Sportowy świat na złotej, chińskiej smyczy
Sportowy świat na złotej, chińskiej smyczy PressFocus

Sportowy świat na złotej, chińskiej smyczy

Tutaj wprost uwielbiają angielską piłkę nożną. Ale uwierzcie mi, kontrola obywateli jest zdecydowanie ważniejsza niż dostarczanie im rozrywki. Zwłaszcza jeżeli istnieje możliwość wszczęcia przez nich jakichkolwiek protestów. Jeżeli promowanie Black Lives Matter wiązałoby się z jakimkolwiek ryzykiem finansowym, nikt nie zdecydowałby się na wsparcie tego ruchu. Gdy rozmawiamy o korzyściach majątkowych, niektórzy ludzie po prostu zamykają oczy. Pieniądze znaczą zdecydowanie więcej niż prawdziwe wartości. To słowa Demby Ba, senegalskiego piłkarza, który miał okazję występować zarówno w Premier League, jak i Chinese Super League. Były napastnik m.in. Newcastle i Shanghai Shenhua to kolejny sportowiec, który próbuje zwrócić uwagę reszty świata na to, co dzieje się w Państwie Środka. I następna ze znanych postaci, która punktuje hipokryzję największych organizacji, takich jak angielska ekstraklasa czy NBA.

Chiny – kraj ogromnych możliwości, ale też równie wielkich kontrastów. Dla Zachodu potężny rynek zbytu, jednak zarazem bezwzględny przeciwnik w walce o globalną dominację, nie tylko w kwestiach gospodarczych. Wpływ Republiki Ludowej na otaczającą nas rzeczywistość jest wręcz nieokreślony. Nic dziwnego, że korporacje doceniają finansowe warunki, jakie zapewnia im udział w stosunkach handlowych z Dalekim Wschodem. Setki milionów widzów pozwalają wytworzyć setki milionów dolarów przychodu. Włodarze klubów i specjaliści od marketingu doskonale wiedzą, jak ogromny potencjał przedstawia ChRL. Prawa do transmisji meczów, koszulki, czy w końcu bezpośrednie spotkania z fanami podczas przedsezonowych tournee. Nikogo nie dziwi fakt rozgrywania niektórych spotkań poza granicami Europy czy USA ani życzenia z okazji chińskiego Nowego Roku, zamieszczane na profilach społecznościowych angielskich klubów. 

Po pierwsze: nie zadawaj pytań

Wyżej wymienione finansowe aspekty współpracy z azjatyckim potentatem wydają się przesłaniać prawdziwe oblicze tego państwa. Przedstawiciele chińskich władz są bezwzględni, także w kontaktach międzynarodowych. Pekin już nie raz udowadniał, że nie cofnie się przed niczym, co tylko potwierdzają restrykcje nałożone na Australię. Jeden z najważniejszych partnerów handlowych Republiki Ludowej nie tylko nie zezwolił chińskim producentom infrastruktury 5G na działanie na obszarze państwa-kontynentu, ale także wezwał do przeprowadzenia niezależnego śledztwa w kwestii odpowiedzialności rządu w Pekinie za szeroko pojęty początek pandemii. Odpowiedź drugiej strony była niemal natychmiastowa i niesamowicie ofensywna. Chiński ambasador w Canberze w wywiadzie medialnym bez ogródek zagroził bojkotem konsumenckim australijskich produktów w ChRL i australijskich uniwersytetów przez studentów z Państwa Środka”. (zobacz: Wino, węgiel, miedź. Chiński atak na Australię ostrzeżeniem dla Polski).

Groźba szybko została zrealizowana. Nie tylko podniesiono cło na niektóre towary, ale także w znaczący sposób ograniczono import surowców, na których opierała się wymiana handlowa między wspomnianymi krajami. Niepokorna strona tej umowy dostała ultimatum: jeżeli nie skoncentrujecie się wyłącznie na aspektach gospodarczych naszej współpracy, przestaniecie czerpać korzyści, jakie z niej wynikają. Tajemnicą nie było także to, że Chiny niezbyt przychylnie patrzyły na działania australijskiego Senatu, który pracował nad ustawą uniemożliwiającą import na kontynent produktów wytworzonych w Sinciangu. Istniała obawa, iż towary, których miejsce pochodzenia oznaczono jako Region Autonomiczny Sinciang-Ujgur, zostały wyprodukowane w sposób absolutnie niedopuszczalny, czyli z wykorzystaniem niewolniczej pracy mieszkańców tego obszaru. 

