Gdański finał o miliony, chwałę i coś więcej

Zespół Villarrealu podczas treningu w Gdańsku
Zespół Villarrealu podczas treningu w Gdańsku PressFocus

Już w środę wieczorem czeka nas finał Ligi Europy. W szaty faworyta ubierani są zawodnicy Manchesteru United, ale nie znaczy to, że Villarreal pozostaje bez szans na największy triumf w swojej historii.

  • Już w środę czeka nas gdański finał Ligi Europy
  • Faworytem spotkania są zawodnicy Manchesteru United, ale i prowadzony przez Unaia Emery’ego Villarreal nie stoi na straconej pozycji
  • Redakcyjni eksperci od lig angielskiej i hiszpańskiej przedstawili argumenty stojące za każdą z drużyn

Głód sukcesów

Niedosyt – trudno o lepsze określenie tego sezonu w wykonaniu Manchesteru United. Wprawdzie Czerwone Diabły zakończyły rozgrywki Premier League na wysokim, 2. miejscu, jednak do lokalnych rywali straciły aż 12 punktów. Wyniki w krajowych pucharach również nie były satysfakcjonujące. W EFL Cup podopieczni Ole Gunnara Solskajera zostali zatrzymani w półfinale, natomiast FA Cup zakończył się dla nich już w 1/4 finału. Za kompletnie nieudane możemy uznać zmagania w Lidze Mistrzów. Dwukrotni triumfatorzy elitarnego czempionatu nie wyszli nawet z grupy! Jeżeli w tym roku Manchester nie zdoła wywalczyć choćby jednego trofeum, ocena wyników pracy drużyny z Old Trafford będzie zdecydowanie niższa.

To właśnie niedosyt, a także nienasycenie sukcesami zdecydowanej większości piłkarzy z Old Trafford stawia United w roli faworytów starcia w Gdańsku. Umiejętności piłkarskie zawodników prowadzonych przez byłego gracza z czerwonej części Manchesteru są niepodważalne. Bruno Fernades, Paul Pogba, Marcus Rashford, Edinson Cavani czy Harry Maguire to absolutna światowa czołówka. To postaci, od których wymaga się więcej. Kibice nie zadowolą się samą obecnością swoich ulubieńców w finale. Dla członków społeczności o tak bogatej tradycji, pełnej sukcesów, dotarcie do tej fazy rozgrywek determinuje zwycięstwo w decydującym spotkaniu. Przy Sir Matt Busby Way każde rozgrywki traktowane są śmiertelnie poważnie i każde niepowodzenie odczuwane jest dwukrotnie mocniej niż w przypadku innych zespołów.

Mentalność wielkiego klubu narzuca ogromną presję i niejednokrotnie może okazać się przekleństwem. Jak czujesz się, jeżeli oczy całego piłkarskiego świata są zwrócone na ciebie, wszystkie zagrania zostają poddane szczegółowej analizie, a najmniejsze błędy trafiają do księgi, która nigdy się nie zamyka? Piłkarze, którzy zakładają koszulkę, której historia liczy niespełna 150 lat, niosą na barkach potężne oczekiwania. Gdy sam sir Alex Ferguson zasiada na trybunach, wszystko należy pomnożyć. Legendarny Szkot, jak nikt inny, ma prawo wymagać od piłkarzy Manchesteru poświęcenia klubowym barwom.

Dobra i zła presja

Czy przesyt emocji, bodźców, ale także oczekiwań może przytłoczyć zawodników Czerwonych Diabłów? W kadrze Manchesteru jest aż sześciu zawodników, którzy cztery lata temu sięgnęli po trofeum Ligi Europy, a którzy mogą pojawić się na boisku stadionu Lechii. De Gea, Shaw, Bailly, Pogba, Mata, Rashford – ta grupa doskonale zna smak zwycięstwa w decydującym starciu międzynarodowych rozgrywek. Wspomniani gracze doskonale radzą sobie z presją i znają oczekiwania, a także emocje kibiców. Doświadczenie zdobyte na europejskiej arenie może okazać się kluczowe w rywalizacji ze zdecydowanie mniej zaprawioną w boju ekipą. Żołnierze wyszkoleni przez Jose Mourinho, eksperta do spraw pucharowych, mogą nauczyć mniej zahartowanych w walce kolegów jak oczyścić umysł przed wyjściem na boisko. A przecież w szeregach United są też tacy piłkarze jak Nemanja Matić, Edinson Cavani i Harry Maguire, który fach mają w ręku, nogach i głowie.

