutaj nie mieliśmy do czynienia z jakimś bardzo precyzyjnym uderzeniem. Nie było też na tyle mocne, żeby nie dało się tej piłki odbić. Myślę, że Wojtek jest tego świadomy i bierze to na swoją klatę. Jego błąd prawdopodobnie z tego, że nie spodziewał się, jak bardzo rozsypie się mur. Przez to zbyt późno zareagował. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na miejsce, z którego był wykonywany rzut wolny. Odległość była na tyle duża, że możliwość obrony znacznie wzrosła w porównaniu do wolnych bitych z okolic linii pola karnego. Dlatego uważam, że ten gol obciąża jego konto i raczej nie widzę pola do większej dyskusji.

Wojciech Szczęsny nikomu niczego nie musi udowadniać, ale jeśli dyskusja toczy się o jego aktualnej formie, znaki zapytania muszą się pojawiać.

W kadrze mogłaby bronić “piątka”, ale co z “jedynką”?

Paradoks obsady reprezentacyjnej bramki polega na tym, że bywały czasy – na przykład końcówka lat 90. – w których bezapelacyjnie rywalizację wygrałby dzisiejszy bramkarz numer pięć, umownie niech to będzie Rafał Gikiewicz, natomiast Paulo Sousa, jako człowiek analizujący każdy misterny element swojej układanki, nie może być pewien swojego wyboru. Nawet jeśli nie powie tego na głos. Wojciech Szczęsny ma szereg argumentów przemawiających za nim – jest od Łukasza Fabiańskiego młodszy, rynek zweryfikował go znacznie lepiej po odejściu z Arsenalu (Roma i Juventus kontra Swansea i West Ham), bije na głowę swojego rywala jeśli chodzi o mecze w Lidze Mistrzów. Sousie pasował także jego sposób gry nogami – Szczęsny ma największy procent celnych długich podań w Serie A – jednak na tym elemencie Portugalczyk już się zdążył przejechać. Trzeciego gola dla Węgrów poprzedziło fatalne wyprowadzenie piłki przez naszego bramkarza, wprost pod nogi rywala stojącego w okolicach 30 m.

– Przede wszystkim dobrze się stało, że selekcjoner postawił na jednego bramkarza. Z własnego doświadczenia wiem, że ta pozycja wymaga spokoju psychicznego, pewności, że jesteś jedynką – mówił nam niedawno Radosław Majdan. I dodał: – Gdybym ja miał wybierać, miałbym olbrzymi dylemat. Wojciech Szczęsny w eliminacjach bronił dobrze, ale nie miał udanych turniejów. Zawalił bramkę z Senegalem w Rosji, we Francji miał pecha, bo szybko złapał kontuzję, a na Euro 2012 w meczu otwarcia zrobił karnego i dostał czerwoną kartkę. Ma trzy nieudane imprezy z rzędu, a Łukasz Fabiański zaliczył bardzo udane mistrzostwa Europy. Tylko, że po imprezach znów jest życie, a w tym Szczęsny wywalczył “jedynkę” w Juventusie, co jest dla niego najlepszą rekomendacją. Zbierając te wszystkie informacje chyba też bym postawił na Wojtka.

Majdan zauważa jednocześnie, że mimo niekorzystnych okoliczności, numer jeden raczej się nie zmieni. – Po jednym meczu, jednym błędzie, nie powinno się zmieniać bramkarza. Tym bardziej, że na jakiejś podstawie tego Szczęsnego wybrał.

Sytuacja wygląda najprawdopodobniej tak, że Sousa żadnych nerwowych ruchów nie wykona, chyba, że zmusi go do tego Andrea Pirlo. Wojciech Szczęsny mając do końca sezonu dziewięć meczów, pierwszy raz od wywalczenia “jedynki” w Turynie gra zatem nie tylko o utrzymanie miejsca w bramce Juve, ale i reprezentacji Polski. Bo czy Portugalczyk na najważniejszy turniej w swoim życiu byłby skłonny do skorzystania z bramkarza, który kończył sezon na ławce?

Komentarze