Kto stanie w obronie słabszych?

Polityka rządu Kraju Kangurów wydawała się niezwykle odważna wobec mocarstwowych ambicji ChRL. Reakcję alergiczną za Wielkim Murem wywoływało każde wspomnienie o mniejszości etnicznej, która zamieszkuje tzw. nowe kresy. Australijczycy nie trwali w tej walce sami, ale tylko teoretycznie. Inne państwa oficjalnie potępiały opresyjne działania Chin wobec Ujgurów, jednak za słowami rzadko podążały czyny. Oczywiście swoją osobistą wojnę o panowanie na świecie  prowadzili Amerykanie. Niestety, w tym przypadku walka nie była zorientowana na czynnik ludzki. Z szeregu nie chciały wychylać się państwa, które prowadziły aktywną wymianę gospodarczą z Azjatami i organizacje, w tym także te sportowe, dla których Daleki Wschód był swoistą żyłą złota. Ani NBA, ani Premier League nie zamierzały stawać po stronie pokrzywdzonych.

Nie jesteście tu mile widziani

Warto przybliżyć sytuację owych “pokrzywdzonych”, których raczej powinniśmy nazywać ofiarami totalitarnego reżimu. Ujgurzy to grupa etniczna pochodzenia tureckiego, silnie związana z islamem. Członkowie tej społeczności wyraźnie podkreślają swoją odmienność od reszty kraju, co niespecjalnie podoba się rządowi w Pekinie, otwarcie popierającemu jednolitość kulturową państwa i podległość partii. Ci, którzy sprzeciwiają się władzom, mogą spodziewać się zdecydowanej reakcji. Jeżeli Xi Jinping potrafi w niezwykle bezkompromisowy sposób potraktować niezwykle ważnego partnera handlowego, co jest w stanie zrobić z własnymi obywatelami?

Zgodnie z materiałami, do których dotarli dziennikarze New York Timesa, polityka rządzących wobec tej mniejszości jest co najmniej niehumanitarna. Prześladowania studentów przebywających za granicą, obozy przymusowej resocjalizacji, połączonej z niewolniczą pracą, tortury, którym poddawani się niesłusznie osadzeni, przymuszanie kobiet do sterylizacji i antykoncepcji – wszystko to pod pozorem ograniczania i eliminacji nieposłusznego elementu, określanego przez reżim jako zagrażający ustrojowi. Co ciekawe, Chiny nie wypierają się istnienia wspomnianych miejsc i twierdzą, że osobom tam przebywającym ograniczono wolność, kierując się nie tylko dobrem całego społeczeństwa, ale także owych więźniów. Osadzeni dzięki pobytowi za zamkniętymi drzwiami mają porzucić myśli o religijno-politycznej radykalizacji i zdobyć wartościowe umiejętności (zobacz: Bez litości. Tak Chiny traktują Ujgurów i inne muzułmańskie mniejszości)

Gdy świat nie patrzy

Podczas gdy Zachód jest zajęty własnymi problemami, chiński komunizm realizuje politykę bezwzględnej i absolutnej inwigilacji swoich obywateli, a także eksterminację nieposłusznej ich części. Władza zawsze potrafi znaleźć usprawiedliwienie dla swoich działań, niezależnie od tego, jak bardzo bezzasadne i rygorystyczne są owe posunięcia. W tym przypadku dyskryminowani niejako sami wydali na siebie wyrok. Oprócz chęci uzyskania całkowitej autonomii regionu, terrorystyczne ugrupowania powiązane z rejonem Sinciangu i religią muzułmańską dokonały kilku krwawych ataków. Najczęściej wspomina się masakrę na dworcu w Kunmingu, gdzie w 2014 roku ośmiu separatystów zamordowało 29 osób i raniło kolejnych 143. Ujgurzy dali swoim oprawcom pretekst, a ci nie zamierzali bezczynnie patrzeć na sprzeciw niepasującego fragmentu.