Myślę, że każdy piłkarz wie, że przychodzi tutaj, aby walczyć o trofea i poprawiać swoje umiejętności. Istnieje presja, aby wygrywać, ale presja dobrze na mnie wpływa. Bruno Fernandes doskonale wie, czego oczekuje się od zawodników z czerwonej części Manchesteru. Portugalczyk niejednokrotnie dźwigał na swoich niepozornych barkach całą drużynę, jednak perfekcyjnie wywiązywał się z roli motoru napędowego i opoki ekipy z Old Trafford. Bruno ma mentalność zwycięzcy. To jeden z tych graczy, którym w perspektywie ich całego pobytu przy Sir Matt Busby Way nie można zarzucić właściwie nic. Gole i asysty to jedna strona medalu. Drugą składa się z imponującej ambicji i nieprzerwanej chęci nauki. Zarówno awers, jak i rewers w przypadku wychowanka Boavisty są złote.

Powrót do Anglii bez trofeum zostanie uznany za ogromną porażkę. Nic nie usprawiedliwi klęski w finale, nawet ewentualna absencja kapitana i ostoi defensywy, Harry’ego Maguire’a. W Gdańsku, na jednym z ekstraklasowych stadionów, Ole Gunnar Solskjaer ma szansę udowodnić, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Dzisiaj Norweg i prowadzona przez niego drużyna ma szansę zapisać się srebrnymi zgłoskami na kartach opasłej księgi z Old Trafford. Na inne, bardziej majestatyczne kolory przyjdzie jeszcze czas.

“Dla wielu z nas to najważniejszy mecz w karierze”

Jasne, Villarreal nie jest faworytem środowego starcia. Nie sposób porównywać możliwości finansowych drużyn, a tym bardziej ich sukcesów. Jednakże, fakt, że nadchodzący finał należy uznać – bez większych kontrowersji – za najważniejszy mecz w historii klubu powinien podziałać na Żółtą Łódź Podwodną mobilizująco. No bo spójrzmy. Największe triumfy Villarrealu to dwa zwycięstwa w Pucharze Intertoto (pamiętacie jeszcze ten twór łudząco przypominający Conference League?) i sensacyjne wicemistrzostwo Hiszpanii z 2008 roku. Żeby jednak była jasność, wówczas podopieczni Manuela Pellegriniego nie walczyli o tytuł. Wykorzystali słabość Barcelony, zajmując “należne jej” drugie miejsce, ale do lidera z Madrytu tracili na finiszu rozgrywek aż osiem punktów.

Manu Trigueros przed finałem wypowiedział się jednoznacznie.

Dla wielu z nas to najważniejszy mecz w karierze zawodowej. W otwartej grze mamy wiele do stracenia. Postaramy się grać piłką i trzymać się razem. Opierając się na naszej filozofii, spróbujemy skrzywdzić Manchester United – powiedział pomocnik Villarrealu. Jak tu się kłócić, skoro zaledwie dziewięciu członków kadry miało zaszczyt sięgnąć po jakikolwiek puchar w seniorskiej piłce? Przy tym rozstrzał pod względem istotności jest tu spory; Raul Albiol został nawet mistrzem świata z reprezentacją Hiszpanii, ale już udział Paco Alcacera w triumfach Barcelony za jego czasów w tymże klubie, był marginalny.

Pomijając kwestie historyczne, środowy mecz ma również znaczenie bardziej trywialne. Przez porażkę w ostatniej kolejce, Żółta Łódź Podwodna zakończyła sezon na siódmym miejscu. Jeżeli gracze Unaia Emery’ego nie wygrają finału, w przyszłym sezonie grać będą we – wspomnianej już nieprzypadkowo – Conference League. Triumf nad Czerwonymi Diabłami zapewni zaś występy w elitarnej Lidze Mistrzów. Prestiż, chwała i dziesiątki milionów euro, które mogą zmienić wizerunek klubu w najbliższych latach – taka jest stawka spotkania dla hiszpańskiej drużyny.

“Dobry wieczór, z tej strony pan Liga Europy”

Unai Emery to jest król Ligi Europy, jak lew jest król dżungli, parafrazując klasyk. Trzy triumfy, jeden przegrany z Arsenalem finał, a także jeden półfinał z dowodzonym wówczas przez fantastycznego Radamela Falcao Atletico. Hiszpan nie tylko uwielbia te rozgrywki, ale też podporządkował pod nie całą pierwszą kampanię u sterów Villarrealu.

