Od Marcelo do Coutinho: najciekawsze zimowe transfery w La Lidze w XXI wieku

Marcelo
PressFocus Na zdjęciu: Marcelo

Często kupowanie graczy zimą było przez kluby takie, jak Real Madryt czy Barcelona uważane za błąd w budowaniu kadry przed początkiem sezonu. Mimo tego hiszpańskie kluby przeprowadziły mnóstwo ciekawych transferów zimą. W poniższym artykule prezentujemy subiektywne top 10 tego typu transakcji.

  • Zimą na hiszpańskich boiskach pojawiało się mnóstwo gwiazd. Najgłośniejszym tego typu transferem było, rzecz jasna, sprowadzenie Philippe Coutinho w styczniu 2018 roku
  • W poniższym artykule prezentujemy dziesięć najciekawszych tego typu transakcji w XXI wieku

Nie tylko Coutinho; Hiszpanie i zimą potrafili przeprowadzać duże transakcje

Zimowe transfery przez lata nie cieszyły się dobrą sławą. Ostatnio w kontrze do tej tezy stanął Julian Nagelsmann, twierdząc, że to daje dodatkowe pół roku na aklimatyzację dla nowego gracza. Jeszcze niedawno takie transakcje uznawano za przyznanie się do błędu przy planowaniu kadry latem. A jednak, w XXI wieku różne hiszpańskie kluby podejmowały ryzyko, sprowadzając do siebie zawodników w styczniu. W tym artykule prezentujemy subiektywnie dziesięć najciekawszych tego typu transakcji na boiskach La Liga w ostatnich dwóch dekadach. Kolejność zależała wyłącznie od chronologii; w końcu na liście znalazły się i wyjątkowo trafione, jak i chybione operacje.

Aritz Aduriz, styczeń 2006 roku

Aritz Aduriz długo przebijał się w składzie Athletiku. Potężny napastnik musiał odrobić pańszczyznę w Burgos CF czy Realu Valladolid, by wreszcie, zimą 2006 roku Los Leones zdecydowali się zapłacić za niego trzy miliony euro. Później Aduriz raz jeszcze opuścił stolicę Kraju Basków, ale to właśnie wtedy zaczął pokazywać się ze swojej najlepszej strony. Ostatecznie snajper jest dziś tym, czego najbardziej brakuje Athletikowi obecnie. Dość powiedzieć, że ostatnio klub łączono z Igorem Angulo! Podczas wszystkich swoich epizodów w Bilbao Aduriz wypracował sobie pozycję drugiego najskuteczniejszego napastnika w historii klubu, ustępując jedynie Telmo Zarrze. Łącznie Athletic musiał zapłacić za baskijskiego snajpera 5,5 miliona euro, a zarobił sześć, sprzedając go w 2008 roku do Mallorki. Nie tylko więc strzelał gole, jak na zawołanie, ale jeszcze dał na sobie zarobić!

Poniższe wideo można odtworzyć w nowej karcie przeglądarki.

Marcelo, styczeń 2007 roku

Cóż, w kategorii najbardziej udanych zimowych transferów, Marcelo z pewnością byłby w czołówce. To zimą 2007 roku Florentino Perez postanowił zaryzykować i sprowadził 19-latka, mającego na koncie zaledwie jedenaście meczów w barwach Fluminense. Najpierw Brazylijczyk uczył się rzemiosła u wielkiego mistrza, Roberto Carlosa. Po piętnastu latach to sam Marcelo stał się wielkim mistrzem, co przyznał sam Carlos. Bez wątpienia 33-latek zdefiniował na nowo pozycję lewego defensora. Marcelo czarował fenomenalną techniką, dogrywał kolegom piłkę na nos, a do tego sam potrafił huknąć z dystansu. Z Realem sięgnął po 23 trofea i rozegrał ponad 500 spotkań. A to wszystko za marne 6,5 miliona euro, które Perez zaryzykował w styczniu 2007 roku.

Klaas-Jan Huntelaar, styczeń 2009 roku

Na przełomie 2008 i 2009 roku Real Madryt widział już, jak potężny projekt powstaje w Barcelonie, którą dopiero co przejął Pep Guardiola. Klub chciał szybko wzmocnić swoją siłę ognia, a – choć Klaas-Jan Huntelaar nie wyrósł na czołowego napastnika w skali Europy – wówczas uznawany był za jeden z największych talentów na swojej pozycji. W pierwszej połowie sezonu 2008/09 zdążył strzelić dla Ajaksu dziewięć goli, ale amsterdamczycy nie mogli pozwolić sobie na odrzucenie propozycji Królewskich. Ostatecznie Holender za 27 milionów euro trafił na Santiago Bernabeu. Tam szału nie zrobił. Strzelił, co prawda, osiem bramek, ale latem do klubu dołączyli Karim Benzema i Cristiano Ronaldo. Dla snajpera zabrakło miejsca i już po pół roku zmienił Madryt na Mediolan. Ostatecznie Los Blancos byli w plecy o dwanaście milionów euro. Później Huntelaar udowodnił swoją, nomen omen, klasę. Został legendą Schalke i strzelił aż 42 bramki dla reprezentacji Holandii. Etap w Realu Madryt nie był jednak w jego przypadku udany.