Jakakolwiek próba ingerencji w politykę Pekinu kończyła się sprzeciwem lokalnych władz, które nie tolerowały wszelkich działań uderzających w słuszność myśli komunistycznej partii. Państwo Środka używało argumentu zależności gospodarczej, co w zdecydowanej większości przypadków zniechęcało współpracujące strony do konfrontacji. LeBron James nadal z dumą latał do ChRL, swoim nazwiskiem reprezentując niemal całą NBA, a piłkarze chętnie podpisywali kontrakty z zespołami tamtejszej ekstraklasy, martwiąc się jedynie o liczbę zer na swoich kontach. Ci, którzy nie byli skorzy do przenosin za Wielki Mur, bez głębszego zastanowienia reklamowali popularne chińskie marki.

Głos z boiska

Walkę z obojętnością i cichym przyzwoleniem reszty świata na tragedię rozgrywającą się na Dalekim Wschodzie rozpoczął piłkarz Arsenalu, Mesut Ozil. W grudniu 2019 roku były reprezentant Niemiec opublikował na swoim Twitterze post, w którym oskarżył muzułmańską społeczność o bierne przyglądanie się stopniowej eksterminacji jej członków.


Pomocnik Kanonierów określił Wschodni Turkiestan jako “krwawiącą ranę islamskiej Ummy”, a Ujgurów nazwał “wojownikami, którzy opierają się prześladowaniom”, dodając “chwalebni wierzący, którzy samotnie walczą przeciwko tym, którzy siłą odsuwają ludzi od islamu”. Wychowanek Schalke napisał także, że w Chinach “Korany są spalane, meczety zostały zamknięte, islamskie szkoły teologiczne, medresy zostały zakazane, religijni uczeni byli zabijani jeden po drugim. Mimo wszystko muzułmanie milczą. Czy nie wiedzą, że wyrażenie zgody na prześladowanie jest samo w sobie prześladowaniem? Szanowny Ali, zięć Proroka Mahometa, mówi: “Jeśli nie możesz zapobiec prześladowaniom, ujawnij je”.

(Nie)spodziewana reakcja

Na odzew nie trzeba było długo czekać. Jeżeli ktokolwiek liczył, że apel jednego z najbardziej rozpoznawalnych wyznawców religii islamskiej przyniesie pozytywny skutek, niemile się zaskoczył. Jako pierwszy na wołania Ozila odpowiedział… jego klub, który zdystansował się od wypowiedzi swojego gracza. Zgodnie z oświadczeniem londyńczyków, poglądy Niemca to jego prywatna sprawa, natomiast Arsenal jest apolityczną organizacją. Zareagowali także Chińczycy. NetEase, lokalny wydawca Pro Evolution Soccer usunął postać pomocnika z gry. Swoją decyzję firma usprawiedliwiła “niedopuszczalnym komentarzem niemieckiego zawodnika, godzącym w uczucia miejscowych fanów i naruszającym ducha sportu, nierozerwalnie związanego z miłością i pokojem”.

Oczywiście działanie NetEase nie było jedynym w tej kwestii. Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych, Geng Shuang, zaprosił Ozila do osobistych odwiedzin w Sinciangu. Jednocześnie wyraził ubolewanie z powodu nieprawdziwej wiedzy na temat sytuacji Ujgurów, jaką dysponuje niemiecko-turecki sportowiec. Niejako za przykładem mistrza świata z 2014 roku poszedł jeden z klubów Bundesligi. Kolonia wycofała się z umowy, na mocy której Kozły miały otworzyć akademię w Shenyang. Przewodniczący rady członków 1. FC Köln, Stefan Müller-Römer, z zadowoleniem przyjął tę decyzję. W rozmowie z dziennikiem Kölner Stadt-Anzeiger zaznaczył, że miasto nie powinno współpracować z krajem, który inwigiluje i indoktrynuje swoich obywateli. Zarząd Die Geißböcke nie podzielał opinii swojego pracownika. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, to nie względy polityczne, a sportowe, stały za porzuceniem pomysłu rozszerzenia wpływów na rynek chiński.