Żółta Łódź Podwodna ma za sobą mocno chwiejny i chimeryczny sezon ligowy. Nałożyło się na to sporo czynników – zaimplementowanie filozofii gry nowego trenera, wprowadzenie licznych nabytków, wreszcie kontuzje – ale też fakt, że przed kluczowymi starciami w Lidze Europy, Emery w rozgrywkach krajowych dawał grać zmiennikom. Tuż po przybyciu na Estadio de la Ceramica, trener zapowiadał: “chcę przynieść klubowi pierwszy puchar”. Za słowami poszły czyny. Od początku sezonu priorytetem był turniej międzynarodowy. Efekty widać gołym okiem. Villarreal podejdzie do finału bez żadnej porażki w tychże rozgrywkach. Zespół miewał swoje wahania, ale akurat w Lidze Europy nie schodził poniżej solidnego poziomu. Dlatego, o ile dla Manchesteru United środowy mecz to głównie kwestia prestiżu i zdobycia nagrody pocieszenia, dla Villarrealu jest punktem kulminacyjnym całego sezonu.

Żółty znak jakości

Zresztą, nie uważam, by na Żółtą Łódź Podwodną powinno się patrzeć, jak na kopciuszka. Choć w zespole brakuje supergwiazd pokroju Bruno Fernandesa czy Marcusa Rashforda, skład Villarrealu wypełniony jest świetnymi, powszechnie docenianymi zawodnikami. Niekwestionowaną gwiazdą drużyny jest wicekról strzelców (ex aequo z Karimem Benzemą) La Ligi, Gerard Moreno. Napastnik kompletny, wokół którego Luis Enrique powinien – moim zdaniem – budować ofensywę reprezentacji Hiszpanii na nadchodzącym Euro 2021. A nie jest to przecież jedyny zawodnik Villarrealu powołany przez “Lucho”. Drugim z nich jest Pau Torres, który po rozczarowującej jesieni powrócił na odpowiednie tory. To stoper na tyle szybki, inteligentny i świetnie grający piłką, że ma zastąpić Sergio Ramosa – i to zarówno w kadrze, jak i Realu Madryt.

Gerarda Moreno w ataku wspierać będzie solidny Paco Alcacer, a w odwodzie Emery ma jeszcze dwukrotnego zdobywcę Ligi Europy, Carlosa Baccę. Na skrzydle sporo problemów Luke’owi Shawowi nastręczy Samuel Chukwueze, którego zakupem zainteresowany jest… Manchester United! Do tego dodajmy fantastycznego, potrafiącego zawładnąć całym środkiem pola Daniego Parejo. Ubezpieczać go będą zaś znani fanom Premier League, Francis Coquelin czy Etienne Capoue. Trzon drużyny stanowi też weteran i najbardziej utytułowany gracz w składzie, czyli wspominany wcześniej Raul Albiol. Villarreal jest też groźny za sprawą wejść ofensywnych bocznych obrońców w osobach Pervisa Estupinana lub Alfonso Pedrazy po jednej, a także Mario Gaspara po drugiej stronie. Czerwone Diabły muszą też uważać na Triguerosa czy 18-letniego Yeremiego Pino, który ma za sobą przełomowy sezon, w którym już zdołał strzelić siedem bramek.

Wbrew obiegowej opinii, brakuje w tym finale zdecydowanego faworyta. Kibice obu klubów mogą mieć na ten temat inne zdanie, ale wszystkim pozostałym polecam zrobić to samo, co Diego Forlan. Włączyć mecz i cieszyć się z widowiska.

Paweł Paczocha i Michał Stompór

Komentarze

Comments 4 comments

Villarreal faworytem z konkretnym celem (awans do Ligi Mistrzów..) Trenerem, który jest ekspertem od wygrywania Ligi Europy.. Solskjaer w zasadzie ma nóż na gardle, jeśli nie wygramy znowu zacznie się podważanie
jego trenerskiego warsztatu. Nie ma wymówek, podstawowy skład jest wypoczęty, muszą zostawić flaki na trawniku i zgarnąć ten pucharek.

Ja myślę, że to United są faworytem 😉 Fakt to tylko jeden mecz i wszystko zdarzyć się może + do tego na ławce trenerskiej Villareal siedzi PAN Liga Europy jednak jakość piłkarska jest zdecydowanie po stronie MU .