¡Que partidazo! #8 Fatalny styczeń Realu i Zidane’a

Zinedine Zidane
Zinedine Zidane PressFocus

Styczeń okazał się być dla Realu Madryt przedłużonym blue monday. Odpadnięcie z dwóch pucharów i zaledwie dwa ligowe zwycięstwa w czterech meczach. Coraz więcej kibiców i ekspertów zastanawia się, kiedy Zinedine Zidane po raz kolejny spakuje walizki i podziękuje Florentino Perezowi za współpracę.

“…Marca wie, że to już niedługo”

Carlos Carpio z madryckiego dziennika Marca donosi, że klub postanowił, iż Zidane nie będzie trenerem Królewskich w przyszłym sezonie. Trudno jednak wyobrazić sobie pożegnanie Francuza z klubem. Jako jedyny w historii wygrał trzy Ligi Mistrzów z rzędu, a jeszcze w poprzednim sezonie wydawało się, że położył solidne fundamenty, w wyrachowany sposób wygrywając mistrzostwo kraju. Przypomina się nieco casus Arsene’a Wengera. Choć wyniki Arsenalu stawały się coraz gorsze, a trenerowi brakowało już pomysłów, włodarzom trudno było zwolnić szkoleniowca, który zrewolucjonizował całą strukturę klubu. O to Zidane’a podejrzewać nie można, ale i tak jest w Madrycie postacią bezapelacyjnie ikoniczną.

Dopóki Francuz pojawiał się na konferencjach, można było zauważyć powolne zmęczenie materiału. Unikał odpowiedzi na pytania, ale i irytował się, gdy dziennikarz zadawał istotne pytania odnośnie wyników Królewskich. Teraz ten obowiązek przejął jego asystent, ale myślę, że po głowie Zidane’a już chodzi myśl, by po raz drugi zrezygnować z funkcji szkoleniowca Realu Madryt.

Koniec “efektu Zidane’a”

Podczas pierwszej przygody na ławce trenerskiej Królewskich, Francuzowi wychodziło niemal wszystko. Licząc wszystkie rozgrywki, Real przegrał wówczas zaledwie 16 ze 149 spotkań. W drugim etapie Zidane’a na ławce, zespół już poległ 19-krotnie, mimo że rozegrał zaledwie 90 meczów. Królewscy w obecnej kampanii przegrywają średnio jedno na pięć spotkań ligowych, a licząc wszystkie rozgrywki, średnia rośnie do 25%. To zawstydzające wyniki jednego z największych klubów w historii futbolu.

Kiepskie zarządzanie szatnią

W sezonie 2016/17, Zidane potrafił tak zarządzać szatnią, że stworzył dwie, niemal równorzędne, jedenastki, które wymieniały się, przez co w zespole panowała rywalizacja, a zawodnicy byli wypoczęci. Teraz ze stolicy Hiszpanii młodzież ucieka stadnie, widząc, że Francuz ufa maksymalnie 15 graczom z kadry.

12 czerwca 2019 roku Real Madryt sprowadził ostatniego gracza. Był to Ferland Mendy. W tamtym okresie peanom ku chwale strategii Florentino Pereza nie było końca. W tym samym oknie do Los Blancos doszli też perspektywiczni Luka Jović, Eder Militao, Reinier, Rodrygo i Take Kubo. Rok wcześniej do zespołu dołączyli, m.in., Vinicius, Brahim Diaz czy Alvaro Odriozola. Wszystko to ukoronowane zostało sprowadzeniem Edena Hazarda. Wydawało się, że po takiej ofensywie transferowej, Real ucieknie rywalom – przynajmniej w Hiszpanii – na co najmniej dekadę. Dziś większość tych graczy stanowi dla Zidane’a wyrzut sumienia.

Exodus młodych

Brahim Diaz i Luka Jović musieli odejść na wypożyczenie i na nich prezentują się świetnie. Dość powiedzieć, że Serb w ciągu 20 minut po powrocie do Eintrachtu zdobył tyle samo bramek, co przez półtora roku w Madrycie. Brahima koniecznie chce wykupić Milan. Eden Hazard wydaje się być na ten moment największą wtopą transferową ostatnich lat, przez zaniedbywanie się i regularne kontuzje. Viniciusowi nic nie dały prywatne treningi z Zidane’em; nadal jest nieprzewidywalny, choć im częściej pojawiał się na boisku, tym dojrzalej się prezentował. Dla Francuza Vini stracił jednak na znaczeniu po powrocie do zdrowia duetu Hazard-Asensio.

Przed kontuzją podobną rolą “cieszył się” Rodrygo, który przywitał się szerokiej publiczności hat trickiem w Lidze Mistrzów przeciwko Galatasaray. Eder Militao dostawał do gry okruchy i trudno spodziewać się zmiany, skoro w ostatnim meczu z Levante wyleciał z boiska po głupim faulu. Odriozola też dołożył do tej porażki swoje trzy grosze, gdy nie upilnował Jose Moralesa strzelającego na 2:1. Podczas, gdy Hiszpan wraz z Marcelo mają obstawić boki obrony jako rezerwowi, z Realu odeszli Achraf Hakimi i Sergio Reguilon.

W międzyczasie klub opuścili też dwaj snajperzy: aktualna gwiazda Espanyolu, Raul de Tomas, a także Borja Mayoral, który regularnie strzela w Romie. W Madrycie pozostał Karim Benzema, a jego dublerem jest Mariano Diaz, najbardziej jednowymiarowy napastnik, jaki w ostatnich latach pojawił się na Santiago Bernabeu.

Biorąc też pod uwagę, że jedynymi zastępcami dla niezniszczalnego trio w środku pola pozostają Isco i kontuzjowany Fede Valverde, dziwna wydaje się decyzja o wypożyczeniu Martina Odegaarda do Arsenalu. Zwłaszcza, że pół roku wcześniej Norweg wrócił z Realu Sociedad na osobistą prośbę Zidane’a.

Sezon do zapomnienia

W lidze Real nie tylko traci już 10 punktów do Atletico, ale też dał się dogonić pogrążonej w największym kryzysie od lat Barcelonie. Zimą Królewscy pożegnali się – we wstydliwy sposób – z oboma krajowymi pucharami. O triumfie w Lidze Mistrzów ciężko marzyć, gdy miało się problem z awansem do fazy pucharowej. A wokół wszystkich tych problemów krąży jak duch widmo odejścia Sergio Ramosa, któremu klub nie chce zagwarantować odpowiedniego kontraktu.

Jednym słowem – chaos. Oczywiście, nie tak ogromny i przerażający jak w stolicy Katalonii, ale trudno mi dziś wyobrazić sobie, by to Zidane był w stanie tę sytuację odwrócić. Potrzeba trenera, który sprowadzi z wypożyczeń perspektywicznych młodych, ukształtuje tych przebywających już w Madrycie i przywróci radość na Santiago Bernabeu. Bo tej, pomimo wygrania ligi w zeszłym sezonie, jest tam ostatnio jak na lekarstwo.

Całość tekstu znajduje się na Primeradivision.pl. Tam wybrano dodatkowo Partidazo, evento, jugador oraz golazo minionej kolejki.

Komentarze