Klubowa obojętność

W sierpniu kolejnego roku Ozil udzielił wywiadu portalowi The Athletic, w którym skrytykował swojego pracodawcę za brak jakiejkolwiek pozytywnej reakcji na jego wystąpienie. Znamienne jest to, że rozmowa miała miejsce już po wydarzeniach związanych ze śmiercią George’a Floyda i protestami związanymi z ruchem Black Lives Matter. Premier League, podobnie jak inne profesjonalne rozgrywki sportowe, w tym NBA, ochoczo zaangażowały się we wszelkiego rodzaju akcje dotyczące czarnoskórej społeczności.

Nie ma znaczenia, jaką religię wyznajesz lub jaki masz kolor skóry. Muzułmanin, chrześcijanin, Żyd, czarny, biały czy ktokolwiek inny – wszyscy jesteśmy tacy sami. To, co powiedziałem, nie było skierowane przeciwko Chińczykom, ale przeciwko temu, kto działa na szkodę ujgurskich muzułmanów i innym ludzi, a także przeciwko tym, którzy im nie pomagają, na przykład innym krajom muzułmańskim. Dużo dałem Arsenalowi zarówno na boisku, jak i poza nim, więc reakcja klubu była rozczarowująca. Powiedzieli, że nie angażują się w politykę, ale to przecież nie jest polityka. Równocześnie zaangażowali się w inne sprawy.

W Ameryce widzieliśmy, jak George Floyd został zabity, a świat przemówił, słowami Black Lives Matter. To prawda, wszyscy jesteśmy równi i dobrze, że ludzie walczą z niesprawiedliwością. Jest wielu czarnych graczy i fanów Arsenalu, więc to fantastyczne, że klub ich wspiera. Jednocześnie chciałbym, żeby ludzie zrobili to samo dla muzułmanów, ponieważ Arsenal ma wielu muzułmańskich graczy i fanów. Dla świata ważne jest, aby powiedzieć, że także Muslim Lives Matter (muzułmańskie życie ma znaczenie).

Jednocześnie niektórzy zauważyli, że piłkarz spotkał się i został sfotografowany z prezydentem Turcji, Recepem Tayyipem Erdoganem, znanym m.in. z niesamowicie agresywnej polityki wobec zamieszkujących jego państwo Kurdów. Po fali narodowej krytyki Ozil zrezygnował z występów dla niemieckiej kadry. Gdyby tego było mało, świadkem na ślubie zawodnika The Gunners był… właśnie Erdogan.

Finansowa presja

Kolejną postacią ze świata futbolu, która wypowiedziała się na temat prześladowań Ujgurów, był wspomniany na wstępie Demba Ba. Napastnik w sierpniowej rozmowie z BBC Sport wydawał się wyraźnie rozczarowany postawą wyznawców islamu, a także klubów piłkarskich i zrzeszających je organizacji, które zamiast wspierać każdy pozytywny ruch, kalkulują finansową opłacalność swojej aktywności.

Ruch Black Lives Matter jest silniejszy, gdy osoby inne niż czarnoskóre wkraczają do niego. Kiedy zobaczymy, jak reszta świata stanie w obronie muzułmanów? Muszę spróbować zorganizować coś, co pozwoli piłkarzom na spotkanie i dyskusję w tej sprawie. Niestety, na razie niewielu ludzi tego chce. Wiem, że są piłkarze, którzy chcą walczyć o sprawiedliwość, niezależnie od tego, czy są to muzułmanie, buddyści, chrześcijanie, czy wyznawcy jakiejkolwiek innej religii. Jako sportowcy mamy moc, której nawet nie znamy. Jeśli spotykamy się i rozmawiamy, wszystko się zmienia. Jeśli staniemy, ludzie staną razem z nami. Arsenal mówił o Black Lives Matter, ale kiedy chodziło o życie Ujgurów, klub nie chciał o tym rozmawiać z powodu ogromnego wpływu gospodarczego Chin. Myślę, że kluby wywierają dużą presję na zawodników, aby się nie angażowali. Jak możemy tego nie robić, kiedy na własne oczy widzimy niesprawiedliwość?

Ba mógł liczyć na wsparcie ze strony Muzułmańskiej Rady Wielkiej Brytanii (Muslim Council of Britain)

“Nie ma wątpliwości, że lud Ujgurów stoi w obliczu czystek etnicznych z rąk chińskiego rządu z powodu ich muzułmańskiej wiary. Premier League pozwoliła na umieszczenie napisu Black Lives Matter na plecach koszulek graczy, podczas gdy niemieckie kluby pozwoliły na noszenie opasek BLM przez zawodników. Oczywiście ta decyzja była właściwa. Podobną rozwagę należy wykazać w obliczu okropieństw czystek etnicznych. Zachowywanie milczenia w imię neutralności w sytuacjach niesprawiedliwości nigdy nie służyło ludzkości”.