Poniższe wideo można odtworzyć w nowej karcie przeglądarki.

Angel Correa, styczeń 2015 roku

Atletico świętowało Nowy Rok przed siedmioma laty, sprowadzając do siebie niepozornego napastnika z Argentyny. Angel Correa kształtował się w San Lorenzo i jego macierzysty klub zarobił na nim 10,5 miliona euro. Kwota wówczas wydawała się spora, ale z perspektywy czasu wydaje się drobnymi. Bo choć Argentyńczyk nie jest wymieniany jednym tchem pośród najlepszych snajperów Europy, jest dla Diego Simeone bezcenny. Był ważny w sezonie mistrzowskim, gdy dołki formy łapał Luis Suarez. W bieżącej kampanii wyrósł w hierarchii ponad Joao Felixa czy, właśnie, Urugwajczyka. Strzela gole z połowy boiska, pewnie wykorzystuje sytuacje w polu karnym, potrafi też asystować. A gdy grzeje ławę, nigdy nie narzeka na ten stan do mediów. Słowem – napastnik idealny, acz mocno niedoceniany.

Clement Lenglet, styczeń 2017 roku

Przez lata ulubionym rynkiem Monchiego była Francja. Tam wyszukiwał młodych, perspektywicznych graczy, liczących na szybki awans finansowy i sportowy. Takim sposobem na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan trafił Clement Lenglet. Andaluzyjczycy zapłacili Nancy marne 5,4 miliona euro, a w Sewilli Francuz błyskawicznie wyrósł na jednego z najlepszych stoperów La Ligi. Imponował techniką, wyprowadzeniem piłki, na trenerach wrażenie robiło też profesjonalne podejście do zawodu. W efekcie, po zaledwie półtora roku w Andaluzji zmienił barwy na bordowo-granatowe. Barcelona zapłaciła Los Nervionenses aż 36 milionów euro! Ta operacja to kolejny majstersztyk Monchiego, który potrafił “wyczarować” sześciokrotny zysk w okresie 18 miesięcy. Transakcję docenia się tym bardziej, widząc po czasie, jak kruchym psychicznie okazał się Lenglet, mający obecnie problemy z wywalczeniem sobie miejsca w składzie Barcelony wypełnionym młodziakami.

Philippe Coutinho, styczeń 2018 roku

Barcelona w styczniu 2018 roku spełniła jedno ze swoich marzeń. O Philippe Coutinho starała się bowiem już poprzedniego lata, ale wówczas Liverpool blokował  transfer, podbijając cenę. Ta ostatecznie stanęła na, bagatela, 135 milionach euro. Tym samym mówimy o zdecydowanie największej operacji w zestawieniu. Początek Brazylijczyka na Camp Nou był obiecujący. Na wiosnę 2018 roku zanotował dziewięć bramek i siedem asyst w nowych barwach, rozbudzając nadzieję. Później było już tylko gorzej. Kontuzje, problem z pewnością siebie – to wszystko stanęło na przeszkodzie Coutinho w stolicy Katalonii. Po czterech latach Blaugrana cieszy się, że Aston Villa zgadza się wypożyczyć go z obowiązkiem pokrycia większości pensji. I bez większych nadziei na to, że klub z Birmingham skorzysta z opcji wykupu za 35 milionów euro. W kategorii zimowych transferów w La Lidze mówimy jednak o zdecydowanie najgłośniejszej i największej operacji.