Życie ponad kontrakty

Cztery miesiące po wystąpieniu senegalskiego napastnika sprawy w swoje ręce wziął Antoine Griezmann. Trzeba przyznać, że to właśnie Francuz wykazał się największym zdecydowaniem w swoich poczynaniach. Zawodnik Barcelony stanął po stronie prześladowanej mniejszości i w odpowiedzi na doniesienia IPVM i dziennikarzy Washington Post zerwał współpracę z firmą telekomunikacyjną Huawei. Tym razem na jaw wyszło, że chiński gigant działa na zlecenie rządu w Pekinie i najprawdopodobniej używa swojej technologii do inwigilacji muzułmańskiej społeczności w Sinciangu. Mistrz świata z 2018 roku opublikował oświadczenie, w którym zdradził powody rezygnacji z intratnej umowy. W swoim poście zamieszczonym na portalu Instagram 29-latek napisał, że jego reakcja jest umotywowana silnymi podejrzeniami przyczynienia się korporacji do rozwoju co najmniej nieetycznego programu rozpoznającego twarze. Griezmann wezwał swojego byłego już sponsora do złożenia wyjaśnień w tej kwestii. Jednocześnie zapowiedział, że rozpocznie działania m.in. potępiające prześladowania czy propagujące równość.

Firma szybko zareagowała na medialne doniesienia na temat jej niejasnej i niehumanitarnej polityki. Jej oficjalne oświadczenie zostało przesłane m.in. portalowi Onet.

“Huawei nie opracowuje algorytmów czy aplikacji z obszaru rozpoznawania twarzy, a wyłącznie technologie ogólnego przeznaczenia z dziedziny uczenia maszynowego oraz sztucznej inteligencji, bazując na globalnych standardach. Huawei nie jest zaangażowany w rozwój warstwy aplikacyjnej, która szczegółowo określa w jaki sposób technologia ogólnego przeznaczenia będzie wykorzystywana. Produkty i rozwiązania Huawei są zawsze zgodne z wymogami prawnymi i standardami branżowymi”.

Hipokryzja to drugie imię współczesnego świata

Ozil, Demba Ba, Griezmann – to postacie ze świata piłki, które zwróciły uwagę reszty społeczeństwa nie tylko na najbardziej aktualne problemy, ale także, co może w tej kwestii jest nawet ważniejsze, na wszechobecną i niemal bezwzględną hipokryzję największych organizacji sportowych. Nie jest tajemnicą, że zarówno Premier League, jak i NBA, a także wiele klubów i futbolowych czy koszykarskich gwiazd czerpie ogromne korzyści związane z otwarciem się na dalekowschodni rynek.

Podczas gdy uśmiechnięci przedstawiciele Zachodu chętnie reklamują chińskie produkty i pojawiają się za Wielkim Murem, gdzieś na północy tego ogromnego kraju setki tysięcy, a może nawet miliony Ujgurów cierpi tylko dlatego, że wyznają konkretną religię. Wielu z nich, przekraczając próg swojego domu, nie wie, czy jeszcze kiedykolwiek do niego wróci. W “najlepszym przypadku” zamiast do własnego łóżka trafia do obozu pracy, gdzie reżim postanowi raz na zawsze zmienić ich myślenie. Ci, którzy nie będą mieli tyle szczęścia, znikną bez śladu, wracając z lokalnego targu.

Gdzie w tym wszystkim jesteśmy my, zwykli obywatele? Jako ludzie, którzy nie mają zbyt dużego wpływu na działania tych największych, przynajmniej bądźmy świadomi tego, jak wielkimi hipokrytami są ci, których oglądamy na co dzień. Jeżeli zastanawiacie się, czemu na koszulkach nigdy nie pojawi się hasło wzywające do solidarności z ofiarami prześladowań chińskiego rządu, odpowiedź jest krótka, tak samo jak złota smycz, na której chodzą przyjaciele Państwa Środka.

Komentarze