Diego Costa, styczeń 2018 roku

Zimą 2018 roku w Hiszpanii działo się zadziwiająco wiele. W Anglii, za to, Diego Costa popadł w otwarty konflikt z Antonio Conte. Napastnik, który miał wielki wkład w zdobycie mistrzostwa przez Chelsea, domagał się odejścia. Ostatecznie dopiął swego, wrócił do ziemi obiecanej. Owa ziemia obiecana musiała zapłacić za swego byłego gracza aż 60 milionów euro. Diego Simeone już wtedy pokazał, że nie boi się postawić po raz drugi na tego samego gracza (do czego jeszcze wrócimy). Sprowadzenie Costy było jednak błędem. Ogromna kwota transferu nijak się nie spłaciła. Wiosną 2018 roku strzelił w La Lidze trzy gole, a później, aż do swego odejścia, dołożył jeszcze tylko dziewięć. Zimą 2021 roku Costa wymusił rozwiązanie umowy, licząc na lukratywny kontrakt. W efekcie pół roku spędził na bezrobociu, wypisując się z tytułu mistrzowskiego, po jaki ostatecznie sięgnęło Atletico. Drugi etap hiszpańskiego snajpera w ekipie Los Colchoneros z pewnością wolałby pozostać zapomniany – i przez klub, i przez piłkarza.

Poniższe wideo można odtworzyć w nowej karcie przeglądarki.

Inigo Martinez, styczeń 2018 roku

Zimą 2018 roku działo się wiele nie tylko u gigantów. To wówczas Athletic Club zapewnił sobie jeden z największych i najbardziej szokujących operacji w XXI wieku. Zaproponowali ogromny kontrakt kapitanowi największemu z rywali, Realu Sociedad. A ten… cóż, zaakceptował ją. Inigo Martinez od tego momentu stał się w San Sebastian persona non grata. W zespole Los Leones ma jednak niezbywalne miejsce w wyjściowym składzie i wciąż prezentuje wysoki poziom. Co jakiś czas przypomina sobie o nim nawet Luis Enrique, powołując go do reprezentacji Hiszpanii. Co ciekawe, Martinez odmówił powołania na ostatnie Euro, bo czuł się przytłoczony psychicznie. Biorąc pod uwagę całą otoczkę wokół jego kontrowersyjnych przenosin, trudno się dziwić. Kibiców Realu Sociedad nie ukoiły nawet 32 miliony euro, jakie Martinez dał na sobie zarobić.

Youssef En-Nesyri, styczeń 2020 roku

Zima 2020 roku w Leganes była dla właścicieli słodko-gorzka. Z jednej strony Ogórki zarobiły niemal 40 milionów euro, sprzedając Youssefa En-Nesyriego i Martina Braithwaite’a. Z drugiej, utrata dwóch najlepszych snajperów kosztowała klub spadek do drugiej ligi. Kibice Barcelony do dziś zastanawiają się, co stałoby się, gdyby wówczas na Camp Nou trafił nie Duńczyk, a Marokańczyk. Ten bowiem w Sevilli zaaklimatyzował się szybko, a ponadto zaliczył wielki progres. Wcześniej raził nieskutecznością i surowością techniczną, dziś to jeden z najbardziej rozchwytywanych snajperów w Hiszpanii. W sezonie 2020/2021, En-Nesyri strzelił dla Sevilli 24 gole. W bieżącym musi dzielić się minutami z Rafą Mirem, ale wciąż potrafi odnaleźć drogę do siatki. Jeśli Monchi zdecyduje się go sprzedać, z pewnością może liczyć na dwukrotność 20 milionów, jakie wydał na napastnika przed dwoma laty.

Yannick Carrasco, styczeń 2020 roku

Powrót Costy na Wanda Metropolitano nie przebiegł pomyślnie, ale to nie zniechęciło “Cholo” do sięgania po starą gwardię. I w przypadku Yannicka Carrasco, z pewnością nie żałuje. Belg opuszczał Madryt w 2018 roku jako krnąbrna gwiazdka, niechętna do gry w obronie, za to szukająca wyższej pensji w Chinach. Tam jednak nie tylko nie przepadł, ale i rozwinął się jako osoba. Wrócił do Atletico jako gracz dojrzały, rozumiejący odpowiedzialność płynącą z roli lidera drużyny i chętnego do ciężkiej pracy. W efekcie Carrasco stał się jednym z najważniejszych członków mistrzowskiej ekipy sezonu 2020/2021. Belg wyrósł na jednego z najlepszych wahadłowych La Ligi. Rzecz jasna 28-latka wciąż częściej widać w ataku, gdzie czaruje przeciwników fantastycznymi umiejętnościami, ale i mocno rozwinął się w defensywie. Na tyle, że Simeone nie boi się postawić na niego kosztem typowego lewego obrońcy, Renana Lodiego. Carrasco do dziś pozostaje jednym z najlepszych graczy Atletico, a wydane na niego 27 milionów euro wydaje się dziś rozsądną kwotą. Zwłaszcza, że wcześniej Chińczycy zapłacili za Carrasco o trzy miliony więcej.

Komentarze